Tag: empik

  • Miał być Kraków, jest cały świat

    Długo wyczekiwane literackie premiery, ponad 60 spotkań z polskimi i zagranicznymi autorami, strefy dedykowane dzieciom i młodzieży oraz książki tańsze nawet o 60% – bez kolejek i tłumów. Już w środę rozpoczną się Wirtualne Targi Książki Empiku. Jesienna odsłona e-wydarzenia potrwa aż 12 dni – od 14 do 25 października.

     Jeszcze więcej literackich wrażeń

    Tym razem w ramach targów będą funkcjonować trzy dodatkowe strefy: Przecinek i Kropka poświęcona literaturze dziecięcej, młodzieżowa #sieczyta oraz strefa Apostrof, stworzona dla miłośników literatury pięknej i reportażu. W każdej z nich znajdą się dziesiątki wirtualnych stanowisk wystawców z najciekawszymi tytułami i premierowymi książkami w ofercie. Uczestnicy targów mogą liczyć na rabaty sięgające do 60% oraz inne okazje cenowe oferowane przez poszczególne wydawnictwa. Ponadto będzie działać sekcja coraz bardziej popularnych książek cyfrowych, czyli e-booków i audiobooków.

     Autorzy najbardziej wyczekiwanych jesiennych premier

    Wojciech Mann, Magdalena Witkiewicz, Michał Nogaś, Rafał Pacześ, Wojciech Chmielarz, Radek Rak, Zyta Rudzka, Wioletta Grzegorzewska, Marek Krajewski, Jakub Szamałek, Wojciech Jagielski, Przemysław Staroń, Wojciech Drewniak, Elżbieta Cherezińska, Justyna Bednarek, Beata Pawlikowska, Agnieszka Maciąg, Chigozie Obioma, Regina Brett, Lisa Gardner, Nancy Springer, Beth Reekles czy Jeffrey Archer – to tylko niektórzy spośród literackich bohaterów drugiej edycji Wirtualnych Targów Książki Empiku. W ramach wydarzenia zaplanowano ponad 60 wydarzeń w tym wiele premierowych spotkań autorskich.

     Rozmowy online z pisarzami będą transmitowane z dwóch scen targowych na Facebooku i Instagramie Empiku. Podczas każdego wydarzenia będzie można na żywo komentować i zadawać pytania, dodatkowo w trakcie wybranych wywiadów pojawią się linki, które umożliwią zdobycie książki z autografem autora. Spotkania będą tłumaczone na język migowy.

     Spotkania z polskimi twórcami

    Wirtualne Targi Książki otworzy spotkanie z Wojciechem Chmielarzem, który opowie o swej najnowszej, pełnej akcji powieści sensacyjnej „Prosta sprawa” (Wydawnictwo Marginesy), napisanej w czasie lockdownu. Tym razem pisarz swą tajemniczą historię osadził w malowniczych Karkonoszach. W programie znalazły się także rozmowy z Zytą Rudzką, która po znakomitym debiucie powraca z powieścią „Tkanki miękkie” (Wydawnictwo W.A.B.), Wojciechem Miłoszewskim, autorem bestsellerowego „Kastora”, którego kontynuacja niebawem trafi w ręce czytelników (Wydawnictwo W.A.B.) czy Jakubem Szamałkiem, który odpowie na pytania fanów bestsellerowego cyklu „Ukryta sieć”, opisującego śledztwa charyzmatycznej dziennikarki Julity Wójcickiej. W dniu otwarcia Targów ukaże się trzecia, finałowa część serii – „Gdziekolwiek spojrzysz” (Wydawnictwo W.A.B.). Dla Rafała Paczesia wirtualne studio to naturalne środowisko. Jeden z najpopularniejszych polskich stand-up’erów, którego występy na platformie Youtube wyświetlono już ponad 50 milionów razy, tym razem zadebiutuje w nowej roli – w połowie miesiąca ukaże się jego wyczekiwana przez fanów powieść „Grube wióry” (Wydawnictwo Agora), z dystansem i humorem opisująca kondycję męskości w XXI wieku. Targi Empiku to także okazja do spotkań z laureatami tegorocznej nagrody literackiej Nike – Joanną Gierak-Onoszko (nagroda publiczności) i Radkiem Rakiem

