Tag: serial

  • Kajko i Kokosz wjeżdżają na Netflixa!

    Netflix ogłosił pierwszą polską oryginalną serię animowaną – Kajko i Kokosz – opartą na kultowym komiksie Janusza Christy. Serial powstaje na kanwie zabawnych perypetii dwójki przyjaciół: Kajka i Kokosza – słowiańskich wojowników oraz ich wiernego kompana smoka Milusia, którzy wspólnie doświadczają wzlotów i upadków w walce z armią Zbójcerzy. 

    W pracę nad serialem zaangażowani są twórcy związani z ikonicznym komiksem oraz ze środowiskiem komiksowym. Wśród nich reżyserzy: Michał Śledziu Śledziński, Tomasz Leśniak, Marcin Wasilewski (GS Animation), Łukasz Kacprowicz (GS Animation), Robert Jaszczurowski (GS Animation), Marta Stróżycka i Aliaksandr Sasha Kanavalau oraz scenarzyści: Maciej Kur i Rafał Skarżycki. Autorem projektów postaci jest Sławomir Kiełbus, mianowany przez samego Janusza Christę swoim następcą. Konsultantami scenariuszowymi są Mike de Seve oraz nowojorskie studio Baboon Animation. Za produkcję odpowiada studio animacji EGoFILM pod nadzorem Eweliny Gordziejuk – showrunnerki, producentki wykonawczej i pomysłodawczyni adaptacji komiksu. Nad organizacją i przebiegiem produkcji czuwa Małgorzata Badowiec – producentka liniowa. Prawa do adaptacji komiksu zostały nabyte od Fundacji Kreska im. Janusza Christy, której Prezesem jest Paulina Christa wnuczka twórcy Kajka i Kokosza. Komiks po raz pierwszy został opublikowany w 1972 roku, a premiera animacji na platformie Netflix zaplanowana jest na 2021 rok.

    www.unsplash.com/Thibault Penin

    Łukasz Kłuskiewicz, w Netflix odpowiedzialny za pozyskiwanie treści w regionie Europy Środkowej, tak komentuje produkcję:

    Ten wybór był dla nas oczywisty. „Kajko i Kokosz” to bardzo wartościowy element polskiej kultury i nasz rodzimy fenomen. Na komiksowych przygodach dzielnych wojów wychowały się całe pokolenia, dlatego też pracujemy nad serialem z ogromną ekscytacją. Cieszymy się, że w animacji kultowe postaci ożyją i nabiorą jeszcze większej wyrazistości. Jesteśmy przekonani, że za sprawą Netflix, Kajka i Kokosza polubią też widzowie na świecie. 

    Ewelina Gordziejuk, showrunnerka, pomysłodawczyni i producentka wykonawcza serialu/studio animacji EGoFILM tak go opisuje: 

    Serial „Kajko i Kokosz” to kino producenckie, które postanowiłam zrealizować, aby uczcić pamięć Janusza Christy. Ogromna część polskiej literatury, w tym komiksy Mistrza zasługują na ekranizację i to nie tylko ze względu na ogromną, wciąż rosnącą popularność i rzeszę wiernych fanów, ale też ze względu na potencjał filmowy historii i unikatową warstwę plastyczną. Właśnie te wyjątkowe walory komiksu „Kajko i Kokosz” przekonały mnie, że warto podjąć wyzwanie i zmierzyć się z czymś tak ogromnym i ważnym dla naszej kultury. Mam nadzieję, że nasz entuzjazm i zaangażowanie w projekt przełożą się na pozytywne wrażenia widzów serialu. 

    Sławomir Kiełbus, autor projektów postaci komentuje prace nad animacją: 

    Przy pracy nad komiksem jak i przy projektowaniu postaci do serialu nadrzędnym celem jest dla mnie zawsze odzwierciedlenie ducha twórczości Christy. Chyba nie jest to dla mnie trudne, bo przesiąkłem tym duchem już w dzieciństwie. Wychowałem się na tych komiksach. Rysując zachowuję szacunek dla oryginału, ale unikam ślepego naśladowania stylu. Projektowanie postaci do serii jest zgoła inne niż praca nad ilustracją. W ruchomym obrazie wszelkie niedociągnięcia powstałe na tak wczesnym etapie przekładają się na jakość animacji i odbiór serialu przez widzów. Praca  nad designem postaci jest też o wiele bardziej rozbudowana – konieczne było rozrysowanie pełnych obrotów postaci, widoków w perspektywie, ekspresji twarzy, charakterystycznych póz bohaterów czy mimiki ust.

