Kategoria: Uncategorized

  • „W moich książkach ludzie nie giną od strzału w głowę. Ich śmierć jest o wiele bardziej spektakularna”. Długa rozmowa z Chrisem Carterem.

    Nigdy nie chciał być pisarzem, więc pisze kryminały. W międzyczasie był muzykiem rockowym, tancerzem, psychologiem kryminalnym. Rozmawiał z seryjnymi mordercami, co teraz wykorzystuje w swoich książkach. Przeczytajcie rozmowę z Chrisem Carterem. 

    Chris 2Chris, czy jest jeszcze w Twoim życiu coś, czego nie robiłeś?

    Generalnie, to nie robiłem wielu rzeczy, ale wiem, że moja historia jest trochę zabawna. Urodziłem się w Brazylii, potem wyjechałem do Ameryki, gdzie studiowałem psychologię kryminalistyczną, później zostałem gitarzystą i grałem w zespole rockowym w Los Angeles. Później był jeszcze taki etap, że zajmowałem się sprzedażą pizzy, przewracałem hamburgery, tańczyłem, zajmowałem się programowaniem komputerowym. To nie wszystko, bo potem wyjechałem do Londynu, gdzie pracowałem jako muzyk sesyjny, więc naprawdę zajmowałem się wieloma różnymi rzeczami, ale odkąd zostałem pisarzem, to zajmuję się już tylko tym i nie planuję nic zmieniać.

    Gdybyś mógł jednak wrócić do któregoś z poprzednich zajęć, które byś wybrał?

    Myślę, że jednak bym nie wrócił to żadnego. Kiedy się nimi zajmowałem, to były naprawdę super. Nadal bardzo ciepło myślę o muzyce, ale nie mogę tego samego powiedzieć o pracy psychologa w Stanach Zjednoczonych. Mam wrażenie, że jeśli chodzi o szalone przestępstwa, to numerem jeden jest Rosja, a numerem dwa, właśnie USA. Do tego bym na pewno nie chciał wrócić.

    Co więc urzekło Cię więc w pisarstwie, że rzuciłeś wszystko i zacząłeś tworzyć ?

    Od razu zaznaczam, że wcale nie chciałem być pisarzem jako dziecko, nigdy tego nie planowałem, nie marzyłem o tym, nie pisałem opowiadań. Po prostu tak wyszło, zostałem pisarzem. Dostaję teraz pieniądze za to, że siadam przy biurku i zatapiam się w szalonym świecie, który istnieje w mojej głowie, przelewam go na papier, a ludzie chcą to czytać.

    Przez wiele lat przesłuchiwałeś morderców w USA. Jest jakaś historia, która najbardziej utkwiła Ci w pamięci?

    Tych historii było tak dużo, że nie mogę wyróżnić jakiejś konkretnej, chociaż nie, jedną pamiętam doskonale. Prowadziłem kiedyś rozmowę z masowym mordercą. Ale najpierw muszę wyjaśnić, co dla FBI jest masowym, a co seryjnym morderstwem. Seryjny morderca to jest człowiek, który zabija trzy lub więcej osób, ale podczas osobnych incydentów. Między tymi zabójstwami mogą występować przerwy, to może być różnica dnia, tygodnia, miesiąca, a nawet kilkunastu lat. Morderca masowy natomiast, zabija trzy lub więcej osób naraz. Przykładem mogą być incydenty w szkołach amerykańskich, gdzie ktoś się wdziera z karabinem i zabija kilkanaście osób. Wracając do meritum, kiedyś przesłuchiwałem facet, który naraz zabił pięć osób. Był w barze, pił piwo, posprzeczał się z jakimś mężczyzną i wtedy podjął decyzję, że tego kogoś zabije. Nie wyszedł jednak z nim przed bar i go nie zabił, tylko poszedł za nim do jego domu. Zabił go, jego żonę, dwie córki oraz syna. Gdy go przesłuchiwałem, to powiedziałem mu, że OK, nawet rozumiem, że chciałeś się zemścić na tym facecie, ale dlaczego zabiłeś jego całą rodzinę? Wiecie co odpowiedział? Bo byli w domu. Większość z nas nie jest w stanie sobie takiej sytuacji wyobrazić. Kiedy już zostałem pisarzem, to zauważyłem ciekawą rzecz, a mianowicie, że różnica między fikcją a rzeczywistością polega na tym, że fikcja musi mieć sens, a rzeczywistość często tego sensu nie ma. Kiedy tworzę postać zabójcy, to on musi mieć naprawdę dobry powód, żeby kogoś zabić. Bo jeżeli wymyślę powód głupi, to się to nie spodoba ani wydawcy, ani redaktorowi, ani czytelnikom.

    Wspomniałeś, że Rosja to według Ciebie kraj przodujący w szalonych przestępstwach. Dlaczego tak uważasz?

    Nie wiem czy znacie historię „szachownicowego mordercy”? (chodzi o Aleksandra Piczuszkina, dop. smakksiazki.pl). Wymyślił sobie, że zabije tyle samo osób ile jest kwadratów na szachownicy, czy sześćdziesiąt cztery. Działał przy użyciu młotka, ukrywał ciała zamordowanych osób. Zanim został schwytany, to zabił już pięćdziesiąt sześć osób. Podczas przesłuchania, gdy zadano mu pytanie, dlaczego zabijał, odpowiedział, że chciał pobić rekord Andrieja Czikatiłowa, który zabił pięćdziesiąt trzy osoby. W trakcie procesu okazało się jednak, że udowodniono my tylko pięćdziesiąt jeden zabójstw, więc był nijako poniżej rekordu Czikatiłowa. On na sali sądowej po prostu oszalał, zaczął krzyczeć, że policja musi szukać kolejnych ciał, ponieważ on musi pobić ten rekord. Tak więc wygląda czasem rzeczywistość, która wydaje się bardziej szalona niż fikcja.

