Nocne sceny zapisuje w ciągu dnia. Jego życie zmienił Robinson Kruzoe, a jednym z jego ulubionych pisarzy jest Witold Gombrowicz. Słucha między innymi alternatywnego rocka, lubi Kubricka, Coppolę i Bergmana. Był urzędnikiem państwowym, jednak po pięćdziesiątce zdecydował się wydać swoją pierwszą powieść, która stała się bestselerem. O swojej twórczości i codzienności w rozmowie z Agnieszką Zaleską dla smakksiążki.pl opowiada Bernard Minier – francuski pisarz, którego ostatni kryminał „Noc” ukazał się w Polsce nakładem Domu Wydawniczego Rebis.
Agnieszka ZALESKA: Pisze Pan powieści kryminalne, dlatego, że lubi pan straszyć czytelników? A może strach jest pana ulubioną obsesją?
Bernard MINIER: Strach jest jednym z narzędzi, które pomagają mi wzbudzać emocje w czytelniku. Chciałbym, by czytelnik uczestniczył w historii, którą napisałem. Hitchcock nazywał to zjawisko partycypacją publiczności. Mówił, że jego najważniejszym celem jest wciągnięcie widza w akcję. To także jest mój cel, a strach jest jedną z metod, którą stosuję. Strach należy do pierwotnych emocji i był w nas obecny od zawsze i od zawsze zmuszał nas do działania. Strach zrzuca ludzkie maski i obnaża prawdziwe oblicze człowieka.
Usiłuje pan wzbudzić emocje w czytelniku, by zatopić go w swoich historiach?
Chcę, by czytelnik uczestniczył w akcji, by stał się częścią historii. Co nie oznacza, że nie lubię straszyć czytelników (śmiech).
Z czym kojarzy się panu noc ?
Noc oznacza dla mnie wiele rzeczy. Kiedy prowadzimy nocą auto i włączymy radio, to łatwo usłyszeć zmiany w głosie prowadzących i zaproszonych gości. Noc sprawia, że się zmieniamy. Noc nas przeobraża. Dotyczy to również miasta. Wszystko się w nocy zmienia. Była też świetna powieść na ten temat Richarda Bohringera „C’est beau une ville la nuit” („Piękne jest miasto nocą”). Noc zmienia nas i otoczenie. Noc obnaża naszą mroczną stronę, pokazuje to, co jest nieświadome i to mnie właśnie interesuje.
A czym jest dla pana „Noc” jako historia, która pan napisał?
Kiedy skończyłem pisać „Paskudną historię”, chciałem wrócić do komendanta Servaza. Tęskniłem za nim. Kończąc „Bielszy odcień śmierci” zostawiłem otwarte drzwi. Czytelnicy mogli się domyślać, że główny bohater powróci. Tęskniłem za nim i chciałem o nim pisać.
Czyli „Noc” jest powrotem Servaza. Nie może pan już żyć bez tego bohatera?
To prawda. Jestem przywiązany do Servaza. Moi czytelnicy – również. Za każdym razem, gdy uczestniczę w różnego rodzaju targach czy festiwalach, czytelnicy pytają mnie, kiedy będą mogli przeczytać kolejną historię i czy Servaz się w niej pojawi.
Pańska kolejna książka „Soeurs” ma dziś premierę we Francji. Czy mógłby pan odsłonić rąbek tajemnicy?
Tak, będzie w niej Servaz (śmiech). Książka składa się z dwóch części. Pierwsza część dzieje się w latach dziewięćdziesiątych. Servaz ma wtedy 24 lata, długie włosy i był niedawno studentem, a teraz zmierza się ze straszną sprawą – dwie siostry, ubrane w pierwszokomunijne sukienki, zostały odnalezione martwe. W drugiej część historii spotykamy Servaza z dzisiejszej epoki. Ta powieść przedstawia okres 25 lat, w którym tak wiele się wydarzyło i zmieniło. Również i my się zmieniliśmy. W 1993 roku byłem jeszcze urzędnikiem celnym. Nie było wtedy komputerów. W biurze nie było Internetu ani telefonów komórkowych. Nie było prawie wcale gier komputerowych. Wszystko to, co dzisiaj nas otacza, wszystko to, co wykorzystujemy na co dzień, nie istniało w latach dziewięćdziesiątych. I to wcale nie jest tak odległa epoka, to przecież tylko 25 lat.

Był pan urzędnikiem przez 25 lat. Dlaczego zdecydował się Pan zostać pisarzem ?
