Tag: kultura na Śląsku

  • Kultura jest językiem, który łączy. Rozmowa z Maciejem Stachurą, wiceprezydentem Katowic

    Pierwsze skojarzenie z Katowicami i Śląskiem dla ludzi z innych części Polski, to już nie tylko kopalnie i huty, ale coraz częściej zieleń i…kultura. Już za moment Katowice staną się lokomotywą, która pociągnie całą Górnośląsko-Zagłębiowską Metropolię, bo zbliża się rok 2027, czyli czas, w którym Polska Stolica Kultury zawita własnie do tego regionu.

    Od kilku lat obserwuję taką sytuację, że gdy ktoś przyjeżdża na Targi Książki do Katowic, to wyjeżdżając mówi: „Te Katowice są jednak zielone, a ten Kwartał Kultury jest super. Katowice i kultura to ostatnia rzecz, którą byśmy postawili koło siebie, a jednak jest zupełnie inaczej”. Słyszysz podobne głosy?

    Maciej Stachura, wiceprezydent Katowic: To zależy, kogo zapytamy. Jeśli rozmawiamy z mieszkańcami Katowic, oni tę zmianę mają na co dzień – od kilkunastu lat, odkąd zaszła naprawdę duża transformacja. Zielono było właściwie zawsze, natomiast mocne postawienie na kulturę nastąpiło mniej więcej dwie dekady temu i dla mieszkanek oraz mieszkańców Katowic jest bardzo wyraźne. Dla gości z zewnątrz – szczególnie z Warszawy czy innych dużych miast wojewódzkich, którzy dawno w Katowicach nie byli – to często jest szok. Ciągle funkcjonują stereotypy o górniczym mieście, gdzie „węgiel pada z nieba”. Najlepszy sposób, by z nimi skończyć, to po prostu tu przyjechać, zobaczyć dużą liczbę wydarzeń, w tym Targi Książki, które przyciągają tysiące osób, i przekonać się, że Katowice są miastem nowoczesnym, bardzo zielonym i bardzo mocno stawiającym na kulturę.

    Katowice i Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia jako Polska Stolica Kultury. Co to tak naprawdę oznacza?

    Polska Stolica Kultury to ogromne wyróżnienie. Z jednej strony jest docenieniem tego, jak Katowice i cały obszar metropolii żyją kulturą przez cały rok: ile mamy instytucji, projektów, jak wiele udało się osiągnąć. Z drugiej strony – docenieniem tego, co chcemy zrobić w przyszłym roku.

    Zależy nam, by kultura była „uprawiana” zarówno na poziomie wysokim, jak i bardzo lokalnym. W Katowicach można pójść do NOSPR-u i posłuchać najlepszych orkiestr świata, ale kultura musi wchodzić również w dzielnice, musi być dla każdego człowieka: obraz, muzyka, film, teatr – różnych form jest naprawdę wiele. Chcemy, by każdy miał poczucie, że jest częścią tej stolicy kultury, żeby nie była ona odbierana jako coś elitarnego, przeznaczonego wyłącznie dla wąskiej grupy. Polska Stolica Kultury to także fantastyczna promocja Katowic i całego regionu – pokazanie, że Śląsk kojarzy się nie tylko z górnictwem, ale również z kulturą w bardzo różnorodnym wydaniu.

    Powiedziałeś o elitarności kultury. Hasło Katowic to „Play” – chodzi właśnie o to, żeby kultura nie była tylko dla ograniczonej grupy mieszkańców, ale dla jak największej liczby osób?

    Dokładnie tak. „Play” to zachęta: grajmy, bawmy się razem, czerpmy radość z kultury. Chodzi o jak najszersze zaangażowanie ludzi. To dla nas szansa, by docierać także do mieszkańców metropolii, którzy dziś nie są odbiorcami kultury – z różnych przyczyn. Chcemy pokazać, że kultura ma wiele wymiarów i potrafi wyjść na ulice. Przykładem jest świetny projekt „Letni ogród teatralny”, który współtworzymy z Teatrem Korez i dyrektorem Mirosławem Neinertem – znakomite spektakle pod chmurką, w podcieniach Miasta Ogrodów. To dokładnie taki rodzaj inicjatywy, w której kultura wychodzi do ludzi. W ramach Polskiej Stolicy Kultury chcemy realizować projekty sieciowe, wjeżdżające w dzielnice różnych miast. Liczymy, że dla osób, które nigdy nie korzystały z oferty kulturalnej, będą one „haczykiem” – czymś, co zachęci do dalszego uczestnictwa.

    Siłą rzeczy Katowice będą lokomotywą całego tego kulturalnego pociągu. Jak wygląda współpraca z innymi miastami, ze Śląska i Zagłębia, w ramach Polskiej Stolicy Kultury?