    Dużo ze swojej pracy psychologa kryminalnego przenosisz do swoich książek? Twoi bohaterowie giną w dość wyszukany sposób. Kobieta z zaszytymi ustami i kroczem, ksiądz bez głowy, skąd pomysły na takie morderstwa?

    Wszystkie pomysły na morderstwa biorą się z mojej szalonej głowy. Czasem ludzie mnie pytają, jak mogę stosować takie metody mordowania, więc im odpowiadam, że każdy może to wymyślić. Na tym polega teraz mój zawód i spędzam całe dnie, żeby znaleźć sposób zamordowania bohaterów. W książce „Nocny prześladowca”, morderca zaszywa materiały wybuchowe w ciałach kobiet. Jak to wymyśliłem? Byłem na plaży z moją byłą dziewczyną i mówię jej, że mam właśnie świetny pomysł. Wszystko więc rodzi się w głowie, ale z pracy psychologa powiem jedno, że zło, jakie potrafią czynić ludzie jest naprawdę wstrząsające, bo zdarzają się sytuacje, że dziecko jest wkładane do mikrofalówki i morderca tę mikrofalówkę włącza. Okazuje się więc, że rzeczywistość jest bardziej szalona niż fikcja.

    Są takie morderstwa, które powstały w Twojej głowie, ale nie przeniosłeś ich do książki, bo stwierdziłeś, że to by było już za dużo?

    Jest wręcz przeciwnie. Jak się jest autorem kryminałów i wpada do głowy jakiś nowy pomysł, to zazwyczaj reaguję z entuzjazmem, a nie ze strachem. Myślę często: o, to jest super, to mogę wykorzystać w kolejnej książce. Czasem jednak się zdarza, że piszę jakąś scenę i muszę zrobić przerwę. Idę wtedy na spacer, żeby się na chwilę od tego oderwać. Nie chodzi jednak o to, że scena mnie przerażała, ale o to, że piszę o rzeczach, które są dla mnie emocjonalnie bliskie. Pamiętam, że kiedy opisywałem scenę samobójstwa i to było dla mnie niebywale trudno, bo niektórzy moi przyjaciele popełnili samobójstwo.

    W jakich sytuacjach jeszcze wpadają Ci do głowy pomysły jak zamordować postacie z książek? Może siedzisz na fotelu dentystycznym i nagle dostajesz olśnienia?

    Ja o tym myślę przez cały czas, więc nie ma to znaczenia czy jestem w restauracji, w klubie, na basenie, na siłowni. Mówię często znajomym: o, mam super pomysł. Oni często nawet nie chcą tego już słuchać.

    Jak tworzyłaś postać Roberta Huntera? Wzorowałeś się na innych bohaterach kryminałów, Kurcie Wallanderze, Fabianie Risku, Malin Fors?

    Huntera stworzyłem tak naprawdę z niczego. W moich książkach występuje Hunter i Garcia, i oni mają moje cechy. Garcia ma długie włosy i urodził się w Brazylii, czyli zupełnie tak jak ja. Natomiast Hunter ma inne moje cechy: cierpi na bezsenność, pracował jako psycholog zajmujący się sprawami kryminalnymi, bardzo lubi whisky. Dałem im moje cechy dlatego, że najłatwiej jest mi pisać o rzeczach, które znam. Gdy piszę więc o bezsenności, to jest to dla mnie prosty temat, bo z bezsennością walczę na co dzień i wiem o czym mówię. Hunter jest więc moim pomysłem, i muszę zdradzić, że w mojej pierwszej książce go uśmierciłem. Gdy zobaczył to mój agent, powiedział, że nie ma mowy, Hunter musi żyć, bo będzie bohaterem serii książek.

    To prawda, że Twoją ulubioną autorką jest Tess Gerritsen?

    Czytałem jej książki jeszcze zanim pomyślałem, że zostanę pisarzem. Teraz wydaje mi się to dosyć zabawne, że spotkałem ją na Międzynarodowym Festiwalu Kryminału we Wrocławiu. To jest podobna sytuacja do tej, że gdy jesteś muzykiem i widzisz na scenie Marylina Mansona, a potem się okazuje, że występujecie w tym samym programie telewizyjnym. Podobną sytuację miałem podczas panelu literackiego w Dubaju, gdzie rozmawiałem z Ianem Rankinem, który książki pisze od dwudziestu lat, więc to jest dość zdumiewające, do jakich sytuacji prowadzi nas czasami życie.

    Twoje życie to jednak nie tylko wymyślanie morderstw. Angażujesz się też charytatywnie i na jednej z aukcji można było wylicytować zostanie jednym z bohaterów Twojej książki.

    To wszystko zaczęło się od mojego wydawnictwa, które wymyśliło konkurs i poprosiło czytelników, żeby przesyłali szalone pomysły na morderstwo. Później zwróciła się do mnie organizacja charytatywna, która działa dla dzieci z chorobami nowotworowymi. Oni wymyślili aukcję, której zwycięzca stanie się bohaterem książki. Jeśli ktoś wygrywa moją aukcję, to zostaje ofiarą. I okazuje się, że tym ludziom nie jest wszystko jedno jak zginą, nie chcą zginąć od strzału w głowę, tylko chcą zginąć jakąś potworną śmiercią.

    Jaką im więc zgotowałeś śmierć?

    Próbuję sobie to przypomnieć. Dziewczyna, która wygrała aukcję, została ukąszona przez osy. Nie takie normalne osy, ale takie gigantyczne, które zabijają nawet tarantule. Ta dziewczyna została zamknięta w pudle z tymi osami, one się jej dostawały do nosa, do mózgu. Wyobraźcie sobie, że zwyciężczyni aukcji była tym absolutnie zachwycona.