Zdecydowałem przede wszystkim, że będę pisał książki, które wysłałem do wydawcy. Stałem się pisarzem w momencie, kiedy moja książka odniosła sukces. Kiedy napisałem „Bielszy odcień śmierci” nie myślałem o zostaniu pisarzem. Moim celem było wydanie książki, która zostanie przeczytana. Wszystkie kolejne wydarzenia z tym związane były wisienką na torcie. Sukces „Bielszego odcienia śmierci” był dla mnie zaskakującą niespodzianką. Nie posiadałem wówczas odległych scenariuszy – napisałem książkę i chciałem ją wydać.
Czyli była to silna potrzeba pisania.
Tak. Piszę od zawsze. Piszę od młodości, ale nigdy nie proponowałem swoich tekstów wydawcom. To co się wydarzyło z „Bielszym odcieniem śmierci” zaskoczyło mnie. Nie przypuszczałem, że to się tak potoczy.
Dlaczego pisze pan powieści kryminalne? Dlaczego wybrał pan ten gatunek?
„Bielszy odcień śmierci” był pierwszym ćwiczeniem na określenie stylu. Wszystko w jednym momencie połączyło się w całość i przyniosło sukces. Od tego momentu zacząłem iść dalej. Powstał bohater Servaz, do którego jestem bardzo przywiązany. Zresztą nie tylko ja się do niego przywiązałem. (śmiech).
Czyli odkrył pan swój styl przez przypadek?
Można tak powiedzieć. To się stało przypadkowo. Na początku to był przypadek. W tej chwili nie wyobrażam sobie pisania czegoś innego.
W jaki sposób pan pracuje. Pisze pan na papierze czy bezpośrednio na komputerze?
Znam niewielu pisarzy, którzy piszą na papierze. Pracuję na edytorze tekstowym. Natomiast systematycznie nanoszę korektę na wydrukowanym arkuszu. Drukuje stronę z tekstem i nanoszę poprawki długopisem. Nigdy nie poprawiam na monitorze. Nie poprawiam tekstu bezpośrednio w komputerze, żeby zawsze móc powrócić do poprzedniej wersji. To trochę tak jak z manuskryptem Prousta. Można w tym dostrzec korektę korekty. Kiedy jest się odrobinę perfekcjonistą chce się ciągle zmieniać rzeczy, ale w pewnym momencie trzeba się zatrzymać. Po czasie okazuje się, że pierwsza wersja jest najlepsza, dlatego warto zachowywać wszystkie wersje, by móc do nich wrócić.
Czy pisze pan w ciemności, żeby łatwiej wyobrazić sobie mroczne sceny?
Nie, absolutnie nie piszę w nocy. W moich powieściach jest bardzo dużo scen nocnych i mrocznych, ale ja nie piszę w nocy. Kiedy czyta się moje książki, wydawać by się mogło, że pracuję od północy do piątej nad ranem. Piszę tylko rano, siedem dni w tygodniu.
Czyli nie ma pan przerwy weekendowej?
Nie mogę się powstrzymać. Potrzebuję pisać cały czas.
Zaczyna pan pracę nad tekstem o poranku i jak długo to trwa?
Wszystko zależy od mojej inspiracji i energii. Mogę pisać do popołudnia, czasami do początku wieczoru.
Nie ma pan określonych godzin pracy?
Każdego poranka zaczynam pracę mnie więcej o tej samej porze. Zdarza mi się pisać też po południu w zależności od tego, co mam do zrobienia, czy mam jeszcze inspirację i pomysły.
Pisze pan w swoim domu czy może ma pan jakieś inne miejsce do kreacji?
Piszę tylko i wyłącznie u siebie w domu. Nie potrafię pisać w innym miejscu. Potrzebuję swoich własnych śladów, spokoju i ciszy. Piszę zawsze w ciszy. Niektórzy są zdolni do pisania słuchając muzyki, jadąc pociągiem, lecąc samolotem. Inni piszą w kawiarniach. Ja muszę mieć spokój i ciszę Nie potrafię pisać, gdy jest głośno.
Skąd czerpie pan mroczne inspiracje?
Nie jesteśmy w stanie wykonywać zawodu pisarza, jeżeli nie posiadamy wyobraźni. Każdy autor ma swoje przyzwyczajenia. Do pisania swoich powieści potrzebuję światła. Sceny nocne tworzę w ciągu dnia. Oczywiście nie mogę wymyślić niczego nie posiadając żadnych faktów. Potrzebuję pewnych śladów do stworzenia fikcyjnej rzeczywistości. Na przykład, jechałem tym samym, nocnym pociągiem, w tych samym godzinach, które pojawiają się w książce. Nie mogę wymyślić czegoś z niczego. Zawsze badam miejsca, które później opisuję w swoich książkach.



