Tag: piractwo w sieci

  • „Czuję się, jakbym dostał po ryju”. Felieton Bartosza Szczygielskiego

    Produkujesz krzesła. Na początku swojej drogi nie bierzesz wolnych dni. Zapominasz o weekendach, a słowo urlop brzmi jak odległa kraina, gdzie potrzebna jest wiza na którą nie masz pieniędzy. Jesteś dumny z tego, co udało ci się osiągnąć do czasu, aż w twoim domu pojawia się facet, który zabiera jedno z krzeseł, wkłada je pod pachę i wychodzi. Tak po prostu.

    Takie sytuacje, jak ta opisana powyżej, niestety się zdarzają. Kradzieże się zdarzają i choć chcielibyśmy, żeby było inaczej, jedyne co możemy zrobić, to być tymi, którzy działają inaczej. Przed wieloma laty, gdy kupowało się jeszcze płyty DVD z filmami, przed projekcją można było zobaczyć ciekawą akcję informacyjną. Czterdzieści sekund wypełnione drażniącą uszy muzyką i czymś, co wtedy uważano za szybki montaż, miało uzmysłowić oglądającemu, że kradzieże są złe. W dość prosty sposób mówiono o tym, co dla większości społeczeństwa jest oczywiste. Przecież nikt z nas nie ukradłby samochodu, torebki czy telewizora. Co innego z filmami, prawda?

    I choć przez długi czas ta akcja informacyjna doprowadzała miliony kinomanów do szału, po dziś dzień nie wiem, czy wywarła jakikolwiek efekt. Bo niestety, ale dobra kulturowe nie są traktowane jako coś fizycznego. A już na pewno nie wtedy, gdy można je ściągnąć na dysk. To w końcu coś innego, niż krzesło wyniesione z pracowni. Chciałem przypomnieć sobie, jak dokładnie wyglądało wideo, która przed laty próbowało wytłumaczyć mi, że nie wolno ściągać filmów, więc wyszukałem je na YouTube. Znajdowało się na jednym z prywatnych profili i wątpię, żeby ktokolwiek miał prawo do dysponowania nim. Ironia prawda?

    www.unsplash.com/freestocks.org

    Taka sama jak to, że ludzie tworzący materiał, postanowili przywłaszczyć sobie muzykę skomponowaną na jego potrzeby i bez wiedzy Melchiora Rietveldta, kompozytora utworu, wykorzystać ją do ogólnoświatowej akcji. Ścieżka muzyczna wprawdzie została stworzona na potrzeby wideo, ale tylko na jego emisją na jednym z filmowych festiwali. Melchior dowiedział się o wszystkim dużo później, wytoczył firmie proces i go wygrał. Tylko co z tego, skoro nawet w środowisku, któremu powinno zależeć na przestrzeganiu praw autorskich, nikogo nie obchodzą prawa twórcy. Czemu w ogóle o tym przypadku wspominam?

    Otóż ostatnio opublikowano wyniki badań na temat tego, ile Polacy zostawiają pieniędzy w pirackich serwisach. Doszliśmy więc do momentu, gdzie chcemy mieć dostęp do kultury (w większości to filmy i muzyka, nie ma się co oszukiwać, że będą to książki) i jesteśmy skłonni za nią płacić. Tylko, że robimy to tam, gdzie nie trzeba. Sam byłem świadkiem, jak jedna z moich znajomych z dumą obnosiła się na Facebooku, że na pewnym portalu można obejrzeć fajny film i to za śmiesznie małe pieniądze. Serwisy streamingowe z nielegalnymi treściami znalazły cudownie prosty sposób, by przyciągnąć do siebie klientów. Zmusiły ich do płacenia.

    To rozwiązanie jest tak genialne, że aż trudno w nie uwierzyć. Bo przecież trzeba być skończonym debilem, by jawnie płacić za coś, co jest kradzione. Dlaczego więc tak wiele osób to robi? Bo wydając te kilka złotych, czyścimy sumienie. Serwis streamingowy, który w Polsce jest nad wyraz popularny, ostatnimi czasy postawił jednak na legalne źródła. Przynajmniej w części, gdzie jego twórcy nie boją się podpisać. Zawiązano współpracę z kilkoma dystrybutorami i za miesięczny abonament uzyskuje się dostęp do legalnej kultury. Dość ubogiej będąc szczerym, ale to nie ma znaczenia. Ważne jest to, że widać zmiany na lepsze, choć cały czas użytkownicy serwisu mogą uploadować swoje materiały i te będą wisiały na stronie tak długo, aż ktoś ich nie zgłosi do usunięcia. Walka z piractwem jest gorsza niż ta z wiatrakami, bo nie sposób wygrać.

