Tag: Adam Bigaj

  • Krótka historia spotkania, do którego nie doszło

    Na wstępie dziękuję, że smakksiazki wyraził zgodę na publikację tego tekstu na swoich łamach.

     Teoretycznie na stronie z oświadczeniem znajduje się propozycja umieszczenia tam polemiki, ale myślę sobie, że kwestia może zainteresować szersze grono czytelników, stąd uznałem, że wskazane jest wyjście poza stronę Stowarzyszenia.  

    Zanim przeczytacie Państwo tekst w załączniku, kilka słów wprowadzenia. Gdy okazało się, że wydana zostanie książka „Bezpański”, Stowarzyszenie Komendantów Policji Polskiej wyraziło chęć zorganizowania spotkania autorskiego z Adamem Bigajem i ze mną w miejscu spotkań Stowarzyszenia. Termin wyznaczono na 21 albo 22 listopada (nie pamiętam teraz dokładnie) i odwołano na blisko tydzień przed planowaną datą, bez podania przyczyn. Oficjalne wyjaśnienie pojawiło się na stronie Stowarzyszenia cztery dni po zaplanowanej dacie spotkania i około dziesięciu dni po odwołaniu wydarzenia. My, to znaczy Adam i ja, dowiedzieliśmy się o nim przedwczoraj. Tyle kontekstu.

    Teraz przejdźmy do samego oświadczenia. Szczerze zachęcam, by uprzednio zapoznać się z nim, by jasne było, do czego się odnoszę (klik, klik). 

    A zatem:

    Szanowny Zarządzie Stowarzyszenia Komendantów Policji Polskiej!

    Zacznę od tego, że dziękuję za oświadczenie. Do milczenia trudno się odnosić, teraz przynajmniej poznałem Państwa motywacje. A co wydaje mi się najważniejsze, do oświadczenia można się odnieść. Zacznę zatem od pytania.

    Piszą Państwo: „Zarząd Stowarzyszenia Komendantów Policji Polskiej zapoznał się: […]

    – z opiniami swoich członków, a w tym uczestników wydarzeń opisywanych w powyższej publikacji oraz uczestników tych wydarzeń spoza kręgu Stowarzyszenia;”

    I szczerze mówiąc nie wiem, co to właściwie znaczy i jaką ma wagę. Przez strony „Bezpańskiego” przewija się bardzo dużo osób – z iloma z nich Zarząd rozmawiał?

    Dlaczego zamiast konfrontacji umożliwiającej zweryfikowanie wydarzeń, niemal bez słowa wycofano się ze spotkania? Czy mamy do czynienia z cenzurą w ramach ZSKPP?  

    Adam Bigaj i Jakub Ćwiek, fot: smakksiazki.pl

    Przejdźmy dalej:

     „w świetle jednoznacznie negatywnego odbioru pokazywania w książce osób i wydarzeń oraz wygłaszanych w niej opinii, oświadcza, że nie widzi żadnej możliwości odbycia pod patronatem Stowarzyszenia spotkania autorskiego i zorganizowania promocji publikacji.”

    O czyim jednoznacznie negatywnym odbiorze mówimy? Nie chcę tu odpowiadać w imieniu Adama Bigaja, ale osobiście przyszło mi spotkać przynajmniej kilkunastu bohaterów książki, – są do znalezienia na zdjęciach chociażby ze spotkania autorskiego we wrocławskim Empiku – ich opinia o książce jest bardzo pozytywna.

    Skąd więc ta drastyczna rozbieżność? Czyżby tak starannie dobrano grupę focusową, by odpowiedź pasowała pod tezę? Bo jeżeli tak, jesteśmy już w tym miejscu dość blisko próby manipulowania narzędziami statystycznymi, co jak Państwu wiadomo, – zapoznaliście się wszak z treścią „Bezpańskiego” – jest jednym z głównych zarzutów wobec formacji, jakie padają w książce. Przy okazji pozwolę sobie nadmienić, że nikt o Państwa patronat specjalnie nie zabiegał, inicjatywa spotkania wynikła z luźnej rozmowy Adama Bigaja z przedstawicielami Stowarzyszenia na temat książki i miało być tym właśnie – spotkaniem z policjantami z Wrocławia. Spotkanie promujące książkę odbyło się dnia 15.11.2018 w Empiku Renoma.  

    Odwołane spotkanie byłoby wręcz doskonałą okazją do konfrontacji, porozmawiania z autorami, zgłoszenia ewentualnych przekłamań. Bierzemy odpowiedzialność za to, co napisaliśmy i chcemy o tym rozmawiać. 

