Tag: Anna Kańtoch

  • Na które kryminały czekam w 2022 roku? Felieton Wojciecha Chmielarza

    Kończy się ten rok 2021 (a może się już skończył, nie do końca jestem pewien, kiedy Adam wrzuci ten tekst), ale proszę nie martwić. Nie będę tutaj Państwa katował podsumowaniami. Wolę opowiedzieć o tym, na co czekam w roku 2022. I żeby była jasność, chodzi mi tutaj tylko i wyłącznie o książki. A jeszcze konkretniej, o kryminały.

    Z pierwszych zapowiedzi, wychodzi na to, że ten rok będzie na bogato. Ja mam tę uprzywilejowaną pozycję, że już kilka książek, które się mają dopiero ukazać, czytałem. Ale o nich opowiem może innym razem i dłużej. Tutaj skupię się na tych, które są dla mnie niewiadomymi. Zacznę od „Gniazda” Jędrzeja Pasierskiego. Kolejny tom znakomitego cyklu z Niną Warwiłow. Dzielna policjanta po raz kolejny będzie musiała rozwiązać zagadkę w Beskidzie Niskim. Dlaczego czekam? Bo Pasierski to jest znakomity pisarz, którego książki bardzo lubię i cenię. Fantastycznie operuje językiem, a jego fabuły są dobrze wymyślano i przemyślane. Do tego z opisu na stronie wydawnictwa wynika, że „Gniazdo” jest oparte na podobnym pomyśle, który mi kiedyś wpadł do głowy. Ja ten projekt akurat zarzuciłem. Nie wiedziałem, jak poprowadzić tę historię i jak ją potem rozwiązać. Jestem strasznie ciekaw, jak z tym poradził sobie Pasierski.

    www.unsplash.com/Maxim Hopman

    Także w lutym (zresztą tego samego dnia) ukazuje się „„Dolina cieni” Bartosza Szczygielskiego. I tutaj już mocno przebieram nóżkami, bo opis (znajdziecie na stronie wydawnictwa) jest bardzo obiecujący. Szczygielskiego śledzę od jego pierwszej książki i od początku imponował mi tym, że nikogo nie próbował udawać, ale znalazł swój indywidualny styl i sposób opowiadania historii. Niektóre książki wychodziły mu lepiej, niektóre gorzej, ale jego dwie ostatnie pozycje to znaczna zwyżka formy. Dlatego jestem strasznie ciekaw „Doliny cieni”. Mam przeczucie, że to może być jedna z tych powieści, które rozbiją kryminalny bank.

    Czekam też na kolejne książki dwóch autorek. Mam na myśli Annę Kańtoch i Izabelę Janiszewską. Kańtoch już chyba na stałe przebiła się do kryminalnego topu. Podobnie jak Szczygielski, dorobiła się (a właściwie od początku go miała) indywidualnego stylu. Nikt w Polsce nie pisze tak jak Kańtoch. Nikt nie wymyśla takich historii. Ostatnia dała nam dwie mocne książki „Wiosnę zaginionych” i „Lato utraconych”. Jedna lepsza od drugiej. Teraz przyszedł czas na „Jesień…”. No właśne kogo? Czego? Ot, pierwsza zagadka z zapewne wielu. Jestem cholernie ciekaw, co tym razem spotka dzielną Krystynę. I w jakim wieku ją poznamy.

    fot: unsplash.com/Art Lasovsky

    „Niewybaczalne” Izabeli Janiszewskiej z kolei to była dla mnie największa kryminalna niespodzianka 2021 roku. Znałem autorkę. Wiedziałem, że jest dobra. Nie wiedziałem, że aż tak dobra. To była książka (a właściwie audiobook), od której nie mogłem się oderwać. Pamiętam, że przez ponad dwadzieścia minut siedziałem w samochodzie na parkingu, żeby dosłuchać ją do końca. Trochę kręciłem tam nosem nad początkiem, ale potem historia się rozkręciła. Działało tam wszystko. Gęsta atmosfera małego miasteczka, grzechy z przeszłości, mniejsze i większe tajemnice, kłamstwa, dwa plany czasowe, ciekawi bohaterowie. Do tego bardzo, ale to bardzo precyzyjna intryga. Świetnie poprowadzona i potem wyjaśniona czytelnikowi. Piszę o tym wszystkim, żebyście Państwo zrozumieli, dlaczego tak bardzo czekam na kolejną powieść Janiszewskiej. Czy utrzyma poziom? A może zaproponuje nam coś jeszcze lepszego?!

    I wreszcie. I wiem, jak to brzmi. Napisali wspólnie słuchowisko, znają się, kolegują, kumoterstwo i tak dalej. Ale ja naprawdę, ale to naprawdę bardzo czekam na kontynuację „Drelicha”! Kuba! Pisz!

