Tag: nagroda nobla

  • Nagroda zwana Noblem

    W 2018 literacki Nobel nie zostanie przyznany. W tle – skandal, molestowania seksualne, przecieki. Pozostaje pytanie: co (dalej) z tym Noblem (literackim)? W odpowiedzi proponuję długi przedbieg i krótki finisz – bez konkluzji.

    Nobel był i pozostaje synonimem wielkiej nagrody, ba, nagrody największej, po której nagrodzonego już żaden większy honor spotkać nie może. Inne nagrody chcą coś uszczknąć z noblowskiego splendoru – i obradza to efektami mniej czy bardziej udanymi. I tak Adam Zagajewski uhonorowany został Międzynarodową Nagrodą Literacką „Neustadt” zwaną Małym Noblem („Gazeta Wyborcza”), a także Chińską Nagrodą Literacką Zhongkun (czyli „chińskim Noblem” jak podaje wikipedia); więcej szczęścia miał Leszek Kołakowski, który został laureatem Nagrody im. Johna Klugego, nagrody pomyślanej jako amerykański Nobel w naukach humanistycznych. W roku 2010 Donald Tusk otrzymał w Akwizgranie Nagrodę Karola Wielkiego, w niemieckiej prasie nazywaną „>>nagrodą wielkich europejczyków<<, a nawet (sic! – wtrącenie moje K.Ł.) >>europejskim politycznym Noblem<<” (Wirtualna Polska). Taka jest ranga nagrody Nobla, że wszystkie inne nagrody są w rzeczywistości jej słabym odbiciem. Nobel to zwieńczenie kariery, po Noblu – powtarzam – nic większego w świecie nagród przydarzyć się człowiekowi nie może.

    Podobnie sprawy się mają z obecnością literackiego Nobla w świadomości społecznej Polaków. Wiedza o literackich noblistach przydaje się nie tylko w teleturniejach. W pracy „Literatura polska po 1989 roku w świetle teorii Pierre’a Bourdieu” (red. Grzegorz Jankowicz, Piotr Marecki, Michał Sowiński) czytamy, że gdy idzie o tematy maturalne pojawiały się wówczas np. i takie „Wśród XX wiecznych twórców literatury do Nagrody Nobla proponuję…”. Zakładano więc powszechną znajomość rangi literackiego Nobla. Największe oficyny wydawnicze przedstawiając swoich autorów odwołują się do ich międzynarodowych wyróżnień – i tu literacka Nagroda Nobla wygrywała zdecydowanie z Nagrodą Bookera czy amerykańską National Book Award. To nobliści prezentowani byli jako „najbardziej uznani światowi twórcy” i jako tacy byli konsekrowani przez wydawnictwa. Wstrzymywano druk najpoważniejszych tygodników opinii, byle tylko pojawić się mógł w najnowszym numerze artykuł o nobliście, bądź, co było jeszcze bardziej smakowitym kąskiem, wywiad z laureatem czy laureatką Nobla. Znam taką sytuację doskonale, bo moja żona przeprowadziła wywiad „bezpośrednio po Noblu” z Wisławą Szymborską. Tygodnik „Polityka” wstrzymał druk, by mógł się on ukazać…

    Copyright © Nobel Media AB 2017. Photo: Alexander Mahmoud.

    Teraz mała dygresja. Tylko pozornie bez związku z Noblem. W roku 1974 w wyścigu Paryż-Nicea doszło do pierwszej konfrontacji kolarzy polskich („amatorów”) z zawodowcami z zachodniej Europy. I wtedy pewien człowiek w wieku mojego ojca tłumaczył mi, że w wyścigach na Zachodzie, zawodowcom mierzy się czas przekroczenia mety indywidualnie, każdy zawodnik ma zatem czas odmierzony co do sekundy, nie to co u nas, w socjalistycznym bajzlu, gdzie całemu peletonowi zapisuje się ten sam czas. Nie polegało to na prawdzie. Ale dobrze oddawało wyidealizowany obraz Zachodu, jaki wówczas – przynajmniej w niektórych środowiskach – panował niepodzielnie.