    O serialu:

    Kajko i Kokosz to serial animowany stworzony na podstawie kultowego komiksu autorstwa Janusza Christy. Głównymi bohaterami serii są słowiańscy wojowie – Kajko i Kokosz. Przyjaciele na co dzień służą kasztelanowi Mirmiłowi, broniąc zamieszkałej przez nich osady przed wszelkimi niebezpieczeństwami. A tych nie brakuje. Największym zagrożeniem jest oddział rycerzy rozbójników – Zbójcerzy. Herszt Zbójcerzy, Krwawy Hegemon, marzy o zdobyciu Mirmiłowa, a odkąd Kajko i Kokosz przejęli jego jajo, z którego wykluł się smok Miluś, pragnie też osobistej zemsty na parze przyjaciół. Otwarte ataki, podstępy i fortele Hegemona – z tym mierzyć się będą Kajko i Kokosz. Każdy z odcinków serii będzie stanowił odrębną historię, a wszystkie będzie łączyć przyjaźń jako wartość nadrzędna serialu.  

    źródło: informacja prasowa

  • „Kamera mocno mnie onieśmiela”, Wojciech Chmielarz o premierze serialu „Żmijowisko”

    Plan był taki, że spotkam się z Wojtkiem i nagramy krótkie wideo, w którym opowie o swoich wrażeniach po pierwszym odcinku „Żmijowiska”. Słabo nam jednak poszło zgranie grafików, więc łapcie krótką rozmowę w wersji tekstowej. Oglądaliście, podobało się? A może macie jakieś uwagi co do produkcji Canal+ Polska?

    Wojtku, przede wszystkim gratulacje z powodu debiutu aktorskiego. Jako młody chłopak pewnie marzyłeś, żeby zagrać w jednej produkcji z Cezarym Pazurą, a tu proszę, udało się. Jak do tego doszło, że wystąpiłeś w „Żmijowisku”? Casting, a może po prostu przechodziłeś z tragarzami ;)? No i najważniejsze, czy pojawisz się w kolejnych odcinkach?

    Ha! Okej. Tutaj historia akurat jest dość prosta. Akurat byłem na planie, a Łukasz Palkowski zapytał, czy nie zechciałbym wystąpić przed kamerą. Chciałem 🙂 Powiem Ci, że ten mój występ jest oczywiście króciutki i raczej w kategorii mrugnięcia okiem do widza, ale nerwy były. Jednak kamera mocno onieśmiela. A do tego masz taką świadomość, że oprócz ciebie na planie jest kilkanaście innych osób i ich praca zależy od tego, czy ty dobrze wykonasz swoją robotę.

    Pierwszy odcinek widziałeś na długo przed premierą, a jak zareagowali znajomi, czytelnicy? Masz już informacje zwrotne?

    Póki co jest dobrze. Czytelnicy są zadowoleni, znajomi są zadowoleni, widzowie, którzy nie znali wcześniej książki, również. Wydaje mi się, że udało nam się stworzyć coś naprawdę fajnego. Ale z oceną poczekajmy jeszcze do zakończenia serialu.

    Wojciech Chmielarz, fot: Wojciech Rudzki/Wydawnictwo Marginesy

    Apetyt rośnie w miarę jedzenia? To znaczy, czy już marzy Ci się ekranizacja „Rany”, ewentualnie cyklu z Jakubem Mortką? 

    Odpowiem szczerze – nie marzy mi się żadna ekranizacja. Ale żeby była jasność, ja się bardzo cieszę ze „Żmijowiska” i będę się cieszył z każdej następnej propozycji. Ale to nie jest tak, że dniami i nocami chodzę po domu i zastanawiam się, co by się teraz nadawało do ekranizacji i czemu producenci do mnie nie dzwonią. Zawsze marzyłem o tym, żeby być pisarzem. To marzenie udało mi się spełnić. I na dalej będę skupiał, żeby pisać jak najlepsze książki. Jeśli jakąś uda się kiedyś przenieść jeszcze na ekran to super, ale to nie jest i nigdy nie było najważniejsze.

    Wracając do „Żmijowiska”, to kiedy uwierzyłeś, że z serialem wszystko się uda, że on na pewno powstanie?

