Tag: szwedzki kryminał

  • Pluszowy miś, szwedzki kryminał, czyli rozmowa z Emelie Schepp

    Takiej okazji nie można było przepuścić, bo skoro do Polski przylatuje Emelie Schepp, to trzeba pakować ekipę i ruszać na wywiad. Kilka lat temu dobrze nam się rozmawiało w Sztokholmie, więc przy okazji nowej książki pogadaliśmy w Warszawie. Pretekstem była nowa książka szwedzkiej pisarki, czyli „Nie wywołuj wilka z lasu”, a okładka z pluszowym misiem miała swój wpływ na nagranie, ale to już zobaczycie w materiale wideo, który powstał przy płatnej współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.

    Jana Berzelius walczy ze złem, ale także walczy o miłość, czy obie potyczki uda się wygrać?

  • Maj Sjöwall i policjanci z Bremy. Felieton Rafała Chojnackiego

    Zwykle nie pochylam się w antykwariatach nad niemieckojęzycznymi książkami. Bariera językowa robi swoje. Ale trafienie na tę pozycję w sztokholmskim second handzie (i to za ok. 4 PLN), musiało się spotkać z moją jednoznaczną pozytywną reakcją. Oto bowiem leży przede mną antologia z 2002 roku, zatytułowana Die 7 Todsünden (Siedem grzechów głównych), zawierająca opowiadania kryminalne, zebrane i zredagowane przez Bernharda Matta dla wydawnictwa Heyne (tego samego, które wydawało w Niemczech m.in. powieści Henninga Mankella). Wśród zaprezentowanych w tym zestawie tekstów, zainteresował mnie szczególnie jeden, zatytułowany Der letzte Raucher (Ostatni palacz). Jego autorami są Jürgen Alberts i Maj Sjöwall.

    Kryminalne duety

    Czytelnicy cyklu Syndrom sztokholmski wiedzą zapewne, że najważniejsza jest w tym zestawieniu Maj. To pisarka, której nazwisko powinien znać każdy miłośnik kryminału, nie tylko skandynawskiego.

    W jednym poprzednich odcinków (zatytułowanym Ostatnia zagadka Pera Wahlöö – klik), opowiadałem o „zleceniu”, jakie moja żona dostała od pisarki niedługo przed jej śmiercią. Podczas kilku spotkań z Maj, kiedy rozmawialiśmy sporo o jej pisarskiej przeszłości, udało nam się pociągnąć ją nieco za język w temacie współpracy literackiej z innymi autorami, niż kojarzony z nią niemal w tej samej chwili Per Wahlöö.

    O ile dorobek pisarski Pera, poza duetem z Maj, jest w miarę znany, o tyle o jej pisarstwie, które rozwinęło się po jego śmierci, wiemy w Polsce stosunkowo niewiele. Nie ukazał się również żaden tekst jej autorstwa, napisany w spółce z innym twórcą. Tymczasem w wielu szwedzkich opracowaniach możemy natknąć się na informacje o współautorstwie dwóch powieści: Dansk intermezzo (Duńskie intermezzo, napisana z duńskim pisarzem Bjarne Nielsenem w 1989 r.) i Kvinnan som liknade Greta Garbo (Kobieta, która przypominała Gretę Garbo, z Holendrem, Tomasem Rossem, w 1990 r.). Niemiecki autor Jürgen Alberts w wielu z tych źródeł nie jest nawet wspomniany.

    Niemiecki łącznik

    Natrafiwszy na książkę z niemieckim opowiadaniem, w którym pojawia się nazwisko Maj Sjöwall, uznałem, że warto napisać przede wszystkim o tym, kim jest autor, z którym tym razem pisarka połączyła swoje siły. Zwłaszcza, że sama Maj wspominała o tej współpracy jedynie jako o przyjacielskiej zabawie, która swój początek miała w znajomości zawartej w 1990 roku na festiwalu Criminale in Bremen.

    Maj była tam zaproszoną gwiazdą, a jednym z gospodarzy był właśnie Alberts, reprezentujący lokalne środowisko autorów. Jako że w Niemieckiej Republice Demokratycznej książki duetu Sjöwall i Wahlöö były niezwykle popularne (o wiele bardziej, niż w tym samym czasie w RFN), pisarka, odwiedzając jeszcze kilkakrotnie festiwal w Bremie, była przez Albertsa wożona na spotkania z czytelnikami, odbywające się głównie w miastach dawnego NRD. Współpraca ta zaowocowała kilkoma tournee pisarki po Niemczech, już po zjednoczeniu kraju. Maj brała też udział w licznych niemieckich festiwalach kryminalnych, nie tylko w Bremie, ale i w innych miastach. Oprócz tego spotykała się często z niemieckim pisarzem i jego żoną Maritą (również autorką, piszącą czasem wspólnie z mężem) w Las Palmas na Majorce, w ulubionym zimowym kurorcie szwedzkich emerytów.

