Tag: Literacka Nagroda Nobla

  • „Krasznahorkai to pisarz apokalipsy” – Krzysztof Varga i Elżbieta Sobolewska o nobliście

    Krzysztof Varga raczej nie ma tytułu profesora, a mieć powinien. O tegorocznym nobliście w dziedzinie literatury opowiada tak, że nic tylko wyciągnąć zeszyt i notować – na szczęście możecie odtwarzać jego „wykład” wielokrotnie, do czego zachęcam. Żeby tego było mało, to swoje trzy grosze dorzuca Elżbieta Sobolewska, tłumaczka Krasznahorkaiego. Od czego zacząć czytanie węgierskiego pisarza? Które książki czekają jeszcze na przetłumaczenie?

    Obejrzyjcie materiał.

  • Rozebrać Nobla – felieton Katarzyny Tubylewicz

    Nobla Miłoszowi załatwiła Zośka. Pracowała w Bibliotece Noblowskiej i załatwiła mu przez swoje kontakty. Temu szepnęła, tamtemu podsunęła wiersze, bez Zośki tego Nobla by nie było” – wyjawił mi polonijny bywalec sztokholmskich salonów, który uważał się za szarą eminencję szwedzkiego świata kultury. Wiedział w swoim mniemaniu wszystko, mógł tylko odrobinę mniej. Uznałam, że ma mnie za idiotkę, która uwierzy, że coś tak prestiżowego, międzynarodowego i niezależnego od koterii jak literacki Nobel można komuś załatwić. „Człowieku, puknij się, kto słucha twojej Zośki na Parnasie?” – pomyślałam i czmychnęłam pogadać z kimś innym.

    Czesław Miłosz, fot: Maciej Billewicz, Klimczyce, czerwiec 1981

    Kto miał rację, ja czy polonus?

    Można na to spojrzeć z różnych perspektyw.

    W kwestii boskości to jeden z czołowych członków Akademii Szwedzkiej, jej wieloletni sekretarz generalny, Horace Engdahl niedawno bronił do upadłego oskarżonego i skazanego za molestowanie seksualne oraz gwałty francuskiego męża byłej już członkini Akademii, Katariny Frostenson. Było to żenujące. Ponadto w jego książce z aforyzmami o wdzięcznym tytule „Ostatnia świnia” pojawia się taka oto mądrość:

    Dopełniona penetracja seksualna to odwieczna przegrana dla kobiety i odwieczne zwycięstwo mężczyzny”. Tak, słowa te pochodzą prosto z głowy szwedzkiego intelektualisty, który ogłaszając Nobla dla Elfride Jelinek tak pięknie i feministycznie mówił, że jej powieści obnażają stereotypy. No cóż, ludzie są ludźmi, boskości w nich za grosz, a nagroda jest nagrodą.

    Nobel to szczyt literackich marzeń, dowód najwyższego uznania, widoczny i słyszalny w każdym zakątku świata, a do tego gigantyczny zastrzyk finansowy. W ogóle marka nagrody jest czymś unikalnym. Została przyznana nie tylko licznym wybitnym pisarzom, ale także równie wybitnym naukowcom, politykom i aktywistom (w sumie ponad 900 osobom), wśród których były takie postaci jak Maria Curie-Skłodowska , Albert Einstein i Nelson Mandela.

    Dziś każdy wie, czym jest Nobel. Ale jak do tego doszło?

    Czytelnicy mojego poprzedniego felietonu wiedzą już, że Szwedzi są mistrzami eksportu. Cechują ich iście wirtuozerskie zdolności sprzedawania szwedzkiej literatury, udało im się też wypromować mnóstwo marek od IKEI przez Volvo na Ericssonie skończywszy, a także nieco wyidealizowany obraz własnego kraju. Pomimo to nadal zastanawia fakt, dlaczego cały międzynarodowy świat kultury zamiera akurat wtedy, gdy 18 członków jakiejś tam Akademii w małym, prowincjonalnym kraju, na północy Europy wybiera swojego laureata nagrody literackiej? Żeby było to chociaż międzynarodowe grono, ale przecież nie jest! Wśród członków Akademii Szwedzkiej jest w dodatku sporo osób, które nawet w Szwecji nie są szczególnie znane: Jesper Svenbro – poeta i znawca antyku, Tomas Riad – lingwista. Przyznaję się bez bicia, że gdybym nie znalazła ich na liście członków Akademii, nie wiedziałabym o ich istnieniu. Dlaczego akurat ich gust literacki jest tak istotny, że wszyscy liczący się pisarze chcą dostać Nobla. W czym rzecz? Nie chodzi chyba tylko o wielkie pieniądze? Albo o uścisk dłoni szwedzkiego króla?

