Tag: kryminalna piła

  • „Stało się wreszcie to”, październikowy felieton Wojciecha Chmielarza

    Stało się wreszcie to, co się stać musiało. Moda na kryminał przyniosła konkretne owoce i dorobiliśmy się kilku mocnych festiwali. A najlepsze, w przeciwieństwie do samego gatunku, jeszcze przed nami. I tak, będzie to pierwszy mój prawdziwie entuzjastyczny felieton

    Jednego zawsze zazdrościłem autorom i fanom fantastyki – konwentów. Jest ich co najmniej kilkadziesiąt. Od takich zupełnie małych, organizowanych przez grupkę zapaleńców w miejscowej szkole, poprzez średnie, ale z tradycjami, aż po wielkie, profesjonalnie przygotowane imprezy, jak słynny już poznański Pyrkon, rodzący się Warsaw Comic Con czy kolejne edycje Polconów (ciągle jednak fanowskie). Na polu kryminału przez lata była posucha. Mieliśmy tylko Międzynarodowy Festiwal Kryminału we Wrocławiu. Wreszcie można głośno powiedzieć, że ten stan się zmienił.

    W tej chwili oprócz kilku mniejszych wydarzeń mamy w Polsce cztery ważne imprezy. Rok festiwalowy zaczyna się od Kryminalnej Piły wymyślonej i organizowanej przez Leszka Koźmińskiego z Wyższej Szkoły Policji w Pile oraz przez Miejskie Centrum Kultury w Pile. Leszek Koźmiński (razem z Pawłem Leśniewskim) to w ogóle cisi bohaterowie polskiego kryminału. Trzeba by kiedyś zrobić jakąś zrzutę i ufundować im specjalną nagrodę za to, co zrobili dla gatunku. Na Kryminalną Piłę zaproszono mnie raz. Było strasznie fajnie. W ogóle mam wrażenie, że ze względu na współpracę z Wyższą Szkołą Policji ten festiwal jest najbardziej lubiany przez autorów właśnie. Obawiam się tylko o jego rozwój. Piła to ludnościowo niewielkie miasto, więc organizatorom może być trudno rozwinąć skrzydła. Natomiast coraz większego znaczenia nabiera przyznawana przez Kryminalną nagroda dla Najlepszego Kryminału Miejskiego.

    Kolejny jest Międzynarodowy Festiwal Kryminału we Wrocławiu. Czyli legenda. Najbardziej prestiżowy, z najciekawszym programem, największą ilością gości no i co tu dużo ukrywać – z Nagrodą Wielkiego Kalibru, marzeniem każdego autora kryminału. Rozwój gatunku w Polsce nieodłącznie związany jest z tym wydarzeniem. Jeśli chcecie się Państwo dowiedzieć, kogo warto czytać, co nowego się pojawiło, na co zwrócić uwagę, trzeba się wybrać do Wrocławia. Irek Grin wraz z całą ekipą rok do roku przygotowują dla pisarzy i czytelników prawdziwe święto.

    Potem mamy wakacyjną przerwę a na jesień czas na dwa wydarzenia, za które nieustannie trzymam kciuki. Pierwszym jest Poznański Festiwal Kryminału Granda. Impreza młoda. W tym roku odbyła się zaledwie trzecia edycja, ale z roku na rok jest coraz ciekawiej. Do polskich autorów dołączyli goście zagraniczni. Największe jednak wrażenie na mnie robią tłumy na spotkaniach. Przez cały dzień na sali zasiada co najmniej ponad setka osób. Jeszcze trochę krąży w okolicy. Jest więc dobrze, ale mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej. Granda musi popracować trochę nad „wychowaniem” sobie publiczności. Nie chodzi mi tutaj oczywiście o tłumaczenie uczestnikom, żeby nie śmiecili i nie gadali na spotkaniach, ale o przyzwyczajenie ich do tego, że impreza odbywa się co roku i warto na nią przychodzić. To niestety robota na lata. Jest potencjał, żeby zrobić z Grandy naprawdę wielkie wydarzenie. Pyrkon pokazał, że w stolicy Wielkopolski jest na takie rzeczy zapotrzebowanie.

    Festiwal Granda w Poznaniu, fot: smakksiazki.pl

    Wreszcie, ostatnia kalendarzowa czyli trójmiejska Afera Kryminalna. Wydarzenie o tyle ciekawe, że powstał całkowicie oddolnie. Najpierw czytelnicy zawiązali Oliwski Klub Kryminału, a potem z tego wykiełkował sam festiwal. Czyli impreza mocno fanowska, która w tym roku zrobiła mocny krok do przodu, zapraszając Stephana Anhema i Johana Theorina. Szczególnie fajne jest to, że Afera odwiedza też mniejsze ośrodki w okolicy Trójmiasta, takie jak Rumia czy Wejherowo.

