Rozkładamy branżę targową na czynniki pierwsze. Od czego zależy frekwencja i dlaczego imprez targowych będzie ubywać? Czy wprowadzenie biletów na zeszłoroczne Targi Książki w Katowicach było błędem? Skąd pomysł na nową imprezę w lutym w Gdyni? No i dlaczego w maju zobaczymy się na PGE Narodowym, a nie przed Pałacem Kultury i Nauki? O tym wszystkim rozmawiam z Jackiem Orylem, dyrektorem wielu targów książkowych.
Adam Szaja: Powiedz proszę, jaka była twoja pierwsza myśl, kiedy dowiedziałeś się, że targi Vivelo na Stadionie Narodowym się nie odbędą?
Jacek Oryl: Poczułem dużą ulgę. Dowiedziałem się o tym podczas Targów Książki Historycznej w Arkadach Kubickiego. Stałem pośrodku tłumu i zobaczyłem, Teresę Wieczorek przeciskającą się między ludźmi, a potem rzucającą mi na szyję z radości. Omal mnie nie przewróciła, dopadając tak z zaskoczenia. Nie wiedziałem, o co chodzi. Ale jak się już dowiedziałem to tak – poczułem ulgę. Organizacja takiego wydarzenia przy niepewności, na kogo postawią wydawcy, nasi partnerzy merytoryczni, patroni, było przez te dwa lata ogromnie stresujące. Zmiana sympatii kilku z nich w każdej chwili mogłaby doprowadzić naszą organizację do upadku. To było poważne ryzyko finansowe – z dużym wyprzedzeniem wynajem obiektów, logistyka. Wszystkie zobowiązania podpisywane z góry. Jeśli funkcjonuje się we własnym centrum wystawienniczym, takie ryzyko nie istnieje, ale przy wynajmowaniu obcych obiektów trzeba się z nim liczyć. A konkurencja była poważna i zamożna. Vivelo działało w ramach grupy kapitałowej Zjednoczonych Przedsiębiorstw Rozrywkowych – firmy, która chwali się rocznymi obrotami blisko 4,5 miliarda złotych, w skład której wchodzi nie tylko grupa spółek medialnych z Time S.A. na czele ale, przede wszystkim, największa w Polsce sieć kasyn. Mieliśmy przewagę doświadczenia, sprawności organizacyjnej i oczywiście olbrzymią determinację, ale przy takiej dysproporcji kapitału szanse na wygraną w takim pojedynku nie były duże.
Gdyby jednak te targi w 2025 roku się odbyły – i na PGE Narodowym, i przed Pałacem – to byłoby dwóch rannych czy dwóch zabitych?
W pewnym momencie zdecydowałem się na manewr „wymijający” i przeniesienie terminu o tydzień wcześniej, przed naszą konkurencję. To było dla nas kłopotliwe i bolesne finansowe, bo straciliśmy m.in dużą delegację wydawców włoskich, którzy szykowali się do udziału w Targach. Niestety wypadł im wtedy termin Targów Książki w Turynie. Musieliśmy uzgodnić tę zmianę z naszymi najważniejszymi partnerami w tym z Gościem Honorowym i uzyskać ich aprobatę do tego pomysłu.
Vivelo jednak poddało się m.in. dzięki temu manewrowi. Bo jeśli mniejsza impreza jest przed większą to ma szansę na jakąś publiczność ale jeśli odwrotnie to szanse na to drastyczne maleją. O tym dobrze wiedzą wystawcy targów więc ci, którzy wybierali dotąd targi na stadionie zaczęli rezygnować. A że i tak nie było ich zbyt dużo to pytanie było tylko jedno – czy ambicje właściciela są na tyle duże, by zaakceptować jeszcze większe straty. Jak widać – nie. Więc gdyby targi na PGE Narodowym również się odbyły – odpowiadając na Twoje pytanie w nomenklaturze militarnej – byłby jeden ranny i jeden zabity.
Organizacja targów wymaga dużego doświadczenia. Wiele osób myśli, że to proste – jak zrobienie koncertu: zamawiasz zespół, sprzedajesz bilety, wynajmujesz obiekt. Ale diabeł tkwi w szczegółach i kontroli budżetu. Nie sztuka tylko w tym, by impreza się odbyła i się podobała, ale równiez aby pokryła koszty i przyniosła jakiś zysk. Od blisko 30 lat organizuję różne eventy i widziałem wiele sytuacji: świetna impreza, mnóstwo pracy i kreatywności, wszyscy zachwyceni – a budżet na minusie. Dlatego mam obsesję na punkcie kosztów: wszystko planuję i rozpisuję szczegółowo. To wymaga dyscypliny – jak w bliskiej mi z tytułu mojego wykształcenia architekturze, gdzie każdy projekt musi być przemyślany i dopracowany od fundamentów. Ludzie z Vivelo mieli zapał i byli entuzjastycznie nastawieni do tego projektu, ale na dłuższą metę nie mieli szans na jego kontynuację, jeśli organizacja imprezy kosztowała ponad miarę.

Gdy ogłaszałeś, że Targi Książki od przyszłego roku przenoszą się na Stadion Narodowy napisałem, że „wracają do domu”. Jak to wygląda biznesowo – czy stadion będzie droższy w utrzymaniu?
