Tag: Maja Lunde
-
„Gdy zabraknie pszczół, to na jabłka i pomidory pozwolą sobie tylko najbogatsi”
Na tegorocznym Festiwalu „Apostrof” będziecie mieli możliwość spotkania się z Mają Lunde oraz Davidem Goulsonem. Autorami książek: „Historia pszczół” i „Żądła rządzą. Moje przygody z trzmielami”. Jak w ogóle rozróżnić jedno od drugiego, czy możliwe jest życie bez pszczół i dlaczego trzmiele mogą przypominać małego szczeniaczka? I dlaczego na pomidory i jabłka może być stać za jakiś czas tylko najbogatszych? O tym wszystkim rozmawiam z Łukaszem Przybyłem, który jest założycielem Pasieki Edukacyjnej „Skrzydlaci przyjaciele”, działającej w Śląskim Ogrodzie Botanicznym w Mikołowie. Owady zapylające to jego pasja, co widać w poniższym wywiadzie.
Jesteś w stanie wyobrazić sobie, że dożyjemy świata bez pszczół, jak w książce Mai Lunde, gdzie w 2098 roku w Chinach ludzie muszą zapylać ręcznie drzewa owocowe?
Nie wyobrażam sobie takich czasów. Tak naprawdę, jeszcze kilka lat temu przez głowę mi nie przechodziło, że taka sytuacja jest w ogóle możliwa. Dopiero film „Łowcy miodu” oraz książka Mai Lunde dały mi wyobrażenie takiego świata. Co najgorsze, sytuacja opisująca w książce rok 2098 jest ponurą rzeczywistością już teraz w powiecie Hanyuan w Chińskim Syczuanie. Od kilku lat plantacje grusz są zapylane ręcznie przez robotników, ponieważ na skutek skażenia środowiska wyginęły wszystkie owady zapylające, a ich przywrócenie do środowiska nie przynosi skutku. Niestety i u nas, w Europie, z każdą zimą sytuacja staje się coraz trudniejsza. Co roku ponosimy coraz większe straty rodzin pszczelich i nie wydaje się, aby sytuacja ta się poprawiała. Nie jest wprawdzie tak źle jak w USA, ale coraz większa ekspansja osiedli mieszkaniowych, unowocześnianie rolnictwa, czy uprawy monokulturowe przyczyniają się do wymierania owadów zapylających również w Polsce. Nie wydaje mi się, aby cały Świat był w stanie „przestawić się” jak Chińczycy na zapylanie drzew miotełkami. Jeśli, nie daj Boże, przyjdzie nam dożyć takich czasów, to większość znanych nam warzyw i owoców przestanie istnieć lub będzie ekskluzywnym rarytasem dla bogaczy. Tak jak teraz trufle są nieosiągalnym przysmakiem, tak samo stanie się z pomidorami, gruszkami, jabłkami, wiśniami, dynią, cukinią i setkami innych roślin. Niestety, bez owadów zapylających ich uprawa stanie się niemożliwa lub nieopłacalna.
Do czego w ogóle potrzebne nam są pszczoły?
Dla większości z nas pszczoła kojarzy się wyłącznie z miodem. Jednak tak naprawdę jest to tylko „słodki dodatek” do wykonywanej przez pszczoły pracy. W wielu krajach zachodnich, głównym źródłem przychodu pszczelarzy jest praca pszczół na rzecz zapylania upraw. U nas niestety króluje jeszcze przekonanie, że to pszczelarz powinien „odwdzięczyć się” rolnikowi za możliwość zapylenia jego sadu. Jednak sytuacja ta zmieni się w przeciągu kilkunastu następnych lat, kiedy nastąpi „wymiana pokoleniowa” zarówno wśród pszczelarzy, jak i rolników. Biorąc pod uwagę rolę pszczelarstwa w gospodarce, według badań z roku 2013 w krajach Unii Europejskiej, sam wzrost plonów będący efektem zapylania przez pszczoły to 22 miliardy euro rocznie. A jest to rezultat samego zapylania roślin, nie wliczając w to sprzedaży produktów pszczelich. Stanowi to bardzo istotną gałąź gospodarki w wielu krajach. Pszczoła w tak dużym państwie jak Niemcy stanowi trzecie najistotniejsze zwierzę użytkowe, tuż za krową i świnią. W Polsce produkcja samego miodu wynosi około 15 tysięcy ton rocznie, a liczbę rodzin pszczelich w 2016 roku szacowano na ok 1,4 miliona. Mówimy tu tylko o samej pszczole miodnej. Miód oraz inne produkty pszczele, są bezcennymi produktami leczniczymi. Praktycznie niemożliwe jest ich zastąpienie jakimikolwiek środkami farmakologicznymi, czy suplementami diety. Reklamowane na prawo i lewo cudowne pastylki na poprawę odporności nie mogą równać się z miodem, pyłkiem pszczelim czy pierzgą. Pomimo zaawansowanej technologii nie sądzę, aby kiedykolwiek człowiekowi udało się wyprodukować syntetyczne zamienniki tych produktów.

