Tag: podcast

  • Kradnę, więc jestem – smutna prawda o podcastach true crime. Tekst Przemysława Semczuka

    Podczas Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu odbył się panel dyskusyjny na temat popularności podcastów kryminalnych. W tytule postawiono pytanie o to, dlaczego podkasty cieszą się większym powodzeniem niż literatura faktu. Wydarzenie zbiegło się z roszczeniem, które prawnik wysłał do jednej z podcasterek w imieniu Izy Michalewicz autorki reportaży kryminalnych.

    Co powiecie, by na moment porzucić świat literackich zagadek kryminalnych na rzecz historii, które opowiadane są w formie podcastów? Historie spod znaku „true crime” w Polsce zdobywają coraz większą popularność, ale, o dziwo, lepiej radzą sobie w wersjach podcastowych niż książkowych. Czy fenomen podcastów w Polsce można tłumaczyć tylko pandemią? Jak sytuacja polska ma się do innych krajów? Dlaczego wolimy słuchać o zbrodniach niż o nich czytać?” – taka informacja widniała na stronie wydarzenia.

    Jeszcze zanim zaczęła się dyskusja, z siedmiominutowego wywodu prowadzącego spotkanie Waldka Mazura, dowiedziałem się niemal wszystkiego o nowym medium, które na łeb na szyję bije książki. Jedno było pewne. Mazur jest wielkim entuzjastą podcastów. Nie wiem za to, czy w ciągu ostatniego roku przeczytał jakąkolwiek książkę non-fiction. A kilka się ukazało. Jego gośćmi byli Olga Herring – podcasterka i Michał Larek – pisarz, akademik i również podcaster. Jak łatwo zgadnąć rozmówcy reprezentując jeden front, zgadzali się ze sobą. Pomiędzy wierszami, trochę przez przypadek, padło jednak kilka zdań wyjaśniających o co tu chodzi. Wróćmy jednak do Izy Michalewicz, której na to spotkanie nie zaproszono.

    W październiku ubiegłego roku znana reporterka śledcza wydała w Wydawnictwie W.A.B. książkę „Ballady morderców. Kryminalny Wrocław”. Przed dwoma miesiącami na kanale Moniki Prześlakowskiej „Kryminalne Historie” pojawił się odcinek „Mam fioła na punkcie Jasia. Zbrodnia po polsku II”, będący opracowaniem jednego z reportaży zawartych w książce. Słowo „opracowała” ma tu fundamentalne znaczenie, bowiem właśnie takiego określenia używa większość twórców podcastów. Opracowują sprawy, które przedstawiają publiczności. I zarabiają na tym często spore pieniądze z reklam wyświetlanych na platformach udostępniających ich „twórczość”.

    Michalewicz jest reporterką z wieloletnim stażem. Pisząc reportaż rozmawiała z prokuratorami, policjantami, świadkami i uczestnikami wydarzeń. Dotarła do dokumentów. Efektem jej pracy był tekst zawierający cytaty z akt i wypowiedzi rozmówców. Prześlakowska jest podcasterką. Temat opracowała, a właściwie streściła na podstawie reportażu Michalewicz. Nie wyszła nawet z domu, z nikim nie rozmawiała, nie wnioskowała w prokuraturze i sądzie o zgody na wgląd do akt. Nie czekała tygodniami na udostępnienie dokumentów.