    Tatuaże są w jakiś sposób związane z Twoimi książkami, czy jest to pozostałość po byciu muzykiem rockowym?

    Tatuaże to jest taka zabawna rzecz, bo każdy ma do nich inne nastawienie. Na prawym ramieniu mam postać z „Krucyfiksu”, jeśli czytaliście książkę, to wiadomo do czego nawiązuje. Mam też wytatuowane serce, które pojawiło dlatego, bo byłem nieszczęśliwie zakochany. Bardzo lubię też czaszki, kwiatki.

     

    Zdjęcia: Wydawnictwo Sonia Draga

  • „Niepokorni” ukażą się już jesienią. Co w środku? Co z serialem na podstawie książek? Vincent Severski odpowiada.

    13479293_1300444289984660_413166602_nNajnowsza książka Vincenta Severskiego ujrzy światło dzienne jesienią. Autor ma już jednak w głowie kolejny cykl, który zacznie pisać być może jeszcze w tym roku. Rozmawiamy o pisaniu, serialu, który ma powstać na podstawie jego książek, a także o Henningu Mankellu.

    Czytelnicy czekają na Twoją kolejną książkę, na jakim jesteś etapie i co w ogóle możesz zdradzić w kwestii tytułu, fabuły, objętości?

    Tytuł już jest zaklepany, „Niepokorni”. Część osób mówi, że to będzie czwarta część trylogii, ale to będzie suplement, czyli zamknięcie wszystkich wątków. Jeśli zaś chodzi o objętość, to nie będą to gabaryty poprzednich części, bo będzie miało około 400 stron. Mniej więcej wiem jakie będzie zakończenie, ale może bohaterowie nawet i mnie zaskoczą. Myślę, że jest dużo zwrotów akcji, dużo niespodzianek, mam nadzieję, że fani będą zadowoleni.

    Tą książką temat zamykasz całkowicie, czy w Twoich przyszłych książkach bohaterowie mogą się pojawić?

    Bardzo się przyzwyczaiłem do postaci z moich książek, polubiłem je. Nieskromnie powiem, że wiele postaci ma swoich fanów, więc tak by smutno było, jakby nagle zniknęły. Nikogo nie uśmiercam, chociaż trupy będą, bo przecież nic tak nie ożywia powieści jak trupy. Natomiast w nowym cyklu, który już mam w głowie, niektóre postacie będą się pojawiać w trzecim planie, jako taki ukłon w stronę tych bohaterów, ich pierwowzorów, ale przede wszystkim, do czytelników.

    Poruszę teraz temat tabu i poproszę Cię, żebyś pierwszy raz publicznie powiedział coś na temat serialu, który ma powstać na podstawie Twoich książek.

    Prace nad serialem trwają, tyle mogę powiedzieć. Prace scenariuszowe i organizacyjne są już zaawansowane, niestety, nie mogę powiedzieć dużo więcej na tym etapie, bo to jest tajemnica handlowa.

    Możemy powiedzieć, że serial na pewno powstanie?

    Na pewno rozpoczęły się prace, zostały zainwestowane pieniądze, więc duże szanse są, że ten serial będzie. Firma, która się wzięła za produkcję, jest firmą o światowej renomie, więc mam nadzieję, że wszystko się dobrze zakończy.

    Reszta jest owiana tajemnicą?

    Na razie tak. Niestety, warunki umowy mnie zobowiązują do powściągliwości.

    Odchodząc od tematu serialu, masz wrażenie, że obecna sytuacja polityczna na świecie wpływa na sprzedaż Twoich książek?

    „Nielegalni” ukazali się w 2011 roku, a w dalszym ciągu się dobrze sprzedają, a przecież wtedy sytuacja na świecie była zupełnie inna. Jak jest dobra powieść, nie chcę, żeby to zabrzmiało nieskromnie, to ona zawsze się będzie dobrze sprzedawać. Bo jeśli autor to wszystko dobrze nakreśli, uogólni pewne zjawiska, to one zawsze będą aktualne. Mówi się, że jak autor pisze pierwszą książkę, to wiadomo, że pisze z serca, że się rozlicza ze swoim życiem, z wrogami, z przyjaciółmi, komuś chce przywalić kogoś pochwalić. Ale to jest błąd, bo taka książka szybko traci aktualność i wypada z obiegu. Nie wolno się rozliczać, ale trzeba dotykać problemów, które są ważne, bo tego czytelnik oczekuje. James Bond przecież zawsze walczy ze światowym złem, to jest temat zawsze aktualny, bo zawsze jest jakieś zło.

    Czyli tak jak u Henninga Mankella? Jego książki wciąż są na czasie.

    Właśnie tak. Jego książki się nie starzeją, bo każda powieść oprócz trupa, zawiera jakiś ważny temat, który ilustruje popełnioną zbrodnię. Tam przeczytamy o emigrantach, o przemocy wobec kobiet, itd. Mankell sam był aktywistą lewicowym, a teraz by trzeba powiedzieć lewackim. To w jego książkach nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, dodaje im wartości. To był wspaniały człowiek, który pisał też książki dla dzieci. Trzeba więc mieć w sobie pewne pokłady wrażliwości, żeby książkę dla dzieci napisać.

    Jak piszesz to czytasz, czy masz czytelniczy celibat?

    Prozy nie czytam, zajmuję się tylko tym, co jest mi potrzebne do książki. Jak się czyta powieść, to trzeba podążać za bohaterem, wczuć się w to. Próbowałem czytać, ale po dwóch stronach niczego nie pamiętałem, bo myślałem o swojej książce. Poza tym, wydawcy sugerują, żeby w międzyczasie nie czytać. Natomiast jak nie piszę, to czytam bardzo dużo, wtedy się łapie język, podpatruje się innych. Jak skończyłem czytać „Millennium”, to usiadłem do pisania swoich książek, miałem to świeżo w głowie.

    zdjęcie główne: archiwum V.Severskiego

    zdjęcie w tekście: Wydawnictwo Czarna Owca

  • „Serial na podstawie moich książek? Zostały już zainwestowane pieniądze”. Tylko u mnie szczegóły!

