Jak napisać kryminał? Kwietniowy felieton Bartosza Szczygielskiego

Bartosz Szczygielski, fot: Maksymilian Rigamonti/Wydawnictwo WAB

Na tegorocznych Targach Książki w Warszawie będę uczestniczył w ciekawym panelu. Razem z szeregiem zacnych twórców porozmawiamy o tym, jak wygląda przyszłość polskiego kryminału. Cóż, zdania zapewne będą podzielone, bo inaczej przez dwie godziny gapilibyśmy się na siebie, a czytelnicy na nas. I tak mnie naszło,że skoro mamy rozmawiać o kryminałach, to może warto pokazać, jak one powstają.

Na rynku pojawia się rocznie tyle książek, że nie starczyłoby mi życia, żeby je wszystkie przeczytać. No dobra, może przesadzam, ale istnieje nadprodukcja i nietrudno ją zauważyć. Nie chodzi mi tu tylko o rynek kryminałów, lecz o cały książkowy świat. Początkujący pisarze narzekają, że nikt ich nie chce wydać, bo nie mają znajomości albo właśnie za dużo jest już książek i nie ma dla nich miejsca. Miejsce znajdzie się zawsze, o ile ich książka będziedobrze napisana. Czy musi się jednocześnie czymś wyróżniać? Moim zdaniem nie, bo przecież, jak mawiał klasyk, lubimy to, co znamy.

I tu, cały na biało, wchodzi właśnie kryminał. Bierze się kilka składowych, miesza ze sobą w jednym garze i wychodzi strawne danie. Takie, które zagości na księgarskich półkach i jak będzie się miało odrobinę szczęścia– nawet w kilku domach. Jak napisać kryminał, żeby dało się go czytać, a odbiorca nie miał wrażenia, że robi się go w chu…?

www.unsplash.com/David von Diemar

Mniej więcej tak:

– Umieść akcję w niewielkiej miejscowości, gdzie wszyscy się znają, ale liczba mieszkańców pozwala na ich mordowanie przynajmniej przez dwanaście kolejnych tomów. Wielkość jest ważna, bo przecież nie chcemy opisywać kolejnego Sandomierza, gdzie strach wyjść na ulicę, bo albo cię zaszlachtują maczetą albo przejedzie cię ksiądz na rowerze.

– Musisz mieć głównego bohatera, więc najlepiej, jeżeli będzie upośledzony. Wiecie: wszyscy już wiedzą, kto kogo zamordował, a on dalej zastanawia się, co ze sobą zrobić. Nie może być jednak za głupi, bo czytelnik wam nie uwierzy. Dobrze zachować umiar i niech np. wie, gdzie wlewa się benzynę, ale niech nie zna się na pobieraniu odcisków palców. Wtedy na spokojnie wytłumaczy mu to ktoś inny, a ty będziesz mógł popisać się RISERCZEM!

– Życie prywatne twojego bohatera to istotna kwestia. Nie musi być rozwodnikiem cierpiącym na nadciśnienie i łysienie plackowate. To nie zaszkodzi, ale znaj umiar. Super, jak pojawi się zdrada. Ewentualnie ciąża, najlepiej niechciana. Wiecie – problemy, które przeszkadzają w śledztwie. Problemy są super.

– Zaszlachtuj kogoś na pierwszej stronie. No, maksymalnie na drugiej. Czytelnik nie lubi się nudzić i jak będzie musiał przebrnąć przez 10 stron ekspozycji, to obsmaruje cię na Lubimy Czytać, że lepiej bawił w kinie się na Planecie Singli 3. Szanuj się.

– Twisty! Jak najwięcej twistów!

– Umieść część akcji w przeszłości, to zawsze działa, a szczególnie na okładkach: WIELKI SEKRET POGRZEBANY PRZED LATY! CZY DETEKTYW JACEK ODKRYJE PRAWDĘ ZANIM BĘDZIE ZA PÓŹNO?

– Akcja z przeszłości musi być tak pokręcona,żeby na końcu książki wszyscy powiedzieli: Łoooooo. Coś w stylu, że dziadek Henio nienawidził sąsiada, bo ten mu ukradł kurę. Więc Henio czekał trzydzieści lat i potem zamordował brata stryjecznego tego sąsiada, ale tak, żeby to wyglądało na robotę ciotki sprzedawcy w pobliskim sklepie. Zostaw na miejscu zbrodni kurze pióro! I pamiętnik! Pamiętaj o pamiętniku ukrytym gdzieś na strychu. To zawsze działa i koniecznie napisz go w formie pierwszoosobowej.

– Twisty! Jeszcze więcej twistów!

– Przesłuchuj wszystkich! Każdy może być winny. Nie zapomnij często o tym wspominać, bo wiadomo:twój bohater jest upośledzony.

– Problemy społeczne, a najlepiej kilka i najlepiej jak najbardziej aktualnych. Tylko musisz szybko pisać, bo inaczej nic ci to nie da.

– Kolejny twist! Najlepiej na ostatniej stronie.

To tylko część z porad, które powinniście znać, jeżeli chcecie napisać kryminał. Szczególnie wtedy, jeżeli ma być dokładnie taki sam, jak wszystkie inne. Zawsze możesz próbować czegoś innego, ale to niebezpieczna i kręta droga. Bo przecież, kiedy będziesz świadomie igrał z konwencją, to i tak wyłapią to nieliczni. Reszta powie, że to przecież taka sama książka, jak tysiące innych. To źle?

Przecież lubimy to, co znamy.

Bartosz Szczygielski