    Spór zaczął się od wpisu na profilu autorskim Izy Michalewicz, który pojawił się 8 kwietnia. Reporterka zarzuciła podcasterce plagiat. Prześlakowska odpowiedziała przyznając otwarcie, że korzysta z różnych źródeł, ale jej zdaniem nie jest to plagiat. „Jak podałam w źródłach, korzystałam z Pani książki, znalazłam tam wiele ważnych informacji – ale nie przeczytałam ich bezmyślnie słowo w słowo”. Temu ostatniemu stwierdzeniu przyjrzał się prawnik Wydawnictwa W.A.B. W jego opinii czytamy: „Przejęte przez Panią zapożyczenia to charakterystyczne ustalenia i koncepty Pani Izy Michalewicz wyrażone przez nią w autorski sposób, całe zdania, które zostały poddane przeróbce/przeredagowaniu. Pracując nad treścią utworu Pani Iza Michalewicz wykonała rozległą pracę badawczą polegającą na zweryfikowaniu materiałów źródłowych oraz analizie m.in. akt postępowania dotyczącego opisanego w utworze zdarzenia. Autorka badając dostępne źródła dokonywała samodzielnych ustaleń dotyczących osób opisywanych w utworze oraz okoliczności poszczególnych zdarzeń. Autorka przeprowadzała rozmowy ze świadkami zdarzeń, odwiedzała miejsca, w których żyły i przebywały osoby przedstawione w utworze. Ustalenia dokonane na podstawie przeprowadzonych rozmów oraz własnych poszukiwań opisała w swoim utworze, nadając im autorską (oryginalną i indywidualną) treść i postać, a także przedstawiając wysnute na podstawie zgromadzonych materiałów własne konkluzje i autorskie hipotezy, które nigdy wcześniej nie pojawiły się źródłach opisujących okoliczności śmierci Martyniki.

    Podanie siebie jako wyłącznego autora podcastu, który tak szeroko czerpie z treści utworu i ustaleń dokonanych przez Panią Izę Michalewicz (bez ujawnienia rzeczywistej relacji obu utworów) stanowi plagiat, a ściślej rzecz ujmując, ten jego rodzaj, który w doktrynie prawa autorskiego nazywany jest „plagiatem ukrytym”: „…plagiat ukryty wiąże się najczęściej z dokonaniem pewnych zmian redakcyjnych, stylistycznych, zarówno w zakresie formy, jak i treści bezprawnie wykorzystywanego utworu. Plagiator próbuje ukryć fakt wykorzystania cudzego utworu, dokonuje jego modyfikacji”.

    Jeśli tekst prawniczy jest zbyt trudny, posłużę się metaforą. Kapela grająca na wiejskich weselach „Pretty Woman” czy „Majteczki w kropeczki”, musi wypełnić odpowiedni formularz i zapłacić tantiemy do Zaiksu. Bo ktoś napisał słowa i muzykę. Kapela interpretuje utwór na swój sposób. Jednak z punktu widzenia prawa ważne kto jest autorem i kto ma prawa do utworu. W przypadku muzyki sprawa jest prosta. Interpretacja i streszczenie czyjejś pracy reporterskiej to temat złożony. W prawie autorskim brakuje regulacji, bo gdy było tworzone podcasty nie istniały.

    Opinię mecenasa Michała Dankowskiego można zastosować do niemal wszystkich podcastów true crime. Podczas panelu na MFK Olga Herring sama przyznała, że tematy opracowuje na podstawie ogólnodostępnych źródeł. Po prostu tego co znajdzie w internecie lub w książkach. Wypada tu dodać odrobinę wiedzy dziennikarskiej. Jeśli reporter danej gazety nie rozmawiał z człowiekiem, nie wolno mu zamieścić w swoim tekście wypowiedzi rozmówcy nie podając źródła. Tymczasem podcasty szeroko cytują akta, wypowiedzi policjantów, prokuratorów a nawet ofiar i sprawców. Nie wskazują przy tym skąd pochodzi wypowiedź i komu jej udzielono. Swoistym listkiem figowym ma być bibliografia (tak jak w przypadku Prześlakowskiej) podana na końcu zamieszczonego na YouTube filmu. Gorzej ze Spotify, gdzie do źródeł odsyła specjalny link. Tam nikt ze słuchaczy z pewnością nie zajrzy. W najlepszym razie w podcaście pojawia się informacja o korzystaniu z książki. Dlaczego zatem autorzy, w tym również ja, mają pretensje? Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o….