    Mówiło się o tym od dawna, a raczej spekulowało. Autor nigdy nie poruszał tego tematu publicznie. W rozmowie ze smakksiazki.pl robi to po raz pierwszy. Wiadomo, że sprawa serialu na podstawie książek Vincenta Severskiego przybiera coraz bardziej realne kształty.

     

    severskiSam autor nie mówi nic wprost, ale poczytajcie między wierszami.

    „Prace nad serialem trwają, są już zaawansowane prace scenariuszowe i organizacyjne. Niestety, na tym etapie nie mogę powiedzieć dużo więcej, bo jest to tajemnica handlowa”.

    – Ale możemy już powiedzieć na pewno, że serial będzie realizowany?

    „Rozpoczęły się prace, zostały zainwestowane pieniądze, czyli mówiąc innymi słowy, duże szanse są, że ten serial będzie”.

    Cała rozmowa z Vincentem Severskim i już jutro u mnie.

    Jeśli macie czas i ochotę, obejrzyjcie naszą rozmówkę z końca 2014 roku, kiedy byliśmy piękni i młodzi. Niech Was nie zmyli data publikacji, rozmowa została przeprowadzona jakieś 5 miesięcy wcześniej.

    Zdjęcie główne: smakksiazki.pl

    Zdjęcie w tekście: Wydawnictwo Czarna Owca

     

     

     

  • „Jestem jak szpieg. Siedzę w kawiarni i udaję, że czytam gazety.” Rozmowa z Miljenko Jergoviciem, który właśnie przebywa w Polsce.

    Mieszka w Chorwacji, a w trakcie Euro 2016 kibicuje Włochom. O Erneście Wilimowskim dowiedział się w wieku dziesięciu lat, a niecałe  czterdzieści lat później napisał o nim książkę. Miljenko Jergović opowiada o historii, polskich pisarzach i podsłuchiwaniu w kawiarniach. Na polskim rynku właśnie ukazała się jego książka „Wilimowski”.  Zapraszam.

     

    wilimowski-b-iext36067446

    W jednej z księgarń widziałem Pana najnowszą książkę na dziale sportowym. Zaskoczenie?

    W ogóle. Przecież w księgarniach pracują ludzie, którzy często sugerują się tytułami. Także generalnie jest to w porządku. Nawet bym się cieszył, gdyby ktoś kupił „Wilimowskiego” myśląc, że jest to tylko książka o piłkarzu.

    Ja pochodzę z Górnego Śląska i u nas takie postacie jak Gerard Cieślik, Ernest Pol, a także Ernest Wilimowski to są legendy. Ciekawi mnie to, jak Pan dowiedział się o Wilimowskim.

    Mając dziesięć lat przeczytałem w historii piłki nożnej o pewnym piłkarzu, który strzelił cztery bramki Brazylii w 1938 roku. Byłem małym chłopakiem i strasznie mnie to zafascynowało. To był ten moment, kiedy dowiedziałem się o jego istnieniu. Później dopiero dowiedziałem się innych historii związanych z Wilimowskim, ale one nie dotyczyły już tylko tych czterech goli.

    Inni polscy piłkarze również zakorzenili się tak mocno w Pana pamięci?

    Najbardziej zapamiętałem tych, których w życiu widziałem, czyli generacja, która zdobywała trzecie miejsce na świecie. To byli Deyna, Lato, Gorgoń, Tomaszewski, Szymanowski, a później też Boniek.

    Jest Pan wielkim fanem piłki, wyobraża sobie Pan w ogóle życie bez niej?

    Na szczęście nie muszę sobie tego wyobrażać (śmiech). Chociaż muszę powiedzieć, że dzisiejsza piłka nożna zmieniła się w coś, co mi się zupełnie nie podoba. To jest połączenie biznesu z nacjonalizmem, a to nie są dobre rzeczy.

    Trwają Mistrzostwa Europy we Francji. Śledzi je Pan? Rozumiem, że trzyma Pan kciuki za Chorwację?

    Śledzę, ale zaskoczę Pana, nie kibicuję Chorwacji. Właśnie z powodu nacjonalizmu nie mogę kibicować chorwackiej reprezentacji. Dlaczego? Dlatego, że kibice śpiewają pieśni nazistowskie. To dokładnie tak, jakby niemieccy kibice śpiewali na meczach sieg heil. Gdybym był Niemcem, nie kibicowałbym takiej reprezentacji.

    Komu Pan w takim razie kibicuje?

    Ja mam tak, że zazwyczaj przywiązuję się do outsiderów. Tak miałem z reprezentacją Grecji, która nie grała wielkiej piłki, a finalnie została mistrzem Europy. Na tym turnieju podoba mi się kilka reprezentacji, na przykład Włosi. Oni zawsze grają brzydko, a teraz pierwszy raz grają przyjemnie dla oka. Polska też zagrała perfekcyjnie swoje dwa pierwsze mecze i byłem bardzo zaskoczony, że wczoraj mogliście pokonać Niemców. Wiadomo przecież, że piękno piłki nożnej polega na tym, że ci teoretycznie słabsi zwyciężają tych teoretycznie lepszych.

    Wracając do Pana najnowszej książki, chciałbym zapytać czy długo się Pan zastanawiał jak wokół Ernesta Wilimowskiego zbudować fabułę?