    W momencie, kiedy trafiłem w wakacje na plan i zobaczyłem tę grupę blisko pięćdziesięciu osób, które ciężko zasuwają na to, żeby wszystko się udało. Zdaję sobie sprawę, że świat filmowy bywa okrutny. Znam projekty, które były odwoływane w dosłownie ostatniej chwili. Nie jest też wielką tajemnicą, że już lata temu miała powstać filmowa ekranizacja „Farmy Lalek”. Nie udało się, chociaż PISF przyznał już dotację. Dlatego przez cały czas, kiedy pracowałem nad scenariuszem, kiedy rozmawialiśmy z Aurum Films czy Canal Plus, powtarzałem sobie – spokojnie, nie ciesz się za bardzo, to jeszcze nic nie znaczy. Ale tym razem historia znalazła swoje szczęśliwe zakończenie.

    Od dzisiaj będziesz sprawdzał oceny nie tylko na lubimyczytac.pl, ale też na filmwebie? A może  jednak masz wrażenie, że „Żmijowisko” nie jest do końca Twoim dzieckiem, a raczej dziełem zespołowym?

    O! Serialowe „Żmijowisko” to zdecydowanie dzieło zespołowe! Zaczynając od początku, to ogromny wkład wniosła współscenarzystka Dana Łukasińska. Potem reżyser Łukasz Palkowski, odpowiedzialny za zdjęcia Michał Sobociński, ludzie od castingu, dekoracji, charakteryzacji, wybierania lokacji, kierownicy produkcji i planu, a wreszcie aktorzy. Ale to dobrze! To było dla mnie w tej całej historii najciekawsze – co z tą książką zrobią inni! Co z niej wydobędą, co będzie dla nich ważne i istotne. I dlatego to doświadczenie było tak fascynujące.

    Czy jest przewidziany drugi sezon serialu, czy wszystko skończy się na siedmiu odcinkach?

    Póki co czekamy na reakcję widzów. Co będzie dalej, zobaczymy.

     

  • „Zamęt” będzie moim hołdem dla zamordowanego Piotra Stańczaka.

    Jesienią ukaże się „Zamęt”, pierwsza część nowej serii książek Vincenta Severskiego. Rozmawiamy o nowym otwarciu, „Stawce większej niż życie”, serialu Canal+ na podstawie książek autora, a także o…zaliczce za napisanie książki 😉 

  • „Mój główny bohater to skrzyżowanie Marlowa z Dr Housem”. Igor Brejdygant opowiada o „Paradoksie”.

    W filmie „Vinci” zagrał kierowcę autokaru, był scenarzystą „Na dobre i na złe”, „Zbrodni”, ale też współpracował przy reżyserowaniu „Pułkownika Kwiatkowskiego”. Na podstawie scenariusza serialu „Paradoks” napisał kryminał o tym samym tytule. O Bogusławie Lindzie, inspiracjach, odnajdywaniu się w roli pisarza – o tym wszystkim opowiada Igor Brejdygant. 

     

    paradoks_front_1Paradoks” to Pański debiut powieściowy. Jak scenarzysta filmowy odnalazł się w roli pisarza?

    Scenariusz filmowy to oprócz wielu innych różnic wobec powieści forma, w której scenarzysta musi się dosyć ograniczać. Na temat świata przedstawianego, na temat relacji między bohaterami, ich uwarunkowań psychicznych, oraz na temat tego, co ich otacza, wie tak naprawdę znacznie więcej, niż może przekazać. Forma scenariuszowa jest bardzo ascetyczna, kilkuzdaniowe didaskalia na temat tego gdzie i kiedy rzecz się dzieje, opis działań bohaterów plus dialog to wszystko, co scenarzyści mają do dyspozycji jako narzędzia do opisania świata. Powieść to miejsce, w którym wreszcie możemy opowiedzieć wszystko to, czego nie mogliśmy opowiedzieć w scenariuszu. Odpowiadając więc na pytanie, w powieści jako scenarzysta odnalazłem się z pewną satysfakcją, a nawet ulgą, choć oczywiście jej napisanie było niezwykle pracochłonne.

    W serialu w rolę głównego bohatera, Marka Kaszowskiego, wcielił się Bogusław Linda. Czy właśnie tak wyobrażał Pan sobie tę postać?

