„Wiosna w Finlandii? Zimno i wietrznie od września do czerwca”.

O naturze, śniegu, skromności, a także fińskich kryminałach i Donaldzie Trumpie. O tym wszystkim z Anttim Tuomainenem, autorem powieści „Kopaliśmy sobie grób” rozmawia Marta Guzowska

W Twojej ostatniej wydanej po polsku książce „Kopaliśmy sobie grób” koncentrujesz się na niszczeniu środowiska naturalnego. Piszesz o Finlandii, ale to wszystko można też powiedzieć o reszcie świata. A całkiem niedawno Donald Trump zapowiedział wycofanie się Stanów Zjednoczonych z porozumienia paryskiego. Jak myślisz, jakie to będzie miało znaczenie dla Ziemi?

Na początku chciałbym podkreślić, że przede wszystkim jestem pisarzem. Staram się pisać historie, które poruszają ludzi, dają im radość, bawią ich oraz, być może, zmuszają do myślenia. Na siedem moich książek (siódma, pod tytułem Palm Beach Finland wyjdzie w Finlandii we wrześniu) tylko dwie poruszają temat środowiska. Więc nie jestem ekspertem w tym temacie, chociaż muszę przyznać, że bardzo się starałem zbierając materiały. Co do wycofania się Trumpa z porozumienia paryskiego, prawdopodobnie będzie to miało mniejsze znaczenie, niż myślimy. Chociaż, oczywiście, czas pokaże. Nowe technologie rozwijają się tak szybko, że nie byłbym zdziwiony, gdyby za chwilę okazało się, że energia słoneczna jest bardzo tania i dostępna dla wszystkich. Co ciekawe, reszta świata (w tym UE i Chiny) widzi to inaczej niż Trump. Jeśli te deklaracje przełożą się na działania, być może będziemy świadkami zwiększonych wysiłków na rzecz ochrony klimatu. Ale nie jestem prorokiem, tylko pisarzem.

Czy ochrona środowiska jest ważna w Finlandii? Ale nie na poziomie deklaracji polityków, tylko dla zwykłych ludzi?

Trudno mi ocenić, jak to wypada statystycznie. Ale myślę, że generalnie rzecz ujmując tak, to ważna rzecz dla przeciętnego Fina.

Czy dlatego, że Finowie żyją blisko natury?

To zależy kto. Ja mieszkam w Helsinkach (stolicy i największym mieście Finlandii) przez całe moje życie, 45 lat. Ale wszystkie wakacje letnie dzieciństwa spędziłem na wschodnich wybrzeżach Bałtyku, na przepięknych wyspach. Uwielbiam tę scenerię. To dla mnie jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie. Myślę, że pozostawiło to we mnie trwały ślad. Kocham morze i wyspy, a w Helsinkach mieszkam bardzo blisko wybrzeża.

Antti Tuomainen/ Facebook/Antti Tuomainen Official

Ale na pewno prawie zawsze jest za zimno, żeby się kąpać. Jak się żyje w kraju, gdzie jest zimno, ciemno, a śnieg pada od września do czerwca? W Twoich książkach za każdym razem, kiedy opisujesz jedzenie, jest to coś bardzo konkretnego i z mięsem .Czy to z powodu nieludzkiego klimatu?

Właśnie mieliśmy jedną z najgorszych wiosen jak sięgam pamięcią, więc naprawdę było zimno i wietrznie od września do czerwca (śmiech). Pewnie, przeżycie w takiej pogodzie wymaga jedzenia, które naprawdę daje energię. Ale gdybyś chciała odwiedzić Helsinki, to bez obaw: jedzenie tutaj jest podobne jak w Londynie albo Sztokholmie, bo trendy kulinarne podróżują dzisiaj szybko. Naprawdę można u nas dobrze zjeść.

Skoro mówimy o trendach: ostatnio w modzie jest termin sisu, bardzo trudny do przetłumaczenia, który, – o ile dobrze rozumiem – znaczy mniej więcej tyle co „mieć siłę i wytrwałość”. Czym jest sisu dla Ciebie.

