Tag: Wydawnictwo Od Deski do Deski
-
Wiosna, ach to ty! Co przeczytać w marcu?
Wiosna (nie łączyć z polityką) zbliża się wielkimi krokami, w końcu będzie można czytać w plenerze. Może jeszcze nie w marcu, chociaż pewnie będą takie dni, że usiądziemy z lekturą na ławce. Co przeczytać? Co wybrać? Na co wydać pieniądze? Serwuję Wam listę książek, które bym kupił w ciemno. Czy skorzystacie, to już zależy od Was, ale polecam. Smacznego! Aha, klikając na okładki, przeniesiecie się na stronę ze szczegółami dotyczącymi danej książki.
-
Warszawa da się lubić?
Największe miasto w Polsce, największa polityka, najwięcej mieszkańców, ale też najwięcej problemów, intryg, spisków. Także tych politycznych. W jakim rytmie bije serce warszawskiego ratusza, jak zapadają najważniejsze decyzje, jak przebiegały przygotowania do EURO 2012, a także w jaki sposób poradzono sobie z pożarem jednego z największych mostów w Warszawie? Jacek Wojciechowicz, były wiceprezydent stolicy, opowiada Magdzie Rigamonti o politycznej codzienności. To, że w polityce nie ma sentymentów – wiemy. Książka „Kulisy warszawskiego ratusza” zabiera nas do gabinetów, w których zapadają ważne decyzje, ale też łamie się w nich polityczne kariery.
-
„Chciałbym odejść z tego świata w sposób cywilizowany”. Rozmowa z Markiem Migalskim
Główny bohater książki Marka Migalskiego jest trochę… Markiem Migalskim. To samo imię, ta sama kariera polityczna i naukowa. Autor wysyła wykreowaną przez siebie postać do luksusowego ośrodka, w którym ma zostać poddanym eutanazji. Jednak najpierw przez miesiąc będzie miał wszystko pod ręką: najlepsze alkohole, potrawy, piękne kobiety, a nawet przystojnych mężczyzn. Czy decyzję od śmierci można odwrócić? Czy w ośrodku może go spotkać coś, czego jeszcze w życiu nie przeżył? Przeczytajcie „Wielki finał”, bo to nie tylko dobrze napisana opowieść pieniądzach, życiu i śmierci, ale także, a może nawet przede wszystkim, zwrócenie uwagi na problem starzejącej się Europy. Obejrzyjcie naszą rozmowę, najlepiej do końca, bo można wygrać książki z autografem autora. Jeszcze jedno: jeśli macie ochotę się spotkać z Markiem Migalskim, to wpadnijcie 27 marca o 18:00 do Empiku w Silesia City Center w Katowicach. Zapraszam!
-
Sposób na starzejącą się Europę? Eutanazja. Powieść byłego eurodeputowanego
Wyobraźcie sobie, że za niecałe dziesięć będzie obowiązywało prawo, które daje możliwość swobodnego korzystania z eutanazji, a swojego żywota możecie dokonać w jednym z luksusowych ośrodków rozsianych po całym świecie. Szaleństwo? Fikcja? A może już się o tym w politycznych kuluarach rozmawia?
Głównym bohaterem książki Marka Migalskiego, byłego europosła, jest pięćdziesięcioletni Marek, który ląduje w luksusowym ośrodku w Gambii. Czy wszystko potoczy się tak, jak sobie zaplanował? Czy decyzja o śmierci jest nieodwracalna? Premiera „Wielkiego finału” już 28 lutego. O książce opowiada Anna Sekielska, prezes Wydawnictwa Od Deski Do Deski.
-
„Rzucenie dziennikarstwa dla pisania książek? Rozważam”
Ledwie kilka dni temu na księgarskich półkach pojawiła się jego najnowsza książka „Smak suszy”. Z Tomaszem Sekielskim rozmawiam o jego thrillerze politycznym, potencjalnym zamachu terrorystycznym w Polsce, a także, jak w tytule, o pokusie rozwodu z dziennikarstwem na rzecz bycia pisarzem na pełen etat.
-
„Mój bohater jest pierdołą i niezgułą”, rozmowa z Łukaszem Orbitowskim
„Exodus”, czyli najnowsza książka Łukasza Orbitowskiego pojawi się za nieco ponad dwa miesiące, ale posłuchajcie o niej już dziś bo warto. Dowiecie się sporo o fabule, Łukasz przybliży Wam postać głównego bohatera, a także opowie, co w jego życiu zmienił Paszport Polityki. No i najważniejsze, dlaczego „Exodus” będzie zupełnie różny od „Innej duszy”. Spotkaliśmy się w dość nietypowych okolicznościach przyrody jak na rozmowę o książkach, chociaż w przypadku Orbitowskiego…
-
„Moja książka jest jak keks, a rolę bakalii spełniają fakty”.