Oczywiście będzie nieco droższy. Jednak paradoksalnie tegoroczne targi majowe były najdroższe w historii i wyjątkowo kłopotliwe organizacyjnie – co ułatwiło mi podjęcie decyzji o przenosinach. Zmieniano nam trzykrotnie lokalizację ustawienia pawilonów namiotowych, do tego pojawiły sie dodatkowe koszty, bo np. wymurowano jakieś krawężniki i przeniesiono nas na wielki, nieuzbrojony parking – bez zasileń prądowych itd.. Na każdym kroku pojawiały się nowe niespodzianki: od chwilowej odmowy Muzeum Sztuki Nowoczesnej na wykorzystanie przestrzeni do spotkań (dzięki pomocy ze strony władz miasta ostatecznie decyzję zmieniono), odmów na wykorzystanie sal na spotkania przez innych operatorów obiektów, z których dotąd korzystaliśmy, aż po liczne dodatkowe opłaty, o których informowano nas w ostatniej chwili. Tak wielka impreza nie może zależeć od kaprysów partnerów i mieć tak trudne do przewidzenia koszty. To ryzykowne dla nas i rozczarowujące dla wydawców czy gości. Ta stała niepewność i ciągłe zmiany były na tyle demotywujące że uznałem że warto zapłacić więcej by mieć większą stabilizację. Dodatkowo wprowadzimy bilety wstępu. Nie będą drogie, ale mam nadzieję, że pozwolą pokryć różnicę w kosztach.
Na stadionie z kolei pracują ludzie pamiętający nasze wcześniejsze targi i współpracę jeszcze sprzed pandemii. Dzięki nim zarząd PGE Narodowego zgodził się na nasz powrót. Bo na ten, jedyny, wolny termin czekały już imprezy sportowe rangi mistrzostw Europy a nawet świata i kolejne koncerty. Nie była to więc kwestia wyłącznie pieniędzy, ale również doświadczenia i renomy organizatora. Przedstawiono nas jako dawnych partnerów pokazujac nawet członkom zarządu wiszące na ścianach zdjęcia z dawnych, organizowanych przez nasz zespół imprez na stadionie.. To były miłe referencje i potwierdziły, że nadal mamy tam dobrą opinię.
Czy ważni goście zagraniczni nie mówili nigdy: „Jacek, wszystko fajnie, ale tu jest błoto, namioty, deszcz – to nie wygląda jak największa impreza książkowa w Polsce”?
Nikt mi tego wprost nie powiedział, ale przy tej ostatniej przed Pałacem Kultury i Nauki edycji było mi za to wstyd. Bo nie tak to miało wyglądać i niewiele brakowało, by było tak pięknie, jak nam to wcześniej obiecywano – z Placem Centralnym dostępnym, gotowym i zielonym. Trzy tygodnie po zakończeniu targów Plac centralny był już bez płotów, nowiutki i gotowy. Chociaż potem się okazało, że na Jesienne Targi Książki na początku września jeszcze gotowy nadal w pełni nie był. Faktycznie otoczenie targów było fatalne, jednak to wszystko ratowała zawsze znakonita frekwencja publiczności będąca efektem niezwykle bogatego programu i najbardziej centralnej z możliwych lokalizacji.
A czy jako dyrektor Międzynarodowych Targów Książki w Warszawie tęskniłeś za Narodowym?
Nieszczególnie. Plac Defilad miał swoje wady, ale dawał też festiwalowy klimat: otwarta przestrzeń, centrum miasta, wolny wstęp, bez ogrodzeń. To doceniali również goście zagraniczni – dziwili się, że można zostawić książki na noc bez płotów, ogrodzeń w centrum miasta i nic nie ginie. W każdym razie ta otwartość i dostępność dawała tę niesamowitą atmosferę.
Ale jednocześnie dla imprezy profesjonalnej, branżowej, międzynarodowej – stadion jest nieporównywalnie lepszy. Oferuje centrum konferencyjne z dziesięcioma świetnie przygotowanymi salami i udogodnienia dla osób z niepełnosprawnościami. No i szerokie przejścia – siedem metrów wokół promenady. Choć przy tłumach jakie przyciagają targi i tak bywa za ciasno, zwłaszcza przy kolejkach do popularnych autorek i autorów.
Choć ma też wady: miejscami gardła komunikacyjne, ludzie gubiący się na podziemnych parkingach, autorzy spóźniający się na spotkania. To obiekt masowy, przygotowany pod koncerty i mecze, a nie na targi. Z naszych wcześniejszych doświadczeń płyta stadionu nie nadaje się, do zlokalizowania tam stoisk wystawawienniczych a strome zejścia między trybunami nie są najszczęśliwszą drogą do wprowadzenia ludzi na płytę boiska. Brakuje szerokich, reprezentacyjnych wejść na nią tak, by można było nimi prowadzać dużą liczbę osób. Za to przestrzeń zewnętrzna wokół stadionu daje możliwości, których wcześniej nie wykorzystywaliśmy w takiej skali. Teraz mam plany, żeby ją lepiej zaaranżować – zwłaszcza że wejście od strony Ronda Waszyngtona jest bardzo atrakcyjne promocyjnie, bo to ruchliwy węzeł komunikacyjny i główny kierunek wejścia na targi. Z pewnością, w porównaniu z targami książki, których byłem dyrektorem przed pandemią, wprowadzimy sporo zmian, wynikających z doświadczeń, które zdobyliśmy w ostatnich latach.
Mam do Ciebie pytanie jako do człowieka od Excela i liczb – czyli umysłu ścisłego. Czy frekwencję na targach da się w ogóle przewidzieć? Przyznam, że gdy w maju przyjechałem na deszczowe targi do Warszawy, pomyślałem: „Nie ma szans, przyjdzie pięć osób na spotkanie”. A potem wszyscy byliśmy w szoku, bo mimo pogody były tłumy. To chyba zupełnie niemierzalne. Czy jesteś w stanie przewidzieć liczbę odwiedzających? Ile zmiennych wchodzi w grę?


