Tag: osoby niskorosłe

  • Research to szacunek – rzecz (także) o „Niskorosłej”. Tekst Jakuba Ćwieka

    Wahałem się czy mogę zacząć tych kilka słów od truizmu. A potem dotarło do mnie, że niestety to, co chcę powiedzieć, wcale truizmem nie jest. Choć zdecydowanie powinno. Powiedzmy więc tę banalną prawdę i od niej na dobre zacznijmy: Research to kwestia szacunku. Do ludzi o których chcemy opowiadać, albo tych, którzy stanowili dla nas wyraźną inspirację. Do czytelników, którzy poświęcają czas na to, co napiszemy. To kwestia szacunku dla tego, co robimy. Bez researchu osadzającego naszą opowieść w jakiś ramach, budującego taką czy inną rzeczywistość, my pisarze jesteśmy tylko aroganckimi dupkami, którym wydaje się, że ich pomysł jest tak genialny, że można nam wybaczyć każde przegięcie, każdą, wynikającą z niewiedzy bzdurę. No cóż, są tacy co faktycznie wybaczają. Kto wie, może żyjemy w tak durnej rzeczywistości, że jest ich nawet większość. Ale to nie zwalnia nas z odpowiedzialności za to co piszemy.

    A dlaczego research jest dla pisarza taki ważny?

    Przede wszystkim, tak czysto warsztatowo, stwarza możliwość wyrwania się z zamkniętego kręgu. Robiąc research w jakimś temacie mamy szansę uniknąć stawiania postaci z kartonu i powielania startych klisz. Ile to razy trafiamy w literaturze na „typowego geja”, „typowego ochraniarza”, „typową tipsiarę” etc. którym nikt nie spróbował nawet dodać choćby delikatnego rysu indywidualizującego.

    No bo po co, skoro to plan drugi, trzeci czy piąty? Bierzemy postać ze starego serialu, ładujemy ją w naszą historię żywcem, bo przecież to nasz pomysł jest najważniejszy. Pomysł pod który wszystko nagniemy! Tak powstają książki idiotyczne, niespójne i przekombinowane. Bo jeśli mamy prawdziwe postaci zbudowane z jakimś backgroundem, to możemy liczyć, że one jakoś nam w fabule zareagują na bzdurę – nie będzie do nich pasowało i tak się zorientujemy, że popełniamy błąd. Tymczasem postać z kartonu nam tego nie powie. Jeśli mamy błąd w fabularnym założeniu, to z nim zostaniemy do końca.

    Ale tak, poza warsztatem, czysto ludzko, nie korzystając z reaserchu, pisząc na, kolokwialnie mówiąc, pałę, odbieramy sobie szansę nauczenia się czegoś. Potęgujemy za to opcję poszerzania krzywdzących stereotypów wobec określonych grup społecznych czy konkretnych osób.

    I żeby była jasność, też nie jestem tu bez winy. Gdy patrzę wstecz na swoje teksty, widzę cholernie wiele motywów, wątków czy postaci, które dziś napisałbym skrajnie inaczej, właśnie bogatszy o pewną wiedzę i wrażliwość. Bo nie powinniśmy zapominać, że każda pisana książka powinna być dla nas pisarzy okazją do nauczenia się czegoś nowego. Albo o sobie samych, albo o otaczającym nas świecie. A najlepiej jeśli o tym i o tym.

    www.unsplash.com/Dan Dimmock

    Powinniśmy również mieć z tyłu głowy, że nie tylko medycy powinni w swojej etyce odwoływać się do maksymy primum non nocere. Bo tak, niestety my pisarze też mamy możliwości, by robiąc coś źle solidnie szkodzić.

    Pisałem wielokrotnie o kilku przykładach związanych zwłaszcza z przemocą, więc nie będę się w tej kwestii powtarzał. Zamiast tego odniosę się do innej książki. Do „Niskorosłej” autorstwa Joanny Bartoń. Książki, którą czytałem od wczoraj, właśnie skończyłem i nawet ja, nie będąc w temacie ekspertem, wiem, że pełna jest bzdur i krzywdzących schematów.

    Na informacje o tej książce trafiłem na fanpage’u Oli Petrus. Ola jest osobą niskorosłą, ale także komiczką, działaczką społeczną, fanką zespołu Voo-Voo (to jej zawdzięczam uczestnictwo w absolutnie najlepszym koncercie tej formacji jaki dany mi było słyszeć), aspirującą dziennikarką z kilkoma fajnymi materiałami na koncie czy wreszcie zaangażowaną psią mamą. Znamy się z Olą od przeszło dwóch lat, razem występowaliśmy na scenie stand-upowej, byliśmy na kilku koncertach ,razem woziliśmy ludzi na Woodstock, po tym jak Rząd wpadł na pomysł odwoływania pociągów na imprezę. Ola była też na moich pisarskich warsztatach.