    Radiowa obietnica

    Jürgen Alberts, mimo że o ponad dekadę młodszy od Maj, mógł jej zaimponować szacunkiem, jakim cieszył się wówczas wśród miłośników kryminałów w Niemczech. Na początku ich znajomości nie miał jeszcze zbyt dużego dorobku jako niemiecki autor kryminałów, ale dał się poznać jako dobry organizator i człowiek zaangażowany w rozwój gatunku w swoim kraju. Później, w ślad za tym, doszedł jeszcze niemały dorobek literacki.

    Od 1987 Alberts roku tworzy serię Reihe Bremer Polizei (Policjanci z Bremy). Od czasu do czasu zdarzało się, że w poszczególnych tomach wspierali go inni autorzy (w tym m.in. wspomniana już powyżej żona, ale też inni niemieccy pisarze). Wkrótce przyszła też pora na współpracę z legendą europejskiej sceny kryminalnej. A wszystko zaczęło się od niepozornego wywiadu radiowego.

    Podczas jednego z bremeńskich festiwali Maj i Jürgen zostali zaproszeni na wywiad do lokalnej rozgłośni. Podczas rozmowy, która przebiegała w luźnej atmosferze, szwedzka pisarka wyznała, że po 50 latach palenia udało jej się zerwać z nałogiem. Wspólnie z niemieckim kolegą zaczęli żartować, że mogłoby to być dobre rozpoczęcie jakiejś napisanej w duecie historii kryminalnej… Tak właśnie powstało wspomniane opowiadanie Der letzte Raucher. To, które trafiło do kupionej przeze mnie antologii.

    Regularna współpraca

    Oboje zasmakowali w tej zabawie i postanowili od czasu do czasu wracać do stworzonej przez siebie dwójki bohaterów. Szwedzka dziennikarka Rebecca Eng i jej małomówny kolega, fotoreporter Bo Skog, pojawili się w kolejnych opowiadaniach i mikropowieściach. Pełna lista opublikowanych tekstów, przy których pracowali Sjöwall i Alberts prezentuje się następująco:

    • Der letzte Raucher (Ostatni palacz, antologia Die 7 Todsünden, 2002),

    • Erbsensuppe flambiert (Flambirowana grochówka, wydano osobno, w tomiku pod tym samym tytułem, 2003),

    • Hangover in Jever (Kac w Jever, antologia Fiese Friesen, 2005),

    • Tod eines Multimilliardärs (Śmierć multimiliardera, antologia Morden im Norden, 2006),

    • Fröndenberger Trichtertod (Śmierć na Fröndenberger Trichter, antologia Mord am Hellweg 4, 2008),

    • Killerjagd auf Zollverein (Polowanie na zabójcę w Zollverein, antologia Mord-am-Hellweg 5, 2010).

    Teksty odbiegają duchem od tego, co znamy z serii o Martine Becku duetu Sjöwall i Wahlöö. Więcej w nich humoru i zabawy kryminalną formułą. Nie znaczy to bynajmniej, że odbiło się to negatywnie na jakości intrygi. Trzeba jednak przyznać, że okazjonalność ich powstawania sprawiała, że nie można ich traktować jako poważnej, autonomicznej serii kryminalnej.

     

    Wspólne opowiadania duetu Sjöwall i Alberts zostały zebrane w osobnym zbiorze Kriminelles Doppel, z 2009 roku, jednak brakuje w nim ostatniego ze wspomnianych powyżej tekstów, są za to również utwory wcześniej nie publikowane.

    Rafał Chojnacki

  • „Mój bohater jest geniuszem, chociaż o tym nie wie”. David Lagercrantz o „Memorii”

    Gdzie mieszka Hans Rekke, główny bohater „Memorii”? Dlaczego książkowa imigrantka nie czuje się za dobrze w jednej z dzielnic Sztokholmu? Czy David Lagercrantz woli grać w szachy, a może jednak na pianinie?