    Z odpowiedzią na to pytanie wiąże się pewna zabawna anegdota, którą, jak sądzę, z powodzeniem mogę przytoczyć zamiast udzielać odpowiedzi wprost. Otóż, w czasie jednego ze spotkań z widzami po emisji serialu „Paradoks”, ktoś z widowni zapytał mnie, czy pisząc scenariusz do Paradoksu myślałem o Bogusławie Lindzie jako o tym, kto zagra rolę komisarza Kaszowskiego. Po krótkim namyśle odpowiedziałem, że wprawdzie pisząc nie myślałem kryteriami obsadowymi, a komisarz Kaszowski to po prostu ja, taki jakim chciałbym się widzieć powiedzmy za 10 lat, ale z drugiej strony, jako, że Bogusław Linda od czasów „Przypadku” Kieślowskiego, „Kobiety samotnej”, a także „Psów” był idolem mojej młodości, to w pewnym sensie idealizując siebie przy tworzeniu postaci Kaszowskiego, obsadziłem go siłą rzeczy Lindą.

    boczne_1

    Joanna Majewska trafia do wydziału zabójstw, ponieważ otrzymuje zlecenie, by sprawdzić, czy inspektor Kaszowski nie dopuścił się nieprawidłowości w prowadzonych śledztwach. To dwie całkowicie różne osoby, które odmiennie podchodzą do swoich obowiązków. A jednak znajdą porozumienie…

    Owszem, ale zajmuje im to długie miesiące i muszą przejść w drodze do zaakceptowania siebie nawzajem kawał drogi, na której pokonują wiele przeszkód w postaci własnych przekonań, przyzwyczajeń, często zasad. Uważam, że nie ma nic piękniejszego od tego, gdy ludzie różniący się w wielu obszarach spotykają się na drodze koncyliacji i zrozumienia. Wydaje mi się, że, żeby to mogło się dokonać, najlepiej jest spróbować zrozumieć najgłębsze motywacje drugiej osoby i uzbroić się w wyrozumiałość. Kiedy udaje nam się to w kontakcie z innym człowiekiem, otrzymujemy wielki bonus, bo później niejako z automatu łatwiej nam jest także zaakceptować samych siebie. Kaszowskiemu i Majewskiej w końcu to się udaje z zyskiem, jak sądzę, dla nich obojga i dla kształtu całej opowieści.

    Sprawa zabójcy młodych kobiet, śmierć w szpitalu psychiatrycznym, samobójstwo księdza – to niektóre ze spraw, nad którymi pracuje Marek Kaszowski. Gdzie szuka Pan tematów i inspiracji do pisania?

    Zasadniczo w głowie, ale ta nie funkcjonuje przecież w pustce tylko co dzień na okrągło bombardowana jest milionami informacji, historii, które często wpadają do niej nawet w sposób niekoniecznie zauważony, ale później wrastają, łączą się z innymi, kiełkują i przy dobrych wiatrach wyrastają do rangi pomysłów, którymi mam ochotę, a nawet często przymus wewnętrzny, podzielić się ze światem.

    d%c2%b3ugi-portret_1

    Pisząc scenariusz, a później książkę musiał Pan poznać tajniki pracy w policji. W jaki sposób odkrywał Pan ten świat i czy jest coś, co w nim Pana zaskoczyło?

    W czasie pisania scenariusza współpracowałem z policjantami konsultantami. Najbardziej zaskoczyło mnie, a nawet poruszyło, kiedy jeden z nich powiedział mi, że lubi ten serial, ponieważ on odkrywa pewną ważną prawdę o pracy policjanta śledczego zajmującego się morderstwami. Otóż policjant taki w gruncie rzeczy ma ogromną władzę wynikającą z tego, że jeśli po rozważeniu w sobie wszystkich za i przeciw uzna kogoś za potencjalnie winnego przestępstwa i godnego poniesienia kary, to tak naprawdę on, a nie prokurator czy sędzia, decyduje o dalszym losie takiego człowieka. Bardzo odpowiedzialna praca, w której niezwykle ważne jest, żeby owo rozważenie w sobie przebiegło w jak najwłaściwszy sposób.

    Czy Kaszowski ma jakiś literacki pierwowzór? Jakie książki Pan czytuje?

    Książki czytuję wszelakie, również kryminały, acz nie stanowią one głównej pozycji w kanonie moich lektur. Przed wielu laty lubiłem bardzo chandlerowskiego Marlowa, może on siedzi w mojej głowie jako swoisty wzorzec policjanta czy raczej detektywa? W Kaszowskim jest też jednak niewątpliwie trochę z serialowego Dr Housa, jeśli bliżej mu się przyjrzeć.