    Wojciech Chmielarz

  • Które czerwcowe nowości zabrać na urlop? Doradzam

    Urlopy i wakacyjne wyjazdy zbliżają się wielkimi krokami, więc czas na przegląd czerwcowych nowości. Okazuje się, że jest sporo ciekawych pozycji, na które warto zwrócić uwagę. Klikając w okładkę przeniesiecie się na stronę sklepu, gdzie będziecie mogli przeczytać więcej o interesującym Was tytule. Jeśli na coś się zdecydowaliście, napiszcie w komentarzu.

  • „Gdy byłam mała liczyłam wagony”. Rozmowa z Anną Kańtoch o „Wiośnie zaginionych”

    Wątek pociągów pojawia się w książce Anny Kańtoch nie pierwszy raz. W „Wierze” pojawił się dworzec w Węgierskiej Górce, a my spotkaliśmy się przy posterunku kolejowym w Katowicach Janowie – w te okolice wybiera się na spacery główna bohaterka „Wiosny zaginionych”. Bohaterka, która jest emerytowaną policjantką, ale ma do rozwiązania jeszcze jedną zagadkę, związaną bezpośrednio z jej rodziną. Co wydarzyło się w 1963 roku na wycieczce w Tatry? Dlaczego z piątki studentów wróciła tylko jedna osoba? Co się stało z bratem głównej bohaterki? „Wiosna zaginionych” to pierwsza część trylogii kryminalnej, której fabuła toczy się przede wszystkim na Śląsku. Zobaczcie naszą rozmowę, w trakcie której: przejeżdża pociąg, gryzą nas komary, znajdujemy wenę w katowickim lesie oraz rozmawiamy o naszej fascynacji koleją.

     

  • „Jeśli bywacie w Jastrzębiej Górze, to poczujecie klimat Przeradowa”

    Latem to może być nawet całkiem urokliwa miejscowość. Zapach smażonej ryb, tłumy turystów, krzyk mew, piski bawiących się w morzu dzieci. Jednak Przeradowo poza sezonem, to już zupełnie inne miejsce, szczególnie, jeśli przy brzegu zamiast muszelek, można trafić na ciało młodej dziewczyny. Niby od początku wszystko wiadomo, bo pewnej deszczowej nocy na komisariat zgłasza się Jan Kowalski, który przyznaje się do zabójstwa tej oraz kilku innych kobiet. Do akcji wkracza starszy sierżant Krzysztof Igielski, który… Co Wam będę opowiadał, przeczytajcie sami „Pokutę”. Dodam tylko, że pojawia się tutaj starsza pani ze Szwecji, młoda dziewczyna z Przeradowa. Wszystkich coś łączy, ale czy wszyscy chcą naprawdę dobrze? Łapcie rozmowę z Anną Kańtoch. Dowiecie się też o czym będzie kolejny kryminał pisarki ze Śląska. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to ukaże się w przyszłym roku.

  • „Dlaczego boję się 2019 roku?” Styczniowy felieton Wojciecha Chmielarza

    Jakub Szamałek, Jędrzej Pasierski i Bartosz Szczygielski, to trzech polskich autorów, z którymi rozpocząłem rok 2019. I każdy z nich napisał książkę co najmniej bardzo dobrą.

    O Jakubie Szamałku i jego „Cokolwiek wybierzesz” pisałem już sporo u siebie na facebooku. Tutaj powtórzę tylko, że to bardzo udana powieść. Dostępna jest już zresztą na rynku, więc każdy może po nią sięgnąć i sam się przekonać. Na powieści pozostałych dwóch autorów trzeba jeszcze kilka dni poczekać. Pierwszym z nich jest Jędrzej Pasierski ze swoimi „Roztopami”, czyli drugą częścią cyklu o podkomisarz Ninie Warwiłow. Pierwszy tom „Dom bez klamek” dział się w Warszawie. W drugim Pasierski wysyła swoją bohaterkę w Beskid Niski. Już tym mnie ujął, bo osobiście uważam, że dobre cykle kryminalne cechują się tym, że pierwszy tom dzieje się w wielkim mieście, a drugi w jakiejś zagubionej mieścinie w polskich górach (okej, na odczepnego może też być Sandomierz).