    To tylko część pytań, na które znajdziecie odpowiedź w materiale śladami najnowszej książki Davida Lagercrantza. „Memoria” ukazuje się właśnie nakładem Wydawnictwa Wielka Litera w tłumaczeniu Justyny Kwiatkowskiej. Będzie o Sherlocku Holmesie, słynnej partii szachowej z 1974 roku, demonach w głowie pisarza oraz głównego bohatera książki, ale też o relacjach między rodzeństwem i o tym, czy można zostać pochowanym za życia, a potem się zmartwychwstać w zupełnie innym miejscu. Zapraszam do Sztokholmu śladami Hansa Rekkego i Micaeli Vargas.

    Współpraca płatna z Wydawnictwem Wielka Litera.

  • Sztokholm śladami „Millennium” Stiega Larssona

    Co ma wspólnego „Millennium” Stiega Larssona z twórczością Astrid Lindgren? Gdzie mieszka Mikael Blomkvist? Jaki widok z okna ma Lisbeth Salander? Ciekawią Was polskie wątki w trylogii? Jest ich całkiem sporo! Gdzie pierwszą noc w Szwecji spędził czarny charakter Alexander Zalachenko? W której knajpie najczęściej bywał Mikael?

    Zapraszam na wycieczkę po Sztokholmie śladami „Millennium” Stiega Larssona. Pisarza, który nie dożył sukcesu swoich książek, a dziś byłby milionerem. W które miejsca stolicy Szwecji pójść, żeby poczuć klimat sagi? Dajcie się zabrać na spacer, zobaczcie miejsca ważne dla trylogii. Materiał powstał przy współpracy z Patronkami i Patronami smaku – jeśli chcesz dołączyć do tego grona, możesz to zrobić tutaj: klik. Partnerem bloga jest Legimi. Obejrzyjcie pierwszy odcinek cyklu „Smak on tour”, zostawcie lajka, komentarz, subskrypcję na kanale. 

     

     

  • Wychodzenie na balkon, mroczny plac zabaw, utrata pamięci – wyprawa do Larsa Keplera

    Mroczny plac zabaw w centrum Sztokholmu, pozornie idealna rodzina, której losy komplikuje pewne morderstwo w stolicy Szwecji. Historia zaginionej dziewczyny, która odnajduje się po pięciu latach… Jak przebiegało pisanie „Człowieka w lustrze”? Dlaczego wybrali właśnie ten plac zabaw? Zapraszam Was do obejrzenia wyprawy do Larsa Keplera, no i oczywiście do przeczytania książki, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego w tłumaczeniu Marty Rey-Radlińskiej. 

     

  • „Nie uważam, że książki pełne przemocy są ciekawsze”. Z Camillą Grebe rozmawia Katarzyna Tubylewicz

    Z Camillą Grebe, gwiazdą ambitnego, szwedzkiego kryminału – o kobietach w policji, przemocy, lekturach oraz doskonałym „Łowcy cieni” rozmawia Katarzyna Tubylewicz. 

    Twoja powieść „Łowca cieni”, która niedawno ukazała się w Polsce, została uznana przez Szwedzką Akademię Kryminału najlepszym kryminałem roku 2019, otrzymała też tytuł najlepszego kryminału skandynawskiego. Myślę, że dlatego, że bardzo rozszerzasz możliwości gatunku.

    Gatunek jest tylko formą. Od powieści sensacyjnej czytelnik oczekuje zagadki, ale poza tym można ją wypełnić, czym tylko się chce. To dlatego uwielbiam pisać kryminały. Mogą być zaangażowane społecznie, mogą być poetyckie, można wplatać w nie historie miłosne. Powieść kryminalną, poza obowiązkowym wątkiem sensacyjnym da się wypełnić wszystkim. W „Łowcy cieni” opowiadam o tajemniczej serii morderstw, której korzenie sięgają lat 40. ubiegłego wieku, a historia ciągnie się aż do współczesności. Opowiadam ją z perspektywy trzech kobiet, policjantek. Jedna z nich pracuje w latach 70., druga w 80., a trzecia współcześnie. Dzięki tym postaciom udało mi się opisać, jak zmieniła się sytuacja kobiet pracujących w szwedzkiej policji i jak na przestrzeni kolejnych dziesięcioleci zmieniało się całe szwedzkie społeczeństwo.

    W latach 40. spotykamy pierwszą bohaterkę, Elsie. To dla czytelnika przelotna znajomość, ale ważna. Elsie jest siostrą policyjną. W Polsce nigdy nie było tego typu stanowisk, więc chciałabym, żebyś wyjaśniła, kim były siostry policyjne. Co robiły?

