Tag: Adam Szaja

  • „Pójdę do więzienia, bo o tym powiedziałem”. Zygmunt Miłoszewski o sprzedaży praw do ekranizacji książki

    Koniec II wojny światowej. Niemcy przegrywają, każdy myśli tylko o sobie. Generalny Gubernator Hans Frank ukrywa najcenniejsze łupy, a wraz z nimi bezcenny sekret, który ma zapewnić mu nietykalność po wojnie. Skarb ginie bez śladu w tajemniczych okolicznościach. Rok po wojnie. Do Polski powracają zrabowane dzieła sztuki z „Damą z gronostajem” Leonarda da Vinci na czele. Brakuje „Portretu Młodzieńca” Rafaela Santi, który od tej pory pozostaje najcenniejszym zaginionym na świecie dziełem sztuki i symbolem grabieży dokonanych w czasie II wojny światowej. W Muzeum Czartoryskich w Krakowie od ponad sześćdziesięciu lat na Rafaela czeka pusta rama. Brzmi znajomo?

    To opis „Bezcennego”, jednej z książek Zygmunta Miłoszewskiego. Fani pisarza doskonale wiedzą, że Zofia Lorentz pojawia się też w „Kwestii ceny”, która miała premierę kilkanaście dni temu. Dlaczego więc wracam do tytułu z 2013 roku? Ano dlatego, że w trakcie rozmowy ze mną i Wojciechem Chmielarzem Zygmunt Miłoszewski opowiedział o sprzedaży praw do ekranizacji. Jak się pewnie domyślacie, 99% informacji objętych jest tajemnicą, ale wiadomo, że nie będzie to serial, a film.

     

  • Uczciwość za półtora tysiąca

    Dziś o pieniądzach, a właściwie o potencjalnych pieniądzach. Tytułowej kwoty nie zarobiłem w minionym tygodniu na własne życzenie. Pomyślcie, że jestem jednak frajerem, bo skoro dają, to trzeba brać. Być może macie rację, ale być może rację mam ja, to się za chwile okaże. No więc jak, brać kasę od wydawców za coś, do czego nie jestem przekonany, a mówić Wam, że to coś jest super?

    To by była najkrótsza i najszybsza droga do zamknięcia smaku. Raz byście się złapali, drugi może też, ale za trzecim to już mielibyście opory żeby zaufać temu, co pisze Szaja. I ja bym Was doskonale rozumiał, bo ile można. Nie mówię, że wszystko, co polecam teraz, to Wam pasuje, ale mam nadzieję, że moje opinie odbieracie jako uczciwe. Jeśli się czymś podniecam, to naprawdę się podniecam, nie udaję literackich orgazmów, nie przeliczam ich też na bilety Narodowego Banku Polskiego. Jestem dość prosto skonstruowany – gdy coś mi się podoba, to o tym mówię, a gdy mi się nie podoba, to też o tym mówię, ale wtedy niektórzy autorzy oraz ich wydawcy są o mnie jak najgorszego zdania. Słuchajcie, dla mnie kasa naprawdę nie jest najistotniejszą rzeczą na świecie, jeżdżę siedemnastoletnim samochodem, mieszkam w bloku, kupuję w Biedronce. Może gdybym miał kręgosłup giętki jak Jarosław Gowin, to wtedy sprawy miałyby się inaczej, ale w takiej sytuacji musiałbym wymontować lustra z domu, bo głupio by było spojrzeć sobie w twarz. Zdarzają się też takie sytuacje (drodzy wydawcy, nie czytajcie tego), że jeśli coś mnie zafascynuje totalnie, to jestem w stanie powiedzieć: „ej, zróbmy to, to jest super, nie chcę za to pieniędzy”. Powiecie, że to psucie rynku, z czym częściowo jestem w stanie się zgodzić, ale jednak traktuję swoją pracę jako pasję, więc to działa trochę inaczej. Nawet w wolnym czasie robię dokładnie to samo co w robocie. Czytam, wymyślam, kombinuję, gdzie nagrać recenzję żeby miejsce pasowało do książki.

    www.unsplash.com/Jp Valery

    Wracając jednak do tytułowych pieniędzy, to chyba źle policzyłem, bo gdybym przyjął ofertę od pewnej bardzo dużej firmy zajmującej się audiobookami oraz słuchowiskami, to pewnie byłoby to w sumie ponad trzy tysiące złotych. Tylko wtedy nie miałbym moralnego prawa oceniać kogokolwiek, a Wy stracilibyście do mnie cały szacunek i sympatię (jeśli takie odczucia wobec mnie macie). Z innej beczki, to w mijającym tygodniu pojawiły się też dwie oferty z mojej ulubionej kategorii barterowej. Pewna księgarnia internetowa proponowała mi bon do wykorzystania w ich sklepie w zamian za linkowanie recenzowanych książek właśnie do nich, a drugi barter to bardzo duże wydawnictwo, które chciało współpracować przy promocji nowej książki dość poczytnej polskiej autorki kryminałów. Jeśli chodzi o robienie rzeczy za darmo, to jednak zostawiam sobie prawo do decydowania co oraz dla kogo to zrobię. W ogóle mam wrażenie, że kwestia kasy jest w środowisku tematem tabu, ale to chyba wątek na osobny tekst.

