Tag: Ryszard Ćwirlej

  • „Śmierci ulotny woal”, wizyta Magdaleny Stachuli oraz spacer dzików, czyli z Ryszardem Ćwirlejem na plaży

    Plaża sprzyja czytaniu, ale sprzyja też rozmawianiu. W trakcie Pleneru Literackiego w Gdyni zasiedliśmy z Ryszardem Ćwirlejem na piasku i porozmawialiśmy o jego najnowszej książce „Śmierci ulotny woal”. Jednak nagrywanie materiału to żywioł, tutaj dzieją się rzeczy niesamowite, więc przechodziła, bez tragarzy, Magdalena Stachula, która na chwilę dołączyła, przechodziły też dziki, które nie dołączyły. Na szczęście.

    Rozmawiamy o duchach, przyszłości, końcu cyklu z Antonim Fischerem. Załapał się też Grzegorz Kalinowski i pewien kultowy polski film. Zapraszam do obejrzenia, a książka „Śmierci ulotny woal” ukazała się nakładem Czwartej Strony Kryminału.

  • Zagraj z Ćwirlejem dla WOŚP i zostań bohaterką/bohaterem jego książki!

    To jest absolutny hit! Ryszard Ćwirlej wystawia na aukcję możliwość pojawienia się w jego najnowszej książce. Co ważne, powieść jeszcze nie zaczęła się pisać, więc zwycięzca może mieć wpływ na charakter książkowej postaci. Ćwirlej wspiera WOŚP nie po raz pierwszy, np. w zeszłym roku wylicytowaliście pojawienie się w jego książkach za blisko 20 tysięcy złotych.

    Mordercza rozgrywka” ukaże się jesienią tego roku, będzie powieścią z niezawodnym Teofilem Olkiewiczem. Autor sugeruje, że być może to ostatnia z serii powieści neomilicyjnych, więc warto zapisać się na kartach historii polskiej literatury kryminalnej. Cena wywoławcza to tysiąc złotych, a aukcja trwa przez 10 dni. Po zakończeniu licytacji skontaktuję zwycięzcę/zwyciężczynię z autorem. Chcecie licytować? Kliknijcie tutaj.

  • Piosenka pisarza kryminałów hitem w sieci!

    Nominowali go do nagrania piosenki związanej z pandemią, ale z racji tego, że nie ma raperskiej duszy, to wyszedł protest song na ludową nutę. Ryszard Ćwirlej tekst piosenki napisał w przerwie pracy nad najnowszą powieścią. Jak mu wyszło? Posłuchajcie, a nawet zobaczcie, bo do piosenki „Dymisja dla notariusza” powstał też teledysk.

    Jak przebiegało nagranie piosenki? „Porozmawiałem ze Zbyszkiem Starostą, szefem Rokietnickiej Orkiestry Dętej i okazało się, że pomysł mu się bardzo spodobał. Skontaktował mnie z Pawłem Pełczyńskim z De Mono, mieszkańcem mojej gminy, który również lubi ciekawe wyzwania, a ponadto ma w domu własne studio nagrań. Pojechałem do niego z tekstem w ręku, żeby pogadać o tym co możemy zrobić, i naraz zaczęła powstawać koncepcja, potem muzyka, którą Paweł aranżował i nagrywał na bieżąco, a gdy w końcu gotowa była linia melodyczna i niemal cała aranżacja, stanąłem przed mikrofonem. Gdy trzy godziny później wychodziłem od niego moje wokale były już nagrane” – mówi Ryszard Ćwirlej. Później dograno sekcję dętą, skrzypce oraz chórki, za które odpowiedzialne były nauczycielki z miejscowej szkoły. Nad warstwą wideo czuwał Adam Michta, radny z Rokietnicy, a montażem syn Ryszarda Ćwirleja – Michał.

    https://www.youtube.com/watch?v=TrUAIJMz-yY&fbclid=IwAR2Emf0HYMC3SeoB4yYDcPbjpOPVIHgYMFfI5w72Hi9JN1YU-PMcqFt6NXc