    Zagraniczni pisarze w każdym domu

    Uczestnictwo w Wirtualnych Targach Książki potwierdzili także autorzy zagraniczni. Nigeryjski folklor przybliży Chigozie Obioma, autor „Orkiestry bezbronnych” (Wydawnictwo Albatros), która znalazła się na krótkiej liście powieści nominowanych do nagrody Bookera za 2019 rok. Z kolei Jeffrey Archer, którego tytuły do tej pory zostały wydane w 97 krajach świata opowie o nowym cyklu inspirowanym „Kroniką Cliftonów” – „Nic bez ryzyka” (Dom Wydawniczy Rebis). Wirtualne Targi Książki będą też okazją do zadania pytań jednej z najpopularniejszych pisarek motywacyjnych, Reginie Brett, która powraca z analizą trudnej relacji z matką w książce „Trudna miłość. Mama i ja” (Insignis).

    Młodzi czytelnicy w centrum uwagi

    Program Przecinek i Kropka od lat inspiruje rodziców, prezentując najlepszą literaturę dziecięcą. Podczas targów nie zabraknie więc spotkań autorskich dla najmłodszych. Wśród gości pojawi się autorka jednej z najpopularniejszych wśród dzieci serii o sympatycznych Skarpetkach – Justyna Bednarek. Okazją do spotkania będzie premiera książki „Zielone piórko Zbigniewa. Skarpetki kontratakują!” (Wydawnictwo Poradnia K) – kolejnej odsłony przygód odważnych i ciekawych świata tekstylnych bohaterów. Empik zaprosił także Nancy Springer, autorkę „Sprawy zaginionego markiza” (Wydawnictwo Poradnia K) – pierwszej części serii o Enoli Holmes, której filmowa adaptacja podbija serca widzów czołowej platformy streamingowej. Warto zwrócić także uwagę na spotkanie z Michałem Rusinkiem, twórcą ilustrowanej książki „Wihajster, czyli przewodnik po słowach pożyczonych” (Wydawnictwo Znak) zdradzającej językowe tajemnice czy Martinem Widmarkiem, autorem pełnej humoru powieści „Nelly Rapp i kapitan Sinobrody” (Wydawnictwo Mamania).

     Branża wydawnicza w nowej rzeczywistości

    Nie da się ukryć, że pandemia wpłynęła także na cały rynek książki – wiosną i jesienią ukazuje się najwięcej premier. W tym roku nie wszystkie mogły się odbyć zgodnie z planem. Z myślą o branży wydawniczej Empik zaplanował również spotkania wokół najbardziej aktualnych tematów dla osób zawodowo związanych z książką – m.in. dyskusja Promocja książek w czasach zarazy czy webinar Refleksje o przywództwie jutra.

     Druga edycja Wirtualnych Targów Książki Empiku odbędzie się w dniach 14-25 października. Dokładny harmonogram spotkań i akcji towarzyszących jest dostępny na stronie: empik.com/wirtualne-targi-ksiazki. 

    Informacja prasowa organizatora

  • „Podróż do przyszłości”. Felieton Krzysztofa Domaradzkiego

    Koronawirus niewątpliwie zaskoczył świat bardziej niż zima drogowców. Ale czy w branży literackiej rzeczywiście przyniósł wstrząs, jakiego nikt się nie spodziewał, czy tylko przyspieszył nieuniknione?

    Na kryzysach finalnie zwykle wygrywają firmy wyznaczające lub wyprzedzające trendy oraz błyskawicznie adaptujące się do zmian. A te wszystkie nowatorskie pomysły, które uchodziły za ciekawostki, dziwactwa albo po prostu zawracanie dupy, często stają się nową rzeczywistość. To ogólna, ponadczasowa zasada. Bo kryzysy to przede wszystkim katalizatory zmian, które częściej uwypuklają zjawiska już istniejące, niż generują nowe. I nie ma powodów przypuszczać, żeby po koronawirusie miało być inaczej – bez względu na to, czy pandemia wygaśnie za miesiąc czy za dwa lata. Już teraz wiemy, że lekarz w internecie to dalej lekarz, że sprawy urzędowe da się załatwić na odległość, że mycie rąk po wizycie w toalecie wcale tak bardzo nie boli.

