Tag: Nagroda Wielkiego Kalibru

  • „Nie zdradzałem jeszcze tytułu nowej książki, ale teraz już mogę”. Jędrzej Pasierski z Wielkim Kalibrem

    Roztopy” Jędrzeja Pasierskiego zostały uhonorowane tegoroczną Nagrodą Wielkiego Kalibru, a nam udało się połączyć chwilę po internetowej gali. Autor zdradził jak świętuje ten gigantyczny sukces, opowiada też na co wyda część nagrody, ale przede wszystkim zdradza kilka szczegółów dotyczących swojej najnowszej książki, która ukaże się w styczniu. Tak, będzie Nina Warwiłow 🙂 Obejrzyjcie zapis naszej krótkiej rozmowy na żywo.

  • Lista nieoczywista, czyli słów kilka o nominacjach do nominacji MFK

    W ostatnich dniach o różnych listach było głośno. Najpierw listy wyborcze, kilkadziesiąt godzin temu lista przebojów w radiowej Trójce, dziś lista autorek i autorów, którzy mają szansę na finałową siódemkę Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu. Są niespodzianki? Są. Są skandale? Dla mnie przynajmniej jeden. Są książki, które są o wiele słabsze od tych, które w siedemnastce się nie znalazły? Tak sądzę. Konkrety? Proszę bardzo.

    Jestem w tej komfortowej sytuacji, że nikim ze świata książkowego nie jestem związany węzłami przyjaźni, z nikim nie chodzę na wódkę, nie jeżdżę na wakacje. Oczywiście, że z czasem z kimś pójdę na kawę, a zdarza się też obiad. Mam jednak wrażenie, że nie przekroczyłem nigdy granicy, zza której nie ma już powrotu, a książki autorki/autora będzie wypadało chwalić zawsze i wszędzie. Jestem uczciwy sam wobec siebie, ale co chyba jeszcze ważniejsze – wobec Was, bo nie wciskam Wam kitu i nie nazywam szamba perfumerią. Przechodząc jednak do opublikowanej dziś siedemnastki, to uważam, że skandalem jest brak „Około północy” Mariusza Czubaja. Dla mnie to najlepsza książka Czubaja. Jedną z gorszych, o ile nie najgorszą był „R.I.P”, za którą… Mariusz dostał Nagrodę Wielkiego Kalibru. Pominięcie zeszłorocznej książki warszawskiego pisarza, a umieszczenie na liście, chociażby „Raju” Marty Guzowskiej, który według mnie Marcie nie wyszedł, jest dla mnie, delikatnie rzecz ujmując, nie do końca zrozumiałe.

    fot: smakksiazki.pl

    Żeby była jasność – nie przeczytałem wszystkich książek z podanej dziś listy. Mówiąc precyzyjniej, nie przeczytałem sześciu. Być może są wśród nich perełki, być może nie, ale obiecuję, że jeśli któraś z nich wejdzie do finału, to nadrobię zaległości żeby mieć pełen przegląd najlepszych, według jurorów, polskich książek kryminalnych zeszłego roku. Jeśli mam być szczery, to nie do końca rozumiem dwie nominacje dla Tomasza Duszyńskiego i Jakuba Szamałka. Okej, jestem w stanie przyjąć argumentację, że jedna z książek Duszyńskiego to kryminał retro, więc się nie kanibalizuje z „Toksycznymi”. Natomiast jeśli chodzi o Szamałka, to tych dwóch nominacji nie rozumiem zupełnie. Żeby była jasność – jedna jak najbardziej, bo w pełni zasługuje, ale jednak jest to ten sam cykl, więc tutaj chyba jurorzy powinni nominować kogoś innego. Kogo? Lista nieobecnych jest długa. „Rana” Wojciecha Chmielarza mnie nie wzięła, ale to nie znaczy, że jest książką dramatyczną, „Szwindel” Jakuba Ćwieka spokojnie mógłby się tutaj znaleźć, a nawet wygryźć chociażby Krzysztofa Bochusa czy Roberta Ostaszewskiego. Szkoda, że szansy nie dostał też Marcin Dudziński oraz będący w zeszłym roku w finale Maciej Siembieda.