  • „To miał być współczesny kryminał”. Ryszard Ćwirlej o „Upiorach spacerujących nad Wartą”

    Dwanaście lat. Tyle upłynęło od premiery pierwszej książki Ryszarda Ćwirleja. Z tej okazji kilka dni temu „Upiory spacerują nad Wartą” zostały wznowione. Żeby to uczcić, poszedłem z autorem w miejsce, gdzie pewien wędkarz znajduje ciało kobiety pozbawione głowy. Co dwanaście lat po premierze o książce sądzi Ćwirlej? Dlaczego książka rozpoczyna się w 1985 roku? Zobaczcie sami. 

     

  • „Dlaczego boję się 2019 roku?” Styczniowy felieton Wojciecha Chmielarza

    Jakub Szamałek, Jędrzej Pasierski i Bartosz Szczygielski, to trzech polskich autorów, z którymi rozpocząłem rok 2019. I każdy z nich napisał książkę co najmniej bardzo dobrą.

    O Jakubie Szamałku i jego „Cokolwiek wybierzesz” pisałem już sporo u siebie na facebooku. Tutaj powtórzę tylko, że to bardzo udana powieść. Dostępna jest już zresztą na rynku, więc każdy może po nią sięgnąć i sam się przekonać. Na powieści pozostałych dwóch autorów trzeba jeszcze kilka dni poczekać. Pierwszym z nich jest Jędrzej Pasierski ze swoimi „Roztopami”, czyli drugą częścią cyklu o podkomisarz Ninie Warwiłow. Pierwszy tom „Dom bez klamek” dział się w Warszawie. W drugim Pasierski wysyła swoją bohaterkę w Beskid Niski. Już tym mnie ujął, bo osobiście uważam, że dobre cykle kryminalne cechują się tym, że pierwszy tom dzieje się w wielkim mieście, a drugi w jakiejś zagubionej mieścinie w polskich górach (okej, na odczepnego może też być Sandomierz).

    Jędrzej Pasierski, fot: smakksiazki.pl

    No dobra, ale teraz to już na poważnie. Pierwsza rzecz, która mnie ujęła w „Roztopach” to język. Pasierski po prostu pięknie pisze i trochę mu tego zazdroszczę. Jego zdania są precyzyjne, porównania i metafory trafione, a równocześnie jest w swoim pisaniu bardzo oszczędny. Nie ma tutaj żadnego zbędnego słowa. Przez tę powieść po prostu się płynie. Druga rzecz, to sama podkomisarz Nina Warwiłow. Świetnie zbudowana i przemyślana postać. Wieloznaczna, niekoniecznie kryształowa, czasami trudna, nieustępliwa. Bardzo prawdziwa, w taki zwyczajny, ale również fascynujący sposób. Nie chcę za dużo o niej tutaj opowiadać, żeby nie spoilerować, ale to taka bohaterka, o której można gadać i gadać, analizując jej kolejne decyzje życiowe. Zresztą, już po jednej takiej dyskusji jestem. No i wreszcie intryga. I to jest kolejna rzecz, za którą Pasierskiego muszę pochwalić. Bo to nawet nie chodzi o to, że ona się trzyma kupy, jest logiczna, a jedno wynika z drugiego. Nie. Przede wszystkim imponuje mi jej precyzja. Znowu, nie chcę za wiele zdradzać, ale jest w tej książce jeden element, który mnie absolutnie zachwycił. Element, na który wielu czytelników być może nawet nie zwróci uwagi, ale dla mnie jest dowodem tego, jak ta historia jest dokładnie przemyślana i zaplanowana. Tam nie ma ani jednej luźnej nitki. Chodzi o motywację jednej z postaci. Najpierw poznajemy jedną wersję. Która byłaby nawet wystarczająca. Odrobinę za prosta, ja sam kręciłbym nosem, ale w sumie to nawet, zawieszając trochę niewiarę, kupiłem ją. Ale potem Pasierski przedstawia nam drugą wersję tej samej historii. Tą prawdziwą. I tutaj kurczę zrobił na mnie wrażenie, bo już naprawdę nie miałem się do czego przyczepić. No i teraz najważniejsze – Pasierski mógł pójść na łatwiznę. Mógł zostać przy pierwszej wersji. Ale wybrał trudniejszą drogę. I wygrał na tym. Naprawdę od bardzo dawna nie czytałem tak dobrze skonstruowanego kryminału. Na jednym ze spotkań Pasierski powiedział, że odwołuje się do dziedzictwa Agathy Christie. Że to jest ten rodzaj kryminału, który najbardziej mu odpowiada. Powiem tak, „Roztopy” to książka współczesna i napisana w nowoczesny sposób. Ale czuć w nim ducha Christie. Naprawdę go czuć.

