„Nominacja do Paszportu Polityki? Złość, bo muszę kupić marynarkę”. Łukasz Orbitowski dla smakksiazki.pl

Był już nominowany dwa lata temu za „Szczęśliwą ziemię”, teraz przepustką do Paszportu Polityki ma być „Inna dusza”. Jaką przywiązuje wagę do swojej nominacji, kogo mu zabrakło w gronie finalistów i nad czym obecnie pracuje?  

Łukasz, dla Ciebie nominacja do Paszportów Polityki, to nie nowość, są jakieś emocje, czy bierzesz to na chłodno?

Odczuwam zdrowe, sensowne emocje. Na przykład radość, podekscytowanie, ciekawość wyniku. A także złość wobec konieczności zakupu marynarki.

Sama nominacja jest dla Ciebie wyróżnieniem?

Oczywiście. W końcu więcej autorów zostało nie nominowanych, niż nominowanych. Jest mi miło, po prostu. Takie rzeczy cieszą, ale też pamiętam, że to tylko opinia innych, w tym wypadku jurorów. Nic więcej.

Miałeś okazję przeczytać książki Twoich konkurentów?

Nie. To znaczy, czytałem „Miedzę” Muszyńskiego i bardzo mi się podobała. Facet ma piękny język, zresztą kupuję go jako pisarza ale i człowieka osobnego, odklejonego, nie uczestniczącego w życiu literackim. Powiem nawet mocniej. Zazdroszczę nieuczestniczenia i osobności.

Kogo Ci brakuje na liście nominowanych i dlaczego Wita Szostaka?:)

Z tym jest klops. Z Polaków czytam głównie przyjaciół i znajomych. Nie chciałbym konkurować z przyjaciółmi i znajomymi. Życzę jak najlepiej znajomym i przyjaciołom. Z tego też powodu mam kłopot, bo chcę i nie chcę aby byli nominowani wtedy, kiedy ja. Pamiętam, jak w zeszłym roku nominowali Witka i Kubę Żulczyka. Nie wiedziałem za kogo trzymać kciuki. Teraz już wiem, trzymam je za sobą samym. Mówiąc bardziej serio, wskazałbym jeszcze Małeckiego. Może Olę Zielińską? To dobrzy autorzy. Paszport by im się przydał.

Nad czym teraz pracujesz?

Nad czysto rozrywkową nowelką multimedialną. I, oczywiście, powieścią życia.

inna_dusza_front_paszporty3Fot: Wydawnictwo Od deski do deski