    Otóż skłonny jestem sądzić, że takie właśnie wyidealizowane wyobrażenie dominowało w Polsce, gdy idzie o nagrodę Nobla, w szczególności zaś – o literacką nagrodę Nobla. Młodzi poeci marzyli o Noblu, a Nobel dla Czesława Miłosza tylko podsycał młodzieńcze imaginacje. Syndrom marzenia o Noblu w mniejszym stopniu dotykał chyba prozaików, ale nie znaczy to absolutnie, że omijał ich zupełnie. W latach osiemdziesiątych gdzieś w tle przewijały się nazwiska (a i lektury) Borysa Pasternaka czy Aleksandra Sołżenicyna. Tak, oczywiście wiedziano, że literacki Nobel nie jest tylko i wyłącznie efektem krystalicznie zobiektywizowanych wyborów Akademii Szwedzkiej, że w grę wchodzić może także ideologia i naznaczona „zimną wojną” wielka polityka. Tyle, że atmosfera polityczna zdawała się wówczas być po naszej, Polaków stronie. Pojawiały się oczywiście wątpliwości co do tego czy innego laureata, ale jednocześnie literacki Nobel nie przestawał pełnić funkcji swoistego znaku jakości. I jak wspomniałem wyżej – dalej ją pełni.

    Tyle, że teraz, naraz – dla maluczkich: jak piorun z jasnego nieba – spadła cała wiązka związanych ze Szwedzką Akademią skandali. Jakich? Trąbią o nich mass-media, informują internetowe portale – nie będę zatem wchodził w szczegóły. Oczywiście Szwedzka Akademia dla wielu pozostanie dalej ekskluzywną częścią jakiegoś Kryształowego Pałacu, fragmentem kojarzącym się w naturalny sposób z eleganckimi, wieczorowymi kreacjami, smokingami, a także budującymi przemówieniami o humanistycznej wymowie. Bo też i tak wygląda – fasada. Ale za fasadą kryją się machlojki, konflikty interesów, pospolite przestępstwa. Cóż powiedzieć: samo życie – pospolitość skrzeczy.

    Pełniący obowiązki sekretarza Akademii Szwedzkiej Anders Olsson ma nadzieję, że uda się wprowadzić taką przejrzystość działania i tak zaostrzyć przepisy dotyczące konfliktów interesów oraz zasad poufności, że przywróci to Akademii zaufanie. Czy rzeczywiście tak się stanie? Pożyjemy – zobaczymy. Jest wiele znaków zapytania. Jedno wiemy (?) na pewno (?) – decyzją Szwedzkiej Akademii w roku 2018 nikt nie zostanie wybrany laureat literackiej nagrody Nobla; za to w 2019 laureatów będzie dwójka, a więc, już teraz wiadomo (?) będą tryumfatorzy ex aequo. Literacki Nobel będzie przez to… Nie, nie będzie może tak „małym Noblem” jak nagroda Neustadt, ale jednak trochę mniejszym niż drzewiej w potocznym odbiorze bywało.

    Dr Krzysztof Łęcki jest socjologiem literatury, wykładowcą na Uniwersytecie Śląskim

  • Bob Dylan z literackim Noblem. Co na to ludzie ze świata książek?

    Jakub Ćwiek, pisarz:

    Jestem zachwycony tym, że komisja noblowska doceniła Dylana, który jak dla mnie jest wcieleniem idei Rock&Read – niech słowa i opowieści niosą się głośno i zostają całymi frazami w sercu. Cieszy mnie, że tym wyborem powiedziano: nie medium jest kluczowe, a opowieść, a ważny, odautorski komentarz wobec rzeczywistości wyrażony umiejętnie dobranym językiem. Także Dylan cieszy. A ja czekam na Nobla dla komiksu.