    Bartosz Szczygielski, fot: Maksymilian Rigamonti/ Wydawnictwo WAB

    Z kolei Bartosz Szczygielski kończy „Sercem” swoją trylogię o komisarzu Gabrielu Bysiu z Pruszkowa. Od razu się przyznam, że czytałem tylko pierwszą i ostatnią część. Pierwsza, „Aorta” zrobiła na mnie dość duże wrażenie. Niestety, miała jedną, bardzo dużą wadę konstrukcyjną, która mocno psuła odbiór całości. „Serce” jest już tych błędów pozbawione. Tak jak u Pasierskiego to bardzo solidnie przemyślana i przepracowana historia. Idzie do przodu, logicznie się rozwija i ma mocny finał. Bohaterowie są specyficzni, ale mocni i wyraziści. Przede wszystkim jednak Szczygielskiemu udało się w przeciągu pracy nad trzema książkami, coś czego niektórym innym autorom nie udaje się osiągnąć całe życie – dorobił się własnego stylu. Pisze więc Szczygielski powieści mroczne, ciężkie, brudne, często nieprzyjemne. Nie ma litości ani dla swoich bohaterów, ani dla czytelników. Nie oszczędzi nam niczego.

    Czytając „Serce” i mając w pamięci „Aortę” kiwałem z uznaniem głową nad rozwojem twórczym Szczygielskiego. To jest już inny pisarz niż przy debiucie. Znacznie lepszy i dojrzalszy. Ale mam też wrażenie, że bohaterowie wykreowani w pierwszej książce, wydawali się krępować autora. Nie pozwalali mu w pełni rozwinąć skrzydeł. Przecież nie mógł zignorować tego, co opisał w poprzednich dwóch książkach. Musiał pozamykać wszystkie wątki, opowiedzieć historię Bysia do końca. I żeby była jasność – „Serce” to bardzo dobry kryminał. Ale aż boję się myśleć, co Szczygielski nam zaserwuje, kiedy będzie mógł opowiedzieć zupełnie nową i zupełnie świeżą historię. Boję się i nie mogę się doczekać.

    www.unsplash.com/Emily Morter

    To chyba dobry moment, żeby odpowiedzieć na pytanie zadane w tytule tego felietonu. Trzy pierwsze kryminały przeczytane w 2019 roku. Trzy znakomite książki. Odpowiadając żartobliwie – boję się, bo konkurencja w gatunku zrobiła się naprawdę ostra. A przecież to nie wszystko. Bardzo dobre recenzje zbiera Piotr Rozmus z „Piętnem mafii” i Marta Matyszczak z „Morderstwem w Hotelu Kattowitz”. Sporo szumu zaczyna robić wokół siebie Grzegorz Kalinowski z „Grą w oczko”. A to tylko dwa pierwsze miesiące tego roku! A co dalej? Następną książkę zapowiada Anna Kańtoch i Ryszard Ćwirlej. Plotkuje się o kolejnej pozycji od Marty Guzowskiej, a swój pierwszy kryminał ma wydać Jakub Ćwiek. Oj będzie się działo. Zobaczycie Państwo, 2019 to będzie bardzo dobry rok dla polskiego kryminału.

    Wojciech Chmielarz