    Jeżeli zaś chodzi branżę literacką, wiele wskazuje na to, że przez kryzys najłagodniej przejdą firmy zaprzyjaźnione z internetem: dystrybuujące treści w sieci oraz stawiające na ebooki i audiobooki. Te, które starają się trzymać rękę na pulsie, zamiast bezrefleksyjnie bronić starego porządku. Bo jak zauważył na łamach „Financial Timesa” Stephen Page, szef londyńskiego wydawnictwa Faber and Faber, w ciągu najbliższych trzech do sześciu miesięcy możemy dostać się w miejsce, w którym prawdopodobnie znaleźlibyśmy się dopiero za kilka lat, gdyby nie przytrafił się koronawirus.

    A gdzie dokładnie? Tego oczywiście nikt nie wie na pewno. Ale na bazie danych i obserwacji można już trochę pogdybać. Łapcie więc moje postcovidowe prognozy dla rynku książki.

    1. Online wyraźnie wyprzedzi offline

    Sprzedaż od lat przesuwa się w stronę internetu. Nihil novi. Ale w dobie koronawirusa popędziła galopem w stronę online’u, często nie tyle redukując, co wręcz całkowicie wygaszając handel za pomocą kanałów stacjonarnych. I to stan, który może się utrzymać. Również w branży literackiej.

    Najdobitniej świadczą o tym decyzje największego gracza na rynku książki – Empiku (1,8 mld złotych przychodu w 2018 roku). To jeden z wielkich przegranych decyzji o zamknięciu centrów handlowych. Dziś Empik wcale się nie napala na odmrożenie gospodarki, tylko zakłada, że przez najbliższe kilkanaście miesięcy galerie będą zdecydowanie rzadziej odwiedzane niż przed pandemią. I dlatego postanowił odstąpić od ponad 40 umów najmu w takich punktach – także zanim wybierzecie się do swojej księgarni, sprawdźcie, czy nadal tam jest. Zamiast tego stawia na sprzedaż internetową, która już w 2019 roku odpowiadała za około 40 proc. obrotów całej grupy. A w tym roku Empik spodziewa się dalszego zdecydowanego wzrostu w tym segmencie.

    Ograniczenia handlowe, reżim sanitarny i zmiana zwyczajów zakupowych prowadzą do wielkiej rekalkulacji założeń biznesowych, której ostatecznym owocem może być zdominowanie handlu przez kanały internetowe. Summa summarum zyskają na tym gracze, którzy w porę zbudowali online’owe przyczółki, a w obliczu pandemii zdecydowanie na nie postawili, a także ci, którzy narodzili się w sieci – jak np. księgarnia internetowa Bonito. A kto nie umie w internety albo uparcie nie chce się przestawić, najprawdopodobniej zginie. Niestety wiele niezależnych księgarni czy bibliotek stacjonarnych może się nie doczekać nowej rzeczywistości. Jeszcze w pełni nie poznaliśmy koronawirusa, ale nie wydaje się sentymentalnym kolesiem.

    www.unsplash.com/Glenn Carstens-Peters

    2. Czas streamingu

    W ciągu pierwszych trzech miesięcy 2020 roku Netflix zyskał prawie 16 mln nowych subskrybentów. To oczywiście w dużej mierze zasługa koronawirusowej izolacji i odcięcia społeczeństwa od pozadomowych rozrywek, ale też kolejny sygnał świadczący o tym, że pokochaliśmy streaming. Taki czy inny. I nie ma w tym nic dziwnego. Płacisz niewygórowany miesięczny abonament i zyskujesz w zmian dostęp do dużego zbioru treści – albo filmowo-serialowych (dostępnych m.in. w Netliksie, HBO GO, Amazon Prime Video, Apple TV czy Disney Plus), albo muzycznych (Spotify, Tidal, Deezer, Apple Music).

