Tag: Najlepiej sprzedające się książki

  • Bestseller niejedno ma imię

    Bestsellerowa pisarka! Bestsellerowa seria! Bestsellerowy pisarz! Takie hasła reklamowe atakują nas z coraz większej liczby książek, a czasem strach też otworzyć Internet, bo może się okazać, że wszyscy, którzy piszą, wypuszczają spod swojego pióra bardzo dobrze sprzedające się tytuły. Jednak czym tak naprawdę jest bestseller? Czy są konkretne liczby, które określają, kto może używać wobec swoich książek takiego określenia? Czy wydawcy mają pełną dowolność i tylko od nich zależy, komu nadadzą taką rangę? Przyznacie, że można się w tym pogubić. Kto jest best, a kto best, ale trochę mniej? Sprawdźmy.

    Od jakiej liczby sprzedanych egzemplarzy możemy mówić w Polsce o bestsellerze?

    Trudno o jednoznaczną odpowiedź na to pytanie – wszystko zależy od gatunku, który bierzemy pod uwagę. Inaczej rzecz ma się z literaturą piękną, inaczej z gatunkową (szczególnie kryminałami) czy dziecięcą. Choć ogólnikowo można pewnie powiedzieć, że przekroczenie liczby 15 000 – 20 000sprzedanych egzemplarzy czyni książkę w Polsce bestsellerem”, mówi Katarzyna Kończal z Wydawnictwa Poznańskiego. Tutaj można by ten tekst zakończyć, bo wszystko wydaje się jasne i klarowne. Ciekawe jest jednak to, że ile wydawców, tyle odpowiedzi. Poprzeczkę podwyższa, i to znacznie, Marek Korczak z Wydawnictwa Czarna Owca. „Nie obowiązuje tu, chyba żadna reguła, która by wyznaczyła konkretny próg sprzedaży, po przekroczeniu, którego moglibyśmy nazywać książkę bestsellerem. Dla każdego, pewnie, jest on inny. Termin ten jest z pewnością nadużywany przez promocję i marketing „dla podkręcenia tytułu”. Wydaje mi się, że o prawdziwym bestsellerze możemy mówić po przekroczeniu 100 tysięcy sprzedanych egzemplarzy. Niestety, mało książek uzyskałoby ten status, gdyby ten próg wyznaczyć tak wysoko…”

    Jednak może właśnie o to chodzi? Żeby słowo bestseller było wyróżnieniem, certyfikatem rynku wskazującym, że właśnie ten tytuł jest pożądany przez czytelniczki i czytelników? Stosując tę wyśrubowaną liczbę zaproponowaną przez dyrektora generalnego Czarnej Owcy, status bestsellera w tym wydawnictwie, w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy osiągnęłaby Camilla Lackberg za „Srebrne skrzydła” oraz David Lagercrantz za książkę „Ta, która musi umrzeć”. Zróbmy sobie przerwę w tych obliczeniach rzeczy, jak się okazuje, trudno policzalnych i zerknijmy za miedzę. Jak się liczy i jak to działa w branży muzycznej? Jakub Szwedowski, manager artystów oraz organizator eventów, w tym tras koncertowych przyznaje, że wszystko jest bardzo proste. „Złotą płytę dostaje się za sprzedanie 15 000 sztuk danej płyty, jeśli mówimy o wykonawcach zagranicznych, to liczba ta jest o 5 000 egzemplarzy niższa. Płyta pokrywa się platyną przy 30 000 sprzedanych sztukach- polscy wykonawcy oraz 20 000 – zagraniczni. Szczytem marzeń każdego artysty jest diamentowa płyta – żeby to osiągnąć trzeba sprzedać 150 000 krążków – w przypadku artystów i zespołów z Polski, natomiast o 50 000 mniej w przypadku zagranicznych”.

    Krótko, zwięźle i na temat. Może jednak w branży książkowej takich prostych podziałów nie można zastosować? Może tak naprawdę wszystko zależy od gatunku książki?

    www.unsplash.com/Dustin Tramel

    Zdecydowanie. W przypadku literatury pięknej powiedziałbym, że sprzedaż powyżej 7 000 można już traktować jako bardzo dobrą. Szczególnie, że istnieją oceniane jako wybitne, szeroko doceniane przez krytykę książki, których sprzedaż nie przekracza 2 000 egzemplarzy w ciągu roku. Kryminał i thriller – tutaj poprzeczka na ten moment postawiona jest wyżej i oceniałbym, że jest to + 12 000.