    Marta Guzowska, pisarka:

    W zeszłym roku reportaż, w tym poezja. Czy Anno 2016 ogłaszamy, że powieść umarła?

    Piotr Bratkowski, szef działu kultury w „Newsweeku”:

    Nikt rozsądny nie może mieć wątpliwości, że Noblem uhonorowano nie tylko jednego z największych artystów XX wieku, ale i – jednego z najważniejszych artystów naszych czasów. Różniącego się od poetów usankcjonowanych akademicko tylko tym, że swoje wiersze śpiewa. Przed laty zaśpiewał niby oczywistą frazę o tym, że „czas wszystko zmienia”. W Akademii Noblowskiej też przecież następuje powolna wymiana generacyjna; dla pokolenia, które obecnie decyduje o nagrodach, jest – przypuszczam – oczywiste, że najważniejszy pieśniarz XX wieku jest artystą co najmniej tej samej rangi,co poeta zaczerniający kartki papieru. I nie widzę w tej nagrodzie cienia populizmu.

    Małgorzata Omilanowska, była minister kultury:

    Doceniono wielki talent poetycki. Odważna, ale dobra decyzja. Cieszy mnie też radość polskich miłośników Dylana, a zwłaszcza niestrudzonego Filipa Łobodzińskiego.

    Anna Dziewit – Meller, pisarka:

    Chyba komitet noblowski odczuwa jakiś kryzys ostatnimi laty, skoro tak a nie inaczej nagradza, ale ja jako osoba z gruntu pełna miłości do muzyki cieszę się, bo to fajnie, że można posłuchać noblisty jak śpiewa.

    Łukasz Orbitowski, pisarz:

    Bob nie ma czterech oktaw, ale znakomite pióro. Nobel przyjmuje jako w pełni zasłużony lecz i jako dobrą wróżbę dla Marcina Świetlickiego. Dopowiem jeszcze ze nie ma co się podniecać bo po Dario Fo i Doris Lessing Nobla może dostać każdy. 

    Sylwia Chutnik, pisarka:

    Huraaaa!!!!

    Dla mnie muzyka i literatura SĄ równie ważne, dlatego z entuzjazmem przyjęłam informacje o Noblu dla Dylana. Rock ma wielka siłę oddziaływania zbiorowego, a literatura jest bardziej intymną, indywidualna przygodą. Dylan potrafi pisać teksty w ten sposób, ze śpiewając je przed tysięczną publicznością masz poczucie, że śpiewa dla Ciebie. Że opowiada coś ważnego.

    Tomasz Pietrzak, poeta:

    Chociaż nazwisko Dylana typowano od lat, to wybór zaskakuje. Akademia na ostatniej prostej zrobiła gwałtowny skręt i pojechała dziką drogą po literackich obrzeżach. Podobne zaskoczenie zafundowano w zeszłym roku, nagradzając doskonałą białoruską reporterkę. Mnie ten wybór cieszy i satysfakcjonuje, nie jest on ani nudny, ani banalny, aczkolwiek nie pozbawiony kontrowersji. Wielu postrzega bowiem Dylana wyłącznie poprzez jego muzykę, tymczasem jest to wybitny poeta, który od dekad ma ogromny wpływ na całe pokolenia literatów i muzyków na całym świecie.

    Justyna Czechowska, tłumaczka:

    Uważam, że to bardzo odświeżająca nagroda. Ludzie zamiast jęczeć, że trudna literatura, zaczną słychać dobrej muzyki. To dobre też dla wyborów w Ameryce. Wczoraj czytałam, że Amerykanie obrazili się na Akademię i maja ją w nosie. Ale skoro dostali, to może się ucieszą! Ta nagroda wspaniale świadczy o Akademii, że to nie żadna zastygła instytucja, ale idąca z duchem czasu grupa mądrych ludzi.