    Komu więc kibicuję? Z książek, które przeczytałem, a przypominam, że sześciu jednak nie, to stawiłabym na „Roztopy” Jędrzeja Pasierskiego oraz „Marę” Małgorzaty i Michała Kuźmińskich. I tak się dziś zastanawiałem, co by było, jeśli musiałbym wybrać i wskazać tę jedną książkę. I wymyśliłem – Nagrodę Wielkiego Kalibru za najlepszą polską książkę kryminalną przyznałbym „Marze”. Jestem jednak dziwnie spokojny, że jurorzy jeszcze nas zaskoczą. Oby pozytywnie.

  • Ktoś z nich zgarnie Kalibra! Poznajcie szczęśliwą siódemkę

    Już przy ogłoszeniu długiej listy, czyli czternastu nazwisk, nie brakowało kontrowersji. Sam wskazywałem na to, że brakuje Marcina Wrońskiego, Bartosza Szczygielskiego, a z niewiadomych i niezrozumiałych dla mnie powodów, znalazły się tam nazwiska Remigiusza Mroza oraz Marty Matyszczak, bo przecież to ma być nagroda dla najlepszego polskiego kryminału, a nie dla książki, która ma najlepszy PR. 

    Upłynęło trochę wody w Odrze, mamy już finałową siódemkę. Anna Kańtoch, Marta Guzowska, Wojciech Chmielarz, Ryszard Ćwirlej, Krzysztof Zajas, Grzegorz Kalinowski, Katarzyna Kwiatkowska.

    Wielka gala, w trakcie której poznamy najlepszy polski kryminał 2017 odbędzie się w ostatnią sobotę maja we Wrocławiu, a zwycięzca otrzyma statuetkę oraz 25 tysięcy złotych. Łapcie komentarze finalistów, postaram się je uzupełnić, jeśli tylko sami zainteresowani „dadzą głos” w tej sprawie. 

    Krzysztof Zajas, „Oszpicyn”, Wydawnictwo Marginesy

    Finałowa siódemka? Bardzo się cieszę, jasne. Być dostrzeżonym w tej armii autorów kryminałów to niemały sukces. Ale chyba nawet bardziej cieszy mnie, że chodzi właśnie o Oszpicyn – kryminał nietypowy, uciekający w kierunku innych gatunków i stawiający czytelnikowi nieco inne wymagania. Raduje fakt, że jury doceniło Proteuszową zmienność powieści, co dobrze wróży na przyszłość całej literaturze popularnej w Polsce. Gratuluję również pozostałym finalistom i każdemu/każdej życzę zwycięstwa

    Anna Kańtoch, „Wiara”, Wydawnictwo Czarne

    Bardzo się cieszę, że „Wiara” powędrowała szlakiem przetartym przez „Łaskę” i również otrzymała nominację. Teraz łatwiej mi będzie zabrać się za pisanie trzeciej części.

    Wojciech Chmielarz, „Zombie”, Wydawnictwo Czarne

    Jestem nominowany już po raz szósty i co tu dużo mówić, za każdym razem to są spore nerwy. Ale tym razem patrzę też na listę nominowanych dość nostalgicznie. Otóż ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że jestem w tym gronie prawdziwym weteranem z największą liczbą nominacji na koncie. Zastanawiam się teraz, kiedy to się stało.

    Marta Guzowska, „Reguła nr 1”, Wydawnictwo Marginesy

    To jest moja czwarta nominacja do Nagrody Wielkiego Kalibru i wcale nie cieszę się mniej niż za pierwszym razem. Właściwie z każdą kolejną nominacją radość jest coraz większa. Hura!

    Ryszard Ćwirlej, „Tylko umarli wiedzą”, Czwarta Strona

    Jest mi bardzo przyjemnie, że znalazłem się takim gronie, bo to zaszczyt. Oznacza to, że moja książka zainteresowała nie tylko czytelników, ale też jurorów. Trzymam więc kciuki za „Tylko umarli wiedzą”, bo jestem z tego tytułu bardzo zadowolony.

    Grzegorz Kalinowski, „Pogromca grzeszników”, Wydawnictwo Muza

    Jadę do Wrocławia… w moim poprzednim fachu, komentatora piłkarskiego symbol upadku, w nowym, pisarza który ubiegłej jesienie opublikował swój pierwszy kryminał to zaszczyt. W tym mieście splatają się losy najbardziej skorumpowanych ludzi polskiej piłki i autorów najlepszych kryminałów, jako że jestem w tej drugiej grupie zacytuję pewnego wrocławianina; „Jezu jak się cieszę”.