    Reportaż znajdowałby się gdzieś pośrodku. Przypominam, że według danych Biblioteki Narodowej, w 2021 roku ukazało się w Polsce 33 957 książek, a w rzeczywistości liczba ta jest większa ze względu na fakt, że niektórzy ignorują obowiązek wysyłania nowości do Biblioteki Narodowej. Liczby, które podaję w kontekście tej ilości nie są ani śmieszne, ani dziwne, ani wstydliwe – tak wygląda rynek i nie ma co tabuizować rzeczywistych realiów wydawniczego świata” – mówi Maciej Marcisz, szef promocji Grupy Wydawniczej Foksal. Być może to jest więc dobry kierunek, żeby status bestsellera był różny dla różnych gatunków? Szczególnie, że w podobnym tonie wypowiada się Joanna Batorska z Wydawnictwa Agora – „Inne są oczekiwania wydawcy w stosunku do reportażu zagranicznego i inne do kryminału, szczególnie uznanego, polskiego autora, a jeszcze inne w stosunku do poradnika dotyczącego powszechnego psychologicznego problemu”.

    Żeby jeszcze bardziej wszystko skomplikować, dorzucam nowe kryteria – czas i skala. Bo jeśli książka sprzeda się bardzo dobrze w ciągu 5 lat, to staje się bestsellerem? Czy tylko wtedy, gdy gigantyczne nakłady sprzedadzą się w miesiąc lub dwa? No i czy do każdego wydawcy można przyłożyć tę samą miarę?

    Biorąc pod uwagę bezpośrednie tłumaczenie tego słowa, czyli po prostu „najlepiej sprzedający się”, należy dobrać do tego odpowiednią skalę. Wydawnictwo może prowadzić na swojej stronie internetowej rubrykę pt. „Nasze bestsellery” i nawet jeżeli sprzedaż danej książki będzie sięgała 2 000 egzemplarzy, ale będzie to jeden z ich najwyższych wyników, to uważam, że w tym kontekście wydawca miał prawo posłużyć się takim zwrotem i nie jest ono przekłamane. Z drugiej strony mamy skalę międzynarodową. Hasło „Światowy bestseller” widujemy czasami na okładkach zagranicznych tytułów i wtedy zapewne liczba sprzedanych egzemplarzy liczona jest w setkach tysięcy czy nawet milionach. Do tego dochodzi kryterium czasu – książka może być bestsellerem w skali tygodni, miesięcy, roku czy być bestsellerem wszechczasów. Nazewnictwo może być też uzależnione od miejsca, w którym książka jest sprzedawana – może być najlepiej sprzedającą się w salonach Empiku lub może być bestsellerem w małej, lokalnej księgarni”, mówi Aleksandra Zastępa z Grupy Wydawniczej Publicat. Z racji tego, że jest to tekst przede wszystkim o liczbach, to jako ciekawostkę dodam, że książki Jo Nesbo sprzedały się w Polsce w ponad 2,5 mln egzemplarzy, a trylogia „Millennium” Stiega Larssona, w blisko 2 milionach.

    Jo Nesbo, fot: Trond H. Trosdahl

    Czy mniej więcej wszystko jest już jasne? Być może, ale Maciej Marcisz z Grupy Wydawniczej Foksal zwraca uwagę na jeszcze jeden, nazwijmy to roboczo, podgatunek bestsellerów. „Najbardziej fascynującą kategorią są dla mnie książki, które nazywam cichymi bestsellerami – to tytuły, które nigdy nie trafiły na żadną stacjonarną czy internetową topkę, ale sprzedają się w sposób stały, dochodząc do naprawdę porządnych ilości.  Do takich książek należy np. reportaż „Chiny 5.0. Jak powstaje cyfrowa dyktatura” Kai Strittmattera w przekładzie Agnieszki Gadzały (+ 20 000) czy „Dlaczego nikt nie widzi, że umieram. Historie ofiar przemocy psychicznej” Renaty Kim (+ 10 000)”.

    W pierwotnym zamyśle ten tekst miał dać jasną i klarowną odpowiedź na pytanie czym jest bestseller. Czym więc jest? Jak widzicie, skali, kluczy, podejść jest naprawdę sporo. Inna sprawa, że osiągnięcie tego statusu wcale nie gwarantuje wysokiej jakości literackiej danego tytułu czy autora. Jak więc liczyć, żeby się doliczyć?

    Być może dobrym pomysłem byłoby wprowadzenie na rynku książki rozwiązania, jakie od dawna obowiązuje w wydawniczym świecie gazet i czasopism. Mowa o Związku Kontroli Dystrybucji Prasy (ZKDP), który podaje wyniki poszczególnych tytułów na podstawie raportów z drukarni i faktur sprzedaży egzemplarzowej. Pewnie problemu z interpretacją pojęcia „bestseller” by to nie rozwiązało, ale obraz rynku byłby o wiele bardziej przejrzysty. A przede wszystkim prawdziwy.