    Przejdźmy dalej do kolejnego cytatu:

    „Zarząd Stowarzyszenia zauważa, że pod pozorami szczerych wypowiedzi i głoszenia prawdy o służbie na straży porządku i bezpieczeństwa publicznego, realizowane są w książce także osobiste porachunki z racji rzeczywistych bądź urojonych krzywd oraz opinie o charakterze paszkwilanckim.”

    fot: smakksiazki.pl

    A tu najwyraźniej wkradła się Państwu literówka, którą spieszę skorygować. Zarząd nie tyle „zauważa”, co „uważa”, bo tego, co rzekomo zauważono w tekście zwyczajnie nie ma. Tym bardziej nic nie jest ukrywane pod jakimikolwiek pozorami.

    Forma książki określona jest jasno. Nie powinien dziwić charakter osobisty wypowiedzi w niej zawarty. To wspomnienia konkretnej osoby, odnoszące się do pracy, jaką rzeczona osoba wykonywała przez przeszło trzy dekady. Publikacja zawiera tak myśli, jak i opinie wyciągnięte na podstawie doświadczeń oraz wspomnień z tych doświadczeń Adama Bigaja, przetworzone przeze mnie na język literacki.

    Uważam, że właśnie spotkanie byłoby najlepszą okazją do skonfrontowania tej opinii. 

    Idźmy dalej.

    ” Zarząd Stowarzyszenia solidaryzuje się z osobami lub ich bliskimi dotkniętymi zafałszowanym obrazem rzeczywistości.”

    Czyli jest coś, co nas łączy. To ważne, by solidaryzować się z ofiarami przekłamań. Jak się to jednak ma do naszej książki? Bo nie widzę związku.

    ” Wyraża także dezaprobatę dla uprawiania w prezentowanej formule „literatury faktu” oraz dla tego typu manipulacji, które są z łatwością możliwe do dokonywania, jako trudne do weryfikacji właśnie faktów,  ze względu głównie na znaczny upływ czasu.”

    Właśnie dlatego, szanowni Państwo, podtytuł książki brzmi „Ballada o…”, a publikacja w żadnych materiałach prasowych nie jest określana mianem reportażu.

    Nie wiem, w jaki sposób ostatnia część oświadczenia dotycząca swobody wypowiedzi ma się odnosić do nas i naszej publikacji napisanej uczciwie i w dobrej intencji, ale na wszelki wypadek napiszę też coś mądrego, co dla odmiany będzie pasowało do tematu. Słowa te w formacji od niedawna starannie zdeubekizowanej powinny być doskonale znane, czuję się więc zwolniony z obowiązku przytaczania tytułu dzieła:

    „Jeśli źle powiedziałem, daj świadectwo o złu, a jeśli dobrze, dlaczego mnie bijesz?”

    Z wyrazami szacunku

    Jakub Ćwiek

    Współautor książki „Bezpański. Ballada o byłym gliniarzu”

  • „Z tą książka jest jak u Chandlera. W jej powstanie zamieszane są piękne kobiety”

    Wczoraj wrzucałem okładkę, a dziś kilka słów od autora, a właściwie, współautora książki „Bezpański. Ballada o byłym gliniarzu”. Jak doszło do współpracy z byłym policjantem z Wrocławia, czego Ćwiek nie może wybaczyć Szczepanowi Twardochowi oraz jakie opowieści kryją się w książce? Przeczytajcie.

    Jak splotły się losy Jakuba Ćwieka i „Księciunia”, czyli Adama Bigaja, współautora i jednocześnie głównego bohatera książki „Bezpański. Ballada o byłym gliniarzu”?

    Historia dowodzi, że zawsze najlepiej działa, gdy takie sprawy zostawia się w lekkim niedomówieniu, tworząc działającą na wyobraźnię aurę tajemniczości. Powiem więc tylko, że trochę jak u Chandlera, którego uwielbiam, zamieszane w sprawę były piękne kobiety, ważną rolę odegrało miasto i szereg rozmów odbytych w półmroku.

    Dlaczego „Księciunio” zdecydował się w ogóle opowiedzieć swoją historię i co Cię w niej nakręciło?