5 czerwca 1970 roku na trwałe zapisał się w historii polskiej kryminalistyki. Tego dnia doszło do tajemniczego porwania. Sprawa już od początku budziła duże kontrowersje, a wiele pytań do dziś pozostaje bez odpowiedzi. Autor znał ofiarę osobiście, co było głównym bodźcem, żeby zająć się tą sprawą. Poszedł tropem zbrodni, zapoznał się wnikliwie z materiałami ze śledztwa, aktami sądowymi, spotkał się z prokuratorem prowadzącym dochodzenie i niczym archeolog z pozornie oderwanych od siebie zdarzeń spróbował odtworzyć przebieg tej tajemniczej historii. Dziś premiera książki Jacka Ostrowskiego „Ostatnia wizyta”. Gwarantuję, że w trakcie lektury się wzruszycie, zamyślicie, a momentami będziecie chcieli zabić głównego bohatera.
Podobno w każdym, nawet najbardziej brutalnym mordercy można znaleźć coś pozytywnego. Czym jest to coś u Zbigniewa Pielacha, a właściwie Iwana Siemieniuka?
Nie ukrywam, że od samego początku nurtowała mnie ta myśl. Czy w wielokrotnym zabójcy można znaleźć coś pozytywnego? Zadałem to pytanie prokuratorowi prowadzącemu śledztwo. Obydwaj byliśmy zgodni, że dbałość o wykształcenie dzieci były jedynym światełkiem w mrocznej duszy tego człowieka. Trudno byłoby się doszukać czegoś więcej. Patrzę na Iwana Siemieniuka przez pryzmat warunków w jakich kształtowała się jego osobowość. Były ekstremalnie trudne i one w głównej mierze go stworzyły.
Co w tej smutnej historii sprawiło, że się pan właśnie nią zainteresował?
Bodajże dwa lata temu przeglądałem stare rodzinne albumy. Wśród zdjęć było jedno szczególne. Przedstawiało moją mamę i jej dobrą znajomą, płockiego pediatrę późniejszą ofiarę Iwana Siemieniuka. Dobrze ją pamiętałem, sporo jej zawdzięczałem jako dziecko ( chorowałem na krztusiec i dzięki jej pomocy udało mi się pokonać chorobę). Pamiętam również jej męża, jego białą muchę pod brodą. Też był lekarzem. Uwielbiał przepytywać dzieci z historii, takie hobby. To byli dobrzy, pogodni ludzie. Minęło sporo lat od porwania, każda historia nawet tragiczna powinna mieć jakieś zakończenie. Tu tego zabrakło. Czułem, że muszę coś w tej materii uczynić. To było dla mnie duże wyzwanie, wszak od tragedii upłynęło 35 lat. Od czego zacząć?

O ile bogatsza jest „Ostatnia wizyta” dzięki spotkaniu z prokuratorem, który kierował śledztwem?
Spotkanie z prokuratorem było dla mnie bezcenne. Przede wszystkim dlatego, że on nadzorował śledztwo w późniejszym etapie, wtedy kiedy inni już się poddali. Widział błędy w dochodzeniu. Wyrobił sobie swój osobisty pogląd na tę sprawę i się ze mną nim podzielił. Trudno też nie wspomnieć o jego publikacji na temat porwania. Bardzo mi ułatwiła ogarnięcie tematu, ukierunkowała w poszukiwaniach. Długo rozmawialiśmy o porywaczu, o jego charakterze, zachowaniu podczas przesłuchań, o jego życiorysie. To w powiązaniu z aktami oraz publikacjami z psychologii pozwoliło mi stworzyć psychologiczne portrety Pielacha i jego żony. Wtedy dopiero zabrałem się za książkę.
Zbigniew Pielach był człowiekiem bez skrupułów, zamordował między innymi swoją teściową, a także wiele innych osób, w tym lekarkę z Płocka. Nie miał wyjścia, musiał to zrobić, czy mógł odmówić KGB, dzięki któremu mógł mieszkać i żyć w Polsce?
