Oczekiwania były spore, bo „Gołoborze” było zapowiadane jako najbardziej osobista książka Macieja Siembiedy, której akcja toczy się w krainie jego dzieciństwa. Jak wyszło? Z bólem serca muszę przyznać, że świetnie. Z bólem serca, bo jest duże prawdopodobieństwo, że autor już niczego lepszego nie napisze. W „Gołoborzu” motywem przewodnim jest zemsta, która nie ma terminu ważności, może się aktywować nawet zza grobu. Wkrada się też miłość, więc pytanie, która z tych namiętności będzie silniejsza. Jeśli szukacie bohaterek i bohaterów pozytywnych, to przy lekturze „Gołoborza” musicie się uzbroić nie tylko w lupę, ale w mikroskop. Premiera książki w październiku, ale już dziś mam dla Was przedsmak, czyli rozmowę o „Gołoborzu”.