    Katarzyna Kwiatkowska, „Zgubna trucizna”, SIW Znak

    To jest zaskoczenie, zaszczyt, nobilitacja. Bardzo się cieszę, ale doskonale wiemy, że konkurencja jest dosyć mocna.

     

  • „Czekanie na Larssona”, czyli Wojciech Chmielarz o przyszłości polskiego kryminału. Felieton.

    Zastanawiam się, czy rok 2017 to nie będzie początek końca boomu na polski kryminał. Rynek zalewany dziesiątkami tytułów w końcu powie dość. Znacząca jest tutaj scena z ostatniego Poznańskiego Festiwalu Kryminałów Granda, gdzie organizatorki odmówiły zrobienia spotkań premierowych dla pojedynczych autorów – premier było po prostu zbyt wiele. Zamiast tego zrobiono jedno, zbiorcze. Siedliśmy na nim chyba w dziesięć osób i przez godzinę mieliśmy bodajże czas, żeby odpowiedzieć każdy na trzy pytania.

    Jak więc wygląda polska powieść kryminalna na początku 2017? Czołówka wydaje się być już znana i dość statyczna. Niewiele się tu zmieni. Dołączy do niej może jeden, dwóch debiutantów. Może przebije się ktoś z tego drugiego szeregu. W każdym razie, wśród nominowanych do Kryminalnej Piły i Nagrody Wielkiego Kalibru spodziewam się raczej zestawu w większości znanych nazwisk.

    Bonda pewnie będzie starać się z przytupem zakończyć swoją tetralogię. Istnieje szansa, że z nowym tytułem wyskoczy Miłoszewski (chociaż on zarzeka się, że z kryminału zrezygnował). Lawiną książek zaleje nas Mróz. Do tego może jedna lub dwie przyjemne niespodzianki. Słowem, będzie tak jak było. I teraz pojawia się to nerwowe pytanie, które sobie wszyscy, my pisarze, zadajemy – ile jeszcze ta moda na polski kryminał będzie trwać? Rok? Dwa? Boom się kiedyś skończy. I chyba jako autorzy powoli się na to szykujemy. Wspomniany Miłoszewski deklaruje ucieczkę z gatunku. Nie znam twórczych planów Kasi Bondy, ale mówi ona, że chce się rozwijać jako pisarka, co można w różny sposób interpretować. Mariusz Czubaj mruga okiem, opowiadając wszystkim, że jego „R.I.P” to żaden kryminał, tylko western. A ja? Póki co zostaję przy gatunku, ale z pewnym niepokojem patrzę na jego przyszłość.

    Wydaje mi się, że w Polsce kryminał osiągnął już wszystko, co w tych warunkach, osiągnąć mógł. Książki są i się sprzedają. Krytycy zauważają. Czytelnicy czytają. Wszyscy teraz chcielibyśmy jednego, żeby polska moda na kryminał, przemieniła się w modę na polski kryminał na świecie. Ale do tego potrzebna nam jest nasz rodzimy Larsson z trylogią „Millenium”, swojska „Dziewczyna z pociągu”, nasz własny Jo Nesbo i Harry Hole. Są na to szanse. Głośno o planach tłumaczeń Bondy. Pytanie, czy uda się ją równie mocno wypromować na bardzo wymagających rynkach. Sprzedanymi prawami chwali się Katarzyna Puzyńska. Wreszcie, największy sukces ostatnich lat, czyli przekłady Miłoszewskiego we Francji. Przekłady, którym sam zawdzięczam to, że w maju nad Sekwaną ukaże się „Podpalacz”, a po nim prawdopodobnie „Farma Lalek”. Ale tak naprawdę nie jest istotne, kto będzie autorem tego przełomu na rynkach zagranicznych. Ważne, że za nim pójdą kolejni. I polski kryminał nie będzie modny już tylko i wyłącznie w Polsce. Fajnie by było, gdyby właśnie to nam piszącym przyniósł rok 2017.

