Trochę nam zeszło, zanim wybraliśmy odpowiednią formę rozmowy o najnowszej książce Joanny Opiat-Bojarskiej. Mogliśmy gadać o fabule, bohaterce, itd. Poszliśmy jednak trochę pod prąd I pogadaliśmy o seksie, czyli jednym z głównych, o ile nie głównym temacie “Gry o wszystko”. Jak wyszło? Właśnie tak.
Seks jest w Polsce tematem tabu?
Mniej niż kiedyś, ale niestety nadal jest. Wydaje się, że normalni ludzie po prostu go uprawiają, a nie o nim rozmawiają. Kiedy po raz ostatni rozmawiałeś ze swoją partnerką/partnerem o tym czego chcesz, co lubisz, co Ci się marzy?
Powinnaś dodać do tego pytania gwiazdkę z zaznaczeniem, że pytanie nie dotyczy singli. Wychodzisz z założenia, że o seksie powinno się w związku rozmawiać jak o menu na śniadanie lub repertuarze w kinie?
Singiel odpowie – nie mam partnerki/partnera i dzięki temu uniknie niewygodnych przemyśleń 😉 W związkach rozmowy na tematy związane z seksem odbywają się zwykle na początku znajomości. Przyjmujemy założenie, że lata mijają, zmieniamy się fizycznie i psychicznie, ale potrzeby naszych partnerów nadal są takie same. Myślisz, że rozmowa o seksie w klimacie:
– jutro na śniadanie będą jajka sadzone,
– o nie, znowu jajka? Może lepiej owsianka…
– Nie, to ohydnie wygląda…
– Dobra, to skoro muszą być jajka, to tym razem niech będą po wiedeńsku.
Myślisz, że rozmowa w tym klimacie byłaby nie na miejscu? Przeszkadza Ci odarcie tej czynności z „magiczności”? Z emocji?
Mnie nie przeszkadza, bo czasem mam ochotę na fast fooda, a czasem na danie składające się z trzech części. Jak więc oswoić rozmowy o seksie?
Sama się nad tym zastanawiałam przed pierwszą wizytą u seksuologa. Kiedy przygotowywałam się do pisania „Gry o wszystko” pomyślałam, że nie zrozumiem tych wszystkich dewiacji, o których chcę napisać, jeśli nie porozmawiam z kimś, kto pomoże mi rozłożyć je na czynniki pierwsze. Umówiłam się więc na spotkanie i poszłam na nie z przekonaniem, że to będzie bardzo dziwne.

I czego się dowiedziałaś?
Podczas wizyty u seksuologa bardzo szybko okazało się, że tabu to taka czarna nakładka, którą przysłaniamy sobie tematy, które mogą być dla nas trudne. Unikamy niepotrzebnych emocji, uciekamy od wstydu, ustawiamy się w wygodnej pozycji. Nie ma udanej rozmowy o seksie bez szczerości, otwartości i bez umiejętności słuchania.
Trudno się umówić na wizytę? Bo jeśli tak, to by oznaczało, że my jednak chcemy o tym seksie rozmawiać. Niekoniecznie z kimś bliskim, może z obcymi łatwiej?
Trudno znaleźć seksuologa, który ma dużo wolnych terminów. I tak, masz rację. Zdecydowanie łatwiej rozmawia się z obcym. Bo obcy wysłucha Cię do końca. Powstrzyma się od ocen (typu: no wiesz, jesteś zboczony). Jak myślisz dlaczego powstało to tabu?
Może z faktu, że przynajmniej w teorii jesteśmy bardzo wierzącym narodem i nie wypada o tym rozmawiać? I kochać się trzeba tylko pod kołdrą przy zgaszonym świetle? A może się po prostu wstydzimy co powie partner, albo sąsiad gdy usłyszy, co się u nas wyprawia?
Wierzącym? Czy ja wiem? Wstyd, to jest coś co blokuje rozmowy. Bo co powie sąsiad? Co powie żona. I wstyd zwykle nie bierze się z niczego. Doświadczamy go… i potem tylko pielęgnujemy.
To dlaczego według Ciebie seks jest mało sexy tematem rozmów w związkach?
Wyobraź sobie sytuację, dajmy na to Franek mówi do Grażynki: Kochanie, bardzo chciałbym zobaczyć jak uprawiasz seks z innym mężczyzną….
A Grażynka mu na to: tu są walizki.
Nie, Grażynka mówi: Franek już mnie nie kochasz? Już Ci nie wystarczam? A on zaczyna pokrętnie tłumaczyć, że taki widok mógłby go podniecić. I wtedy z jej ust pada stwierdzenie: jesteś zboczony!

I co dalej?
I Franek przeprasza, zamyka się w sobie. Albo idzie do prostytutki.
Przeprasza i zamyka się w sobie. Ale to, że przeprosił nie znaczy, że wymazał z mózgu myśli o żonie nadzianej na kogoś innego. Próbuje więc wrócić do tematu . Mniej lub bardziej subtelnie. Ona jest przerażona, odsuwa się od niego. Podczas pisania książki trafiłam na takie forum, na którym spotykali się tacy Frankowie. Tłumaczyli sobie wzajemnie, że od lat przekonują swoje żony i że da radę, jak się odpowiednio podejdzie do tematu, że to się nazywa „zdrada kontrolowana”. I że jest normalne, i bezpieczne.
Jak na „Grę o wszystko” zareagował Franek, a jak Grażynka? Zostałaś zasypana mailami z fantazjami?
Mam cichą nadzieję, że i Franek, i Grażynka zechcieli na chwilę wyłączyć telewizor, spojrzeć sobie w oczy i pogadać o tym co ich podnieca. Bo brak rozmowy wpływa niekorzystnie nie tylko na związek, ale i na samego Franka. On czuje, że jest coś nie do końca moralnego, w tym jego pożądaniu. Odsuwa się od Grażynki. Szuka możliwości zaspokojenia się poza domem. Robi to w tajemnicy. A tajemnica wciąga. Między zabawami a parafią jest cienka granica. Zabawy przynoszą fun. Parafilia jest jak nałóg, wciąga Cię. Sprawia, że chcesz więcej i więcej, chcesz przekraczać kolejne granice. I jednocześnie czujesz dyskomfort.
Powiedz mi proszę jak to było z parafilią. Powiedziałaś seksuologowi, że chcesz, nomen omen, wykorzystać ten wątek i żeby Ci o tym opowiedział, czy to chodziło jakoś za Tobą od dłuższego czasu?
Zjawiłam się u seksuologa przygotowana. Długo przebijałam się przez różne parafilie, by wybrać te, które mną poruszą. Które w moim odczuciu będę niezrozumiałe, obleśne albo głupie. Czytelnicy nie przesyłają mi po lekturze Gry maili z opisanymi swoimi fantazjami. Częściej odzywają się, by powiedzieć, że nie mieli pojęcia o istnieniu takich zboczeń i że w ich odczuciu „ludzie to jednak są pojebani”. Czy parafilie chodziły za mną zawsze? Nie. Trafiłam na nie przypadkiem. Podczas pisania poprzedniej książki, znalazłam się w miejscu, w którym, ja, cywil nie powinnam się znaleźć. Tematem przewodnim spotkania była przestępczość seksualna. To tam po raz pierwszy usłyszałam: parafilie (wcześniej funkcjonowało pojęcie dewiacji seksualnych). Usłyszałam i pomyślałam: o, to już wiem jak będą ginąć moje następne ofiary.



