„7 powodów, by nie pisać książki”, styczniowy felieton Bartosza Szczygielskiego

Bartosz Szczygielski, fot: Maksymilian Rigamonti/Wydawnictwo WAB

Kiedyś wierzyłem w to, że Internet da nam coś więcej. Wartościowe treści oglądane i czytane przez setki tysięcy osób z całego świata. Później wszedłem na YouTube i przestałem wierzyć w cokolwiek.

Nie uczę się na błędach. Co jakiś czas powtarzam sobie, że wchodzenie na YouTube powinienem ograniczyć tylko do tego, by posłuchać ulubionych zespołów lub obejrzeć nowy trailer. Niestety, ale zdarza mi się zabłądzić w te rejony z których już bardzo trudno zawrócić. Znacie to pewnie równie dobrze, jak ja. Zaczynacie od video Mastodona, a kończycie na oglądaniu kotów, które boją się ogórków. Gdzieś pomiędzy tymi skrajnymi materiałami, przewija się coś jeszcze.

Sam nie wiem, jak to do końca określić. Mówię o krótkich formach, które w zamyśle miały być odpowiedzią na kabarety królujące w telewizji, a w tej chwili stały się smutny dowodem na to, że się starzeję. Włączam materiał o 10 powodach dlaczego warto biegać, 12 rzeczach, które wkurzają podczas zmywania i czekam na ten magiczny moment, kiedy w końcu się zaśmieję. Jeszcze mi się to nie udało, ale się nie poddaję.

www.unsplash.com/Mikhail Vasilyev

To jak z nałogiem – wiem, że oglądanie zabija więcej moich komórek mózgowych, niż wsadzenie głowy do mikrofalówki, ale trudno mi się oprzeć. W pewnym momencie dotarło do mnie, dlaczego to w ogóle robię. Szukam w tych materiałach tego „czegoś”, co przyciąga miliony użytkowników YouTube. Miliony.

I będą zupełnie szczerym, wydaje mi się, że jestem zwyczajnie za stary. Mój gust się zmienił, ale jestem mu za to bardzo wdzięczny. Do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć. Tak samo jak do czytania. I choć wydoroślałem, to jak przystało na człowieka niereformowalnego, postanowiłem spróbować swoich sił na poletku humorystycznym. W końcu może odkryję swoje powołanie, a ten tekst również przeczytają miliony? Tak więc oto próbka YouTubowego poczucia humoru!

7 powodów, by nie pisać książki:

  1. Netflix wypuszcza właśnie nowy serial. Nie, nie może on poczekać pół roku, bo przecież do tego czasu pojawi się jeszcze kilkanaście innych pozycji, a musze być na bieżąco, żeby na Facebooku nikt nie wziął mnie za lamusa, który jako ostatni obejrzał drugi sezon „Stranger Things” lub w ogóle nie wie co to „Dark”. Netflix mnie zna. Netflix mnie rozumie. Witajcie zimne wieczory pod kocem z herbatą oraz przyciskiem, który pozwala pominąć intro.

  2. Ta gra sama się nie przejdzie. Stoi na półce i dopomina się tego, by w końcu włożyć ją do napędu i odpalić. Ostatnio zdominowałem swojego pierwszego Żyrafa i choć brzmi to jak kwestia z kiepskiego pornosa, to zapewniam, że zabawa jest znacznie lepsza. No i trwa dłużej niż kilka minut.

  3. Jest dopiero za piętnaście ósma, więc nie ma sensu zaczynać pracy. Zacznę o pełnej godzinie, a do tego czasu zajmę się czymś innym. W końcu w Internecie czeka na mnie tyle interesujących rzeczy, które pragną żebym je zobaczył. O, kolejny śmieszny kotek i już jest trzy po ósmej. Nie ma sensu zaczynać teraz pisać. Poczekam do pełnej godziny.

    www.unsplash.com/Niklas Rhöse

  4. Pora coś zjeść. Nie jadłem od kilkunastu minut, więc najwyższa pora nadrobić zaległości. Zaglądam do lodówki, gdzie czeka na mnie światło, kilka jajek i karton mleka, a to oznacza tylko jedno – pora iść do sklepu. Cholera, zjadłbym coś zdrowego, np. chipsy. Chipsy są zdrowe, bo to ziemniaki. Taką wersję przyjmuję i takiej się będę trzymał.

  5. Czy to kurz? Wygląda jak kurz. Pora złapać za szmatkę i płyn o zapachu świerka syberyjskiego, który dziwnie drażni mnie w nozdrza. Przydałoby się także doczyścić wannę, bo zaczyna się zabawnie lepić, a w szafce dalej stoi resztka farby, która aż prosi się o to, by ją otworzyć. Tyle możliwości.

  6. Mój brzuch nie wygląda tak, jak tego kolesia z tego filmu, gdzie leją się po mordach. Pora zapisać się na siłownię. No, może w przyszłości, bo szkoda mi pieniędzy na coś z czego i tak nie skorzystam. Może zacznę biegać? Chociaż nie, nie muszę. Ostatnio biegłem do autobusu i próbowałem złapać później oddech tylko przez trzynaście minut, więc jest lepiej niż przed rokiem, gdzie prawie się nie udusiłem. O, chips.

  7. Ta książka zbyt długo czekała na to, aby ją przeczytać. Pisarze powinni robić dwie rzeczy – pisać i czytać, a jak już nie robię tego pierwszego, to przynajmniej mogę poczytać.

Podobało się? Nie zapomnijcie dać suba i zostawcie komcia, co sądzicie! Do następnego!