Tag: Robert Talarczyk

  • Fragment monodramu „Byk” Szczepana Twardocha

    Pamiętasz, zanim nie dostałem się na prawo, to Pyjter zawsze wykablował, że spotykam się tam z jakąś dziouchōm. I jedyne o co pytałeś, to skōnd ôna je. I jo godoł: ze Glywic, a ty żeś pytoł: a ôjce ôd tyj dziouchy, to sōm stōnd, abo gorole?

    Może właśnie tak zrobiłeś ze mnie Ślązaka, ucząc mnie tej ksenofobii. I zażartości. I surowości. I gniewu płonącego do środka. Marek mi pomógł, bo też jest Ślązak. Polokowi by nie pomógł. Ja też nie. Jebać Polokōw.

    Może tylko w ten sposób da się być Ślązakiem, wypeł­niając się tą tchórzliwą nienawiścią do Polokōw. Poloki puloki, hehe…

    Ech.

    I po co mi to było, kurwa, całe życie udowadniania, że nie jestem małpą, że w ogóle jestem godzien miana człowieka, że nie jestem jakimś gnomem z kopalni, ładnie mówię po polsku… I potem, kurwa, to zdziwienie, jak im mówię, że nie jestem Polakiem.

    A oni już byli niemal gotowi przyznać, że jestem prawie tak dobrym Polakiem jak oni.

    A ja, że nie, nie, dzięki, w dupę se wsadźcie tę Polskę, sorry, ale, kurwa, mnie to wcale nie interesuje.

    A oni: Cooooooo? Jak tooooooo? Taki zdolny chłopiec, tak ładnie po polsku mówi i nie chce być Polakiem? Kto to widział? Kurwa.

    Hoho, ale żenada, Mamok znowu o Śląsku. Już to słyszę, kurwa. Nie ma innych tematów? Ale wy, kurwa, to możecie o tej waszej Polsce zasranej gadać cały czas.

    Robert Talarczyk, fot: smakksiazki.pl

    Taki ładny chłopiec, a tak brzydko mówi, powiedziała taka miła pani małemu Robercikowi, bo mały Robercik miał wyraźny akcent.

    A potem, kurwa, duży Robert niby bryluje, hoho, to tu, to tam, na bankietach, wygadany jak szcziga, na zewnątrz to wszystko pięknie wygląda, a w środku siedzi mu taki mały aktor, zbyt świadomy swojego ciała, cały czas nie wiem, kurwa, co zrobić z rękami, jak stanąć, co się odezwę, to mi się wydaje, że głupio, bez sensu, za głośno, w złym momencie, kurwa. Ech.

    Telefon odzywa się dźwiękiem przychodzącego e-maila. Robert podnosi, czyta, zadowolony. Pokazuje e-mail publiczności, potem czyta na głos.

    Szanowny panie, zgodnie z naszą rozmową telefoniczną na temat projektu, który pozwalam sobie roboczo nazwać Wyznaniami skandalisty, proponowałabym następujące warunki. Licencja na siedem lat, zaliczka trzysta tysięcy złotych netto, na poczet honorariów w wysokości czternastu procent od ceny detalicznej… Z poważaniem, Marianna Kuczyńska, Wydawnictwo Opera spółka z o.o.

    No i proszę, kurwa, nawet negocjować nie ma co, od razu widać, że wiedzą, z kim gadają, i nie próbują zaczynać od gównianych propozycji.

    No i, kurwa, co? Jestem nie do zajebania, mówiłem! Nie do zajebania, kurwa!

    Robert mówi niby do publiczności, ale nie zwraca się do nikogo konkretnie, tak jakby adresatem jego słów był ktoś wyimaginowany, kogo realnie tu nie ma.

    W końcu, kurwa, dwadzieścia lat pracy. Się, kurwa, wyrobiło jakąś pozycję. Pazurami wydarło. Drogę, kurwa, z Katowic do Warszawy mógłbym z zamkniętymi oczami przejechać, łącznie, kurwa, z tankowaniem na pierwszej stacji po zjeździe na S8, kartą, faktura, proszę NIP podać, i jeszcze hot dog z kabanosem. Zawsze, kurwa, tam, potem na S8 można pocisnąć, rzadko tam psy jeżdżą, niby jest ograniczenie do 120, ale tempomat na 180 i ciśniesz. A jak, kurwa,

    A1 otworzyli, to w dwie i pół godziny jestem.

    Jebana Warszawa. A czemu się pan nie przeprowadzi do Warszawy? Bo temu, kurwa. Bo temu. Bo w War­szawie ōpy nie było.

    Premiera „Byka” w formie książkowej 13 kwietnia nakładem Wydawnictwa Literackiego. 

     

     

  • Wszysko wy mie umarło, ōpa. Nic już wy mie niy ma. „Byk” wchodzi na scenę, w kwietniu do księgarń

    Robert Mamok to zmagający się z własną tożsamością pięćdziesięcioletni rozwodnik. Mężczyzna uwikłany jest w wizerunkowy skandal, z którego, jak się zdaje, nie ma dobrego wyjścia. Całości dopełnia rodzinna tajemnica i skomplikowane relacje z bliskimi wynikające z surowego śląskiego wychowania.

    Mamok wkracza na scenę i rozpoczyna intensywny monolog, słowo za słowem rozlicza się ze swoją przeszłością, z sobą i całym światem. Z siłą dzikiego zwierzęcia rzuca oskarżenia, zadaje pytania, chce odkryć, co się z nim dzieje. I kim jest.

    Yno tyś tak dō mie godoł, Roboczku, pamiyntosz? Nic niy pamiyntosz, nic już we tyj gowie niy mosz, nic. No i Roboczek pokazywał świadectwo, idiota. W liceum zaczęło się „taki zdolny, a taki leniwy”. Ale za świadectwo zawsze były pieniądze od ciebie. Ukradkiem, kiedy nikt nie widział. Yno ōmie niy godej. A potem przychodziła ōma Hilda, i też wciskała mi w dłoń banknoty. Yno ōpie niy godej, pra?”

    Premiera „Byka” już jutro w Teatrze Studio. Spektakl będzie też grany w najbliższym czasie w Teatrze Korez oraz Teatrze Łaźnia Nowa. Kamera Telewizji Wydawnictwa Literackiego zajrzała do próbę dla mediów, czego efektem jest poniższy materiał i rozmowa ze Szczepanem Twardochem i Robertem Talarczykiem.

  • Historia człowieka, który wszędzie jest cudzy. „Pokora” Szczepana Twardocha na deskach

    Alois nie należał do starego świata, nie należy też do nowego. Syn górnika z Górnego Śląska, zrządzeniem losu wyrwany z proletariackiej rodziny, wszędzie spotyka się z pogardą i odrzuceniem. Samotny i prześladowany, wierzy tylko w erotyczną relację z perwersyjną, dominującą Agnes. Jednak w świecie, który się skończył, nic nie jest prawdziwe. Jak bardzo adaptacja teatralna „Pokory” różni się od powieści? Co było najtrudniejszego w wejściu w rolę Aloisa Pokory? Czy można być wszędzie cudzym i nigdzie u siebie? „Pokora” Szczepana Twardocha wchodzi na teatralne deski, z tej okazji porozmawiałem z autorem powieści, reżyserem – Robertem Talarczykiem oraz odtwórcą głównej roli – Henrykiem Simonem.