    Owszem o pieniądze. Napisanie książki wiąże się z kosztami. Pisząc „M jak morderca Karol Kot Wampir z Krakowa”, musiałem pojechać do Krakowa i spędzić tam kilka tygodni. Tylko tak mogłem zapoznać się z aktami dostępnymi w Archiwum Narodowym. Odnalezienie przyjaciółki Kota, Danuty Włodarczyk, zajęło mi kilka miesięcy. To nie takie proste w czasach powszechnej ochrony danych osobowych. My, reporterzy, mamy jednak swoje sposoby na odnajdywanie ludzi. Jako dygresję podam swój rekord. Człowieka skazanego w 1977 roku szukałem dwa lata. Z Barbarą Kot, siostrą Karola poszło szybciej. Jej numer telefonu zdobyłem już po roku poszukiwań. Zgodziła się na rozmowę, co wymagało kolejnej wycieczki na drugi koniec Polski. Bo o takich sprawach nie rozmawia się przez telefon. Wspomnę jeszcze o poszukiwaniach w bibliotece. Olga Herring podczas panelu utyskiwała, że Polska prasa nie jest opracowana w internecie. Pani Olgo! Ja po prostu idę do czytelni i kartkuję kilka roczników różnych tytułów. To szukanie igły w stogu siana. Przejrzenie jednego rocznika dziennika, to osiem do szesnastu godzin pracy. Pracując nad Kotem, sprawdziłem kilkanaście gazet. Wystarczy powiedzieć, że w Bibliotece UMK jestem traktowany niemalże jak pracownik. Po piętnastu latach bibliotekarki nie proszą mnie nawet o kartę. A Herring mówi, że opracowanie jednej sprawy zajmuje jej tydzień. Że ja na to wcześniej nie wpadłem? Korzystając z cudzej pracy jedna książka dokumentalna w miesiącu – to realne.

    Karol Kot w trakcie wizji lokalnej. Źródło: Archiwum Narodowe w Krakowie, fot: Przemysław Semczuk

    Podsumowując – czas to pieniądz. Ja na wypłatę muszę jednak poczekać. Dostaję kilka złotych od każdego sprzedanego egzemplarza. Tymczasem Herring mówi wprost, że siłą podcastów jest to, że są za darmo. Za książkę trzeba zapłacić. Jeśli więc odbiorca wysłucha streszczenia, to po co ma płacić za książkę? A podcaster zgarnie pieniądze z reklam w poczuciu, że się napracował. Przez tydzień.

    Poszkodowani są nie tylko autorzy książek. Internet nie jest do końca ogólnodostępny i darmowy jak uważają podcasterzy. Owszem spora część gazet, stacji radiowych czy portali, udostępnia treści za darmo. Ale ich wytworzenie kosztuje, a co ważniejsze, jest objęte prawem autorskim. I tak, reporter Onetu, Wirtualnej Polski, Interii czy RMF-u jedzie na konferencję prasową, zadaje pytania, dzwoni do prokuratury czy sądu. W efekcie powstaje treść, za którą redakcja mu płaci, a jednocześnie ponosi koszty dokumentacji. Tekst jest więc własnością redakcji. Nawet zdobyte informacje i sposób ich interpretacji podlegają ochronie. Dla Herring jest to ogólnodostępne źródło, nawet jeśli wykorzystuje treści, za których dostęp musi zapłacić w prenumeracie.

    Może jaśniej.

    Załóżmy, że dziennikarka „Newsweeka” znajduje temat na reportaż, zbiera informacje i w końcu go publikuje. Chwilę później reporterka „Polityki” wypuszcza identyczny temat, dotyczący tej samej sprawy, rozmawia z tymi samymi osobami. W branży uznawane jest to za plagiat. A za granicą? Za granicą jest to jeszcze bardziej restrykcyjnie przestrzegane. Przed laty głośna była sprawa reportera „New York Timesa”, który wyszukiwał informacje w lokalnych mediach i nie ruszając się z domu pisał teksty, w których zamieszczał wypowiedzi uczestników wydarzeń. Gdy sprawa wyszła na jaw, „NYT” powołał komisję etyki, przeprosił poszkodowanych dziennikarzy, a bohater plagiatowej afery był skończony.