    Copyright © Nobel Media AB 2017. Photo: Alexander Mahmoud.

    Temat ten badało przez cztery lata dwóch profesorów ekonomii Stephen Greyser z Harvard Business School i Mats Urde ze szwedzkiego Uniwersytetu w Lund. Według nich prestiż nagrody wziął się bezpośrednio z głównego przesłania testamentu jej twórcy, Alfreda Nobla. Życzył sobie, by jego fortunę przeznaczono na nagrody w kilku różnych dziedzinach, ale zaznaczył, że mają one być dawane wybitnym osobom, które „przysłużyły się dla dobra ludzkości”. Nobel przyznawany jest od 1901 roku, a był to historycznie czas, w którym międzynarodowość tej nagrody i jej idealistyczne założenia stanowiły coś absolutnie wyjątkowego w pochłoniętej nacjonalizmami Europie. W pewnym sensie można powiedzieć, że kiedy świat szykował się już do dwóch straszliwych wojen (po których trochę trudno nadal wierzyć w ludzkość), wynalazca dynamitu stworzył nagrodę za DOBRO i dla DOBRA innych. Za działania naukowe lub literackie na rzecz drugiego człowieka. Bez względu na jego narodowość, czy rasę. Szok.

    Inna rzecz, że idealizmu Alfreda Nobla wcale nie podzielali wszyscy zaangażowani w tworzenie nagrody Szwedzi. Na przykład wspomniana już Akademia Szwedzka, która istnieje od roku 1786 i została powołana w celu stania na straży czystości języka szwedzkiego, z początku patrzyła na dodatkowe obowiązki bardzo krzywo. Jej członkowie mieli dosyć innej roboty, siedzieli nieustannie z nosami w słownikach. Dominowali wśród nich zresztą nudni urzędnicy i kulturowo nacjonalistyczni filolodzy, niespecjalnie ich interesował świat wielkiej literatury.

    Akurat to zmieniło się jednak bardzo szybko.

    Czy Literacka Nagroda Nobla jest zatem najbardziej obiektywną i prestiżową formą uznania dla osiągnięć w dziedzinie literatury? Otóż: i tak, i nie. Przesłanie Nobla zawarte w jego testamencie powoduje poszukiwanie nazwisk autorek i autorów nie tylko wybitnych, ale także takich, których twórczość ma w sobie elementy idealistyczne lub ważne dla ludzkości. Ewidentne jest też, że sama nagroda ma jakoś służyć nie tylko ludzkości ale i słusznej stronie historii. Nobel dla Miłosza był uznaniem jego dzieła, ale także (a może przede wszystkim?) symbolicznym wsparciem dla poety uchodźcy z dręczonej przez komunizm Europy Wschodniej. Nobel dla Abdulrazaka Gurnaha to próba zwrócenia uwagi międzynarodowej społeczności na literaturę postkolonialną i na temat uchodźców. Nobel dla Olgi Tokarczuk to uznanie jej książek, ale także wsparcie dla feministycznych i ekologicznych poglądów autorki oraz dla jej otwartego przeciwstawiania się niedemokratycznym tendencjom z wiadomej strony.