    Te same trendy widoczne są w literaturze. Apostołem streamingu książkowego jest Legimi, od dawna określany jako „Spotify dla ebooków”, ale modele abonamentowe popularyzują się także za sprawą aplikacji Audioteki i Storytela (specjalizujących się w audiobookach) czy Empik Go (ebooki i audiobooki). Obstawiam, że jest tylko kwestią czasu, kiedy zobaczymy kolejne tego typu modele biznesowe. Może doczekamy się platform streamingowych poszczególnych wydawnictw? Albo grup wydawnictw? Może zobaczymy pierwszy abonament na książki papierowe? Może powstaną apki pozwalające budować całkowicie autorskie biblioteki w modelu abonamentowym? Możliwości jest multum.

    3. Ebooki i audiobooki to też książki

    Z badań czytelnictwa Biblioteki Narodowej wynika, że po ebooki i audiobooki sięga odpowiednio 2,5 proc. i 3 proc. Polaków. Wniosek? Książki w tej postaci nadal stanowią niszę i nijak nie konkurują z utworami papierowymi. Do tej pory czytelnicy często sięgali po ebooki i audiobooki dopiero w ostateczności – podczas dalekiej podróży samochodem albo przy okazji wyjazdu wakacyjnego, kiedy ograniczony bagaż uniemożliwiał wzięcie drukowanej knigi. Ale w czasie izolacji wielu czytelników mogło się przekonać, że sięga się po nie w sposób szybki, bezpieczny i dziecinnie prosty. Że w ten sposób też można przyjemnie obcować z literaturą. Że to dalej książki, tyle że zapisane na innych nośnikach. Jestem pewien, że dzięki temu ebooki i audiobooki zyskały nowych użytkowników, z których część zostanie z nimi na dłużej.

    A skoro tak, to może w nowej rzeczywistości więcej książek – również ze względu na oszczędności wydawnictw – będzie trafiać na rynek jedynie w postaci ebooków i audiobooków? Może wobec ich rosnącej popularności więcej autorów będzie się decydowało na self-publishing? Może (to wariant skrajny, ale łatwy do wyobrażenia) papierowa książka stanie się luksusem zarezerwowanym dla najpopularniejszych autorów, a większość publikacji ograniczy się do formy cyfrowej lub audio?

    4. Kanapowe targi

    Zamrożenie branży eventowej sprawiło, że z literackiego kalendarza wypadły targi książki i spotkania autorskie. To znaczy wypadły w fizycznej formie, bo wydawcy, blogerzy literaccy i autorzy rzucili się do organizowania ich w przestrzeni wirtualnej. W końcu współczesne wyzwania technologiczne tyczą się sztucznej inteligencji, nowych metod wytwarzania energii czy przetwarzania gigantycznych wolumenów danych, a nie montowania wywiadów i paneli dyskusyjnych na Facebooku czy Instagramie. Tutaj jedyną barierą była społeczna niechęć do takich rozwiązań. Ale koronawirus szybko się z nią rozprawił.

    Targi i imprezy kulturalne są więc masowo przenoszone ze stadionów i ciasnych alejek hal wystawienniczych na kanapy i przed monitory. Dopiero co jarałem się Viralowymi Targami Książki (zorganizowanymi przez twórcę smakksiazki.pl Adama Szaję i pisarza Jakuba Ćwieka), a teraz już napalam się na We Are One: A Global Film Festival, dziesięciodniową ucztę filmową online, która będzie połączeniem festiwali w Cannes, Berlinie, Wenecji i wielu innych (startuje 29 maja).

    Pytanie, czy uinternetowienie kultury utrzyma się w nowej normalności. Na dzisiaj najbardziej prawdopodobna odpowiedź brzmi: na początku tak. Rozmrażanie wszystkiego co masowe (koncertów, meczów, imprez literackich) będzie następowało powoli. Nie spodziewam się żadnych spektakularnych wydarzeń kulturowych offline w 2020 roku. Za to przypuszczam, że wojna o najlepsze, najfajniejsze, najbardziej napakowane merytoryką i gwiazdami imprezy literackie dopiero się rozpoczęła.