    Jak to wygląda u nas? W mediach rzadko zdarzają się takie przypadki, ale się zdarzają. Sam padłem ofiarą tego kilkukrotnie. W pierwszym przypadku chodziło o jeden z najpopularniejszych blogów „Zapiski z granitowego miasta”. Jego autor Mateusz Biskup, vel Biszop, przepisał swoimi słowami cały mój tekst z Newsweeka. Po krótkim dochodzeniu okazało się, że poszkodowanych jest więcej. Biszop mieszkał wtedy w Irlandii i codziennie przepisywał jakiś tekst historyczny z „Gazety Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Newsweeka”, „Wprost”, „Polityki”, etc. Skopiował nawet książkę doktora Adama Cyry z Państwowego Muzeum Auschwitz Birkenau. Cyra dwa lata spędził badając inskrypcje w obozowych celach śmierci. Biszop zrobił z tego post jakby sam wykonał tę pracę. Smaczku dodaje fakt, że za blogerskie dokonania zdobył nagrodę „Bloga roku”. W kolejnej edycji miał być jurorem i prowadzić warsztaty blogerskie. Gdy o sprawie zawiadomiłem Onet, reakcja była natychmiastowa. Kariera Biszopa była skończona. Sprawa nie trafiła do sądu, bo Onet był wtedy współwłaścicielem Newsweeka. Musiałby zatem walczyć sam z sobą. Innym razem młody dziennikarz wykorzystał mój tekst z książki, streszczając go tak jak robią to podcasterzy. Nieświadomie używał nawet wymyślonych przeze mnie personaliów bohatera, tak jakby ten właśnie tak się nazywał. Na końcu wspomniał, że coś tam ustaliłem w sprawie. Po zgłoszeniu redakcja usunęła tekst.

    Przemysław Semczuk, fot: smakksiazki.pl

    Moim zdaniem uczestnicy panelu MFK nie spotkali się by przedstawić blaski i cienie nowej formy. A tym bardziej odpowiedzieć na postawione pytania. Stronę pisarzy true crime miał reprezentować Larek, który od dwóch lat jest bardziej podcasterem niż pisarzem. Stoi więc po tamtej stronie barykady. I trudno się dziwić, że cała trójka z wielkim zaangażowaniem debatowała nad wyższością Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia. Nie zająknęli się nawet nad kwestią odpowiedzialności za treść. To kolejna mina w podcastowym świecie. Za to co reporter publikuje w książce odpowiedzialność ponoszą wydawca i autor. Zdarza się,  książkę przed wydaniem czytają prawnicy i czasem proszą z ostrożności o poprawki. Nad książką czuwa również redaktor, dyrektor wydawniczy i, jak w moim przypadku, recenzent. Wszystko po to, by nie popełnić błędu, nie naruszyć praw osobistych i autorskich. Dlatego przy każdym cytacie muszę podać źródło. Cytowanie jest ściśle określone w prawie autorskim. A jak działają podcasterzy? Hulaj dusza, piekła nie ma. Cytują dokumenty, choć nigdy ich na oczy nie widzieli. Cytują świadków, chociaż z nimi nie rozmawiali. Skąd więc owe cytaty? Na przykład z moich książek.

    Nie chodzi jednak tylko o cytaty. Ważne jest również naruszenie dóbr osobistych. Kto odpowiada za podcast? YouTube, Spotify, Audioteka czy Empik są tylko platformami udostępniającymi. Podcasterzy nie zdają sobie chyba sprawy, że to oni będą odpowiadać przed sądem, jeśli z roszczeniem wystąpi rodzina ofiary, o której mordowaniu opowiadają z takimi szczegółami, a nawet swadą, pełną kwiecistych metafor. A robią to dla dostarczenia odbiorcy rozrywki. Śmierć katowanej i gwałconej dziewczynki jest więc rozrywką do słuchania w drodze do pracy, czy podczas prasowania ciuszków naszego maleństwa. Póki co, gdy rodzina ofiary protestuje żądając usunięcia podcastu, można usunąć…. ich komentarze. Prędzej czy później któraś z tych spraw skończy się jednak procesem.