    Akademia Szwedzka żywi też historyczną awersję do nagradzania nazwisk zbyt oczywistych i znanych. Z tego powodu Nobla nie dostał Lew Tołstoj ani Philip Roth i z pewnością nigdy nie otrzyma go ani Margaret Atwood , ani Haruki Murakami. I oczywiście, że jest tak, iż na decyzję 18 członków Akademii usiłują wpływać różne koterie, grupy lobbingowe i znawcy literatury, a czasem ich własne rodziny. Na ile są to skuteczne próby, to z pewnością kwestia indywidualna, ale jest tajemnicą poliszynela, że Nobla dla Jelinek nie byłoby, gdyby nie była już żona Horaca Engdahla , feministyczna literaturoznawczyni Ebba Witt- Brattström.

    Margaret Atwood, fot: smakksiazki.pl

    Nie wiem, czy Miłoszowi pomogła Zośka, ale ktoś tam pomógł na pewno. Gombrowicz dobrze rozumiał, że bez koneksji nic się nie da zrobić i sam mocno lobbował na rzecz swojej kandydatury. Prawie mu się udało, bo naprawdę miał na Nobla duże szanse. Podobnie jak Kapuściński, o którego latami walczyło kilku wpływowych ludzi szwedzkiego świata kultury. Kto wie, co by się stało, gdyby dłużej żył?

    Z całą pewnością jest więc tak, że aby dostać literackiego Nobla, trzeba nie tylko dobrze pisać, ale mieć także wsparcie wpływowych ludzi oraz tak zwanego wiatru historii. Należy też rozumieć (choćby podświadomie) literaturę jako coś więcej niż tylko piękne władanie językiem. Mówiąc wprost: w przesłanie Nagrody Nobla wpisane jest przekonanie, że w literaturze ważny jest element utylitarny wzniesiony na poziom ambitnego idealizmu lub walki o słuszna sprawę. Domyślacie się kto dostanie w tym roku Nobla? Będę zdziwiona, jeśli nie będzie to pisarz ukraiński, a jeszcze lepiej ukraińska pisarka. Choć jednocześnie wcale się też nie zdziwię, jeśli tak się nie stanie, bo Akademii Szwedzkiej zdarzały się też historyczne tchórzostwa i próby zachowania neutralności. Na przykład wtedy, gdy nie zabrała oficjalnie głosu po stronie Salmana Rushdiego, kiedy została nań rzucona fatwa…

    Salman Rushdie, fot: smakksiazki.pl

    Na czym więc polega zawarta w tytule tego felietonu chęć ściągnięcia z Nobla pięknych szat? Na uświadomieniu, że nie ma czegoś takiego jak nagroda przyznawana za najwybitniejsze osiągnięcia literackie. Nobel literacki jest zawsze nagrodą z dodatkowym przesłaniem, trochę polityczną, trochę pozytywistyczną, trochę wyznaczającą nowe trendy. A jednocześnie: nieustannie najbardziej prestiżową i ważną. Jak już wspomniałam: Szwedzi są mistrzami promocji.

    Katarzyna Tubylewicz

  • „Boję się czekania latami na wielkie wyróżnienie”. Olga Tokarczuk z literackim Noblem

    Wszyscy się tego spodziewali, ale mam wrażenie, że dzisiejsza decyzja Akademii Szwedzkiej jednak wszystkich zaskoczyła. Po dwudziestu trzech latach literacki Nobel znów wraca nad Wisłę, a w uzasadnieniu czytamy, że Olga Tokarczuk otrzymała tę nagrodę za wyobraźnie narracyjną, która z encyklopedyczną pasją prezentuje przekraczanie granic jako formę życia”. Co teraz? Autografy, zdjęcia, wizyty w zakładach pracy, no i pewnie kolejna książka. Olga Tokarczuk jest już w takiej sytuacji, że niczego nie musi, a wiele, a może nawet wszystko, może. Gdy rozmawiałem z nią kilka miesięcy temu mówiła, że boi się klątwy czekania na dużą nagrodę. No to ma. Zasłużenie. O skali sukcesu niech świadczy fakt, że w księgarniach zaczyna brakować jej książek. Coś wspaniałego. 

    Zobaczcie materiał.