    5. Wydawnicza selektywność i nowe rozdziały

    W 2018 roku wydano w Polsce 33,9 tys. książek, a więc o 6 proc. mniej niż w 2017 r. (dane Biblioteki Narodowej). Ale i tak wydaje się nieporównywalnie więcej niż na początku XXI wieku – po raz ostatni mniej niż 30 tys. tytułów na rynku ukazało się w 2010 roku. Wydawcy sami twierdzą, że książek jest za dużo, że malejące średnie nakłady ich niepokoją, że wcale im się nie uśmiecha wydawanie byle czego, ale skoro wszyscy tak robią, to trzeba się dostosować.

    Nic tak dobrze nie zmienia zasad gry jak porządny kryzys. Może więc koronawirus sprawi, że zubożali wydawcy staną się bardziej selektywni? Może ucierpi na tym literatura ambitna i spoza głównego nurtu, a księgarnie zaleją biografie i poradniki celebryckie? Może największym wyzwaniem początkujących autorów nie będzie wyróżnienie się z tłumu tylko w ogóle znalezienie wydawcy? A może wydarzy się coś pozytywnego? Na przykład literaci zaczną się wznosić na wyżyny kreatywności, aby przekonać wydawców, że warto w nich zainwestować? Cholera wie.

    Pewna wydaje się tylko korekta trendów wydawniczych. Spodziewam się, że nastąpi wysyp książek covidowych i postcovidowych, a więc w ten czy inny sposób odnoszących się do naszej nowej, zamaskowanej, niepewnej rzeczywistości. Kto wie, czy nie zrodzi się z tego jakiś większy nurt, który za kilkadziesiąt lat literaturoznawcy będą rozkładać na atomy. Poza tym przypuszczam, że może wystrzelić literatura psychologiczna, ponieważ po pandemii koronawirusa zanosi się na kolejną pandemię – depresji i problemów mentalnych. Ale o tym opowiem Wam przy innej okazji.

    Krzysztof Domaradzki

  • Orhan Pamuk, Nathan Hill – tegoroczny „Apostrof” rozbija bank

    Kiedy w lutym ogłosili, że przyjedzie Orhan Pamuk, to nie sądziłem, że jeszcze mogą przyprawić czytelników o mocniejsze bicie serca. Minęło kilka tygodni, a tu proszę. Na Międzynarodowym Festiwalu Literatury Apostrof pojawi się Nathan Hill, autor głośnej książki „Niksy”. Proszę się rozejść do swoich domów i przeczytać, a jest co czytać, żeby być na maj przygotowanym.

    Co nas czeka w maju na festiwalu? Podsumujmy. Odbędzie się  w siedmiu miastach (Warszawa, Kraków, Katowice, Wrocław, Gdańsk, Poznań, Szczecin). Kiedy? 14-20 maja. Kto będzie gościem?

    Nathan Hill, autor książki „Niksy”, fot: materiały prasowe

    Tutaj lista jest oczywiście długa, bo do wspomnianych wyżej, dołączy Sofi Oksanen, Graham Masterton oraz Peter V. Brett. Jeśli chodzi o rodzimych gości, to nie będę wymieniał wszystkich, bo szczegóły znajdziecie na stronie organizatora (klik), ale na pewno warto zarezerwować czas na spotkania z Jackiem Hugo-Baderem, Wojciechem Chmielarzem, Katarzyną Bondą, Mariuszem Czubajem, Magdaleną Grzebałkowską oraz Katarzyną Nosowską (o premierze jej książki informowałem dziś rano).

    Jeśli macie jakieś zaległości w czytaniu powyższych, to szybko nadróbcie, bo Apostrof zbliża się wielkimi krokami, a za dwa miesiące będziemy już po tegorocznej edycji.