    Jest to opowieść o tym, jak ojciec i syn obserwują mecz piłki nożnej, to jest przecież przeżycie, którego większość mężczyzn doświadczyła. W mojej książce stosunek ojca i syna ma właśnie piętno tego wielkiego meczu, wielkiego i ważnego meczu. W skrócie można powiedzieć, że ta powieść to opowieść o meczu, ojcu i synu i oczywiście o drugiej wojnie światowej. Wojny nie mogło tutaj zabraknąć, bo przecież mecz, o którym piszę, był rozegrany w 1938 roku, więc zaraz po nim praktycznie nadeszła wojna. Rola historii w moich książkach, jest identyczna do roli historii w naszych życiach. Nigdy nie spotkałem człowieka, którego życie toczyłoby się obok historii. Myślę, że w Europie takich ludzi nie ma.

    large_jergovicChciałbym trochę cofnąć się w czasie. Nagroda Literackiej Europy Środkowej „Angelus” coś zmieniła w Pana życiu? (Jergović otrzymał ją w 2012 roku za doskonałą powieść „Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki).

    Niewiele zmieniła, ale była dla mnie bardzo ważna jako wyraz uznania. Najważniejsze są te wyrazy uznania, które pochodzą z zagranicy, dlatego, że jest to coś, na co w żaden sposób nie mogę wpływać.

    Na koniec chciałbym spytać jak wygląda Pana znajomość polskich pisarzy. Czyta Pan?

    O tak, lubię i czytam. Skupię się tylko na żyjących literatach. Bardzo lubię Olgę Tokarczuk, Adama Zagajewskiego, Juliana Kornhausera, Joannę Bator. To są ci, którzy pierwsi przychodzą mi do głowy, chociaż mógłbym sobie też przypomnieć innych.

    Już zupełnie na koniec. Ma Pan przepis na dobrą fabułę? Czy fabuła po prostu się dzieje, trzeba ją tylko wychwycić i spisać?

    Najwięcej ciekawych rzeczy można znaleźć w codziennym życiu. Siedzi Pan w kawiarni i podsłuchuje rozmowy przy sąsiednich stolikach, to jest sytuacja, z której można znaleźć najwięcej tematów, to są sytuacje najważniejsze.

    To co Pan ostatnio podsłuchał?

    Trudne pytanie, mnóstwo tego jest. Ja jestem jak szpieg. Siedzę w kawiarni i udaję, że czytam gazety.

    Tłumaczyła: Magdalena Petryńska.

    Zdjęcie główne: smakksiazki.pl

    Zdjęcie okładki: Wydawnictwo Książkowe Klimaty

    Zdjęcie Miljenko Jergovicia w tekście: Wydawnictwo Czarne/Bruno Konjević

  • „Kieszenie moich postaci zazwyczaj pełne są gotowych historii”. Jaume Cabre w rozmowie ze smakksiazki.pl

     

    Kataloński pisarz opowiada o tym, co dla niego ważne, czyli o swojej małej ojczyźnie, muzyce i literaturze. Mówi, że wena do niego nie zagląda, a także wyjaśnia, co znajduje się na okładce polskiego wydania „Cienia eunucha”. Przeczytajcie wywiad z Jaume Cabre, a potem sięgnijcie po jego książki. Wszystkie. Warto. 

     

    Pochodzę z Górnego Śląska, gdzie część środowisk, podobnie jak w Katalonii dąży nie tyle do niepodległości, co do autonomii. Widzi Pan więcej punktów stycznych?

    Katalonia nie jest wyjątkiem. Wiele narodów wybiło się na niepodległość. Parę przykładów, tylko z Europy, z XX wieku: Norwegia, Estonia, Łotwa, Litwa, Chorwacja, Słowenia, Czarnogóra, Kosowo, Macedonia, Czechy, Słowacja itd… A co dopiero, gdybyśmy wzięli pod uwagę resztę świata! Wszystkie narody mają prawo decydować o swoim losie. Stany Zjednoczone nie istniałyby, gdyby nie wypowiedziały posłuszeństwa Koronie Brytyjskiej. Wszystkie kraje latynoskie decydują o sobie dlatego, że postanowiły uniezależnić się od Hiszpanii…

    Bardzo utożsamia się Pan Katalonią, regionem, kulturą, językiem. Widzi Pan jakąś realnie dającą się przewidzieć datę, kiedy Katalonia wyniesie się na niepodległość? 

    Kiedy? Nie mam pojęcia. Oby jak najszybciej. Wiele osób nad tym pracuje. Nie da się przewidzieć konkretnej daty.

    W jednym z wywiadów powiedział Pan, że „czytelnik jest inteligentny, czytelnik jest ciekawy, czytelnik szuka zaczepki”. Przy każdej kolejnej książce coraz trudniej czytelnika „zaczepić”?

    Coraz trudniej. Ale się nie poddaję…

    Zrzut ekranu 2016-06-15 o 10.04.51

    W Pana książkach bardzo dużą rolę, żeby nie powiedzieć wiodącą rolę odgrywa muzyka. Czego Jaume Cabré słucha na co dzień?

    Słucham bardzo dużo i bardzo różnej muzyki. Teraz na przykład, zastanawiając się nad Pańskimi pytaniami, słuchałem sonaty na skrzypce i fortepian Brahmsa (pierwszej), w wykonaniu skrzypaczki Kai Danczowskiej i pianistki Mai Nosowskiej. Coś niesamowitego. Znakomite solistki!

    W swoich książkach porusza Pan trudne tematy. Korupcja sądowa („Jaśnie Pan”), niezdolność do wybaczania („Głosy Pamano”). Trudno znaleźć tematy do swoich książek, czy tylko się Pan rozgląda i wyłapuje to, co akurat mu pasuje do koncepcji?