     

     

     

  • Literacki Nobel: Trzy razy „P” i niespodzianki

    Laureatem literackiego Nobla 2017’ został brytyjski pisarz japońskiego pochodzenia Kazuo Ishiguro. Cóż powiedzieć? No właśnie… Zaryzykuję (niewiele) jeśli powiem, że choć pisarz to w Polsce publikowany, to na pewno o wiele mniej znany niż np. Haruki Murakami. Co więcej – na tegorocznej noblowskiej giełdzie brylowało wiele, wiele innych głośniejszych nazwisk – w tym Murakami, a także mój cichy faworyt David Grossman. Jako socjolog literatury zrobiłem szybką ankietę (próbka niereprezentatywna, ale dla mnie ważna) wśród moich oczytanych znajomych i okazało się, że oczytani znajomi znają twórczość Kazuo Ishiguro głównie z ekranu (laureat jest zresztą nie tylko pisarzem, także scenarzystą) – przy czym film „Okruchy dnia” oceniali wysoko, a „Nie opuszczaj mnie” komentowali bez specjalnych zachwytów. Czytane powieści też nie zapadły im w pamięć – to co w ich głowach pozostało, to motywy przypominające wizje Philipa K. Dicka. Zatem przyjąć można, że nagroda dla Kazuo Ishiguro to naprawdę duża niespodzianka. W przypadku noblowskiej nagrody literackiej nie pierwsza, rzecz jasna. I pewnie nie ostatnia. Warto więc może przy okazji tej kolejnej noblowskiej literackiej niespodzianki zarysować trzy noblowskie konteksty.

    Kazuki Ishiguro, fot: Jeff Cottenden / www.nobelprize.org

    To trzy „p” – polityka, popularność i pamięć. Zacznijmy od polityki. Oto kilka dni temu opuścił więzienie najsłynniejszy więzień USA – O. J. Simpson, gwiazda futbolu (amerykańskiego), przygodny aktor („Naga broń”). Odsiadywał wyrok za napad z bronią w ręku. Wiele lat temu oskarżono go o morderstwo byłej żony i jej kochanka. W wytoczonym mu głośnym procesie karnym futbolistę uniewinniono, choć, według prokuratury, dowody były mocne. Niedługo później sąd cywilny zasądził od Simpsona odszkodowanie w wysokości 33,5 miliona dolarów. Coś dodać? Co Simpson ma wspólnego z Noblem? On sam niewiele, ale już tzw. sprawa Simpsona jakiś związek z Noblem ma. Oto zapomniana już laureatka literackiej nagrody Nobla poetka, afroamerykanka Toni Morrison analizując postawę mediów wobec procesu O. J. Simpsona pisała o – cytuję – „scenariuszu winy” stworzonym przez „białą kulturę” przez czytelne aluzje do „kryminalności” czarnych mężczyzn i bogactwa Simpsona – który według noblistki – „stał się symbolem całej czarnej rasy, którą białe społeczeństwo chce skorygować, uwięzić, ocenzurować, której chce odebrać głos”… No cóż, wielu sądziło, że Toni Morrison otrzymała literacką nagrodę Nobla właśnie jako symbol czarnej rasy, której białe społeczeństwo już nie chce korygować, więzić, cenzurować, której chce dać głos. Oczywiście podać można wiele innych, bardziej wyrazistych ilustracji niebezpiecznych związków literackiego Nobla z polityką. Są wśród nich przypadki dramatyczne – jak Nobel dla Borysa Pasternaka, są zabawne – jak Dario Fo. Przypomniałem przypadek Morrison, bo dobrze obrazuje on uwikłanie literatury w polityczne konteksty i spory ideologiczne drążące każdą współczesność, także naszą.