    Czy ogląda Pan także inne seriale telewizyjne oprócz „Dr House’a”? Czy jest wśród nich taki, o którym Pan pomyślał – „szkoda, że nie ja pisałem ten scenariusz”?

    Oglądam seriale i o ile w lekturach książkowych kryminał nie jest u mnie gatunkiem wiodącym, to już w przypadku seriali rzeczywiście głównie oglądam albo seriale kryminalne, albo jeszcze lepiej szpiegowskie. Żałuję trochę, że nie piszę „Homelandu”, ale z drugiej strony, jest to serial pisany tak precyzyjnie i ma tyle poziomów narracji, że nie jestem pewien, czy bym podołał.

    Nad czym Pan teraz pracuje? Nowa książka czy scenariusz filmowy?

    Jedno i drugie. Piszę scenariusz do nowej produkcji serialowej TVN pod tytułem „Belle epogue”, do której zdjęcia rozpoczęły się już we wrześniu, a jednocześnie zaczynam pracę nad kolejną powieścią, do której napisania zaprosiły mnie także tym razem Marginesy. Powieść będzie się nazywała „Mgła”, będzie kryminalna, ale też społeczna i obyczajowa. W największym skrócie „Mgła” będzie opisywała losy trójki ludzi, policjantki o bardzo skomplikowanych życiowych losach i nie mniej skomplikowanej osobowości, seryjnego mordercy psychopaty o osobowości skomplikowanej z definicji i losy młodej dziewczyny będącej kolejną planowaną ofiarą tego ostatniego. Napędem dramaturgicznym historii będzie zaś wyścig pomiędzy policjantką a seryjnym mordercą, wyścig o mord lub ocalenie, wyścig, na mecie którego czekać będzie owa młoda, kolejna, potencjalna ofiara zbrodniarza.

    zdjęcia: Magdalena Wolna

  • „Niepokorni” ukażą się już jesienią. Co w środku? Co z serialem na podstawie książek? Vincent Severski odpowiada.

    13479293_1300444289984660_413166602_nNajnowsza książka Vincenta Severskiego ujrzy światło dzienne jesienią. Autor ma już jednak w głowie kolejny cykl, który zacznie pisać być może jeszcze w tym roku. Rozmawiamy o pisaniu, serialu, który ma powstać na podstawie jego książek, a także o Henningu Mankellu.

    Czytelnicy czekają na Twoją kolejną książkę, na jakim jesteś etapie i co w ogóle możesz zdradzić w kwestii tytułu, fabuły, objętości?

    Tytuł już jest zaklepany, „Niepokorni”. Część osób mówi, że to będzie czwarta część trylogii, ale to będzie suplement, czyli zamknięcie wszystkich wątków. Jeśli zaś chodzi o objętość, to nie będą to gabaryty poprzednich części, bo będzie miało około 400 stron. Mniej więcej wiem jakie będzie zakończenie, ale może bohaterowie nawet i mnie zaskoczą. Myślę, że jest dużo zwrotów akcji, dużo niespodzianek, mam nadzieję, że fani będą zadowoleni.

    Tą książką temat zamykasz całkowicie, czy w Twoich przyszłych książkach bohaterowie mogą się pojawić?

    Bardzo się przyzwyczaiłem do postaci z moich książek, polubiłem je. Nieskromnie powiem, że wiele postaci ma swoich fanów, więc tak by smutno było, jakby nagle zniknęły. Nikogo nie uśmiercam, chociaż trupy będą, bo przecież nic tak nie ożywia powieści jak trupy. Natomiast w nowym cyklu, który już mam w głowie, niektóre postacie będą się pojawiać w trzecim planie, jako taki ukłon w stronę tych bohaterów, ich pierwowzorów, ale przede wszystkim, do czytelników.

    Poruszę teraz temat tabu i poproszę Cię, żebyś pierwszy raz publicznie powiedział coś na temat serialu, który ma powstać na podstawie Twoich książek.

    Prace nad serialem trwają, tyle mogę powiedzieć. Prace scenariuszowe i organizacyjne są już zaawansowane, niestety, nie mogę powiedzieć dużo więcej na tym etapie, bo to jest tajemnica handlowa.

    Możemy powiedzieć, że serial na pewno powstanie?