    Zanim do zawodu policjantki dopuszczono kobiety, w Szwecji doszło dopiero w 1958 roku, kobiety mogły pracować w policji, ale tylko jako siostry policyjne. Najczęściej były pielęgniarkami i ich zadaniem było zajmowanie się kobietami, które padły ofiarą przestępstw, ale także samymi przestępczyniami, czasem dziećmi. Siostry policyjne nie miały tych samych uprawnień, co policjanci, ale pomagały w dochodzeniach.

    Czyli pełniły tradycyjne kobiece role opiekunek

    Tak. Myślę, że odzwierciedlało to ówczesne spojrzenie na kobiety i mężczyzn, przekonanie, że bardzo różnią się od siebie. Uważano, że istnieją „unikalne cechy kobiece”, które mogły być przydatne na komendzie. Kobiety miały uzupełniać mężczyzn. Tak wówczas myślano.

    Ciekawe, że w Polsce otwarcie szeregów policji dla kobiet nastąpiło już w 1925 roku. Można powiedzieć, że były takie czasy, w których to Polska stawiała na emancypację wcześniej niż Szwecja… Istniało jednak ograniczenie, pierwsze policjantki musiały być pannami albo wdowami, bo zamężnych kobiet do policji nie przyjmowano. Domyślam się że, nie było im z początku łatwo… Ty poprzez historie swoich bohaterek, zwłaszcza Britt-Marie pracującej na komendzie w latach 70. pokazujesz, jak dyskryminowano policjantki w Szwecji. Britt- Marie pada ofiarą mobbingu . Szef nie traktuje jej jak pracowniczki równej mającym identyczne wykształcenie kolegom. Wiem, że robiąc research, natknęłaś się też na zadziwiające artykuły o policjantkach w szwedzkiej prasie, pełne stereotypów i lekceważenia.

    Tak, było to bardzo zaskakujące. Sama urodziłam się w 1968 roku i nie pamiętam, żebym w czasie dorastania uważała, że jest coś dziwnego w tym, że kobieta pracuje na policji. Ale kiedy zaczęłam czytać prasę z tamtych lat odkryłam, że o kobietach policjantkach pisano z wielką podejrzliwością, że umniejszano ich rolę. Przeciwnicy twierdzili na przykład, że jeśli ładna kobieta będzie siedziała z mężczyzną w radiowozie, to prowadzący policjant może zjechać z drogi, bo będzie zdekoncentrowany.

    Więc przez długi czas zakazywano policjantkom pracy w terenie!

    Tak. Druga połowa artykułów traktowała o „ślicznych policjantkach”, „najpiękniejszej policjantce w Örebro”, „seksownych strojach policjantek” i tak dalej. Takie nastroje panowały do końca lat 70., dopiero potem zawód policjantki stał się czymś normalnym. Moja bohaterka Britt -Marie napotyka w pracy niczym nieskrywaną dyskryminację. Jej szef wyklucza ją z zebrań, nigdy nie pyta o zdanie, jedynym obowiązkiem, który jej przydziela, jest robienie notatek. Tak to właśnie wyglądało w latach 70. Moje bohaterki, które pracują w policji później też napotykają wyzwania i trudności, ale zupełnie innego typu.

    Malin, która pracuje w czasach współczesnych ma o niebo lepszą sytuację zawodową, ale i tak jest jej trudno, na przykład łączyć pracę z macierzyństwem. Zwłaszcza, że nie ma wsparcia od męża . Zastanawiam się, czy nadal istnieje jakiś rodzaj debaty na temat płci w policji.

    Myślę, że przekonanie o tym, iż kobiety i mężczyźni bardzo się od siebie różnią zastąpiono dziś przeświadczeniem, że są tacy sami i że są w stanie wykonywać obowiązki zawodowe w identyczny sposób.

    Pomysł na „Łowcę cieni” narodził się podczas lektury. Podobno zainspirowała Cię książka Michelle McNamara z gatunku true crime „Obsesja zbrodni”, opowiadająca historię poszukiwania seryjnego mordercy zwanego The Golden State Killer.