    Nagrody literackie w naturalny sposób zwiększają popularność pisarza, w tym także pokupność jego dzieł. Literacki Nobel ma tu, rzecz jasna, największą silę przebicia. Nie trzeba się na ten temat szerzej rozpisywać. Niemniej warto zauważyć, że są także pisarze popularni i pokupni, którzy w kontekście literackich nagród nie są postrzegani jako „piękni wygrani” (zob. Grzegorz Jankowicz, Piotr Marecki, Michał Sowiński [red.] „Literatura polska po 1989 roku w świetle teorii Pierre’a Bourdieu. Podręcznik”). Ta sama uwaga dotyczy pisarzy wybitnych. I mam tu na uwadze nie tylko twórców rangi Marcela Prousta, Jamesa Joyce’a, Jorge Luisa Borgesa czy Witolda Gombrowicza. Tak, Nobel w dziedzinie literatury nie załatwia wszystkiego. Można się założyć, że niewielu pamięta norweskiego laureata tej nagrody Bjørnstjerne Bjørnsona, a ciągle jeszcze na scenach teatrów całego świata wystawiane są dramaty jego nienagrodzonego Noblem konkurenta – Henrika Ibsena. Listę takich pozornych paradoksów można by spisywać bardzo długo. Interesujące zdaje się tu jeszcze jedno socjoliterackie zjawisko. Amerykańskie biblioteki publiczne od jakiegoś czasu zaczynają usuwać, ze swoich zbiorów dzieła laureatów nagrody Nobla, Ernesta Hemingwaya czy Williama Faulknera. Powodem jest brak zainteresowania książkami klasyków, niektóre z nich nie były wypożyczane już od lat. Amerykańscy czytelnicy sięgają za to chętnie po dzieła np. Johna Grishama. Książki Grishama cieszą się i w Polsce sporym powodzeniem, podobnie jak nakręcone na ich podstawie filmy – „Raport Pelikana” z Julią Roberts i Denzellem Washingtonem czy „Firma” z Tomem Cruisem. I nie byłoby może nad czym się głowić, gdyby nie pewien paradoks. Paradoks polega na tym, że choć czytelnicy wolą Grishama od Faulknera, to sam Grisham wyznał w jednym z wywiadów, że dałby bardzo, bardzo wiele, żeby choć jedna z pisanych przez niego książek zbliżyła się do ideału prozy, który dla Grishama reprezentuje właśnie… słuchajcie, słuchajcie odrzucany przez szarych czytelników Faulkner. Innymi słowy, Grisham chciałby pisać tak jak Faulkner, choć czytelnicy chcą by Grisham pisał jak Grisham. Nazwano to kiedyś „kompleksem Salieriego”, popularnego w swoim czasie muzyka, który wiedział (to oczywiście tylko wersja filmowa Miloša Formana) że tak naprawdę wielką muzykę tworzy Mozart.

    www.nobelprize.org

    Dalej. Są nazwiska, które pojawiają się na giełdzie kandydatów niemal co roku, wielu po długim oczekiwaniu przeszło już do wieczności. W zeszłym roku literacka nagroda Nobla przyznana Bobowi Dylanowi dla wielu moich oczytanych znajomych była i sensacją, i – by tak rzec – pewnego rodzaju nieporozumieniem, nietaktem. Bo jakże to tak – szacowna nagroda i utalentowany, bo utalentowany, ale jednak przede wszystkim piosenkarz, piosenkarz, który co prawda coś tam pisał, ale żeby Nobel? No nie… Dla mnie decyzja o uhonorowaniu Boba Dylana literacką nagrodą Nobla była wyborem takim sobie. Ani specjalnie trafionym, ani specjalnie kontrowersyjnym. Polacy mają do nagrody Nobla stosunek prawie-że nabożny, gdzieś w głowie mi kołaczą takie wersy (cytuję z pamięci): „Sartre nie przyjął nagrody Nobla? Horrendalne! Ja takiego głupstwa nie palnę!”.

    Jak w tym wszystkim znajdzie się Kazuo Ishiguro i jego twórczość? Pokochają go nagle masowo polscy (i nie tylko polscy) czytelnicy? Skoczą do góry nakłady? Odbiorcy przejmą się zawartą w powieściach Ishiguro krytyką ludzkiej kondycji? Czy wezmą ją tylko za popularny intelektualny bilon? A może tegoroczny laureat literackiego Nobla podzieli los Bjørnstjerne Bjørnsona? Czy też pozostanie w historii literatury na dłużej? Próba odpowiedzi na te pytania to tylko wróżenie z fusów. Na gorąco powiedzieć można tylko tyle, że dziś na obiad była potrawka z kury.

    Dr Krzysztof Łęcki jest socjologiem literatury, wykłada na Uniwersytecie Śląskim.