    Mamy więc już w tej chwili cztery mocne festiwale. Jeden bardziej fachowy (Kryminalna Piła), jeden dojrzały i prestiżowy (MFK) i dwa, które mają ogromny potencjał, żeby zgromadzić na organizowanych przez siebie wydarzeniach tysiące fanów gatunku. Trzymam kciuki, żeby to się udało i naprawdę głęboko wierzę, że najlepsze dopiero przed nami. Trochę w kontrze do samej kondycji gatunku, ale to akurat temat na inny felieton.

    Wojciech Chmielarz

  • „Czekanie na Larssona”, czyli Wojciech Chmielarz o przyszłości polskiego kryminału. Felieton.

    Zastanawiam się, czy rok 2017 to nie będzie początek końca boomu na polski kryminał. Rynek zalewany dziesiątkami tytułów w końcu powie dość. Znacząca jest tutaj scena z ostatniego Poznańskiego Festiwalu Kryminałów Granda, gdzie organizatorki odmówiły zrobienia spotkań premierowych dla pojedynczych autorów – premier było po prostu zbyt wiele. Zamiast tego zrobiono jedno, zbiorcze. Siedliśmy na nim chyba w dziesięć osób i przez godzinę mieliśmy bodajże czas, żeby odpowiedzieć każdy na trzy pytania.

    Jak więc wygląda polska powieść kryminalna na początku 2017? Czołówka wydaje się być już znana i dość statyczna. Niewiele się tu zmieni. Dołączy do niej może jeden, dwóch debiutantów. Może przebije się ktoś z tego drugiego szeregu. W każdym razie, wśród nominowanych do Kryminalnej Piły i Nagrody Wielkiego Kalibru spodziewam się raczej zestawu w większości znanych nazwisk.

    Bonda pewnie będzie starać się z przytupem zakończyć swoją tetralogię. Istnieje szansa, że z nowym tytułem wyskoczy Miłoszewski (chociaż on zarzeka się, że z kryminału zrezygnował). Lawiną książek zaleje nas Mróz. Do tego może jedna lub dwie przyjemne niespodzianki. Słowem, będzie tak jak było. I teraz pojawia się to nerwowe pytanie, które sobie wszyscy, my pisarze, zadajemy – ile jeszcze ta moda na polski kryminał będzie trwać? Rok? Dwa? Boom się kiedyś skończy. I chyba jako autorzy powoli się na to szykujemy. Wspomniany Miłoszewski deklaruje ucieczkę z gatunku. Nie znam twórczych planów Kasi Bondy, ale mówi ona, że chce się rozwijać jako pisarka, co można w różny sposób interpretować. Mariusz Czubaj mruga okiem, opowiadając wszystkim, że jego „R.I.P” to żaden kryminał, tylko western. A ja? Póki co zostaję przy gatunku, ale z pewnym niepokojem patrzę na jego przyszłość.

    Wydaje mi się, że w Polsce kryminał osiągnął już wszystko, co w tych warunkach, osiągnąć mógł. Książki są i się sprzedają. Krytycy zauważają. Czytelnicy czytają. Wszyscy teraz chcielibyśmy jednego, żeby polska moda na kryminał, przemieniła się w modę na polski kryminał na świecie. Ale do tego potrzebna nam jest nasz rodzimy Larsson z trylogią „Millenium”, swojska „Dziewczyna z pociągu”, nasz własny Jo Nesbo i Harry Hole. Są na to szanse. Głośno o planach tłumaczeń Bondy. Pytanie, czy uda się ją równie mocno wypromować na bardzo wymagających rynkach. Sprzedanymi prawami chwali się Katarzyna Puzyńska. Wreszcie, największy sukces ostatnich lat, czyli przekłady Miłoszewskiego we Francji. Przekłady, którym sam zawdzięczam to, że w maju nad Sekwaną ukaże się „Podpalacz”, a po nim prawdopodobnie „Farma Lalek”. Ale tak naprawdę nie jest istotne, kto będzie autorem tego przełomu na rynkach zagranicznych. Ważne, że za nim pójdą kolejni. I polski kryminał nie będzie modny już tylko i wyłącznie w Polsce. Fajnie by było, gdyby właśnie to nam piszącym przyniósł rok 2017.

    Wojciech Chmielarz