Tag: „Grzech”

  • „90% facetów wie, jakie osiągi ma Porsche. Kobiety uciekają w literaturę”.

    Czy łatwo jest z powieści dla kobiet przejść do pisania kryminałów? Co ma wspólnego z Camilla Laeckberg? Czy to już koniec przygód Niny? Łapcie rozmowę z Niną Majewską-Brown, autorką „Grzechu”.

    Powiedz mi, kiedy w ogóle wpadłaś pomysł, żeby odejść od literatury kobiecej i wejść w kryminał?

    Wiesz co, w trzeciej książce, czyli w „Jak się nie zakochać”, pojawiły się pierwsze wątki kryminalne. Może nie kryminału stricte, ale pewnej zagadki. Strasznie bawił mnie fakt, żeby opisać to wiarygodnie i żeby wymyślić taką historię, która byłaby w jakiś sposób rzeczywista. Gdy już zaczęłam pisać „Grzech”, to okazało się, że o wiele łatwiej jest wciągnąć czytelnika w rozwiązywanie zagadki, niż podawanie mu wszystkiego na tacy. Pamiętaj jednak, że ja się od literatury kobiecej nie odwracam. Śmieszy mnie, gdy ktoś mówi, że to jest literatura gorszego sortu, miałka, z niższej półki. Odpowiadam wtedy, że 90% facetów wie, jakie osiągi ma Porsche, co ma pod maską, bo oni o tym marzą. Kobiety marzą o tym, żeby być akceptowanymi, otoczonymi miłością, opieką. Faceci czytają więc gazety motoryzacyjne, a kobiety sięgają po literaturę dla nich.

    Wracając do „Grzechu”, dlaczego wybrałaś wieś jako miejsce akcji?

    Dlatego, że wieś daje ogromne spectrum możliwości opisania różnych charakterów i środowisk. Moja wieś jest wsią zapyziałą, stereotypową. Spędziłam tam sporo czasu, moja rodzina tam żyje. Jeździłam tam jako dziecko, jako nastolatka, i w końcu, jako osoba dorosła. Cały czas obserwuję tych ludzi. Poza tym, mała miejscowość odziera nas z intymności, myślimy: co ludzie powiedzą? Co pomyślą?

    No i wszyscy wszystko o sobie wiedzą.

    Właśnie. Nic się nie ukryje. Zresztą mam wrażenie, że znacznie trudniej jest zmienić życie właśnie na wsi niż w mieście, gdzie jesteś jednym z wielu, praktycznie anonimowy.

    Miałaś jakiś problem z kreowaniem „wiejskich” postaci?

    Nie, to była najprzyjemniejsza rzecz w pracy nad książką. Uwielbiam też tworzyć język moich bohaterów, bo każdy mówi jednak trochę inaczej i to dodaje kolorytu książce. Wielu recenzentów właśnie za to mnie chwali, to jest bardzo miłe.

    Nina Majewska-Brown

    Gdybyś miała się utożsamić, z którymś z bohaterów, to na kogo by padło?

    Trudne pytanie, ale myślę, że na nikogo. Nie jestem żadną z tych postaci. Dużo łatwiej było się wcielić w rolę bohaterki poprzednich książek. Myślę jednak, że bez problemu odnalazłabym się w wiejskiej sielankowości, bo bardzo ją lubię. Jestem kobietą udomowioną, czyli piorę, prasuję, gotuję, grzebię w ogrodzie, to jestem właśnie ja.

    Po przeczytaniu „Grzechu” powiedziałem Twojemu wydawcy, że jesteś polską Camillą Laeckberg. Finalnie to zdanie znalazło się na okładce. Nie masz mi za złe?

    Coś Ty, to jest strasznie miłe, ale nie wiem, czy to komplement nie na wyrost. Chociaż z drugiej strony, myślę, że coś nas łączy, bo „Grzech” jest oparty w dużej mierze na psychologii. Obie grzebiemy w ludzkich umysłach.

    Aż się boję z Tobą rozmawiać, skro tak grzebiesz w ludziom w głowach.

    Nie bój się. Ludzie przecież uciekają w różne klimaty. W alkohol, w czytanie. Ja uciekam w pisanie, w tworzenie postaci. I tak jak Ci już  powiedziałam, bardzo lubię obserwować ludzi, co nie znaczy, że ich podglądam. Nie masz takiego wrażenia, że masę ludzi analizuje to jak są odbierani?

    Pewnie tak, ale ja już doszedłem do takiego momentu, że kompletnie mnie nie interesuje, co ludzie o mnie myślą. Idę własną drogą.

    Ja też. Wiesz, kiedy tylko nie mam dystansu? Jeśli sprawa dotyczy moich dzieci, albo lustra. Poza tym myślę, że nadal mamy problem z mówieniem tego, co myślimy. Zresztą, znaczna część ludzi wartościuje innych już na starcie, nie analizuje, tylko wartościuje. To jest chyba nasza narodowa przywara. W latach dwudziestych ubiegłego wieku byliśmy najbardziej tolerancyjnym krajem w Europie, a teraz jesteśmy gdzieś pod koniec tego rankingu. Nie walczymy o to, żeby nam było lepiej, tylko o to, żeby sąsiadowi było gorzej. Wszystko i wszystkich dzielimy, musi być czarne albo białe, nie ma nic pośrodku.

    Co będzie po „Grzechu”?

    Mam już pięćdziesiąt stron zupełnie innej opowieści. Bohaterką będzie oczywiście kobieta, ale tym razem poszukująca akceptacji w Internecie, z czego wynikają różne dziwne historie. To jest moja poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, dlaczego kobiety poszukują, zdradzają, pragną anonimowej miłości? Dlaczego spotykają się z facetem tylko na jedną noc?

    To będzie kryminał?

    Powieść obyczajowa z mocnym wątkiem kryminalnym. Na pewno nie będzie policjanta, który będzie prowadził śledztwo, ale zapewniam, że będzie ostro.

    A z działki, nazwijmy to, kobiecej?

    Skończyłam pisać kolejną część z Niną w roli głównej. Oddałam maszynopis, premiera będzie pod koniec czerwca. Mogę zdradzić, że to jest już definitywnie ostania część jej przygód. No, ale przecież zarzekałam się, że poprzednia będzie już tą ostatnią.

    Żeby być pewną, musiałabyś ją zabić.

    Nie, ona przeżyje, ale śmierć w książce też będzie.

    Skoro nie będzie już Niny, to może w końcu stworzysz głównego bohatera płci męskiej?

    Przymierzałam się już do tego, bo chciałam opowiedzieć historię Niny oczami jej męża, który ginie w tragicznych okolicznościach. Nie wiem, czy coś z tego wyjdzie, bo gdy piszę, to chcę być wiarygodna, a nie jestem w stanie wejść w psychikę faceta. Mój mąż jest introwertykiem, więc na jego pomoc nie mogę liczyć. Napisałam piętnaście stron, dałam mu do przeczytania, a on mówi: „przecież mężczyzna tak nie myśli”. Dałam komuś innemu, i ten z kolei mówi: „tak, właśnie tak jest”. Nie wiem więc, gdzie jest prawda, pewnie pośrodku. Staram się jednak oddawać głoś facetom, czego przykładem jest postać Potockiego w „Grzechu”.