    Miałem okazję mimowolnie, w pisarskim odruchu, poobserwować życie Oli, co jej doskwiera, co może stanowić trudność, a co stanowi korzyść lub w ogóle jest tylko urojonym problemem wymyślonym przez „tych wyższych”. I jeżeli po tym czasie spędzonym z nią wiem coś na pewno, to, że nie odważyłbym się napisać książki o osobie niskorosłej, bez kontaktu czy to z Olą czy ludźmi, których by mi wskazała do reaserchu właśnie. Bo dotarła do mnie liczba drobiazgów, na których mógłbym się wyłożyć, a także idiotycznych, bzdurnych schematów, które mógłbym szkodliwie powielić.

    Bo trzeba się zastanowić po co, dlaczego o czymś piszemy. Dlaczego sięgamy po ten akurat temat. Tylko dla kolorytu czy mamy w tym jakiś zamysł? Jeśli ważne jest dla nas, by bohater był w jakiś sposób inny od otaczających go ludzi, to należy zadać sobie pytanie dlaczego nam na tym zależy. I co my właściwie mamy do powiedzenia o tej inności?

    Tymczasem, odnosząc się do słów z wpisu Oli: „Autorka powiedziała wprost, że „jeździła kiedyś autobusem z niskorosłą panią w autobusie i zastanawiała się jak jej się żyje.” I, że ta książka jest jej fantazją bo nie potrafiła się do końca „wcielić” w taką osobę. Zapytana czy w ogóle rozmawiała z kimkolwiek niskorosłym powiedziała, że z dwiema osobami… ale odniosła wrażenie, że nie są zbyt chętne do rozmowy więc dała sobie spokój.”

    I to już. A przecież kiedy budujesz narrację pierwszoosobową – a „Niskorosła” pisana jest właśnie w ten sposób – wchodzisz do głowy danej postaci, więc tak naprawdę powinieneś znać ją na tyle dobrze, by „czytać” jej myśli. Tworzenie narracji pierwszoosobowej w przypadku osoby, której nie czujesz i w którą nie umiesz się wcielić, jest albo poważnym warsztatowym błędem albo przejawem… cóż, powiedzmy daleko posuniętej niefrasobliwości.

    Albo też celowym zabiegiem szkodliwym. Tu bohaterka sama siebie postrzega jako odmieńca, jako człowieka dopiero w czwartej kolejności. W pierwszej jest bowiem morderczynią, w drugiej, jak sama mówi, karlicą, w trzeciej kobietą. Czy ten zabieg auto-odczłowieczania służy jakiejś szerszej, dalszej myśli? Zmierza do jakiejś meta refleksji? Cóż, niestety się nie dopatrzyłem.

    Żebyśmy się dobrze zrozumieli – ja nie mam problemu z tym, że osoby niskorosłe są przedstawiane w negatywnym świetle jako bohaterowie. To ludzie, a ci są dobrzy i źli niezależnie od wzrostu, koloru włosów, szerokości nosa, płci, orientacji czy koloru skóry. Chcesz mieć złego człowieka niskorosłego? Proszę bardzo! Nie mam też problemu z tym, że taka bohaterka źle o sobie myśli, bo jestem przekonany, że dotyczy to wielu osób mających problem z własnym wyglądem – za chudych, za grubych, za wysokich, za niskich, z zapadniętą klatką, łysiejących czy za bardzo kudłatych.

    Problem mam wtedy, gdy wynikiem pisarskiego lenistwa, wynikiem braku researchu, właściwego odbioru czy empatii, autor czy autorka wykorzystują fakt, że to oni rządzą w fabule. I robiąc to kładą do głowy postaci bzdury wynikające ze swojej niewiedzy. Bo ta książka pełna jest takich właśnie kretynizmów, schematów, który widzę nawet ja, mający z niskorosłością taką styczność, że pod wpływem Oli trochę na ten temat poczytałem, trochę poobserwowałem. Niewiele, ale wciąż więcej niż autorka, która napisała o tym książkę!

    W kontekście tej książki pojawia się jeszcze jeden wątek, ale nie chcę jakoś szeroko komentować bzdur wydawcy książki tłumaczącego się w komentarzach, że to przecież beletrystyka, że w związku z tym nie trzeba pilnować faktów. Bo to jest, proszę wybaczyć dosadność i wulgarność, tak kuriozalne pierdolenie, że aż szkoda się rozwijać. To trochę tak, jakby magik poprosił Cię, byś wybrał kartę nie pokazując mu, a następnie zamiast wskazać co wybrałeś… narobił Ci na rękę, bo i tak magia nie istnieje. To tak nie działa! Owszem, pisarz ma prawo powołać się na licentia poetica, na pewną konwencję, ale dopiero gdy wie do czego się odnosi, świadomie wprowadza zmianę i ta zmiana w stosunku do realiów ma konkretny cel, a nie wynika z tego, że uznałeś, że „ej, to fikcja, a poza tym kto to sprawdzi”.

    Research to szacunek – dla tematu, wobec ludzi dla których ta opowieść ma szansę zyskać wymiar osobisty, a także dla czytelnika.

    I tak, bez researchu można pisać łatwiej, szybciej i z pewnością można odnieść na książkowym rynku sukces nieporównywalny do nikogo innego w tym kraju. Ale to już chyba indywidualne pytanie do każdego z nas: co jest w tym wszystkim naprawdę ważne i co, a także w imię czego, możemy poświęcić.

    Jakub Ćwiek