www.unsplash.com/Dominik Scythe Już za kilka dni w Warszawie pojawi się zarówno Maja Lunde od „Historii pszczół”, jak i David Goulson, autor książki „Żądła rządzą. Moje przygody z trzmielami”. Można na pierwszy rzut oka rozróżnić pszczołę od trzmiela?
Tak. Pszczoły i trzmiele są bardzo łatwe do rozróżnienia. Niestety, powszechnie mylimy trzmiele, nazywając je błędnie „bąkami”. Trzmiele to duże, pękate i włochate pszczoły. W rzeczywistości pszczoła miodna oraz trzmiel należą do tej samej rodziny pszczołowatych, jednak różnią się zasadniczo wyglądem, zachowaniem oraz sposobem rozmnażania. Zarówno trzmiel, jak i pszczoła miodna są łagodne i atakują tylko w ostateczności w obronie własnego życia lub życia rodziny. Trzmiele latają powoli i głośno. Znana anegdota mówi, że trzmiel nie powinien latać, bo powierzchnia jego skrzydeł jest zbyt mała w stosunku do masy ciała, jednak trzmiel o tym nie wie. Albert Einstein powiedział kiedyś: „gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi”. Sam lot trzmiela doczekał się nawet „upamiętnienia” w znanym akcie opery rosyjskiego kompozytora Nikołaja Rimskiego-Korsakowa „Bajka o carze Sałtanie”.
Pszczołami zajmujesz się na co dzień. Jakie to są owady, jaki mają „charakter”, co je denerwuje, co lubią?
Pszczoły to niesamowite i fascynujące stworzenia. Nawet pszczelarze z 30 letnim doświadczeniem są nadal pod wrażeniem ich pracowitości i perfekcji we wszystkim co robią. Zaglądnięcie do ula jest swojego rodzaju hipnozą. Można bezustannie przyglądać się perfekcyjnie pracującym woszczarkom, budującym woskowe plastry, czy też świcie pszczelej karmiącej i czyszczącej pszczelą królową.
Dla osoby przyzwyczajonej do pracy z pszczołami jest to zajęcie bardzo relaksujące, a jednocześnie bezpieczne. Odpowiednio obchodząc się z nimi można bez obaw pracować bez jakiegokolwiek nakrycia głowy, rękawic, czy też nawet w krótkim rękawku. Dopóki nie rozdrażnimy rodziny gwałtownym ruchem, stuknięciem w ul, strąceniem pszczół z ramki, czy też zgnieceniem jednej z nich, do tego czasu możemy pracować powoli i spokojnie, bez dodatkowych zabezpieczeń. Czasem wystarczy jednak jeden nieuważny ruch, aby rozzłościć rój. Warto wtedy mieć w zanadrzu kapelusz pszczelarski oraz podkurzacz do odymienia. Najczęściej dochodzi do użądlenia tylko w przypadku zgniecenia pszczoły. Same z siebie niechętnie atakują człowieka, ponieważ wiedzą, że oznacza to dla nich koniec życia. Pszczoła na końcu żądła ma haczyki, które wbijając się w skórę powodują jego wyrwanie z ciała owada, a następnie śmierć. Łagodne zachowanie nie jest jednak ich stałą cechą. Stopień agresji zależy czasem od pogody, pory roku, ilości posiadanych zapasów czy też aktualnej liczby kwitnących roślin, a co za tym idzie, ich stopnia „zapracowania”. Pszczoły nie lubią intensywnych zapachów np. perfum, alkoholu czy też potu. Zachowują się zdecydowanie bardziej agresywnie np. przed nadchodzącą burzą, czy też późną jesienią. W samym sezonie pszczelarskim, kiedy wszystkie owady zajęte są pracą, możemy bez obaw otworzyć ul, wyciągnąć ramkę, a pszczoły jak gdyby nigdy nic nadal czyszczą komórki plastra, produkują wosk, wykonują taniec pszczeli, karmią się nawzajem, czyszczą, a czasem nawet matka nadal składa jaja, nie zwracając na nas uwagi. Pszczoły lubią przede wszystkim cukier. Owady i kwiaty