    Wojciech Chmielarz

  • „O sukcesie w dużym stopniu decyduje los. Ja miałem szczęście”. Wojciech Chmielarz dla smakksiazki.pl

    Jego najnowsza książka to obraz Polski, której się nie udało, choć udać się mogło. Chmielarzowi szczęście sprzyja, a Nagroda Wielkiego Kalibru podziałała jak dodatkowy bieg w samochodzie. Rozmawiamy o dziennikarstwie, polityce, „Osiedlu marzeń”. O wielu innych sprawach też.

    osiedle_marzenJeden z Twoich tekstów zaczyna się mniej więcej tak: „gdy policja zamknęła babkę Wiśniewską, to wkurwiło się pół Gliwic”. Po przeczytaniu „Osiedla marzeń” miałem podobne odczucie jak gliwiczanie.

    Wkurwiłeś się?

    Tak, bo zostawiłeś czytelnika w takim miejscu, że chce się wiedzieć natychmiast co dalej.

    Jeśli więc się wkurwiłeś, to ja po prostu źle zrobiłem. Mój plan na tę książkę był taki, że co prawda czytelnik będzie czekał na ciąg dalszy, ale o tej historii dowiedział się już wszystkiego. Wie, kto zabił i dlaczego. Jeśli natomiast mówisz, że się zirytowałeś, to widocznie nie wyszło tak jak chciałem, mogę tylko przeprosić. Co będzie dalej? Wyjaśni się w końcu co było na pendrivie. W piątej książce z komisarzem Mortką chciałbym zamknąć te wszystkie wątki, które zaczęły się nawet jeszcze w „Podpalaczu”. Oczywiście, nie znaczy to, że to będzie ostatnia książka z Mortką, ale chcę zamknąć pewną historię. Wiesz, ja w swoich książkach tkwię od początku w 2010 roku, co mnie coraz bardziej męczy, bo z każdym rokiem piszę coraz bardziej kryminał retro. Przykładowo pisząc „Osiedle marzeń” spędziłem naprawdę sporo czasu na szukaniu dobrej piosenki, która była popularna w 2010 roku.

    Dosyć mocno się usprawiedliwiasz, ale to nie był w ogóle zarzut w Twoją stronę. To jest po prostu taki gigantyczny głód na ciąg dalszy. Zostawiłeś mnie z tą książką i pozostaje mi czekać. Pytanie jest inne, czy Ty już wiesz co jest na tym pendrivie?

    Oczywiście, że tak! Od początku wiedziałem, co tam jest. Nie pozwoliłbym sobie na takie zakończenie, gdybym nie wiedział co się wydarzy, jak się potoczą losy bohaterów.

    Z innej beczki. Nie lubisz dziennikarzy?

    (śmiech). Nie mam nic do dziennikarzy jako takich. Natomiast musimy sobie zdawać sprawę, że media światowe, a polskie może nawet mocniej, przeżywają poważny kryzys. Szczególnie mocno dotyka to mediów tradycyjnych, papierowych. Co to oznacza? De facto, upadek dziennikarstwa jakościowego, a wzrost liczby materiałów tabloidowych czy opartych na metodzie Ctrl-C, Ctrl-V. Efekty negatywne tego już widać. I wbrew temu, co niektórzy sądzą, internet tutaj nie pomoże. Fajnie opowiadał o tym Cezary Łazarewicz, który ostatnie miesiące spędził w Wirtualnej Polsce, tworząc tam właśnie dziennikarstwo jakościowe. Mówił że nawet jeśli napisał dobry tekst, to on się totalnie w Internecie nie przebił. Nie było w ogóle odzewu i to do tego stopnia, że bohaterom tekstu nie chciało się pozywać autora. Co byłoby nie do pomyślenia w prasie papierowej! I o tym też w pewnym sensie jest „Osiedle marzeń”. Chciałem o tym dziennikarstwie napisać, bo jestem niespełnionym dziennikarzem.

    W Miłoszu Ostrowskim, który jest jednym z bohaterów „Osiedla marzeń”, skupiają się wszystkie negatywne cechy dziennikarza? Bycie łasym na zaszczyty, interesowność, czasem nawet korupcja.

    Wielu dziennikarzy ma bardzo duże ego. Tak jak powiedziałeś, chcą mieć jakąś sprawczość nie tylko przy opisywaniu, ale też przy kreowaniu wydarzeń. Może wynika to z faktu, że dziennikarze znają bardzo wiele osób, plotek, tajemnic. Wydaje im się, że wobec tego powinni mieć jakiś wpływ na rzeczywistość. Gdy okazuje się, że jednak nic nie mogą, są sfrustrowani.

    photo-1470326072634-ea0b6a6a650d

    Polityków też nie lubisz? W sumie w Twojej książce dostało się wielu grupom społecznym.