Dobrze to przetłumaczyłaś. Sisu oznacza wytrwałość, rodzaj cichej wytrwałej siły, która pozostaje w ukryciu. Na co dzień nie myślę o tym, ale wytrwałość i odporność to coś, co na pewno przydaje się w zawodzie pisarza. Napisanie książki zajmuje mi co najmniej rok i tak się zazwyczaj składa, że to więcej pracy, niż początkowo planowałem. Zawsze są jakieś ślepe uliczki, frustracja i rozczarowania. Dobrze wtedy być cierpliwym, wytrwałym i silnym.

W Finlandii to chyba dotyczy nie tylko pisarzy. Scena z Twojej książki: Helsinki, zima, pijany bezdomny śpi na ławce w parku. Komentarz: albo go połamie, albo wyjdzie z tego silniejszy. Zaryzykowałabym twierdzenie, że w innych krajach ludzie raczej by się martwili, czy wyjdzie z tego z życiem. Czy to też jest sisu?

No cóż, Finowie robią to, co robią i żadna zima nie będzie im w tym przeszkadzać (śmiech). A poza tym być może pomaga też napicie się sporej ilości Koskenkorva (fińskiej wódki).

Inne przykłady z Twojej książki: specjalistka na szczycie drabiny w dużej firmie jeździ do pracy metrem, prywatne numery telefonów można znaleźć w internecie… Czy to też sisu, czy coś innego? Czy może ludzie w Finlandii po prostu są skromni?

To już się trochę zmieniło, ale do niedawna można było spotkać naszych byłych prezydentów i premierów na zakupach w supermarkecie albo na targu, na spacerze na ulicy, a tramwaju, w metrze albo w autobusie. Były prezydent Mauno Koivisto, który niedawno zmarł, znany był, między innymi, ze skromności. Jeździł tramwajem, grał w siatkówkę, sam odśnieżał swój podjazd i sam odpowiadał na listy obywateli. Był powszechnie szanowany i podziwiany. Był też – w swoim czasie – bardzo dobrym prezydentem.

Skromni ale wycofani. Główny bohater „Kopaliśmy sobie grób” spotyka ojca po 30 latach i to jakoś go specjalnie nie porusza. Czy to fikcja, czy Finowie naprawdę trzymają uczucia na wodzy?

To jedno z centralnych pytań w mojej książce. „Kopaliśmy sobie grób” to kryminał, ale także historia rodzinna. Opowiada o ojcu i synu, dziennikarzu i cynglu. Na początku powieści ojciec powraca do Helsinek, rodzinnego miasta jego i jego syna, po 30 latach nieobecności. Ten układ – ojciec i syn – to było coś, co zainspirowało mnie do napisania tej powieści. W ogóle uważam silne więzy międzyludzkie za wspólny mianownik dla wszystkich moich powieści. Zawsze zaczynam budowanie książki od postaci i ich problemów oraz sekretów, które łączą albo dzielą ludzi. W „Kopaliśmy sobie grób” ci dwaj mężczyźni, ojciec i syn, przybywają z przeciwnych kierunków, w każdym rozumieniu tych słów. Geograficznie, pokoleniowo, moralnie, etycznie. I do tego są Finami. Więc, naturalnie, są wycofani i przez cały czas się kontrolują.

No właśnie, przeciętny Fin jest introwertyczny i nieśmiały, jak słynny bohater fińskich dowcipów rysunkowych, Introwertyczny Matti. Podobno to dlatego, że nie jesteście przyzwyczajeni do interakcji z dużą liczbą ludzi i wolicie być sam na sam z naturą. Ile jest prawdy w tym stereotypie?

Osobiście uważam, że sporo. Mamy taki dowcip o fińskich rozmowach o “dupie Maryni”. Coś takiego nie istnieje, stąd dowcip. Odnosimy się do ludzi z dystansem chyba większym, niż przedstawiciele innych krajów. Ale patrząc na to od jasnej (albo humorystycznej, jeśli wolisz) strony: w Finlandii możesz od razu przejść do rzeczy, nie musisz najpierw długo rozmawiać o niczym.

W takim razie cieszę się, że udało mi się z Ciebie wyciągnąć ten wywiad. Dziękuję za rozmowę!