    Cezary Łazarewicz, dziennikarz, pisarz:

    Świetny, zaskakujący wybór. Gratuluję odwagi komitetowi noblowskiemu. A tych, którzy uważają, że Dylan nie ma nic wspólnego z literaturą, zachęcam by wysłuchali jego płyt. I niech traktują je jak audiobooki.

    Mariusz Sergiusz Przybyłek, pisarz:

    Cóż ja mogę powiedzieć. Jest mnóstwo doskonałych pisarzy i tylko jedna nagroda. Dlaczego w tym roku Bob Dylan a nie ktoś inny? Nie mam pojęcia. Może w komisji już nikomu nie chce się czytać i łatwiej posłuchać. Czy nie zasłużył? Zasłużył. Podobnie, z pewnością jak krocie innych, nienagrodzonych…

    Marcin Podlewski, pisarz:

    „There must be some way out of here” said the joker to the thief

    „There’s too much confusion”, I can’t get no relief

    Businessmen, they drink my wine, plowmen dig my earth

    None of them along the line know what any of it is worth.”

    Taki drobiazg. Kawałek „All Along the Watchtower” Dylana, rozreklamowany swojego czasu przez świetny serial „Battlestar Galactica”. Ale Bob to nie tylko błazen i złodziej, to nie tylko filozof uśmiechający się do nas zza ćmiącego peta, szepczący nam do ucha, że jest wielu spośród nas, którzy czują, że życie to tylko żart. Literacki Nobel dla Dylana jest uzasadniony choćby w tym względzie, że dowodzi, iż istnieją piosenki inteligentne – muzyczne poezje, literacki majstersztyk krótkiej formy. Na tle pompowanych, ogłupiających kawałków o miłości i wzięciu kogoś w aucie, za wąskim światkiem Agnieszek, co tu już nie mieszkają, bycia kobietą co nigdy, nigdy nie podda się i podskakujących Koreańczyków („umc, umc, gangnam style) jest bowiem świat światła, które nigdy nie odejdzie, dziewcząt, które są nieco większe od innych, świat Czarnej Gwiazdy i majorów Tomów, świat miłości, która znów nas rozdzieli, a nie połączy… i świat Dylana, który zasłużył na Nobla nie dlatego, że wypadało mu go dać. Zasłużył na niego, bo jest po prostu dobry.

    Tomasz Kowalski, pisarz:

    Mnie to cieszy. Doceniono twórcę, który utożsamiany jest (i słusznie) z muzyką, bluesową, rockową i jej wszystkimi odmianami . Oczywiście z jej najszlachetniejszym nurtem. Jego teksty i muzyka były inspiracją dla nieskończonej grupy muzyków rockowych, nie tylko w Stanach. Ta nagroda, to doskonały przyczynek do tego, by przyjrzeć się tekstom rockowym bardziej uważnie i nie oceniać piosenki jedynie przez pryzmat decybeli. Można przy tej okazji, na przykład zastanowić się, co się stało ze społeczeństwem, które nagle przestało szukać wartości w warstwie tekstowej utworu muzycznego, sprowadzając historię i morał piosenki do kilku jęknięć cycatej wokalistki. To tylko jeden element wart uwagi przy okazji tej nagrody. Inny to sam nagrodzony. Dylan to historia buntu młodych Amerykanów, przemian i konfliktów społecznych w XX wieku, a przede wszystkim bardzo nietuzinkowa postać w sztuce, mająca wpływ na popkulturę porównywalną z Andy Warhol’em. Warto przy tej okazji przypomnieć też film Todd’a Haynes’a „I’m not There” właśnie o Bobie Dylanie. Jak dla mnie, literacka nagroda Nobla dla Boba Dylana, jak najbardziej zasłużona i spokojnie potraktowałbym ją jako nagrodę za całokształt.

    fot: nobelprize.org