    Piotr Celtycki, jeden z bohaterów, jest specyficznym rodzajem polityka, bo jest na aucie i próbuje wrócić do gry. Jeśli zaś chodzi o politykę jako całość, to jestem zniesmaczony poziomem debaty publicznej. Wracamy więc do tematu, o którym mówiliśmy wcześniej, bo to też się wiąże z upadkiem dziennikarstwa. Jest coraz mniej osób, które potrafią zadać politykom dobre pytania. Co wynika i z braku wiedzy, i braku doświadczenia. Przychodzą mi tylko dwa nazwiska do głowy, to jest Marcin Zaborski z RMF FM i Beata Marciniak z Trójki. Generalnie, kiedy oglądam wywiady z politykami, to się czasem łapię za głowę, bo dziennikarze nie zadają pytań, które powinni zadać.

    Chciałbym przeskoczyć teraz na chwilę na temat seriali. Ostatnio spotkałem kilku pisarzy, którzy mówią, że w jakiś sposób inspirowali się serialem „Dexter”. Na przykład bohaterka kryminałów Bernharda Aichnera działa trochę jak bohater serialu. U Ciebie też jest taki moment, gdzie jest próba poćwiartowania ciała, który leży w wannie. Przypadek?

    Oczywiście oglądałem „Dextera”, ale się zniechęciłem przy trzecim sezonie. Chciałem, żeby to była scena makabryczna i komiczna. Zastanawiałem się co zrobi mało bystry człowiek, który będzie chciał się pozbyć ciała. Pomyślałem, że pewnie będzie próbował je pociąć i mu to niezbyt dobrze wyjdzie. Także „Dexter” nie, ale jeśli jakieś nawiązanie serialowe, to do „Breaking bad”, bo tam jest taka śmieszna scena, gdy bohaterowie po swoim pierwszym zabójstwie próbują pozbyć się ciała. Wrzucają ciało do wanny i zalewają kwasem, wanna się rozpuszcza i ciało spadło piętro niżej razem z kawałkiem sufitu. I to jest raczej inspiracja.

    Teraz będzie trochę filozoficznie, bo generalnie rzecz ujmując, Twoja książka pokazuje dość przykry obraz naszego społeczeństwa. Tak jak napisał na okładce Pablopavo, że nikt z bohaterów nie jest czysty.

    O tym właśnie miała być ta książka, o Polsce, której się nie udało. O ludziach, którzy mieli możliwości, mieli ambicje, ale z takiego czy innego względu coś im nie wyszło. Mam wrażenie, że tych osób jest jednak bardzo dużo, a sukces odnosi mniejszość. Natomiast większość Polaków nauczyła się radzić sobie z poczuciem porażki życiowej i traktuje to jako coś naturalnego. Ktoś chciał zostać znanym aktorem, a trafił do teatru powiatowego. Pomimo tego może być szczęśliwy, bo np. ma udane życie rodzinne, ale inna osoba w tej samej sytuacji będzie rozżalona. My jesteśmy przecież non stop karmieni przez telewizję, kolorową prasę wizją sukcesu Wręcz tyranizowani. Wmawia się nam, że jeśli ktoś go nie osiągnął, to jest tylko i wyłącznie jego wina. A o sukcesie decyduje przecież w dużym stopniu decyduje los. Ja miałem szczęście, że trafiłem na dobrych ludzi z dobrego wydawnictwa. Dostałem takiego redaktora nie innego, wydawnictwo się zainteresowało, a mogło nie. Podobno było blisko, a moją pierwszą książkę by odrzucili.Były głosy żeby tego nie wydawać. Los, rzut monetą. Ludzie nie zdają sobie z tego sprawy, nie mają wobec losu należytej pokory.

    wampirJeśli już o losie mowa. Jak duży wpływ na to, co się z Tobą stało miała Nagroda Wielkiego Kalibru?