    I jedno, i drugie: obserwuję rzeczywistość i wsłuchuję się w siebie, czy poczuję wewnętrzny przymus, czy dany temat osobiście mnie porusza. A przede wszystkim muszę znaleźć postać, która mi pozwoli rozwinąć opowieść. Kieszenie moich postaci zazwyczaj pełne są gotowych historii czy ich skrawków, a na dodatek z własnej i nieprzymuszonej woli przyprowadzają mi w prezencie swoich znajomych, i znów każdy z nich ma w zanadrzu swoją opowieść… To ciężka praca. Natomiast całkowicie obce jest mi coś takiego jak natchnienie, inspiracja… Nie znam tej damy; ona do mnie nie zagląda.

    W Polsce właśnie ukazał się „Cienia Eunucha”, w którym przedstawia Pan człowieka, który ma problemy z kobietami, z napisaniem książki, z działalnością w opozycji, z pogodzeniem się z historią. Czytelnik powinien Miquelowi Gensanie współczuć?

    Nie sądzę. Wystarczy okazać mu nieco empatii, spróbować go zrozumieć. Na to liczę. Wielu z nas, nie wyłączając moich czytelników, przeszło w życiu niejedną traumę, czy to z powodów politycznych, społecznych czy osobistych, ale przecież nie użalamy się nad sobą: jest jeszcze tyle do zrobienia, że szkoda czasu na rozpamiętywanie trudnych chwil.

    Historia domu, w którym obecnie znajduje się restauracja, do której zaproszony jest Miguel, to wytwór Pana wyobraźni, czy takie przekształcenie rzeczywiście miało miejsce?

    Zainspirowała mnie opowieść kogoś, kto sam przeżył podobne doświadczenie – dom rodzinny zamieniony w restaurację. Opisany w powieści dom położony jest w odległości pięciu minut spacerkiem od mojego obecnego mieszkania. Zresztą czytelnik może go sobie dokładnie obejrzeć, bo wydawcy umieścili reprodukcję zdjęcia na okładce. Tylko że ten prawdziwy nazywa się dom Torrella, a nie Gensana… Ale to tylko punkt wyjścia powieści. Cała reszta opisanych w niej wydarzeń jest zmyślona i tylko inkrustowana moim własnym doświadczeniem oraz przeżyciami przyjaciół i znajomych.

    Przez część krytyków, to właśnie „Cień eunucha” jest uznawana za Pana najlepszą książkę. Zgada się Pan z tym?

    Ja sam nie mogę dzielić swoich powieści na „lepsze” i „gorsze”. Każda z nich kosztowała mnie wiele trudu i każda ma prawo wieść żywot spokojny, nie stresując się tym, że oto autor umieścił ją w jakimś rankingu. Oczywiście wiem, że jedni czytelnicy wolą tę powieść, a inni zakochują się w tamtej… I dobrze. Nic mi do czytelniczych preferencji. Nie mam prawa się wtrącać.

    Jak we wszystkich książkach, tutaj też nie brakuje historii. Kiwa Pan niejako palcem wobec młodszych pokoleń, mówiąc: pamiętajcie, co stało się za dyktatury Franco? Trzeba o tym przypominać?

    To bardzo ważne, żebyśmy nie tracili pamięci o przeszłości. Nie tylko ważne; to kwestia zasadnicza. Jako jednostki i jako społeczeństwo musimy znać naszą historię i umieć wyciągać z niej wnioski. I przede wszystkim unikać banalizacji wszystkich tych tragicznych wydarzeń, skutków wojny, dyktatury i konfliktów. Wojna i powojenne represje pozostawiają blizny; zmuszają do refleksji całe społeczeństwo i każdego człowieka – w jakich okolicznościach powstały te rany, na czym polegają i dlaczego nie wolno o nich zapomnieć.

    W innym z wywiadów powiedział Pan, że w Polsce czuje się jak w domu. Co się Panu najbardziej w Polsce podoba? 

    Długo by wymieniać: zaczynając od ludzi, bardzo gościnnych, przynajmniej tych, których poznałem, zainteresowanych kulturą. Podoba mi się krajobraz. Kiedy się jedzie pociągiem, można docenić, jaka Polska jest piękna. Mówię na podstawie fragmentarycznych obserwacji, a to tylko kropla w morzut! Byłem zaledwie na południu, w Krakowie i okolicach, w Warszawie i nad Bałtykiem – w Gdyni, Gdańsku i w Sopocie. Niewiele, prawda? Myślę o waszej historii, o trudnych przejściach, kiedy Polska praktycznie przestała istnieć, o machinacjach potężnych sąsiadów… Ale przetrwaliście. A w tych dziedzinach, które są mi najbliższe, takich jak sztuka, muzyka czy literatura, naprawdę macie się czym pochwalić. Tu ludzie się znają na kulturze w ogóle, a na literaturze w szczególności.

    Muszę też przyznać, że między innymi dlatego tak dobrze się czuję w Polsce, że spotkało mnie tu życzliwe przyjęcie przez czytelników, ich zainteresowanie i szacunek. Jestem im za to bardzo wdzięczny.

    Co w wolnych chwilach (o ile takie są) czyta Jaume Cabré? 

    Z wiekiem każda czynność zajmuje mi coraz więcej czasu. Jednak mimo to nie przestaję czytać. Najczęściej wracam do swoich ulubionych wierszy. Czytam też najrozmaitsze powieści. I eseje, jeśli zaintryguje mnie temat. Słucham muzyki, co też jest rodzajem lektury… Tyle że brak mi cierpliwości. Kiedy byłem młodszy, nie odkładałem książki, nawet jeśli wydawała się nudna… Teraz jest inaczej; jestem niecierpliwy, czuję upływ czasu!

    Czytając czyjąś książkę, pomyślał Pan chociaż raz: „o, szkoda, że nie ja to wymyśliłem”?