    Żeby była jasność, nie żalę się. Mógłbym mieć wszystko w dupie, brać kasę od każdego, kto chce ją u mnie zostawić, a Wam wciskać głodne kawałki o tym, że ta książka to naprawdę najbardziej wyczekiwany debiut roku, co z tego, że już czwarty w tym miesiącu. Mógłbym pisać, że nie spałem całą noc, bo czytałem, albo, że to najlepsza książka tego roku, a Wy pomyślicie, że jestem idiotą, bo jest przecież dopiero maj. Sposobów by było pewnie sporo, starczyłoby na miesiąc wciskania kitów, a co potem? Cześć z Was by pewnie została, część  odeszła, a ja byłbym bez luster w domu. Obejrzałem wczoraj wieczorem (w końcu!) półtoragodzinny film o zespole „Kult”. Jest tam taka piękna kompilacja scen, w których Kazik Staszewski klęka po koncertach na scenie i bije pokłony w stronę publiczności mówiąc coś takiego: „bez Was nie miałoby sensu nasze funkcjonowanie”. Chłop ma aparaty w obu uszach, jest już raczej starszy niż młodszy, a skacze po scenie na każdym koncercie przez trzy godziny. Kult mógłby grać pewnie o połowę krócej, ale jednak nie. Do tego przyzwyczaili słuchaczy, więc konsekwentnie są wobec nich uczciwi. Pamiętajcie więc, że bez Was nie byłoby smaku, a ja daję Wam uczciwość. Dzięki, że jesteście.

    Adam Szaja

  • Autobus życia jednak dalej jedzie

    Kilkanaście dni temu na jednokierunkowej ulicy przy której mieszkam całkowicie zmieniono zasady ruchu samochodów. Załóżmy, że jechało się od lewa do prawa, więc teraz jedzie się od prawa do lewa. Efekt jest taki, że sporo kierowców pojechało na pamięć, czyli pod prąd. Byli też tacy, którzy nie tylko do błędu się nie przyznali, ale jeszcze starali się udowodnić swoje racje klaksonem, a czasem nawet środkowym palcem. Dziś praktycznie wszyscy jadą w dobrą stronę, co nie znaczy, że niektórzy mają jeszcze w głowie stare zasady. Co to ma wspólnego z obecną sytuacją na rynku książki? Wbrew pozorom całkiem sporo.

    Koronawirus również w znacznym stopniu zmienił pewne zasady oraz zachowania. Coś, co było nie do wyobrażenia dwa miesiące temu, teraz jest codziennością. Coś, co do niedawna wydawało się osobliwe, dziś podtrzymuje nas przy życiu. Tomasz Sekielski mówił w trakcie Kryzysowego Spotkania Autorskiego, że gdyby przed pandemią zaproponował Aleksandrowi Kwaśniewskiemu wywiad w wersji online, to byłaby duża szansa, że prezydent zaproszenie by odrzucił. Jak sprawy się mają teraz? Tak, dobrze myślicie, Tomek zrobił bardzo fajną rozmowę z Kwaśniewskim, a każdy siedział przy swoim domowym biurku. Czy warto się obrażać na rzeczywistość? Nie, po prostu trzeba jak najszybciej się w niej odnaleźć. Ktoś kiedyś mądrze powiedział, że w trakcie kryzysu zdarzają się bankructwa, ale rodzą się też fortuny. Ktoś inny dodał, że w trakcie odpływu doskonale widać, kto pływa bez majtek.

    www.unsplash.com/Markus Spiske

     

    Zauważcie, że przestrzeń literacka przez te kilkadziesiąt dni się całkowicie przeformatowała. Spotkania na żywo w Internecie organizują wydawcy, sieci księgarskie, blogerzy, dziennikarze, a także autorki i autorzy. Organizatorzy festiwali nie panikują, tylko przenoszą biznes do sieci. Wydawcy nie siedzą z założonymi rękami, tylko sprzedają książki elektroniczne w wersji czytnikowej i dźwiękowej, przesuwają premiery na lepsze czasy, albo jeśli już wydają, to raczej mocne nazwiska, które są gwarantem dobrej sprzedaży, czyli dobrego zarobku. Inna sprawa, co to dzisiaj znaczy dobra sprzedaż i dobry zarobek? Zdrowa konkurencja jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła, więc nie ma co narzekać, że niektóre spotkania w sieci się pokrywają. Przecież na targach książki też się pokrywały.

    Targi książki i festiwale to jednak osobny temat. Bardzo wątpię, że w tym roku spotkamy się jeszcze na jakiejś imprezie literackiej (nie mówię o Internecie). Pytanie, czy organizatorzy wielkich imprez, np. Warszawskich Targów Książki oraz Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie pójdą z prądem, czy jednak pojadą pod prąd na kolizję z rzeczywistością, bo w jednym chyba wszyscy jesteśmy zgodni – świat sprzed pandemii już nie wróci. Nie ma sensu siedzieć z założonymi rękami i czekać aż wróci minione. Nie wróci. Nie jedźmy więc na pamięć, tylko odnajdźmy się w tym nowym, pandemicznym, a wkrótce postpandemicznym świecie. Tylko bez trąbienia i środkowych palców w górze, proszę.

    Adam Szaja