    Jędrzej Pasierski, fot: smakksiazki.pl

    No dobra, ale teraz to już na poważnie. Pierwsza rzecz, która mnie ujęła w „Roztopach” to język. Pasierski po prostu pięknie pisze i trochę mu tego zazdroszczę. Jego zdania są precyzyjne, porównania i metafory trafione, a równocześnie jest w swoim pisaniu bardzo oszczędny. Nie ma tutaj żadnego zbędnego słowa. Przez tę powieść po prostu się płynie. Druga rzecz, to sama podkomisarz Nina Warwiłow. Świetnie zbudowana i przemyślana postać. Wieloznaczna, niekoniecznie kryształowa, czasami trudna, nieustępliwa. Bardzo prawdziwa, w taki zwyczajny, ale również fascynujący sposób. Nie chcę za dużo o niej tutaj opowiadać, żeby nie spoilerować, ale to taka bohaterka, o której można gadać i gadać, analizując jej kolejne decyzje życiowe. Zresztą, już po jednej takiej dyskusji jestem. No i wreszcie intryga. I to jest kolejna rzecz, za którą Pasierskiego muszę pochwalić. Bo to nawet nie chodzi o to, że ona się trzyma kupy, jest logiczna, a jedno wynika z drugiego. Nie. Przede wszystkim imponuje mi jej precyzja. Znowu, nie chcę za wiele zdradzać, ale jest w tej książce jeden element, który mnie absolutnie zachwycił. Element, na który wielu czytelników być może nawet nie zwróci uwagi, ale dla mnie jest dowodem tego, jak ta historia jest dokładnie przemyślana i zaplanowana. Tam nie ma ani jednej luźnej nitki. Chodzi o motywację jednej z postaci. Najpierw poznajemy jedną wersję. Która byłaby nawet wystarczająca. Odrobinę za prosta, ja sam kręciłbym nosem, ale w sumie to nawet, zawieszając trochę niewiarę, kupiłem ją. Ale potem Pasierski przedstawia nam drugą wersję tej samej historii. Tą prawdziwą. I tutaj kurczę zrobił na mnie wrażenie, bo już naprawdę nie miałem się do czego przyczepić. No i teraz najważniejsze – Pasierski mógł pójść na łatwiznę. Mógł zostać przy pierwszej wersji. Ale wybrał trudniejszą drogę. I wygrał na tym. Naprawdę od bardzo dawna nie czytałem tak dobrze skonstruowanego kryminału. Na jednym ze spotkań Pasierski powiedział, że odwołuje się do dziedzictwa Agathy Christie. Że to jest ten rodzaj kryminału, który najbardziej mu odpowiada. Powiem tak, „Roztopy” to książka współczesna i napisana w nowoczesny sposób. Ale czuć w nim ducha Christie. Naprawdę go czuć.

    Bartosz Szczygielski, fot: Maksymilian Rigamonti/ Wydawnictwo WAB

    Z kolei Bartosz Szczygielski kończy „Sercem” swoją trylogię o komisarzu Gabrielu Bysiu z Pruszkowa. Od razu się przyznam, że czytałem tylko pierwszą i ostatnią część. Pierwsza, „Aorta” zrobiła na mnie dość duże wrażenie. Niestety, miała jedną, bardzo dużą wadę konstrukcyjną, która mocno psuła odbiór całości. „Serce” jest już tych błędów pozbawione. Tak jak u Pasierskiego to bardzo solidnie przemyślana i przepracowana historia. Idzie do przodu, logicznie się rozwija i ma mocny finał. Bohaterowie są specyficzni, ale mocni i wyraziści. Przede wszystkim jednak Szczygielskiemu udało się w przeciągu pracy nad trzema książkami, coś czego niektórym innym autorom nie udaje się osiągnąć całe życie – dorobił się własnego stylu. Pisze więc Szczygielski powieści mroczne, ciężkie, brudne, często nieprzyjemne. Nie ma litości ani dla swoich bohaterów, ani dla czytelników. Nie oszczędzi nam niczego.

    Czytając „Serce” i mając w pamięci „Aortę” kiwałem z uznaniem głową nad rozwojem twórczym Szczygielskiego. To jest już inny pisarz niż przy debiucie. Znacznie lepszy i dojrzalszy. Ale mam też wrażenie, że bohaterowie wykreowani w pierwszej książce, wydawali się krępować autora. Nie pozwalali mu w pełni rozwinąć skrzydeł. Przecież nie mógł zignorować tego, co opisał w poprzednich dwóch książkach. Musiał pozamykać wszystkie wątki, opowiedzieć historię Bysia do końca. I żeby była jasność – „Serce” to bardzo dobry kryminał. Ale aż boję się myśleć, co Szczygielski nam zaserwuje, kiedy będzie mógł opowiedzieć zupełnie nową i zupełnie świeżą historię. Boję się i nie mogę się doczekać.

    www.unsplash.com/Emily Morter

    To chyba dobry moment, żeby odpowiedzieć na pytanie zadane w tytule tego felietonu. Trzy pierwsze kryminały przeczytane w 2019 roku. Trzy znakomite książki. Odpowiadając żartobliwie – boję się, bo konkurencja w gatunku zrobiła się naprawdę ostra. A przecież to nie wszystko. Bardzo dobre recenzje zbiera Piotr Rozmus z „Piętnem mafii” i Marta Matyszczak z „Morderstwem w Hotelu Kattowitz”. Sporo szumu zaczyna robić wokół siebie Grzegorz Kalinowski z „Grą w oczko”. A to tylko dwa pierwsze miesiące tego roku! A co dalej? Następną książkę zapowiada Anna Kańtoch i Ryszard Ćwirlej. Plotkuje się o kolejnej pozycji od Marty Guzowskiej, a swój pierwszy kryminał ma wydać Jakub Ćwiek. Oj będzie się działo. Zobaczycie Państwo, 2019 to będzie bardzo dobry rok dla polskiego kryminału.

    Wojciech Chmielarz