    Pierwsza część pytania raczej nie do mnie, ale z własnego doświadczenia wiem, że historie, zwłaszcza te wzbudzające w nas prawdziwe emocje, trudno zachować wyłącznie dla siebie. One wręcz w nas kipią. Jeszcze trudniej być całe życie w środku czegoś, widzieć jakie to jest naprawdę i jednocześnie słuchać farmazonów ludzi, którzy podejmują temat, nie mając o tym pojęcia. To frustruje i czasem ta frustracja, jeśli ją dobrze ukierunkować, może być paliwem pod świetną książkę.
    Co do mnie, najpierw długo słyszałem pojedyncze anegdoty pana Adama i przyjmowałem je tak, jak zostały podane – jako opowiastki ze służby. Z czasem jednak, gdy tych historii było więcej, pewne wydarzenia w nich zaczynały się łączyć, poszedłem, jak zwykle przy powieściach, za chronologią wydarzeń i ścieżką rozwoju bohatera. Chciałem zobaczyć jak pan Adam zmieniał się na przestrzeni lat. Jak zmienia się jego podejście do obowiązków, służby. No i nie ukrywam, zależało mi na tym, by te wszystkie anegdoty, czasem zabawne, czasem mrożące krew w życiach jakoś opakować i dać światu. Są zbyt dobre, by ich żywot skończył się na alkoholowych pogaduchach byłych policjantów gdzieś w puszczy.

    Czego czytelnicy mogą się spodziewać po Waszej książce? Przyznasz, że wchodzisz w takie rejony, z których Twoi fani Cię nie znają.

    Czego mogą się spodziewać czytelnicy? Uczciwie napisanej książki policyjnej. Rzeczywiście nie pisałem wcześniej niczego takiego, nigdy też nie miałem tak uporządkowanego i konkretnego materiału źródłowego, ale metodę pracy przyjąłem taką samą jak przy innych publikacjach: cokolwiek piszesz, filtruj przez siebie. Dlatego ta książka nie przyjmuje formy wywiadu rzeki – uważam, że to nie jest forma właściwa dla pisarza. Dziennikarz? Rozumiem, ale nie pisarz. Uważam, że pisarskim zadaniem jest wniknąć w głowę rozmówcy, poczuć się jak w grze komputerowej z perspektywą pierwszej osoby. Przejść ją etap po etapie i opisać wrażenia jak swoje, w narracji pierwszoosobowej. Pamiętam, że miałem wielki żal do Szczepana Twardocha, że będąc pisarzem tej klasy, człowiekiem z tak niebywałym talentem, kogoś takiego jak Mamed Khalidow „zbył” wywiadem rzeką. Cóż to mogła być za książka!

    Czy możesz zdradzić jedną historię, która znajdzie się w książce?

    Opowiadanie tych historyjek na wyrywki to przywilej pana Adama, moim zadaniem było je właśnie połączyć, stąd serwowanie wyimków to jakby wyrywanie się przed szereg. Powiem jednak, że zwłaszcza w dzisiejszych czasach, w dobie poważnych zarzutów, teczek, powszechnej dezubekizacji każdego w mundurze etc. dość ciekawie czyta się o tym jakie faktycznie były relacje między SB, milicją a kościołem. Opracowując te kawałki czułem się czasami jakbym redagował książkę o proboszczu Don Camillo. Czy też, by być bliżej dzisiejszego odbiorcy, jakbym tworzył spin off serialu „Ranczo”. No bo trudno się nie roześmiać, gdy czyta się o tym, jak to księża wiedząc kto na mszy jest podstawiony, specjalnie nasączali na funkcjonariuszy kropidła, by przemoczyć ich do suchej nitki, a zawodzący któregoś razu głos potępionej duszy w środku kościoła okazał się niczym innym jak zwarciem potraktowanego święconą wodą ukrytego magnetofonu.

    Wrocław, fot: www.unsplash.com/ Mateusz Gzik

    Rzecz ukaże się w Wydawnictwie Marginesy, czy to znak, że opuszczasz SQN, a może jest to chwilowy romans?

    Nieodmiennie bawi mnie stosowanie względem współpracy z wydawcami nomenklatury właściwej dla związków, relacji o charakterze romantycznym. Jest w tym jakieś takie tabloidowe szukanie skandaliku, które na tym poziomie mam za uroczo-zabawne. Odpowiadając jednak na pytanie – moja współpraca z wydawnictwem SQN układa się bardzo dobrze. Wydani niedawno „Stróże” radzą sobie świetnie, na jesień szykujemy wspólnie nowe, poprawione wydanie Kłamcy, kolejne publikacje w planach. Tak jednak jak uważam, że należy tworzyć opowieść w pasującym do niej medium, tak jestem za tym, by, gdy już gotowy produkt powstanie, słać go tam, gdzie poczują go najlepiej. „Bezpański” – jako historia gliniarza, pasował mi szczególnie do Marginesów. To w końcu tam Wojtek Chmielarz publikuje opowieści o Mortce – uczciwie napisane powieści policyjne.