  • „Nie płakałem po Matrasie”, październikowy felieton Bartosza Szczygielskiego

     

    Do ostatniej kropli krwi powinniśmy bronić księgarni przed ich masowym zamykaniem. To dobro narodowe, bez którego wszyscy pogrążymy się w odmętach zidiocenia. Przykujmy się więc do drzwi i własną piersią zastopujmy to całe szaleństwo. Tylko najpierw przejrzymy, co tam ciekawego w internetach.

    Pod koniec września w sieci można było przeczytać, że jedna z największych sieci księgarń w Polsce jest już na wykończeniu. Nic jej nie uratuje i tylko kwestią czasu będzie jej całkowite zniknięcie z rynku. Zresztą to nie pierwszy raz, kiedy w mediach ukazały się informacje o problemach finansowych Matrasa, bo to przecież o nim mowa. Zapewne wszyscy o tym słyszeliśmy i być może nawet się tym przejęliśmy. Przez chwilę.

    Przeczytałem niejeden artykuł o tym, że Matras ma kłopoty finansowe i mówiąc szczerze, nie specjalnie się tym przejąłem. Ani wtedy, gdy gruchnęła ta wiadomość, ani ostatnio. Nie dlatego, że nienawidzę księgarni i życzę im tego, czego życzy się osobie stojącej przed tobą w kolejce do Toi-Toi’a, gdy jesteś już po którymś tam piwie, a na scenę ma zaraz wyjść twoja ulubiona kapela. Nie. Uwielbiam księgarnie. Szczególnie takie, które wiedzą o tym, co trzymają na swoich półkach.

    www.unsplash.com/Clem Onojeghuo

    Niestety, ale coraz rzadziej zdarza się taka sytuacja, kiedy wchodzę do sieciowej księgarni i mogę mieć pewność, że sprzedawca będzie wiedział, co mi polecić. I nie chodzi nawet o to, że na pierwszy rzut oka będzie on w stanie poznać moje gusta. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to możliwe. Jestem realistą. Boli mnie co innego. Odnoszę wrażenie, że przychodząc do takiej księgarni znajduję się nie w sklepie, ale w dziwnej Instagramowej rzeczywistości. Miejscu, gdzie najważniejsze nie są książki, ale to, by jak najlepiej je wyeksponować. Brakuje tylko porozstawianych przy półkach zapachowych świeczek, drewienek, kawałków lasu i wszystkiego tego, co można umieścić w kadrze, by dostać kilka dodatkowych serduszek. Książki owszem są, ale dokładnie te same, które widzę na Instagramie.

    Wielkie sieci, ale też i małe księgarnie, nastawione są na zysk. Biznes rządzi się swoimi prawami i ja to doskonale rozumiem, co nie oznacza, że mi się to podoba. Kupujemy oczami. Ja też kupuję oczami, ale chciałbym wchodząc do księgarni wiedzieć, że zostanie mi polecone coś… innego. Nie to, co aktualnie jest na topie i zostało odpowiednio wsparte przez prężne wydawnictwo, ale pozycję, którą sprzedawca poleci mi z czystym sumieniem. Oczywiście, niektóre z powieści na wystawkach są wartościowe, ale zmieniają się tak szybko, że czasem trudno nadążyć nad tym, co warto w ogóle wziąć do ręki. A co dzieje się z tymi pozycjami, które nie mają dużego wsparcia? No cóż, one nie istnieją.

    I to właśnie najbardziej bolało mnie, gdy wchodziłem do Matrasa. Miałem wrażenie, że przeglądam broszurę reklamową. Ładnie opakowaną i skrojoną pod… każdego. By znaleźć coś, co mnie interesowało, musiałem sam dokopać się do tego na półce. O ile miałem szczęście i książka była w ogóle dostępna. Sądzicie pewnie, że marudzę, bo przecież żadna księgarnia nie ma wszystkiego. Są takie i to w miejscu, gdzie właśnie jesteśmy. W Internecie.