    O tak, nie raz i nie dwa. Ale z natury nie jestem zawistnikiem (a przynajmniej się staram), więc natychmiast odwracam sytuację i myślę sobie „świetny pomysł, wspaniale, że ktoś na to wpadł!”. A przede wszystkim czuję się szczęśliwy, kiedy trafi mi się książka, od której nie mogę się oderwać i żałuję, że kiedyś musi się skończyć.

    Tłumaczyła Anna Sawicka

  • „Literacki Nobel? Każdy pisarz ma w sobie dawkę próżności”. Lars Saabye Christensen dla smakksiazki.pl

     

    Zrzut ekranu 2016-05-24 o 16.50.23

    Chwilę po wywiadzie podszedł do mnie nastolatek i zapytał: przepraszam, czy to jest John Malkovich? Przedstawiam więc Malkovicha światowej literatury. Rozmawiamy o „Beatlesach”, muzyce, piłce nożnej i literackim Noblu. 

    Beatlesi zafascynowali Pana równie mocno jak bohaterów Pana książki?

    Oczywiście, nie napisałbym tej książki, gdyby sam nie był pełnym zachwytu, lojalnym fanem. Cała ich muzyka i mój zachwyt nad tym co reprezentowali to podstawa.

    Bohaterowie Pana powieści w dzisiejszych czasach Internetu, telefonów komórkowych, mogliby mieć równie ciekawe dzieciństwo?

    Ich dzieciństwo było zupełnie inne. Między innymi dlatego, że dostępność do przeżyć, do muzyki, była zupełnie inna. Właśnie z tego powodu rodziły się tam mocne związku z muzyką, która wtedy była dostępna. Wydaje mi się, że to były lepsze czasy, ponieważ człowiek miał więcej czasu dla siebie. Więcej czasu żeby marzyć i myśleć.

    Skoro już przy muzyce jesteśmy, czego słucha Lars Saabye Christensen? Czy uwielbienie do Beatlesów przetrwało próbę czasu?

    Muzyka ciągle jest dla mnie bardzo ważna. Jako pisarz wciąż współpracuję z muzykami. Uważam zresztą, że samo pisanie jest bardzo bliskie tworzeniu muzyki. Wciąż słucham Beatlesów, bo ich muzyka jest bardzo związana z moim życiem, ale słucham też jazzu, muzyki klasycznej, starego bluesa.

    Zgadza się Pan z częścią krytyków literackich, którzy uznają „Beatlesów” za Pana najlepszą powieść?

    Trudno na to odpowiedzieć pisarzowi, który skończył już 60 lat i mówić o książce, którą zaczął pisać, kiedy miał lat 25. W tej chwili patrzę na wszystko z zupełnie innej perspektywy. Faktem jest, że ta książka położyła fundamenty pod moje dalsze pisarstwo, określiła krajobraz literacki, w którym działam, bohaterów i język. Jest więc może tak jak z Beatlesami, Paul McCartney i John Lennon napisali swoje najlepsze teksty kiedy mieli 23 lata, więc być może ja napisałem swoją najlepszą książkę kiedy miałem lat 25.

    Christensen_Beatlesi_m

    Jak Pan reaguje na informacje, że znajduje się Pan w grupie pisarzy, których wymienia się w kontekście literackiego Nobla? Gdy rozmawiałem dwa lata temu z Amosem Ozem, powiedział wtedy, że nie umrze nieszczęśliwy, gdy tej nagrody nie dostanie. Jak jest z Panem?

    Ja się mogę tylko pod tym podpisać, z ręką na sercu mówię, że naprawdę o tym nie myślę. Ja jako pisarz myślę tylko o literaturze i pisaniu, nie myślę o nagrodach. Chociaż z drugiej strony, pisarze spędzają tyle czasu w samotności podczas pracy, to muszą mieć pewną dawkę próżności w sobie. Kiedy więc słyszę takie głosy, to jest mi bardzo przyjemnie.

    Na sam koniec chciałbym poruszyć temat nie związany z literaturą. Za moment rozpocznie się EURO 2016, komu będzie Pan kibicował?

    Będę śledził ten turniej, ale Norwegia niestety się nie zakwalifikowała. Muszę kibicować któremuś z zespołów skandynawskich, będę więc trzymał kciuki za Islandię.

    Może też za Polskę?

    Oczywiście, ale najpierw muszę zainteresować się sąsiadami. Islandia i Norwegia mają bliskie związki, również literackie, ale za Polaków również będę trzymał kciuki.

  • „Dzięki Stiegowi Larssonowi wydawcy zwrócili uwagę na szwedzkich pisarzy”.

    Przyjechał do Warszawy jako gość Międzynarodowego Festiwalu Literatury „Apostrof”. Rozmawialiśmy o szwedzkich kryminałach, alkoholizmie Malin Fors, a także o…Wisławie Szymborskiej. Przeczytajcie. 

    Mons, urodziłeś się w okolicach Linköping. Sądzisz, że Twoje książki mogą być swego rodzaju przewodnikiem po tym mieście? Teraz modne są podróże śladami bohaterów książek.

    Być może to nie jest taki typowy przewodnik turystyczny, ale gdyby się ktoś chciał dowiedzieć jak wygląda życie w takim średniej wielkości szwedzkim mieście, to są to rzeczywiście odpowiednie książki żeby się tego dowiedzieć.

    Dla mnie Malin Fors to taki Kurt Wallander w spódnicy, ci bohaterowie mają dużo cech wspólnych. Możemy spodziewać się ekranizacji przygód Malin?

