„Dzięki Stiegowi Larssonowi wydawcy zwrócili uwagę na szwedzkich pisarzy”.

Przyjechał do Warszawy jako gość Międzynarodowego Festiwalu Literatury „Apostrof”. Rozmawialiśmy o szwedzkich kryminałach, alkoholizmie Malin Fors, a także o…Wisławie Szymborskiej. Przeczytajcie. 

Mons, urodziłeś się w okolicach Linköping. Sądzisz, że Twoje książki mogą być swego rodzaju przewodnikiem po tym mieście? Teraz modne są podróże śladami bohaterów książek.

Być może to nie jest taki typowy przewodnik turystyczny, ale gdyby się ktoś chciał dowiedzieć jak wygląda życie w takim średniej wielkości szwedzkim mieście, to są to rzeczywiście odpowiednie książki żeby się tego dowiedzieć.

Dla mnie Malin Fors to taki Kurt Wallander w spódnicy, ci bohaterowie mają dużo cech wspólnych. Możemy spodziewać się ekranizacji przygód Malin?

Tak się składa, że właśnie sam pracuję nad ekranizacją, nad serialem. Specjalnie założyłem studio telewizyjne, ponieważ przez lata zarzekałem się, że nikomu nie sprzedam praw do sfilmowania moich książek. Po prostu bałem się, że ktoś zrobi coś strasznego, Stwierdziłem więc, że dość tego narzekania, więc muszę to zrobić samemu. No i teraz jeśli wyjdzie jakiś denny projekt, to wiadomo kogo będzie trzeba za to winić. Tylko mnie.

Chciałbym wrócić jeszcze do Malin. Ona jest całkowicie fikcyjna, czy konstruując tę postać wzorowałeś się na kimś konkretnym?

Jest całkowicie wymyślona. Oczywiście, po tylu książkach nabrała własnego życia, ale nie jest oparta na żadnej prawdziwej postaci. Może poza tym, że jest po prostu oparta na wszystkich ludziach.

Planujesz wyswobodzić główna bohaterkę Twoich książek z alkoholizmu?

Ludzie uzależnieni nigdy nie wychodzą ze swoich nałogów, mogą najwyżej nauczyć z nimi żyć. Tak samo jest z Malin, całe życie zmaga się z nim i tak będzie do końca jej dni.

Zupełnie z innej beczki. Współpracujesz z Markusem Luttemanem, w Polsce ukazała się wasza wspólna książka, czyli „Na imię mi Zack”. Będziecie kontynuować tę historię?

Tak, zdecydowanie. W Szwecji właśnie wyszła druga część, piszemy trzecią i planujemy dalszą współpracę. Staramy się, żeby wychodziła jedna rocznie, ale byłoby jeszcze lepiej gdyby wychodziły dwie, bo książka ma na tyle skomplikowaną fabułę, że byłoby łatwiej dla czytelników gdyby wychodziły częściej.

Kolejne tytuły również będą ukazywały się w Polsce?

Tak. Rebis, mój polski wydawca, ma prawa do kontynuacji i wiem, że kolejne części będą wydawane.

Dużo mówi się o fenomenie szwedzkich kryminałów. Można to w jakiś sensowny sposób wytłumaczyć, że książki z tej części świata są tak chętnie czytane?

Sukces rodzi sukces. Mieliśmy kilku wspaniałych pisarzy, na przykład Henninga Mankella, którzy przygotowali grunt pod Stiega Larssona, który po prostu wybuchł. Stieg sprawił, że wielkie wydawnictwa zainteresowały się szwedzkimi autorami. Gdyby nie on, to na pewno nie miałbym tak wielkich wydawców na całym świecie. To są bardzo duże wydawnictwa, więc kiedy Simon & Schuster robi ogólnokrajową akcję promocyjną, to jest to coś zupełnie innego niż gdyby małe wydawnictwo po cichu wydrukowało 200 egzemplarzy.

Śledzisz nowości kryminalne ukazujące się w Szwecji? Mnie ostatnio zafascynował debiut Stefana Ahnhema.

O tak, to bardzo dobra książka. Zresztą Stefan to mój przyjaciel.

Będę się z nim widział w przyszłym tygodniu w Sztokholmie. Lecę do niego na wywiad.

Naprawdę? To pozdrów go ode mnie i powiedz, że bardzo lubię go czytać.

Na koniec chciałbym zapytać o Wisławę Szymborską, bo to ciekawe, że szwedzki pisarz kryminałów zaczytuje się w poezji polskiej noblistki. Co Cię w niej urzekło?

Bardzo mi się podoba, że potrafi tak wiele treści zawrzeć w kilku słowach, jak wiele emocji oddaje w kilku prostych wyrażeniach, ta ekonomia stylu bardzo mi odpowiada. Poznałem jej dzieła poprzez szwedzkiego tłumacza Szymborskiej, który był przyjacielem pewnej szwedzkiej poetki, która już niestety nie żyje. Ona z kolei znała moją żonę i podarowała nam tomik poezji, który zrobił na mnie wielkie wrażenie.