    Współpraca wygląda bardzo dobrze. Katowice są liderem, największym miastem, ale robimy to wspólnie – to nie jest „Katowice i reszta świata”, tylko „Katowice i 40 innych gmin”. Wśród nich są duże miasta o bardzo rozkręconym życiu kulturalnym: Tychy, Gliwice, Sosnowiec, Bytom – każde może się czymś ciekawym pochwalić.

    To pokazuje, że kultura jest językiem, który łączy. Każde miasto ma swoje instytucje kulturalne, ludzi związanych z kulturą – bardzo szybko znajdujemy wspólny język. Mamy szczęście, że Katowice Miasto Ogrodów, nasza miejska instytucja kultury, będzie jednostką prowadzącą i scalającą całość. Dyrektor Łukasz Kałębasiak podkreśla, że współpraca z innymi miastami jest znakomita, miasta wystawiają świetne zespoły i będą tworzyć wydarzenia także u siebie.

    Gdyby każda formuła współpracy w metropolii wyglądała tak dobrze jak ta w obszarze kultury, bylibyśmy dużo bliżej idei jednego miasta niż dziś.

    Katowice, fot: smakksiazki.pl

    Czy Polska Stolica Kultury sprawia, że śląsko–zagłębiowskie niesnaski odkładamy do kieszeni, przynajmniej na 2027 rok?

    W praktyce odkładamy je na zawsze – już zostały odłożone. Oczywiście różne żarty nadal się pojawiają, ale staramy się podchodzić do tego tematu projektowo i z przymrużeniem oka. Przykładowo prezydenci Marcin Krupa i Arkadiusz Chęciński wspólnie pokazywali paszporty wydane przez Sosnowiec – wszyscy się śmieją, że żeby pojechać „za granicę”, trzeba mieć paszport. Organizowaliśmy też wspólne regaty w Katowicach tuż przy granicy z Sosnowcem. To pokazuje, że potrafimy się razem bawić i wykorzystać nawet stereotypy do wspólnej promocji.

    Co Katowice i cały region mogą dać Polsce? Czego Polska może się o nas dowiedzieć, o czym jeszcze nie wie, mimo że mamy ogromne sukcesy w literaturze, teatrze i właściwie każdej dziedzinie kultury?

    W każdym obszarze kultury mamy w Katowicach kwestie, osoby i miejsca, które albo są anonimowe dla reszty Polski, albo nikt nie kojarzy ich z naszym regionem. Ostatnio rozmawiałem z kolegą z innej części kraju, który kompletnie nie wiedział, że Kazimierz Kutz kręcił u nas sporo filmów – to przykład, jak wiele rzeczy trzeba przypomnieć. Dotyczy to filmu, malarstwa, muzyki. W Katowicach mamy na przykład Grupę Janowską – znakomitą grupę malarzy prymitywistów, których obrazy osiągają już bardzo wysokie ceny wśród znawców sztuki, a mimo to niewielu w Polsce o nich wie. Region stoi tradycjami muzycznymi; samo miasto ma tytuł Kreatywnego Miasta UNESCO w dziedzinie muzyki.

    Jest też Alfred Szklarski, urodzony w Chicago, a bardzo związany z Katowicami – w Galerii Artystycznej ma swoje popiersie. Tych twórców i twórczyń związanych z regionem jest naprawdę sporo, a Stolica Kultury będzie szansą, by ich pokazać.

    Czy możemy już powiedzieć coś konkretnego o tym, co będzie się działo od stycznia 2027 roku?

    Na razie nie chcemy zbyt wiele zdradzać. Kończymy prace programowe – wiemy już mniej więcej, jakie projekty chcemy realizować. Jesteśmy jednak w innej sytuacji niż Bielsko-Biała, która w tym roku jest Polską Stolicą Kultury i jako jedno miasto „dogaduje się sama ze sobą”. My musimy się porozumiewać w dużo większym gronie.

    Rozmawiamy z Polską, z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Planujemy zarówno bardzo duże, masowe projekty – na pewno wykorzystamy NOSPR i Stadion Śląski – jak i działania obwoźne, związane ze śląskimi tradycjami, które zawitają do każdej gminy. Chcemy, by np. specjalne auto z ciekawą atrakcją przemieszczało się po metropolii, docierało do większości dzielnic i oferowało różne formy uczestnictwa w kulturze.