    Odpowiedzialność za treść ma jeszcze jeden wymiar. Podcasterzy w źródłach podają siebie nawzajem. Zatem coś co pojawia się w jednym kanale, za chwile znajdziemy w kolejnym. Ale czy to prawda? Za przykład niech posłuży drugi gość panelu, Michał Larek. W jego podcaście wysłuchałem wspomnień byłego milicjanta, który brał udział w czynnościach operacyjnych przy sprawie Wampira z Zagłębia. To nic, że w chwili pierwszego zabójstwa miał ledwie dwadzieścia lat. Na Śląsk przyjechał osiem lat później jako jeden z setek młodych milicjantów, których delegowano, by wykonywali żmudną pracę papierkową. Trzon grupy stanowili doświadczeni oficerowie (żaden z nich już nie żyje), a struktura była rozbudowana jak w dzisiejszej korporacji. Jednak słuchając opowieści odniosłem wrażenie, że gość Larka był jednym z najważniejszych oficerów, który jak sam twierdzi uporządkował dokumentację. Dzisiaj myli fakty i daty, a o wielu aspektach sprawy nie ma pojęcia. Choćby o tym, że w strukturze grupy był odrębny dział archiwum, w którym nic nie wymagało porządkowania. Mimo to dla Larka, byłego już wykładowcy UAM, jest wiarygodnym świadkiem. Dziwi to tym bardziej, że na wstępie Larek mówi o mojej książce. Mówi bardzo pozytywnie. A zatem powinno mu się zapalić światełko – coś nie gra w tej opowieści. A odbiorca? Odbiorca „łyknie wszystko jak pelikan żabę”.

    Kilka dni temu znajomy autor podesłał mi link do nowego podcastu. W krótkim czasie na kanale YouTube i Spotify pojawiły się trzy odcinki będące streszczeniami moich książek. Trudno mówić nawet o podobieństwie, bo autorka podcastu czyta dialogi z książki, która jest fabularyzowanym reportażem. Te dialogi napisałem sam, odtwarzając prawdopodobny przebieg rozmów bohaterów, na podstawie ich zeznań. „Nowe odkrycie na youtube, dzięki za materiał! 🙂” – chwali plagiat jeden ze słuchaczy. Na razie niespełna czterysta odtworzeń, ale od czegoś trzeba zacząć. Chwilę później odkrywam kolejny podcast kryminalny ze streszczeniem tej samej książki. Tu ponad czterysta tysięcy odtworzeń! Czyli konkretne kwoty wypłacone przez YouTube. W komentarzach czytam: „Znam sprawę dość dobrze, oglądałam i widziałam różne materiały, ale w twojej audycji pojawiły się informacje o których nie wiedziałam. Świetna robota”! Serio? Wystarczyło sięgnąć po książkę, o której pisałem wcześniej. Chodzi o przypadek Karola Kota. Przypomnę, rok pracy. Podcast ukazał się trzy miesiące po premierze książki. Zresztą o tej sprawie opowiedziało więcej podcastów. I mamy odpowiedź w sprawie wyników sprzedaży książki.

    To właśnie tego wątku zabrakło podczas panelu na MFK. Irek Grin – dyrektor festiwalu, 24 maja został powiadomiony przez Michalewicz o jej zastrzeżeniach do podcastów. Nie odpisał. Widać dla festiwalu ważniejsze było podłączenie się do nowego medium, a przy tym zdobycie paru nowych odbiorców wśród fanów podcastu. Ciekawe co na to noblistka, która publicznie deklaruje pomoc autorom. Stanie po stronie twórców czy „twórców”? Ci drudzy to w znakomitej większości ludzie młodzi, którzy zamiast lektur czytali streszczenia. Mickiewicz, Orzeszkowa czy Prus nie mieli o to pretensji. Dlaczego więc nie mają streszczać Michalewicz czy Semczuka?

    Na koniec dodam, że nie mam nic przeciwko podcastom. Można opowiadać o gotowaniu, wychowywaniu dzieci, podróżach. Można też opowiadać historie kryminalne. W tym wypadku należy jednak samemu wykonać pracę dokumentalną. Tymczasem reporterzy stają przed prostym wyborem. Pisać książki czy nagrywać podcasty? Iza Michalewicz już to robi. Ja także przygotowuję słuchowisko audio. Choć przyznam, że z konieczności, tylko po to, by podcasterzy nie skonsumowali efektów mojej pracy. Dlatego musiałem wstrzymać wydanie nowej książki, nad którą pracowałem dwa lata.