    www.unsplash.com/Radek Grzybowski

    Dopóki nie przestaniemy myśleć o kulturze, jak o czymś, co jest darmowe, nigdy nie uda się wyplenić piractwa. Zawsze znajdą się kontrargumenty, z którymi nie da się walczyć. W komentarzach pod filmem o piractwie znalazłem taką właśnie wypowiedź. Jej autor stwierdził, że on niczego nie kradnie, bo przecież autor dalej ma swoją pracę, a on jedynie korzysta z kopii i nie widzi w tym nic złego. Co z tego, że za tą kopię nie zapłacił i przekazuje ją dalej. Filmy, muzyka i książki są digitalizowane tak łatwo, nie ma powodu za nie płacić. Można mieć je za darmo, bo nie robimy nikomu krzywdy. Filmowcy, muzycy i pisarze dalej mają swoje dzieła, czyli nie ma mowy o kradzieży. Jeżeli nic się nie zmieni, to w końcu sztuka przestanie powstawać, bo jej twórcy będą zajęci robieniem czegoś, co przynosi im dochód.

    Pamiętam, jak znalazłem swoją powieść w serwisie, gdzie można było ją pobrać za darmo. Czułem się, jakby dostał po ryju, bo ktoś wszedł do mojego warsztatu i zabrał mi moje krzesło.

    Tak zwyczajnie.

    Bartosz Szczygielski

  • Pan traci, Pani traci

    900 mln zł wydali Polacy w pirackich serwisach internetowych w 2016 roku, a z nielegalnych źródeł korzysta co drugi polski internauta.

    Dostęp do nowoczesnych technologii i rosnąca liczba internautów sprawiły, że nielegalny obrót treściami stał się bardzo intratnym zajęciem. Osoby i firmy, które się nim zajmują unikają odpowiedzialności prawnej dzięki konstruowaniu skomplikowanych łańcuchów usług powiązanych. „Piractwo stało się dobrze zorganizowanym ekosystemem, który negatywnie oddziałuje nie tylko na legalny rynek, ale także na krajową gospodarkę i kieszenie konsumentów.”– mówi Teresa Wierzbowska, Prezes Stowarzyszenia Sygnał.

    Z analizy, przeprowadzonej przez firmę Deloitte na zlecenie Stowarzyszenia Kreatywna Polska, wynika, że łączne straty polskiej gospodarki z powodu piractwa internetowego w 2016 roku wyniosły ponad 3 mld zł utraconego PKB. To suma, za którą można pokryć około 30 procent rocznych wydatków państwa na kulturę i media lub kupić cztery książki czy bilety do kina dla każdego Polaka. To także 27,5 tysiąca utraconych miejsc pracy i 836 mln zł rocznie strat dla Skarbu Państwa (ta kwota wystarczyłaby na zasilenie bibliotek w ponad 33 mln książek).

    Mimo, że oferta legalnych treści jest coraz bogatsza, co drugi internauta w wieku 15–75 lat, czyli ponad 12 mln osób, korzysta z nielegalnych źródeł. To prawie tyle osób, ile w 2016 roku kupiło bilety na polskie filmy wyświetlane w kinach. Większość użytkowników korzysta równocześnie z serwisów legalnych jak i nielegalnych. Płacąc pirackim serwisom kilka lub kilkanaście złotych miesięcznie Polacy zasilają je sumą około 900 mln zł rocznie.

    źródło: www.legalnakultura.pl

    Co ciekawe, część odbiorców nie zdaje sobie sprawy, że korzysta z pirackich serwisów, zakładając, że płatne serwisy oferują wyłącznie legalne treści. Cześć internautów nie ma też świadomości, że używanie nielegalnych stron grozi zainfekowaniem komputera złośliwymi wirusami i kradzieżą danych.

    Jak z walczyć z pirackimi serwisami?

    Dariusz Duma, filozof i ambasador Fundacji Legalna Kultura uważa, że zmiany technologiczne stosowane w walce z piractwem są niewystarczające, ponieważ piraci na każdą zmianę odpowiadają kolejnym rozwiązaniem. Również przepisy prawne, nie rozwiążą całkowicie problemu, bo spotykają się z kontrą przemysłu nielegalnych treści, który dysponuje pieniędzmi na świetnych prawników. Zdaniem filozofa nie uda się zwalczyć piractwa bez intensywnych działań edukacyjnych i uświadamiania, że na tym procederze tracą nie tylko twórcy, ale również odbiorcy, a samo korzystanie z nielegalnych źródeł jest niemoralne. „Mam wrażenie, że w bardzo wielu dziedzinach udało się już przekonać ludzi, że obciachem jest robić zło, a robienie dobra jest cnotą.” – dodaje.

    Fakt, że polscy internauci w pirackich serwisach wydali 900 mln złotych powinien skłonić nas do zastanowienia się, jak to możliwe, że choć chcemy być w porządku wobec twórców, płacimy tym, którzy ich okradają. Warto zastanowić się nad wyborami dokonywanymi w sieci. To są realne pieniądze, które powinny trafić do obiegu kultury i pracować dla dobra nas wszystkich.” – komentuje wyniki raportu Kinga Jakubowska, prezes Fundacji Legalna Kultura.

    żródło: www.legalnakultura.pl