W Szwecji skandal goni skandal, więc taki drobiazg, że Håkan Nesser uwielbiany autor kryminałów o inspektorze Barbarottim, w sądzie apelacyjnym Svea został skazany na 18 miesięcy więzienia za przestępstwa podatkowe, to informacja nie wzbudzająca przesadnych emocji. W styczniu w kraju doszło do trzydziestu mniejszych i większych wybuchów bomb i granatów, na początku lutego wstrząsnęła nami masakra w szkole w Örebro.

Nesser może wysyłać ze swoich wakacji w ciepłych krajach (bo na takowych obecnie przebywa) esemesy do mediów, że to absurd, że jest niewinny, a wyrok jest nie do przyjęcia, ale na pierwsze strony gazet przez to nie trafia. Oj nie. Jednak dla mnie historia jest fascynująca. W wymiarze kulturoznawczym.
Nesser ma 75 lat, a pisarzem został po czterdziestce. Dla pisania porzucił pracę nauczyciela w Uppsali. Napisał 48 książek, które sprzedały się na świecie w ponad 20 milionach egzemplarzy. O przestępstwo podatkowe został oskarżony parę lat temu, kiedy ujawniono, że odprowadził do raju podatkowego na Malcie 15 milionów koron z nieujawnionych w Szwecji dochodów. Pisarz od początku upierał się, że nie był świadomy przestępstwa i został wprowadzony w błąd przez swojego doradcę podatkowego. Odwoływał się od wyroku, dowodził niewinności, zapłacił Urzędowi Podatkowemu 8 milionów koron, których urząd się domagał, ale jak na razie na nic się to zdało. Ma iść do więzienia i już. Razem z żoną zresztą, bo Elke Nesser, która ma udziały w firmie pisarza, dostała taki sam wyrok.
Małżeństwo od lat mieszka w pięknym domu na najbardziej słonecznej wyspie Szwecji, czyli na Gotlandii, ale mają też doświadczenie życia za granicą. Spędzili między innymi rok w Nowym Jorku i rok w Londynie, więc możliwe, iż wyrok szwedzkiego sądu zachęci ich do kolejnych, fascynujących eskapad.
Inna rzecz, że Szwecja walczy od dłuższego czasu z przestępczością zorganizowaną i nieustannie zaostrza i wydłuża wyroki, a to sprawia, że w szwedzkich więzieniach brakuje miejsc, dokładnie około 27 tysięcy. Swoją drogą to słuchając szwedzkich polityków czuję się, jakbym była w Polsce, gdzie zawsze słyszałam, że najlepszą metodą na walkę z przestępczością są długie wyroki, czemu zgodnie przeciwstawiają się kryminolodzy zarówno polscy, jak i szwedzcy. Tak czy owak, szwedzki brak miejsc w zakładach penitencjarnych powoduje to, że osoby skazane siedzą w domu i czekają na odsiadkę. W reportażu w „Svenska Dagbladet” czytam o Amandzie, która już 8 miesięcy czeka na to, by ją łaskawie wsadzić i jest sytuacją zestresowana. Może dla Nessera też zabraknie miejsca? Jest taka nadzieja.

Nie da się za to ukryć, że szwedzy pisarze nigdy nie mieli szczęścia do podatków. Camilli Läckberg wytykano swego czasu, że odpisuje sobie luksusowe wakacje w egzotycznych krajach z rodziną twierdząc uparcie, że to podróż researchowa, a poza tym ma zwyczaj wrzucać w deklarację podatkową swoje co droższe ubrania (trochę się zainspirowałam, nie żebym kupowała wiele drogich ubrań, ale może mogłabym odpisać od podatku nowe palto z COS?).
Najgorzej było jednak z Astrid Lindgren, która w roku 1976, czyli w okresie, gdy Szwecja miała najwyższe podatki na świecie, otrzymała od wiadomego urzędu informację, że jest mu winna 102 procent podatku. Pisarka, która zasadniczo popierała państwo opiekuńcze i redystrybucję dochodów, a pomimo wysokich zarobków żyła w dość skromnym i niezbyt dużym mieszkaniu, nie wytrzymała i opublikowała w gazecie „Expressen” bajkę „Pomperipossa w Manismanii”. Opowiadała ona w zabawny sposób o trudnym losie biednej pisarki, której państwo zabiera wszystkie pieniądze. Sprawa stała się głośna, ówczesny minister finansów Gunnar Sträng w typowo patriarchalnym jeszcze stylu odszczeknął, że „Pani Lindgren potrafi opowiadać bajki, ale nie umie liczyć”, jednak sam nieco się przeliczył, bo bajka Lindgren przyczyniła się do upadku jego rządu.