    Przemysław Semczuk

  • Podcast smakksiazki.pl nadaje! W najnowszym odcinku Guzowska, Jakimowicz, Szamałek

    Pociąg TLK „Gwarek” ze Słupska do Katowic, planowy przyjazd 18:24, przyjedzie z opóźnieniem około dziesięciu minut. Co to ma wspólnego z tym odcinku podcastu? Ano to, że też się delikatnie spóźnił. Wicie, rozumicie, wszystko przez krakowskie targi, ale już wszystko jest, wszystko gotowe, podcast wjeżdża na Wasz peron. Jeśli zrobicie sobie do słuchania herbatę, to będziecie się czuli jak w wagonie WARS 😉

    W tym odcinku pogadaliśmy o technologiach, które coraz bardziej wpływają na nasze życie, o czym pisze w swojej najnowszej książce „Kimkolwiek jesteś” Jakub Szamałek. Wpływają tak bardzo, że Jarek Jakimowicz pogubił się przy kasie bezobsługowej w Lidlu, a ja na lotnisku we Frankfurcie. Jest też oczywiście o archeologii, w tym specjalistką jest Marta Guzowska, której „Rok szczura” chwilę temu wylądował na księgarskich półkach. Jarek Jakimowicz, którego znacie pewnie przede wszystkim z „Młodych wilków” opowiada o swojej autobiografii, w której jest wobec siebie bardzo szczery. Opowiada o wychowaniu przez dziadków, wyskokach za zachodnią granicą, ale też o tym, że oddał synowi część swojej wątroby. Momentami jest wesoło, a chwilami wzruszająco. Smacznego!

    Podcast nagrywaliśmy tradycyjnie w Antykwariacie Kwadryga, za co wielkie dzięki, po raz kolejny. 

     

     

  • „Treści w krainie podcastów”, październikowy felieton Jakuba Ćwieka

    Lubię podcasty tematyczne. Oczywiście nie wszystkie, wiele zależy od tematu, ale oprócz konkretnych tytułów, które nie czas i miejsce wymieniać, podoba mi się sama idea. To trochę podobnie jak z blogami tematycznymi. Lubię jak ktoś czasem skondensuje dla mnie wiedzę, przedstawi ją fajnie i zwięźle, pomoże mi być na bieżąco w kwestiach, które interesują mnie nie dość, by się wgłębiać na poważnie, ale mimo wszystko troszkę.

    Lubię, gdy ludzie w podcastach rozmawiają. I nie mam tu na myśli wywiadów, ale faktyczną rozmowę na jakiś temat, gdzie oprócz przekazywanej wiedzy pojawia się jakiś do tej wiedzy komentarz, czasem żart, czasem jakaś osobista anegdota.

    Lubię, gdy we wpisach blogowych widać styl blogera, jego faktyczne zainteresowanie tematem, wnioski.

    Słowem, niezależnie od medium, lubię, to, co w przekazywaniu opowieści podobało mi się zawsze – wykorzystanie konkretnej platformy, by jak najlepiej oddać daną historię. Bo tak, blog czy podcast mogą być nośnikiem opowieści równie dobrym, co powieść, komiks, stand up, teatr, piosenka czy film. I też ma swoją specyfikę.

    To, czego natomiast nie lubię…

    Po pierwsze nie znoszę żerowania na czyjejś pracy. Niedawno głośna była u nas sprawa blogera, który przywłaszczał sobie cudze tematy i cudze prace i publikował je w sieci jako swoje materiały. Mniejsza o personalia i dane, ale zaskakujące wydaje się zjawisko. W dzisiejszych czasach programów antyplagiatowych, w czasach ogromnych baz tekstowych, cyfrowych bibliotek etc. proces uchodził typkowi bardzo długo, popularność rosła, a nowe teksty pojawiały się jeden po drugim i budowały renomę i prestiż. Bo tak, tematy były bardzo różne, zadania domowe w tekstach odrobione na tip top, moc opowieści godna profesjonalnego reportażysty. Bo i rzeczywiście były to opowieści tworzone przez reportażystów, a przez typka jedynie zaadaptowane na bloga bez podania źródeł. Za to za darmo, bądź za dobrowolne składki patronów.