    Na pewno rozpoczęły się prace, zostały zainwestowane pieniądze, więc duże szanse są, że ten serial będzie. Firma, która się wzięła za produkcję, jest firmą o światowej renomie, więc mam nadzieję, że wszystko się dobrze zakończy.

    Reszta jest owiana tajemnicą?

    Na razie tak. Niestety, warunki umowy mnie zobowiązują do powściągliwości.

    Odchodząc od tematu serialu, masz wrażenie, że obecna sytuacja polityczna na świecie wpływa na sprzedaż Twoich książek?

    „Nielegalni” ukazali się w 2011 roku, a w dalszym ciągu się dobrze sprzedają, a przecież wtedy sytuacja na świecie była zupełnie inna. Jak jest dobra powieść, nie chcę, żeby to zabrzmiało nieskromnie, to ona zawsze się będzie dobrze sprzedawać. Bo jeśli autor to wszystko dobrze nakreśli, uogólni pewne zjawiska, to one zawsze będą aktualne. Mówi się, że jak autor pisze pierwszą książkę, to wiadomo, że pisze z serca, że się rozlicza ze swoim życiem, z wrogami, z przyjaciółmi, komuś chce przywalić kogoś pochwalić. Ale to jest błąd, bo taka książka szybko traci aktualność i wypada z obiegu. Nie wolno się rozliczać, ale trzeba dotykać problemów, które są ważne, bo tego czytelnik oczekuje. James Bond przecież zawsze walczy ze światowym złem, to jest temat zawsze aktualny, bo zawsze jest jakieś zło.

    Czyli tak jak u Henninga Mankella? Jego książki wciąż są na czasie.

    Właśnie tak. Jego książki się nie starzeją, bo każda powieść oprócz trupa, zawiera jakiś ważny temat, który ilustruje popełnioną zbrodnię. Tam przeczytamy o emigrantach, o przemocy wobec kobiet, itd. Mankell sam był aktywistą lewicowym, a teraz by trzeba powiedzieć lewackim. To w jego książkach nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, dodaje im wartości. To był wspaniały człowiek, który pisał też książki dla dzieci. Trzeba więc mieć w sobie pewne pokłady wrażliwości, żeby książkę dla dzieci napisać.

    Jak piszesz to czytasz, czy masz czytelniczy celibat?

    Prozy nie czytam, zajmuję się tylko tym, co jest mi potrzebne do książki. Jak się czyta powieść, to trzeba podążać za bohaterem, wczuć się w to. Próbowałem czytać, ale po dwóch stronach niczego nie pamiętałem, bo myślałem o swojej książce. Poza tym, wydawcy sugerują, żeby w międzyczasie nie czytać. Natomiast jak nie piszę, to czytam bardzo dużo, wtedy się łapie język, podpatruje się innych. Jak skończyłem czytać „Millennium”, to usiadłem do pisania swoich książek, miałem to świeżo w głowie.

    zdjęcie główne: archiwum V.Severskiego

    zdjęcie w tekście: Wydawnictwo Czarna Owca

  • „Serial na podstawie moich książek? Zostały już zainwestowane pieniądze”. Tylko u mnie szczegóły!

    Mówiło się o tym od dawna, a raczej spekulowało. Autor nigdy nie poruszał tego tematu publicznie. W rozmowie ze smakksiazki.pl robi to po raz pierwszy. Wiadomo, że sprawa serialu na podstawie książek Vincenta Severskiego przybiera coraz bardziej realne kształty.

     

    severskiSam autor nie mówi nic wprost, ale poczytajcie między wierszami.

    „Prace nad serialem trwają, są już zaawansowane prace scenariuszowe i organizacyjne. Niestety, na tym etapie nie mogę powiedzieć dużo więcej, bo jest to tajemnica handlowa”.

    – Ale możemy już powiedzieć na pewno, że serial będzie realizowany?

    „Rozpoczęły się prace, zostały zainwestowane pieniądze, czyli mówiąc innymi słowy, duże szanse są, że ten serial będzie”.

    Cała rozmowa z Vincentem Severskim i już jutro u mnie.

    Jeśli macie czas i ochotę, obejrzyjcie naszą rozmówkę z końca 2014 roku, kiedy byliśmy piękni i młodzi. Niech Was nie zmyli data publikacji, rozmowa została przeprowadzona jakieś 5 miesięcy wcześniej.

    Zdjęcie główne: smakksiazki.pl

    Zdjęcie w tekście: Wydawnictwo Czarna Owca