Vincent V. Severski

„Nielegalni”, „Niewierni”, a wkrótce „Nieśmiertelni”. Vincent V. Severski nie zwalnia tempa i pracuje nad kolejną powieścią.

kwi 8 • Aktualności, Wywiady • 20551 Odwiedzin

Nielegalni

 

Były oficer wywiadu, w rozmowie z portalem smakksiazki.pl, opowiada o swej tajemniczości, o Szwecji, a także o tym, że… Stiegów Larssonów to miał mnóstwo :)

 

Wiele osób, które przeczytało Twoje książki, pytało mnie: jak on się naprawdę nazywa? Możesz wyjaśnić swoją tajemniczość?

 

Moja tajemniczość? To taka zabawa, pewna konwencja, którą sobie sam narzuciłem i jest mi z nią dobrze. Przez prawie trzydzieści lat żyłem w cieniu, nawet we własnym cieniu, czasami konspiracji, z inna tożsamością. Dlatego pewnie nie jestem specjalnie przyzwyczajony do swojego rodowego nazwiska, jak to fachowo określamy. Wciąż muszę rozstrzygać dylemat: tajny szpieg – pisarz ekshibicjonista. To sprzeczność. Zacząłem jako Severski i niech tak zostanie. Odrobinę prywatności zachowam dla siebie, rodziny, przyjacioł… i wspomnień.

 

To pytanie zadałem Ci już w trakcie spotkania w katowickim Empiku, ale przypomnij czytelnikom smakuksiazki, ile w Twych książkach jest realnych zdarzeń, a ile ubarwień?

 

Na to nie ma prostej odpowiedzi. Niektóre sytuacje są w stu procentach prawdziwe, inne zupełnie fikcyjne. Podobnie jest z postaciami. Stworzyłem też takie, które są kompilacją kilku autentycznych charakterów. Zwykle nie mówię, że moje książki oparte są na faktach, lecz wolę określać, iż zainspirowałem się autentycznymi wydarzeniami, w których uczestniczyłem. Mogę też dodać, że miejsca, które opisuję znane są mi z autopsji. Dobrze! Jeżeli miałbym zeznać pod przysięgą, to około osiemdziesięciu procent opisów i postaci ma swoje archetypy.  

 

Portal Wikipedia wspomina, że uczestniczyłeś w 140 misjach, na terenie 50 krajów. Którą misję wspominasz najczęściej i dlaczego?

 

Jest kilka, które wspominam, czy też wspominamy, bo najczęściej nie realizowałem ich sam. Wspominam te, które były wyjątkowo niebezpieczne, czy szczególnie ważne, na których zdarzyło się coś niezwykłego, czasami śmiesznego, bo i tak bywało. W samotności wspominam te, po których są „blizny”. Mimo wszystko, my nie żyjemy wspomnieniami, chociaż nasza przeszłość jest treścią naszej duszy, jak u wszystkich z resztą. Kiedy spotykamy się na piwie, to rzadko wspominamy. Bardzo rzadko. Cieszymy się dniem dzisiejszym i przyszłością. Mówiłem to wielokrotnie, ale powtórzę jeszcze raz, bo to celnie oddaje ten problem, że my jesteśmy tylko depozytariuszami naszych wspomnień. To państwo jest ich właścicielem, dat, miejsc, nazwisk… Naszą własnością są jedynie emocje, uczucia…   Dlatego nie dowiesz się, którą konkretną misję wspominam najmocniej. ;)

 

W którym z krajów czujesz się najlepiej, i dlaczego w Szwecji ? :)

 

Związany jestem ze Szwecją ponieważ pracowałem tam przez wiele lat i mam w tym kraju rodzinę, mnóstwo przyjaciół, znajomych. Ale dobrze się czuje w Polsce i w Szwecji, chociaż to zupełnie inne kraje, mentalność ludzi, polityka. Właściwie oficer wywiadu powinien mieć instynktowną zdolność mimikry i potrafić zaadaptować się wszędzie. Jeżeli tego nie potrafi, to przegrywa. Ale paradoksalnie najlepiej czuję się w Norwegii. Na Bliskim Wschodzie też się dobrze czułem… i nigdy nie zatrułem się. :)  

 

Nie wszyscy pewnie wiedzą, ale miałeś okazję poznać Stiega Larssona. Opowiedz o tym spotkaniu.

 

Tak. Na początku lat dziewięćdziesiątych pracowałem jako press attache w Sztokholmie i do moich obowiązków należały kontakty z dziennikarzami. Stieg Larsson przyszedł kiedyś do mnie, a moje biuro było otwarte dla każdego z ulicy, ponieważ ciekawiło go zjawisko odradzania się ruchów skrajnie prawicowych w Polsce. Nie mógł zrozumieć, jak w kraju, który tak ucierpiał w czasie wojny, drzemią jeszcze takie demony. Właściwie, ja też nie rozumiałem tego zjawiska wówczas i musiałem zbadać temat bliżej, żeby mu odpowiedzieć. Spotkaliśmy się kilka razy, po kilka godzin, wypijając mnóstwo cienkiej, szwedzkiej kawy i paląc papierosy. Larsson rzeczywiście bardzo dużo palił. O ile dobrze pamiętam, nie reprezentował żadnej redakcji i występował jako free lancer. Przyznam szczerze, że nie zrobił na mnie jakiegoś specjalnego wrażenia… pozytywnego. Był trochę uciążliwy z tymi pytaniami, które wówczas brzmiały dla nas trochę drażliwie… Później o nim zapomniałem, bo miałem takich Larssonów mnóstwo do obsłużenia. Cała Polska zmieniała się, a Larsson to jak Nowak u nas. Przypomniałem sobie o nim dopiero jak zamknąłem pierwszą cześć Millennium i zobaczyłem jego małą fotografię. Nie mogłem uwierzyć, że ten człowiek napisał taką wspaniałą książkę.

 

Skandynawia słynie z wielu znakomitych autorów i autorek kryminałów. Czytasz je w ogóle?

 

Uwielbiam szwedzkie kryminały i filmy. W pewnym sensie, :) mam nieograniczony dostęp do publikacji Czarnej Owcy, wiec z większością tytułów jestem na bieżąco. Zaczynałem jednak od tak zwanych Becków i to w oryginale. To seria z komisarzem Martinem Beckiem autorstwa Maj Sjöwall i Per Wahlöö z lat sześćdziesiątych jeszcze. To ojciec i matka skandynawskiego kryminału, wszystko inne to ich dzieci. Nawet mój ulubiony Wallander, czy Falk. Mankell i Läckberg to prawdziwi mistrzowie pióra, ale jest ich znacznie więcej.

 

Na koniec… zdradzisz naszym Czytelnikom, nad czym teraz pracujesz?

 

Nad trzecią częścią trylogii. Książki jeszcze nie ma ale tytuł już jest – „Nieśmiertelni”, i mówi coś o głównym temacie. Pojawiają się bohaterowie zarówno z pierwszej jak i drugiej części i tym razem muszą zmierzyć się z całkiem realnym, współczesnym zagrożeniem. Zapraszam na kolejną podróż w różne, odległe zakątki świata i próbę starcia się z sobą samym w intelektualnej łamigłówce.

Podobne posty

Comments are closed.

« »