Premierowy fragment „Sprzedawczyka” tylko tutaj!

Nie tak dawno informowałem Was o mojej fascynacji tą książką, która trochę przerodziła się w obsesję. Teraz możecie chociaż zamoczyć kostki w  morzu dobrej literatury. Kostki, ale już za kilkanaście dni  rzucicie się na pełną wodę, a jestem pewien, że utoniecie. Mam dla Was mały fragment „Sprzedawczyka”, który premierowo pojawi się na księgarskich półkach już 17 stycznia. Wszystko pięknie na polski przełożył Piotr Tarczyński.

Udał, że chce mi zaproponować pigułki, po czym delikatnie położył je sobie na języku i pociągnął łyk z wyglądającej na drogą srebrnej butelki. Po tym, jak zaprzestano emitowania jego kreskówek, Foy miał jeszcze serię porannych talk-show. Każda kolejna porażka spadała w ramówce na coraz wcześniejszą godzinę. Podobnie jak Bloodsi nie używają litery „C”, bo to pierwsza litera ich przeciwników, Cripsów (Coca-Cola to Koka-Kola*), tak Foy swoją przynależność do gangu okazuje zamienianiem słowa „fakt” na słowo „czarny”. W programach o takich nazwach jak Czarny czy fikcja? albo Czarnoid przeprowadzał wywiady z każdym: od światowych przywódców po umierających muzyków. Jego najnowszą odsłoną było nadawane na lokalnym kanale nonsensowne forum dyskusji rasowej pod tytułem Czarni po czarnych. Szło to o piątej rano w niedzielę. Na całym świecie tylko dwoje czarnuchów nie śpi o piątej rano – Foy Cheshire i jego makijażystka.

Człowieka, który w garniturze, butach i dodatkach ma na sobie jakieś pięć tysięcy dolców, trudno określić mianem rozmemłanego, ale z bliska, w świetle latarni, tak właśnie wyglądał. Pognieciona, wyblakła koszula. Mankiety nogawek jego jedwabnych spodni były postrzępione i ubrudzone ziemią. Miał porysowane buty i waliło od niego likierem miętowym. Pic na wodę, fotomontaż. Mike Tyson powiedział kiedyś: „Tylko w Ameryce możesz być bankrutem i mieszkać w pałacu”.

Foy zakręcił flaszkę i wcisnął ją w kieszeń. Spodziewałem się, że teraz, kiedy nikt nie patrzy, przeobrazi się w czarnuchołaka. Wysunie kły i pazury. W myślach zadałem sobie pytanie: czy czarne wilkołaki mają kręconą sierść? No chyba, co nie?

Wiem, co kombinujesz. – Co kombinuję?

Masz teraz mniej więcej tyle samo lat co twój ojciec, kiedy zginął. I przez dziesięć lat na żadnym zebraniu nie powiedziałeś ani słowa. Dlaczego akurat dziś postanowiłeś mówić o tym debilnym pomyśle z przywróceniem Dickens? Bo próbujesz przejąć Pif-Pafów, odebrać to, co zapoczątkował twój ojciec.

Nie sądzę. Możesz sobie zatrzymać każde stowarzyszenie, które pogadanki na temat zagrożenia cukrzycą urządza w pączkarni.

Być może powinienem to wtedy dostrzec. Ojciec miał kwestionariusz, za pomocą którego sprawdzał, czy ktoś traci zmysły. Mawiał, że ludzie często biorą charakterystyczne cechy załamania nerwowego za przejawy silnej osobowości. Emocjonalny dystans. Zmiany nastroju. Sny o potędze. Jeśli chodzi o obumieranie od środka, to znam się tylko na drzewach, a nie na ludziach – z wyjątkiem Sorga, który był otwartą księgą, niczym te plastry z pnia sekwoi, które ogląda się w muzeach nauki. Drzewo na swój sposób wycofuje się w głąb. Na liście wychodzą plamy. Czasem na korze pojawiają się zrakowaciałe narośla i pęknięcia. Gałęzie są w dotyku wysuszone na wiór albo miękkie i gąbczaste. Najlepiej jednak patrzeć na korzenie. To one zakotwiczają drzewo w ziemi, trzymają je w miejscu na tej wirującej w kosmosie kulce gówna. A jeśli są popękane, pokryte grzybem i naroślami… no cóż… Pamiętam, jak patrzyłem na korzenie Foya: drogie brązowe półbuty. Były zdarte i zakurzone. Zważywszy na pogłoski o pozwie rozwodowym jego żony, o bankructwie, o zerowej oglądalności jego programu, może powinienem był się domyślić.

Mam na ciebie oko – powiedział, wślizgując się do samochodu. – Pączki Pif-Paf to wszystko, co mi zostało. To moje gówno, nie pozwolę ci go spierdolić.

* Z kolei Cripsowie starają się nie używać litery B albo zastępować słowa na B słowami na C.