Według mnie pod koniec drugiej wojny światowej, podczas wielkiej migracji ludności (porównywalnej do dzisiejszej z krajów arabskich) Rosjanie przemycili nie tylko do USA ale i do krajów Europy setki, a być może tysiące agentów, później przez Amerykanów nazwanych „Sleepers”. To była wielka operacja tajnych służb radzieckich, która do dziś jest owiana tajemnicą. Iwan Siemieniuk był przypuszczalnie jednym z tych agentów. Oficjalnie zwolniony z wojska wciąż był w czynnej służbie początkowo w NKWD, a później w KGB. Dowodów na to jest sporo. Sprzeciwienie się KGB było jednoznaczne z odmową wykonania rozkazu. To byłoby prawdziwe szaleństwo równoznaczne z wyrokiem śmierci.
Czytelnikowi chyba najłatwiej będzie utożsamić z Hanną, czyli żoną mordercy, z którym żyła pod jednym dachem. Umówmy się, że fakt, że go nie zabiła zakrawa na cud. Może gdyby nie była tak religijna…
Hanna to bardzo ciekawa postać. Powiem więcej, ta postać może zafascynować. Jak tu pogodzić religijność z życiem pod jednym dachem z takim mężem. Jak usiąść z nim do stołu, jak dzielić łoże? Długo zastanawiałem się nad tym jak to naprawdę wyglądało. Na pewno to był bardzo skomplikowany układ, ale jakby nie było trwał dwadzieścia pięć lat. Czy byłaby w stanie zabić męża? Trudno powiedzieć, bo zabicie kogoś jest w pewnym sensie przekroczeniem jakiegoś przysłowiowego Rubikonu. Nie wiem, nie każdy jest Cezarem.
Które elementy książki są w całości fikcyjne? Anonimy wysyłane do przedsiębiorców, hodowla królików, a może niektóre morderstwa?
Problem jest w tym, że sam uwierzyłem w tę wersję zdarzeń. Wszystkie zabójstwa niestety miały miejsce. Opowiadania Pielacha są fikcją, choć on sam chętnie sięgał po maszynę do pisania. Odnośnie anonimów, ich sens jest zbliżony do oryginałów. Hodowla istniała, były króliki, kury i pieczarki. Książka w konstrukcji przypomina keks. Jest nafaszerowana bakaliami inaczej mówiąc faktami. Akta, publikacje wszystko razem początkowo było dla mnie sporą kupką skorup z której skleiłem czarę, niestety pełną krwi.
Silą książek, które ukazują się w serii na F/aktach, są właśnie akta oraz fakt, że autorzy mogą z nich korzystać. Co Pana najbardziej zaskoczyło, zniesmaczyło, zażenowało?
Kiedy trzymałem w ręku oryginalne listy zabójcy czułem mrowienie w kręgosłupie. Te dokumenty były świadkami zbrodni. Trudno powiedzieć, że niemymi, bo ich treść krzyczała. Proszę mi wierzyć, bolały mnie uszy. To było największe zaskoczenie. Zażenował mnie poziom raportów milicji, a zniesmaczył wynik śledztwa i wysokość wyroku. Pozwolę sobie tu zacytować zdanie z powieści. „Za to co już macie na sumieniu to powinni was wieszać, odcinać ,wieszać , odcinać i tak bez końca”. Nic dodać i nic ująć.
-
Podsłuchuję ludzi w samochodzie, pociągu, samolocie. Później te historie wykorzystuję.
Jak już pewnie wiecie, jutro premiera „Eksplozji”. Na książkę składają się opowiadania starsze i te całkiem nowe. Z Januszem Leonem Wiśniewskim rozmawiam zarówno o tym tytule, jak i o kultowej już „S@motności w sieci”, przejazdach BlaBla Carem, Andrzeju Zausze, powrocie do Gdańska, ale też o…tatuażach. Żeby było Wam wygodniej, rozmowa jest podzielona na fragmenty. Jeśli kogoś nie interesuje rozmowa o jednym temacie, klika w inny, problem rozwiązuje się sam. Oczywiście zachęcam do obejrzenia wszystkiego 😉
„Eksplozje” od jutra w księgarniach. Czym są?
„S@motność w sieci” jak tatuaż, który bardzo trudno zmyć. Pewne jest, że będzie kontynuacja książki.
Dlaczego jeden z najbardziej znanych polskich pisarzy korzysta z BlaBla Car ?:)
Dlaczego napisał książkę o zabójstwie Andrzeja Zauchy i kto go do tego przekonał ?
Janusz Leon Wiśniewski od 30 lat na co dzień mieszka we Frankfurcie nad Menem. Deklaruje, że wraca na stałe do Polski.