    Jak to się mogło stać? Dość prosto! Ludziom wiedza uzyskana z przeczytania notki blogowej w całości wystarczała, więc nie zgłębiali tematu, bo nie czytają książek. Skoro nie zgłębiali tematu, nie mogli wiedzieć, że wpisy to teksty kradzione i przemalowane na nowy kolor dla niepoznaki.

    To oczywiście dość skrajny przypadek, ale można podać szereg mniejszych, nie tak oczywistych prawnie, a mimo to nie dających mi spokoju. Oto bowiem niezwykle często trafiam na podcasty i blogi, które, jeśli nie są lifestylem, a rzeczywiście programem tematycznym, rżną streszczenia pojedynczych książek. Nie dokonują kompilacji, porównania materiałów. Nie, są brykami jednej, konkretnej pozycji, konkretnego autora. Opowiedziane swoimi słowami, więc bez jakiegokolwiek odniesienia do źródeł. Inaczej więc mówiąc, ktoś odwalił pracę reasercherską do książki, a ktoś inny ograniczył się do zrobienia notatek z gotowej książki i przeczytania tychże, bądź powiedzenia ich własnymi słowami w ramach nagrania. No trudno się dziwić, że nowe formy wypierają stare. To trochę tak, jakby dzieci podkradały rodzicom pieniądze i obnosiły się dumą, że są bogatsze od swoich starych!

    www.unsplash.com/Markus Spiske

    Nie zrozumcie mnie źle. To nie tak, że uważam, że forma jaką jest podcast czy blog tematyczny musi być wtórna wobec książek reporterskich. Znam szereg świetnych podcastów, gdzie ludzie robią naprawdę dobrą robotę od początku do końca i zdobywają markę tak, jak należy. Ale ogrom tego na co trafiam idzie na łatwiznę. I zalewa nas kradzionymi treściami, tłumacząc się bełkotliwie i zwykle bezzasadnie prawem cytatu.

    Po drugie nie podoba mi się niezwykle częsty brak przykładania się do formy. I znowu, znam szereg wyjątków, ale ogrom tego, co czytam i słucham to streszczenia bez krztyny finezji, albo z formą niedopasowaną kompletnie do przekazywanych treści. To ostatnie zresztą niezwykle często towarzyszy twórcom z drugiej ręki. Dla nich to tylko temat przeczytany i streszczony, nie przeżywany na etapie zbierania materiałów, porządkowania ich, dobierania i spisywania. W tym znaczeniu blogerzy i twórcy podcastów są jedynie nieudolnymi odtwórcami i trudno ich za to szanować.

    Zmierzam do tego, że patrzę na rozwój rynku podcastowego w Polsce (bo ten jest, zwłaszcza u nas, wciąż dość świeży, choć już nie nowy) z pewnym niepokojem i z pewną nadzieją. Nadzieją, bo to forma z ogromnym potencjałem, co czasem tu i tam widać. Miksy wywiadów, felietonów, opowieści ogniskowych, dyskusji i szeregu innych form dają możliwości o których wielu się nie śniło, a dodatkowo Internet daje potencjalne zasięgi.

    Niepokojem, bo to, co widzę to bardzo szybkie pójście w tempo kosztem jakości dostarczanego materiału *. Internet to medium szybkie, w natłoku rzeczy rozbłyskają i gasną, ale to nie powinno usprawiedliwiać twórców. Nie można mówić, że taka czy inna forma wygrywa z książką, gdy wszystko co czasochłonne owa nowa forma z tej książki czerpie, a resztę kastruje jako niepotrzebną.

    Dlatego apeluję. Jeśli traficie na fajny podcast czy blog, a w nim interesujące treści, zgłębcie temat. A jeśli, czego nie życzę, okaże się, że owa fajność wpisu czy nagrania jest tak naprawdę zasługą kogoś innego, czyjejś ciężkiej, ukradzionej pracy, tępcie, nagłaśniajcie, zgłaszajcie **. Posprzątajmy blogosferę i strefy podcastowe. Niech twórcy dają nam nową jakość, a nie nowe szaty Cesarza.

