Są czasem takie dni, kiedy już nic się nie chce, bo roboty po pachy, a najbliższy czas też zapowiada się bardzo intensywnie. Trudno to sobie wyobrazić, ale w takiej chwili jedna wiadomość może zmienić wiele, o ile nie wszystko. Tak właśnie było w piątek po ogłoszeniu literackiego Nobla, kiedy szedłem przez Sztokholm i rozmyślałem nad sensem wyjazdu na Targi Książki we Frankfurcie. Szczególnie, że tydzień po nich czekały mnie Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie, czyli kumulacja kumulacji. Co było we wspomnianej wiadomości? Katarzyna Kończal z Wydawnictwa Poznańskiego spytała, czy zrobię we Frankfurcie rozmowę z Elif Shafak, bo autorka ma godzinne okienko i jest opcja zorganizowania spotkania. Znacie mnie już trochę, więc doskonale wiecie, co wydarzyło się w mojej głowie, bo chwilę chwilę później palce same powędrowały ku aplikacji LOT-u i zaczęły szukać odpowiednich połączeń.
Kim właściwie jesteś? Urodziłaś się we Francji, wychowałaś w Hiszpanii, mieszkałaś w Turcji, USA, Wielkiej Brytanii.
Mieszkałam w Hiszpanii, ale nie jestem Hiszpanką. Urodziłam się we Francji, ale nie jestem Francuzką. Kim jestem? Jestem gawędziarką, pisarką, powieściopisarką. Jestem osobą, która uwielbia literaturę. Jestem zarówno Turczynką, jak i Brytyjką. Jestem imigrantką, pisarką-imigrantką, nie tylko imigrantką w Wielkiej Brytanii, ale i w języku angielskim. Piszę literaturę w swoim trzecim języku, bo angielski jest moim trzecim językiem.
Rozmawiamy kilka dni po ogłoszeniu literackiego Nobla południowokoreańskiej pisarce Han Kang. Jaka była Twoja pierwsza myśl?
Bardzo się ucieszyłam, myślę, że jest wspaniałą pisarką, bardzo lubię jej twórczość i sądzę, że to ważne, aby mieć w literaturze różnorodność. Kiedy mówię różnorodność, mówię nie tylko o tożsamości, pochodzeniu etnicznym, kulturowym, ale też o stylu pisania. Są różne sposoby snucia opowieści, i ta wielorakość powinna być pielęgnowana i dostrzegana. Więc bardzo się ucieszyłam, że dostała Nobla w dziedzinie literatury.
Znacie się?
Tak, trochę.
Wróćmy na moment do „Twoich” miejsc. Stambuł to miasto, do którego, póki co, chcę wrócić najbardziej. Jakim miejscem jest dla Ciebie?
Nie ma czegoś takiego jak jeden Stambuł. Są Stambuły, liczba mnoga. To miasto-matrioszka, otwierasz lalkę, a tam w środku jest następny Stambuł, w nim kolejny, i jeszcze jeden. Zobaczenie tych wszystkich warstw wymaga czasu. To piękne, skomplikowane miejsce. Stambuł to miejsce i ruin, i budynków. To miejsce amnezji i pamięci. Tak wiele ze Stambułu zostało utracone. Więc trochę to trwa, zanim dostrzeżemy wszystkie jego warstwy. Jako pisarka zawsze interesowałam się tym, co pod spodem. Oczywiście uwielbiam opowieści, ale uwielbiam również ciszę. Lubię zwracać uwagę na ciszę. Jeśli ktoś został zepchnięty na margines, na peryferia, jeśli jego historia została wymazana, ocenzurowana, zapomniana, moje pióro i serce organicznie zmierzają w tym kierunku. Więc zawsze interesowała mnie kontrkultura, podbrzusze Stambułu, nieszczególnie widoczne na pierwszy rzut oka; mniejszości – seksualne, etniczne, każdy, kogo wtłacza się w poczucie inności. Stambuł potrafi ludzi ranić, nie tylko ich karmić. To bardzo skomplikowane miasto.



