„Polskie media mają generalnie literaturę w dupie”. Felieton Wojciecha Chmielarza.

www.unsplash.com/Tracy Thomas

Umówmy się na początek, że nie piszę tego felietonu, żeby się skarżyć. Parę wywiadów w swoim życiu udzieliłem. Byłem zapraszany do audycji radiowych. Telewizję też mi się kilka razy udało odwiedzić. Co prawda poszedłem do niszowych programów, emitowanych o dziwnej porze, ale zdarzyło się. Pod tym względem, jak się państwo przekonacie, mam lepiej niż większość polskich pisarzy. Ten tekst jest o czymś zupełnie innym

Na początku maja ukazał się we Francji „Podpalacz” pod pięknym tytułem „Pyromane”. Wydało go rozwijające dopiero skrzydła wydawnictwo Agullo Editions które kilka dni temu obchodziło pierwsze urodziny. W przeciągu półtora miesiąca o mojej książce napisały już Le Monde, Le Canard enchaîné, Le Nouvel Observateur, a ostatnio L’Express. Podsumowując, nad Sekwaną miejsce dla debiutującego na tamtejszym rynku autora z dalekiej Polski znalazły najważniejsze tamtejsze tytuły. W Polsce dla odmiany „Podpalacza” z prasy krajowej zauważył tylko Piotr Kofta ze Wprost. Moja historia to tylko anegdota. Ale anegdota, która mam wrażenie jakoś tłumaczy, dlaczego czyta dziewięciu na dziesięciu Francuzów, a w Polsce mniej niż połowa ludności.

Mniej więcej raz do roku, przy okazji publikacji badań Biblioteki Narodowej, możecie Państwo natknąć się na teksty o tym, jak czytanie jest ważne. Jak rozwija, poszerza horyzonty, wzbogaca słownictwo, uwrażliwia i tak dalej, i tym podobne. I jaka to wielka szkoda, że nasze statystyki czytelnictwa są tak niskie, jak wszyscy na tym tracimy, my ludzie, ale i polska gospodarka i co z tym można zrobić. Czasami temat wraca przy innej okazji. A to wspomni o tym minister kultury, a to jakaś mądra głowa powie coś w telewizji. Pogadają, ponarzekają i zgodzą się, że jest źle. Ale tak szybciutko, króciutko, bo już czekają kolejne materiały do emisji. Bo smutna prawda jest taka, że literaturę polskie media mają generalnie w dupie. Chcecie państwo dowodów? W ogólnodostępnych telewizjach programów o książkach prawie nie ma. Po prostu. To może się o nich mówi w innych segmentach? No też nie za bardzo. Przeglądałem materiały z ostatnich dni z telewizji śniadaniowych. Można się z nich dowiedzieć, „Co zrobić, żeby pośladki nie cierpiały na amnezję” i o tym, że „Beata Kozidrak posprzątała kuchnię życia”. Jest też materiał o „Festiwalu obrzucania się ciastem” i o „Lęku separacyjnym u psów”. Literaturze poświęcono kilka minut informując o nowej książce Pauli Hawking. Dobre i to, chociaż jestem pewien, że pojawiło się parę innych książek lżejszych i cięższych, o których warto by poinformować widzów. Redakcje uznały inaczej. Prasa papierowa? Doskonale podsumował to jeden ze znajomych krytyków, który stwierdził, że dziesięć lat temu pisał recenzje. Pięć lat temu skróty recenzji. A teraz publikuje aforyzmy na temat książek. I tak właśnie jest. Szczęściarzem może nazwać się pisarz, który dostał kilkuzdaniową wzmiankę o swojej powieści. Tylko naprawdę największe nazwiska mogą liczyć na prawdziwy tekst na kilka tysięcy znaków. Ale to też nie zawsze. Żeby nie było, nie oskarżam dziennikarzy. Ci są najmniej winni. Większość chętnie pisałaby więcej na tematy ogólnoliterackie. Problem polega na tym, że nie dostają na to miejsca lub czasu. Żeby uzupełnić obraz, jeszcze jakoś nieźle literatura trzyma się w radio. Szczególnie publicznym. Internet daje radę, chociaż o problemach z blogerami książkowymi pisał na tych łamach Jakub Ćwiek. Ja dorzucę jeszcze jedną uwagę – blogi i portale literackie docierają prawie wyłącznie do tych, którzy już czytają. Ułatwiają integracje środowiska, rozmowy, dyskusje, co jest oczywiście cenne i ważne, ale nie odgrywają wielkiej roli w popularyzacji czytania. To nie jest żadna krytyka, ale suche stwierdzenie faktu i dotyczy, niestety, także smakksiazki.pl.

www.unsplash.com/Philip Strong

I teraz pojawia się pytanie typu, co było pierwsze – jajko czy kura. Czy media nie poświęcają literaturze miejsca, bo odbiorców to nie interesuje, czy odbiorców to nie interesuje, bo media nie poświęcają literaturze miejsca? Osobiście uważam, że właśnie ten brak uwagi odpowiada częściowo za niskie wskaźniki czytelnictwa. Od święta media tłuką wszystkim dookoła do głów, że czytanie jest ważne, ale w codziennym życiu pokazują, że jest dokładnie odwrotnie. Że nikogo książki nie obchodzą. Nie warto o nich pisać. Nie warto o nich rozmawiać. Nikomu nie przyjdzie go głowy, żeby zapytać goszczącego w studiu polityka o to, co ostatnio czytał albo co sądzi o najnowszej powieści Żulczyka. Najlepiej pominąć milczeniem, a cenny czas antenowy poświęcić gafom letniej mody męskiej. A do tematu czytelnictwa, a raczej jego braku, wrócimy, kiedy Biblioteka Narodowa opublikuje kolejny raport.

Wojciech Chmielarz