    Tych dużych wydarzeń będzie sporo, a do tego dojdą setki inicjatyw w dzielnicach. W Katowicach zależy nam szczególnie na pokazywaniu twórców, którzy nie są jeszcze bardzo rozpoznawalni – choćby świetnie rokującej młodzieży. Mamy konkurs muzyczny „Kato Gwiazdy”; po przesłuchaniach finałowych razem z prezydentem byliśmy zachwyceni, jak zdolną mamy młodzież. Polska Stolica Kultury ma być przestrzenią, w której młodzi artyści pokażą swoją sztukę, podobnie jak lokalne grupy malarskie z Giszowca, Zawodzia czy Nikiszowca.

    Jesteś wiceprezydentem Katowic. Rozmawiając na co dzień z mieszkańcami, masz poczucie, że kultura jest dla nich coraz ważniejsza? Ja mogę mówić głównie o literaturze – książka nie jest produktem pierwszej potrzeby. Czy mieszkańcy rzeczywiście chętniej korzystają z kultury?

    Podałeś dobry przykład z książką – to wymagająca forma kultury. W przebodźcowanym świecie dużo łatwiej jest obejrzeć film, włączyć Netflixa albo iść do kina, nawet na arcydzieło filmowe, niż otworzyć książkę.

    Kultura jest jednak kluczowa dla jakości życia w mieście. Kiedy mamy zabezpieczone podstawowe potrzeby – jedzenie, dach nad głową, pracę, szkołę – o tym, jak nam się żyje, decyduje to, co robimy w czasie wolnym. To nie tylko sport czy parki, ale właśnie szeroko rozumiana kultura. Widzimy ogromne zapotrzebowanie na kulturę w dzielnicach. Katowice są jednym z niewielu miast w Polsce, gdzie rozbudowuje się sieć bibliotek i domów kultury. W zeszłym roku oddaliśmy duży, nowoczesny dom kultury na osiedlu Witosa, powstała filia domu kultury na osiedlu Paderewskiego, a także nowe filie biblioteki publicznej.

    Chcemy, by kultura była blisko – to realizacja idei „15-minutowego miasta”, w którym większość rzeczy mamy w zasięgu krótkiego spaceru. Jeśli do domu kultury mamy 500 metrów, a nie pół godziny jazdy, dużo chętniej z niego korzystamy.

    Czytelnictwo w katowickich bibliotekach jest całkiem dobre, m.in. dlatego, że kupujemy bardzo dużo nowości – kilka tysięcy pozycji rocznie. W czasach, gdy książki nie są tanie, a część osób ledwo wiąże koniec z końcem, możliwość wypożyczenia nowości ma ogromne znaczenie. Udział mieszkańców w kulturze jest wysoki i moim zdaniem rośnie, choć wszyscy nadal mamy sporo do zrobienia, żeby zachęcić tych, którzy z oferty nigdy nie korzystali.

    www.unsplash.com/Patrick Tomasso

    Jak Ty korzystasz z kultury – prywatnie i zawodowo?

    Prywatnie przede wszystkim korzystam z bibliotek. Moja ulubiona to biblioteka anglojęzyczna przy ulicy Słowackiego – trudno kupić niektóre tytuły w Katowicach, sprowadzanie przez eBay potrafi długo trwać, a tam można je po prostu wypożyczyć. Razem z żoną i rodziną bardzo lubimy NOSPR, chętnie zaglądamy też do domów kultury, kiedy organizują ciekawe projekty czy spotkania z autorami lub reżyserami. Zawodowo uczestniczę właściwie we wszystkich obszarach życia kulturalnego miasta – ostatnio choćby w „Letnim ogrodzie teatralnym”. To bardzo przyjemne, kiedy można połączyć obowiązki zawodowe z czymś, co daje dużo radości; ktoś może uznać pracę w piątek o 21:00 za mało atrakcyjną, ale kiedy wychodzisz na scenę obok Mirosława Neinerta, nabiera to zupełnie innego wymiaru.

    Na koniec muszę zapytać o książki. Co masz na tzw. „hałdzie wstydu” – odkładanych pozycjach, które być może kiedyś przeczytasz, a być może nigdy?

    Ta półka wstydu niestety ciągle rośnie. Targi książki zupełnie w tym nie pomagają – zawsze obiecuję sobie, że nic nowego się nie pojawi, a potem wracam z kolejnymi świetnymi tytułami.Ostatnio czytałem znakomitą książkę Andrzeja Dragana „AI. Quo vAIdis” o rozwoju sztucznej inteligencji – napisaną tak, że nawet humanista zrozumie złożoność algorytmów. Z wykształcenia jestem dziennikarzem i politologiem, więc uwielbiam książki o geopolityce; większość z nich jest naprawdę bardzo dobra. Mam też słabość do książek o samorozwoju – kolejny raz czytam „Atomowe nawyki” Jamesa Cleara i jeśli ktoś nie czytał, szczerze polecam. Krótko mówiąc: mam z czego wybierać, a półka wstydu będzie się chyba jeszcze długo rozrastać.