    Ona przyszła w bardzo dobrym momencie. To była nagroda za trzecią książkę i w związku z tym były jakieś informacje o mnie, na przykład w Internecie. Jeśli więc ktoś chciał sprawdzić kim jest Chmielarz, to sobie sprawdził. Moje książki można było znaleźć w księgarni i w bibliotece, można było przeczytać kilka wywiadów ze mną. Wobec tego ta nagroda stała się dużym katalizatorem, pojawiły się nowe propozycje wydawnicze, ale przede wszystkim zaczęli odzywać się ludzie, którzy chcieli zaprosić mnie na spotkania autorskie. Tego przed nagrodą nie było.

    Mówimy o tym, że w „Osiedlu marzeń” każdy ma coś na sumieniu. Spróbujmy inaczej. Który z Twoich bohaterów ma najczystsze intencje? Może Zuza, która chce dobrze, ale ciągną się za nią pewne niewyjaśnione sprawy?

    Z takich ważniejszych postaci, to faktycznie, chyba nikogo takiego nie ma. Mówiłeś o Zuzie, że ona ma coś na sumieniu, ale przecież każdy z nas ma jakieś świństwa. Nie da się przeżyć życia i być ciągle szlachetnym i nie popełnić żadnych błędów. Faktycznie, teraz jak o tym myślę, to w „Osiedlu marzeń” nie ma osoby, o której mógłbym powiedzieć, że jest w stu procentach czysta. Są natomiast postacie, który popełniły w życiu błędy i starają się je teraz naprawić. I oni wydają mi się dużo ważniejsi i o wiele bardziej prawdziwsi.

    Nad czym teraz pracujesz? Ciąg dalszy „Osiedla marzeń”?

    Moją kolejną książkę będzie „Zombie”, to będzie kontynuacja przygód detektywa Dawida Wolskiego. Zbliżam się do połowy i z każdą stroną zaczynam się rozpędzać. Będzie o Gliwicach, będzie strasznie, będzie makabrycznie. To będzie inna książka niż o komisarzu Jakubie Mortce, ale będzie ciekawa, będzie mocna. Chciałbym żeby ukazała się w przyszłym roku. Jeśli zaś idzie o Mortkę, to też bym chciał żeby w przyszłym roku, albo na początku 2018.

    Praca nad dwoma tytułami jednocześnie nie miesza Ci w głowie?

    To wbrew pozorom pomaga. To są dwie zupełnie inne książki, taki płodozmian jest dobry, bo w ten sposób czyszczę sobie głowę. W taki sposób powstał „Wampir”. Kiedy skończyłem „Przejęcie” i miałem już w głowie „Osiedle marzeń” to się zorientowałem, że za dużo czerpię z poprzedniej książki. Te same odzywki, bohaterowie zachowywali się tak samo, więc się trochę przestraszyłem, bo nie chcę pisać cały czas tak samo. Chcę się rozwijać, a żeby się rozwijać, to trzeba próbować nowych rzeczy.

    Zadam Ci pytanie, na które nie odpowiesz. Co przydarzy się bohaterom „Osiedla marzeń”?

    Mogę powiedzieć tyle, że będzie mocny początek, będzie dużo trupów. Mogę też powiedzieć, że nie ma jeszcze tytułu. Więcej, po tej książce na jakiś czas chcę odpocząć od Mortki, bo mam już pomysł na inną, fajną historię. Na pewno jednak Mortki nie zabiję, po prostu jestem nim trochę zmęczony.

  • „Może niedługo pisarzy kryminałów będą w Polsce nosić na rękach, tak jak w Skandynawii?” Marta Guzowska w rozmowie ze smakiem.

    Wczoraj pisałem o nominacjach do Nagrody Wielkiego Kalibru. Dziś rozmowa z polską Larą Croft, czyli Martą Guzowską. Rozmawiamy przede wszystkim o NWK, ale też o najnowszej książce, która ukaże się już w czerwcu. Smacznego czytania. 

     

    Marto, Ty NWK dostałaś 3 lata temu, nominacja była dla Ciebie zaskoczeniem?

    Była, oczywiście, tym bardziej, że pierwsza nominacja (dostałam dwie) i Nagroda Wielkiego Kalibru były za mój debiut, „Ofiarę Polikseny”. Każdy debiutant marzy, żeby jego powieść została dostrzeżona, ale w moim przypadku rzeczywistość przerosła najśmielsze marzenia. Pamiętam też jak dziś moment ogłoszenia nagrody, podczas gali na Międzynarodowym Festiwalu Kryminału we Wrocławiu. Plotkowałam właśnie z gościem festiwalu, wspaniałym pisarzem Walterem Mosleyem (miałam to szczęście, że posadzono nas obok siebie) i objaśniałam mu, o co chodzi z tą nagrodą, kiedy wyczytano moje nazwisko. Na szczęście nie byłam w szpilkach, bo z wrażenia na pewno nie doszłabym na scenę.