miliony lat temu w cudowny sposób „dogadały się” ze sobą. My wam damy słodki nektar, a wy będziecie nas zapylać. W ten sposób u pszczół i trzmieli wykształciły się charakterystyczne włoski na ciele, które mają sprawić, że pyłek będzie przyczepiał się do ich ciała. W zamian za tą przysługę pszczoły korzystają z produkowanego w kwiatach nektaru, który znoszą do ula i produkują przepyszny miód. Oczywiście nie robią tego, ponieważ są tak miłe produkując go dla człowieka. Miód jest ich zapasem pokarmu niezbędnym do rozwoju rodziny w trakcie całego roku, a przede wszystkim pozwalającym przetrwać zimę. Wbrew powszechnej opinii pszczoły nie śpią w zimie, tylko nadal są aktywne i przez cały ten okres kłębią się ogrzewając matkę i siebie nawzajem. W tym czasie zjadają zgromadzony zapas pokarmu. Pszczelarz grabiąc pszczoły z miodu podaje im w zamian syrop na bazie cukru. W ten sposób pszczelarze i pszczoły współpracują od stuleci.

Łukasz Przybył, fot: archiwum prywatne David Goulson napisał o swojej fascynacji trzmielami tak: „zacząłem badać trzmiele dlatego, że mnie fascynują, zachowują się w tajemniczy i interesujący sposób, a poza tym są rozkoszne”. Podzielasz te spostrzeżenia?
Jest w tym dużo prawdy. Rzeczywiście, o pszczołach wiemy sporo. Opiekujemy się nimi w ulach, dokładnie znamy ich zachowanie, wiemy jak o nie zadbać, jak wyhodować własną pszczelą matkę. Powszechne są ule obserwacyjne, w których przez szybkę możemy podziwiać pszczelą pracę. O trzmielach wiemy jednak bardzo mało. Widzimy je – niestety coraz rzadziej – jak kołyszą się w ogrodzie latając od kwiatka do kwiatka. Nie wiemy jednak gdzie mieszkają, jak się rozmnażają, co lubią i nie potrafimy sprawić, aby na stałe zadomowiły się w naszym ogrodzie. Tak naprawdę dopiero książka „Żądła rządzą” rozjaśniła mi wiele spraw dotyczących ich zachowania, czy miejsc budowania gniazda. W przeciwieństwie do pszczoły, trzmiele wydają się milutkie i puszyste. Z racji swojego pękatego wyglądu i ociężałego zachowania przypominają mi czasem niezdarnego małego szczeniaczka.
Mamy coraz większą świadomość tego, jak ważne są dla nas pszczoły?
Ku naszej radości stale rośnie zainteresowanie ideą zrównoważonego rozwoju w dużych firmach. Niektóre korporacje coraz śmielej starają uczynić coś pozytywnego dla środowiska. W ten sposób po raz pierwszy zetknęliśmy się z tematem pszczelarstwa miejskiego. Na wzór zachodnich stolic, paryskiej opery, czy Katedry Notre Dame, również w Katowicach firma Unilever postanowiła postawić na dachu swojego biurowca pierwszą na Śląsku pasiekę miejską. Jest mi bardzo miło, że postanowiła uczynić to przy udziale moim oraz firmy Pszczelarium. W ten sposób od ponad roku opiekuję się dwoma ulami stojącymi 300 metrów od katowickiego Spodka, a niebawem planujemy dostawienie kolejnych dwóch. Dobry przykład wzięły również kolejne firmy w naszej aglomeracji, które postanowiły przyczynić się do rozwoju pszczelarstwa miejskiego. Niebawem minie pierwsza rocznica postawienia pasieki miejskiej na Żeliwnej 38 w Katowicach, gdzie niepozorny teren przylegający do biurowców kryje za drzewami sad, łąki oraz dwa tereny Rodzinnych Ogródków Działkowych. Jestem pewny, że w najbliższym czasie kolejne firmy skorzystają z naszych usług, a pszczelarstwo miejskie na Śląsku będzie się szybko rozwijać.


