    Tak się składa, że właśnie sam pracuję nad ekranizacją, nad serialem. Specjalnie założyłem studio telewizyjne, ponieważ przez lata zarzekałem się, że nikomu nie sprzedam praw do sfilmowania moich książek. Po prostu bałem się, że ktoś zrobi coś strasznego, Stwierdziłem więc, że dość tego narzekania, więc muszę to zrobić samemu. No i teraz jeśli wyjdzie jakiś denny projekt, to wiadomo kogo będzie trzeba za to winić. Tylko mnie.

    Chciałbym wrócić jeszcze do Malin. Ona jest całkowicie fikcyjna, czy konstruując tę postać wzorowałeś się na kimś konkretnym?

    Jest całkowicie wymyślona. Oczywiście, po tylu książkach nabrała własnego życia, ale nie jest oparta na żadnej prawdziwej postaci. Może poza tym, że jest po prostu oparta na wszystkich ludziach.

    Planujesz wyswobodzić główna bohaterkę Twoich książek z alkoholizmu?

    Ludzie uzależnieni nigdy nie wychodzą ze swoich nałogów, mogą najwyżej nauczyć z nimi żyć. Tak samo jest z Malin, całe życie zmaga się z nim i tak będzie do końca jej dni.

    Zupełnie z innej beczki. Współpracujesz z Markusem Luttemanem, w Polsce ukazała się wasza wspólna książka, czyli „Na imię mi Zack”. Będziecie kontynuować tę historię?

    Tak, zdecydowanie. W Szwecji właśnie wyszła druga część, piszemy trzecią i planujemy dalszą współpracę. Staramy się, żeby wychodziła jedna rocznie, ale byłoby jeszcze lepiej gdyby wychodziły dwie, bo książka ma na tyle skomplikowaną fabułę, że byłoby łatwiej dla czytelników gdyby wychodziły częściej.

    Kolejne tytuły również będą ukazywały się w Polsce?

    Tak. Rebis, mój polski wydawca, ma prawa do kontynuacji i wiem, że kolejne części będą wydawane.

    Dużo mówi się o fenomenie szwedzkich kryminałów. Można to w jakiś sensowny sposób wytłumaczyć, że książki z tej części świata są tak chętnie czytane?

    Sukces rodzi sukces. Mieliśmy kilku wspaniałych pisarzy, na przykład Henninga Mankella, którzy przygotowali grunt pod Stiega Larssona, który po prostu wybuchł. Stieg sprawił, że wielkie wydawnictwa zainteresowały się szwedzkimi autorami. Gdyby nie on, to na pewno nie miałbym tak wielkich wydawców na całym świecie. To są bardzo duże wydawnictwa, więc kiedy Simon & Schuster robi ogólnokrajową akcję promocyjną, to jest to coś zupełnie innego niż gdyby małe wydawnictwo po cichu wydrukowało 200 egzemplarzy.

    Śledzisz nowości kryminalne ukazujące się w Szwecji? Mnie ostatnio zafascynował debiut Stefana Ahnhema.

    O tak, to bardzo dobra książka. Zresztą Stefan to mój przyjaciel.

    Będę się z nim widział w przyszłym tygodniu w Sztokholmie. Lecę do niego na wywiad.

    Naprawdę? To pozdrów go ode mnie i powiedz, że bardzo lubię go czytać.

    Na koniec chciałbym zapytać o Wisławę Szymborską, bo to ciekawe, że szwedzki pisarz kryminałów zaczytuje się w poezji polskiej noblistki. Co Cię w niej urzekło?

    Bardzo mi się podoba, że potrafi tak wiele treści zawrzeć w kilku słowach, jak wiele emocji oddaje w kilku prostych wyrażeniach, ta ekonomia stylu bardzo mi odpowiada. Poznałem jej dzieła poprzez szwedzkiego tłumacza Szymborskiej, który był przyjacielem pewnej szwedzkiej poetki, która już niestety nie żyje. Ona z kolei znała moją żonę i podarowała nam tomik poezji, który zrobił na mnie wielkie wrażenie.

     

     

     

  • „Ciągle lecę ku słońcu, ale wszyscy znamy los Ikara”. Rozmówka z Łukaszem Orbitowskim [wideo].

    O nominacji do Nagrody NIKE, o najnowszej książce, o pisaniu, o telewizji. Praktycznie o wszystkim. Zapraszam do obejrzenia rozmowy z Łukaszem Orbitowskim. 

  • Komu NIKE 2016?

    Znamy już dwadzieścia książek nominowanych do literackiej nagrody NIKE 2016. We wrześniu poznamy finałową siódemkę, a zwycięzca zostanie ogłoszony w pierwszą niedzielę października. Oprócz sławy i uwielbienia, otrzyma także sto tysięcy złotych oraz statuetkę. Poniżej okładki wszystkich nominowanych książek. 

    zdjęcie główne: freeimages.com/Michal Zacharzewski

    inna-dusza-b-iext33551546

    uprawa-roslin-poludniowych-metoda-miczurina-b-iext33889495niewazkosc-b-iext338897371945-wojna-i-pokoj-u-iext33947227tatuaz-z-tryzubem-u-iext33902737bialystok-biala-sila-czarna-pamiec-u-iext33902818stryjenska-diabli-nadali-u-iext33902797dom-z-witrazem-u-iext33805424w-lodach-prowansji-bunin-na-wygnaniu-u-iext33895435czytnik-linii-papilarnych-u-iext33810201wtedy-o-powojennym-krakowie-u-iext29238502ku-klux-klan-tu-mieszka-milosc-u-iext33902344skorun-u-iext33897060ktoredy-na-zawsze-u-iext31958478ziarno-i-krew-podroz-sladami-bliskowschodnich-chrzescijan-u-iext33902782nakarmic-kamien-u-iext33905038egipt-haram-halal-u-iext33287637

    co-bog-zrobil-szympansom-u-iext33903065kardonia-i-faber-u-iext33905081prosta-u-iext30769556