    Co nagroda zmieniła w Twoim pisarskim życiu?

    W relacjach z wydawcami ta nagroda zmienia niewiele. Natomiast mnie osobiście, jako pisarce, bardzo dodała sił. Uwierzyłam, że moja powieść podoba się nie tylko mnie 🙂 Ale i tak najtrudniejsze było napisanie drugiej powieści, „Głowy Niobe”. Która zresztą też dostała nominację.

    Jak duże ma znaczenie ma NWK w świecie polskiej literatury?

    To jest największa nagroda „branżowa”, przyznawana dla najlepszej polskiej powieści kryminalnej lub sensacyjnej w danym roku. I jako taka traktowana jest przez wszystkich: przez wydawców i przez pisarzy. Co roku obserwuję też coraz większe zainteresowanie mediów. Może niedługo pisarzy kryminałów będą w Polsce nosić na rękach, tak jak w Skandynawii.

    Twoim zdaniem powinno być w Polsce więcej tego typu nagród dla pisarzy?

    Tak! Po pierwsze dlatego, że nigdy nie dość uznania dla pisarzy. Podobno prawie 70 procent Polaków nie miało w ostatnim roku książki w ręku. Może nie wiedzą, ilu mamy wspaniałych pisarzy? I to nie tylko poważnych, ale też twórców tzw. literatury popularnej na naprawdę wysokim, światowym poziomie. A po drugie: takie nagrody to czysta frajda, i dla pisarzy, i dla ich fanów.

    Wśród tegorocznych nominowanych masz swojego faworyta?

    Jestem archeologiem, więc moim zdecydowanym faworytem jest Jakub Szamałek (również archeolog!) z trzecim tomem swojej serii o starożytnym detektywie Leocharesie.

    Odchodząc od NWK, wkrótce ukazuje się Twoja najnowsza książka. Co możesz zdradzić swoim czytelnikom?

    Spodziewajcie się czegoś całkiem innego, niż to, co do tej pory pisałam. Po pierwsze: „Chciwość” (bo taki tytuł nosi powieść, która ukaże się w wydawnictwie Burda Książki) to nie kryminał, tylko thriller. Po drugie: bohaterką jest kobieta. I do tego kobieta, która jest zarówno archeolożką, jak i złodziejką. Ma za zadanie ukraść naprawdę niezwykły skarb… Więcej już zdradzić nie mogę, może jeszcze tyle, że akcja jest naprawdę wartka. Śledźcie uważnie mój profil na Facebooku, tam ujawnię więcej :-). Powieść jest już w druku, ukaże się na samym początku czerwca.

  • Mróz w czerwcu? Nominacje do Nagrody Wielkiego Kalibru.

    25 tysięcy złotych. Tyle otrzyma autor/autorka książki, która zdobędzie Nagrodę Wielkiego Kalibru 2016. Właśnie ogłoszono nominacje, a ogłoszenie wyników nastąpi 4 czerwca. 

    Warto przypomnieć, że zarówno Wojciech Chmielarz jak i Mariusz Czubaj, byli już nagradzani. Z czego ten pierwszy, w zeszłym roku. W historii NWK nie zdarzyło się jeszcze, żeby jeden autor wygrywał rok po roku. Przyznam, że nie do końca rozumiem „mrozomanię”, ale Remigiusz Mróz ma w finałowej siódemce aż dwie książki. Ze wszystkich nominowanych,  najbardziej podobał się „Piąty Beatles”, ale i tak pewnie wygra Remigiusz Mróz.  Poniżej okładki nominowanych książek.

    wampir-b-iext30265711

    piaty-beatles-b-iext28376074zbrodnia-w-szkarlacie-b-iext28711098kasacja-b-iext28183379zaginiecie-b-iext30355947czytanie-z-kosci-b-iext30642732gwiazdozbior-b-iext30121110

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

    zdjęcie główne: freeimages.com/melodi2