    Adam Szaja

  • Pokaż pisarzu, co masz w garażu

    Myślę, że reakcje na dzisiejszy ranking najlepiej zarabiających pisarek i pisarzy, opublikowany przez tygodnik „Wprost”, może wywołać reakcje różnorakie. Niektórzy się oburzą, bo dlaczego ktoś zagląda do czyjegoś portfela? Inni, pewnie będzie ich większość, z rumieńcami na twarzy przejrzy gazetę, a potem zadzwoni do znajomych i powie: „ej, ale ona/on trzepią kasę, a siedzą przy biurku i tylko piszą książki”.

    O czym tak naprawdę mówi ten ranking? Po pierwsze, jak można przeczytać w tygodniku „Wprost”, dane w nim przedstawione dotyczą okresu do pierwszego stycznia do osiemnastego listopada tego roku. Dlaczego jest to takie ważne? Ano dlatego, że promuje ludzi pióra, którzy premiery mieli, np. wiosną. Gdyby Katarzyna Bonda swoją najnowszą książkę wydała w maju, a nie w październiku, to pewnie byłaby dużo wyżej, a tak jest na miejscu siedemnastym (na dwadzieścia). To samo tyczy się, np. Jakuba Żulczyka, który premierę swojej najnowszej książki miał dopiero przed chwilą. Wiadomo, że w tym roku sprzedawały się też starsze książki Kasi i Kuby, ale jednak co premiera, to premiera.

    Remigiusz Mróz, fot: smakksiazki.pl

    Po drugie, wychodzi na to, że mimo miażdżących recenzji części krytyków, Polki i Polacy uwielbiają kupować książki Remigiusza Mroza. Z rankingu wynika, że w tym roku pisarz z Opola mógł zarobić blisko dwa miliony złotych. O blisko milion złotych gorsza jest grafomanka (sama tak o sobie mówi, ja tylko przytakuję), której portem macierzystym jest obecnie Wydawnictwo Agora, czyli Blanka Lipińska. Na najniższym stopniu podium znalazła się Olga Tokarczuk, której książek sprzedało się w tym roku blisko pół miliona – około dwieście tysięcy mniej niż książek Blanki Lipińskiej. Boże, jak to brzmi, przeczytajcie to sobie na głos. Nadzieją jest jednak to, że rok jeszcze się nie skończył, więc laureatka literackiego Nobla może wygrać z literacką pornografią. Biedakami w tym zestawieniu zdają się być Jakub Żulczyk i Wojciech Chmielarz, którzy mogli zarobić około dwustu tysięcy złotych. Wojtek, następnym razem Ty stawiasz kawę!

    Po trzecie, ciekawie wygląda to zestawienie w kontekście gałęzi literatury, na których siedzą uwzględnieni w rankingu. Pierwsze miejsce to kryminał/sensacja/thriller, drugie – erotyk, trzecie – literatura piękna. Kolejne cztery miejsca to literatura dziecięca/młodzieżowa – i właśnie książek z tej kategorii jest w zestawieniu najwięcej, bo siedem.

    Po czwarte, brakuje mi na tej liście, np. Vincenta V. Severskiego, który miał w tym roku aż dwie premiery („Odwet”, „Christine”), a przecież jego książki sprzedają się bardziej niż dobrze. Chociaż tak patrzę na ostatniego w zestawieniu Grzegorza Kasdepke, którego książki wg rankingu sprzedały się w ponad stu trzydziestu tysiącach egzemplarzy, to tak sobie myślę, że Włodek mógł jeszcze nie dojechać w tym roku do tej liczby. Nie wiem jak Państwo, ale ja chętnie zobaczyłbym ranking o najlepszych książkach tego roku, tylko jak to zmierzyć?

    Po piąte, niepokojący jest fakt, że wśród wymienionych księgarń stacjonarnych oraz internetowych nie jest wymieniony Empik, ale być może się czepiam. Po prostu są wymienione inne, ale tej w zestawieniu nie ma. Gdyby brakowało jednak empikowych danych, to byłaby duża strata, bo sami Państwo wiedzą, że co hegemon, to hegemon.

    Po szóste, ostatnie. Żyjemy w kraju, w którym uwielbiamy porównywać się z innymi, że nie przytoczę porzekadła o krowie sąsiada. Dostajemy więc do ręki kolejny argument w swoich małych wojenkach, bo przecież z takimi pieniędzmi można zrobić wszystko i wszędzie, więc po pisać kolejne (w niektórych przypadkach) kiepskie książki?

    Adam Szaja