    www.unsplash.com/Susan Yin

    Ceny książek nie należą do najniższych, choć i tak w porównaniu z tym ile kosztują one u naszych zachodnich sąsiadów, możemy mówić o szczęściu. Nie dziwne więc, że szukamy promocji. I to po części zniszczyło Matrasa, czyli wojna cenowa. I to zanim jeszcze internetowe zakupy stały się tak modne. Razem z Empikiem obie sieci zaczęły się przebijać, która zaoferuje swoim klientom najniższe ceny. I ekstra. Szkoda tylko, że wszyscy na tym ucierpieliśmy. W jednych księgarniach zaczęły pojawiać się przedmioty, które z literaturą miały mało do czynienia, a w drugich, by jakoś wyjść na prostą, przestano płacić dostawcom. Więc fani autora mogli kupić jego nową powieść taniej, ale on sam miał problem, a raczej jego wydawnictwo, które za tą samą powieść mogło w ogóle nie dostać pieniędzy. Empik sobie poradził, a Matras chyba nie. Ucierpieli wszyscy.

    Zastanawiałem się, czemu Matras nie skupił się na tym, by rozbudować swoją sprzedaż internetową wtedy, kiedy jeszcze mógł? Być może nie wierzono w to, że klienci zrezygnują z przychodzenia do stacjonarnych księgarń. I jest w tym trochę racji, bo przecież dobrze obejrzeć towar przed zakupem. Tylko, że w sieci też można przeczytać kawałek tego, co zamierzamy kupić. Widać wygrało przeświadczenie i przyzwyczajenie do przeszłości. Szkoda.

    O zamkniętych księgarniach zapomnimy równie szybko, jak o wszystkim innym, co nie jest z naszym życiem bezpośrednio związane. Pojawią się nowe miejsca gdzie kupimy powieści, bo rynek nie znosi próżni. Chciałbym wierzyć w to, że nie będą wyglądały jak kadr z Instagrama.

    Ja tymczasem odpalę kolejną kartę w przeglądarce, gdzie sam zdecyduję, czego chce.

  • Byli „Blues Brothers”, teraz czas na „Miłoszewscy Brothers”?

    Zygmunta Miłoszewskiego przedstawiać nikomu nie trzeba. Natomiast jego brata, owszem. Jest scenarzystą „Watahy”, a także „Prokuratora”. Teraz wkracza na scenę beletrystyki, a „Inwazja” to jego debiut. Będzie petarda, czy może niewypał? Tego dowiemy się już 24 maja, kiedy książka trafi do sprzedaży w sieci Empik.

    Współczesna Polska, w której żyją: Roman, były żołnierz wojsk specjalnych i uczestnik wielu zagranicznych misji, Danuta – kobieta kochająca luksus, ciężko pracująca i całkowicie uzależniona od ojca tyrana oraz Michał, bezrobotny historyk z żoną i dwójką dzieci. Tych bohaterów nic nie łączy do momentu, kiedy ich życie nie ulega drastycznej zmianie – kraj, w którym żyją, znajdzie się w stanie wojny. Jak doszło do inwazji? Dlaczego Putin zaatakował Polskę? Gdzie są nasi sojusznicy?

    Trwa inwazja. Wojska rosyjskie wchodzą na terytorium Polski, a Roman, Danuta i Michał zostają zmuszeni do całkowitej zmiany swojego dotychczasowego życia. Roman wrócił do służby i dowodzi oddziałem w nierównej walce z Rosjanami, Danuta dojrzewa do buntu przeciw ojcu, który prowadzi ciemne interesy, a Michał postanawia uciekać z rodziną ze zniszczonego miasta, zajętego przez Rosjan. Autor, wykorzystując swoje doświadczenie scenarzysty, łączy elementy sensacyjne, militarne, romansowe i futurologiczne.

    Czy Wojciech Miłoszewski pójdzie w ślady Zygmunta i zostanie gwiazdą literatury, czy pozostanie tylko bratem „tego” Miłoszewskiego? Przekonamy się już za miesiąc z małym okładem. Pewne jest natomiast, że z autorem będziecie mogli się spotkać zarówno na Festiwalu Literatury Apostrof, a także na Stadionie Narodowym, w trakcie Warszawskich Targów Książki.