    * I tak, u pisarzy też to się zdarza, podkreślałem to po wielokroć, więc może już wystarczy, by nikogo nie piekły uszy.

    ** To samo tyczy się plagiatów książkowych, jak choćby ostatni, całkiem głośny, podróżniczy, ale felieton jakby nie o tym.

    Jakub Ćwiek

  • Smakksiazki.pl nadaje! #Podcast, a w nim: Puzyńska, Czubaj, Chmielarz

    Trzeci odcinek podcastu, a w nim prawdziwe cuda! Katarzyna Puzyńska opowiada, dlaczego stara się nie czytać internetowych komentarzy, Mariusz Czubaj mówi o ostatniej książce z Rudolfem Heinzem, a Wojciech Chmielarz cieszy się, że nastał lepszy czas dla polskiego kryminału.

    To oczywiście nie wszystko, bo porozmawialiśmy też o dwudziestu latach na polskiej scenie pisarskiej Marka Krajewskiego, z którym Mariusz Czubaj grywa(ł) w szachy, wagonie ciszy w pendolino, „Pokrzyku”, czyli najnowszej książce Katarzyny Puzyńskiej oraz ekranizacji „Żmijowiska”. Smacznego słuchania!

  • Smakksiazki.pl znów nadaje, czyli #podcast. Co warto kupić jesienią?

    Koniec urlopów, wrzesień za rogiem, zaczną się spotkania autorskie, targi, czyli intensywny czas w branży, więc intensywny również dla czytelników. Co wybrać z nawału jesiennych nowości? Na co zwrócić uwagę? Na które pozycje wydać pieniądze?

    Do drugiego odcinka podcastu zaprosiłem Sonię Dragę z, nie uwierzycie, Wydawnictwa Sonia Draga, Agatę Wiśniewską z Wydawnictw Albatros, a także Marcina Baniaka z Wydawnictwa Literackiego.

    Żeby nie było, że mówimy tylko o nowościach tych wydawnictw, to przedstawiam Wam też listę książek, na które czekam. Pojawiły się też wątki inne – którzy autorzy przyjadą wkrótce do Polski, co nas czeka w 2020 roku, kto może dostać literackiego Nobla – to także tematy, które w tym odcinku się pojawiają. Pytam też gości, czy Polacy wolą audio, czy ebooki. Zapraszam do słuchania!

    https://soundcloud.com/smakksiazki/podcast2-draga-wisniewska-baniak

  • Halo, halo, smakksiazki.pl nadaje!

    Wystarczy, że odpowiesz sobie na zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie. Co lubię w życiu robić? A potem zacznij to robić”. To już kultowy cytat z filmu „Chłopaki nie płaczą”, który idealnie oddaje moją pracę, a jednocześnie pasję. Czas na kolejny krok, ruszam z podcastem. W każdym odcinku będą goście, najpiewniej w liczbie trzech. W pierwszym odcinku posłuchacie Cezarego Łazarewicza, Vincenta V. Severskiego oraz Macieja Siembiedę.

    O czym rozmawiamy? Spokojnie, nie będzie o polityce, jest samo mięso, czyli to, co interesuje Was najbardziej – literatura. Dowiecie się sporo o najnowszych książkach gości. Cezary Łazarewicz dopieszcza książkę o Januszu Walusiu, a Vincent V. Severski o Krystynie Skarbek. Maciej Siembieda po raz pierwszy publicznie zdradza, o czym planuje napisać po ukazaniu się „Wotum”. Panowie wchodzili też w dyskusje ze sobą, będzie więc o rzekomym romansie Iana Fleminga z Krystyną Skarbek, o tym, co Siembieda znalazł na śmietniku, a także o tematach, które leżą na ulicy.

    Mam nadzieję, że nasza rozmowa urozmaici Wam drogę do pracy, na urlop, a może po prostu posłuchacie jej siedząc w domu. Podziękowania dla Antykwariatu Kwadryga, w którego progach będziemy nagrywać też kolejne odcinki. No to co, miłego odsłuchu, a kolejny odcinek już w sierpniu.

    https://soundcloud.com/smakksiazki/2019-07-11-podkast_1_dlugie_intro