    Autorka tej książki była dziennikarką i prowadziła stronę internetową poświęconą nierozwiązanym sprawom seryjnych morderstw. Była wręcz opętana postacią The Golden State Killera. Mężczyzna ten przez długi czas gwałcił i mordował kobiety w Kalifornii, ale też w innych stanach. Długo dochodzono do ustalenia, że to ta sama osoba. Z początku nadawano mu różne przydomki w zależności od tego, gdzie akurat działał. Michelle McNamara w trakcie pracy nad książką o nim nieoczekiwanie zmarła. Jest bardzo wzruszające, że książkę ukończyli i wydali redaktorzy z jej wydawnictwa. Sprawa The Golden State Killera pozostawała niewyjaśniona przez dziesiątki lat, więc książka o nim pozwala na spotkanie wielu policjantów pracujących nad tym przypadkiem. Bohaterowie Michelle McNamara starzeją się, przechodzą na emeryturę, umierają, zastępują ich kolejne osoby, społeczeństwo wokół zmienia się, powstają nowe dzielnice miast, inne zostają zburzone. „Obsesja zbrodni” sprawiła, że zrozumiałam, iż opowieść kryminalna tak bardzo rozciągnięta w czasie, daje unikalną możliwość opisania różnych przemian i zjawisk w społeczeństwie. Od rozwoju urbanistycznego miast do przemian w sytuacji kobiet w policji. W tym wszystkim nadal największą atrakcją jest – mam nadzieję – wciągająca historia kryminalna. Chciałam, żeby „Łowcę cieni” można było czytać na różne sposoby, jako zwykły, trzymający w napięciu thriller, ale też jako powieść przedstawiającą jakiś fragment, mało znanej, historii społeczeństwa.

    I rzeczywiście jest tak, że zrobiłaś z kryminału epicką powieść analizującą ciekawe zjawiska społeczne i pokazującą ważne przemiany w Szwecji. Mam wrażenie, że kryminał jest wbrew pozorom gatunkiem pozwalającym na wyjątkowo wiele, między innymi na głębokie społeczne zaangażowanie, ale niewielu autorów w pełni wykorzystuje tę szansę. Ani w Polsce, gdzie rocznie publikuje się około 400 kryminałów, ani w Szwecji, gdzie wychodzi ich rocznie ponad 300. Tobie się to udało. Czy mogłabyś opowiedzieć więcej o researchu?

    Sztokholm, www.unsplash.com/Micael Widell

    Czytałam mnóstwo książek, jakieś autobiograficzne opowieści policjantów, pracę doktorską o szwedzkiej policji, serię powieści o dawnym Sztokholmie Pera Andersa Fogelströma. Dużo czasu spędziłam w bibliotekach, zwłaszcza w Bibliotece Królewskiej w Sztokholmie, czytałam tam gazety z lat 70. i 80. Nie wszystkie informacje zdobyłam, wertując źródła prasowe, dotarłam też do trzech kobiet, które pracowały w policji w różnych latach. Najstarsza miała 75 lat, a najmłodsza 40. Potrzebowałam tego, żeby poczuć, jak kiedyś pracowało się kobietom w policji.

    Czy jakieś anegdoty lub wspomnienia, które opowiedziały Ci te kobiety trafiły bezpośrednio do „Łowcy cieni”?

    Całe mnóstwo detali, które tak naprawdę budują realistyczną opowieść o miejscach i czasie. Na przykład 75-letnia Siv opowiadała mi, że za jej czasów podczas ćwiczeń na strzelnicy nie było ochraniających uszy słuchawek, więc z koleżankami wkładały do uszu łuski po nabojach. Britt-Marie też to robi.

    Czy bałaś się błędów?

    Tak! Kiedy wpadłam na pomysł tej powieści, nie miałam na szczęście pojęcia, ile będzie wymagała pracy, i czego się podjęłam. Pytania mnożyły się bez końca. Jak wyglądała ta ulica w latach70.? Jakie jeździły po niej samochody? Co się jadło? Jakiej muzyki słuchało? Im dłużej zagłębiasz się w historii, im więcej wynajdujesz rzeczy, które charakteryzowały dany czas, tym bardziej kusi, by je wszystkie przedstawić. A to fatalne rozwiązanie. Nie można przeładować książki elementami z epoki.

    Myślę, że udało Ci się wyważyć właściwe proporcje. Ciekawe, że opisując historię seryjnych morderstw, których ofiarami są młode kobiety, samotne matki, pozostawiasz pole dla wyobraźni czytelników. Nie epatujesz przemocą, nie szokujesz opisami tortur i krwią. Trochę wbrew współczesnym tendencjom panującym w literaturze kryminalnej, która epatuje szczegółowymi opisami przemocy wobec kobiet i czyni z przemocy fetysz. W Twojej książce jest paraliżujący strach, ale przemoc jest często czymś niedopowiedzianym.

    Nie lubię epatować przemocą. Chcę pisać książki, które wciągają, ale nie są bardzo krwawe, to nie ma dla mnie żadnej wartości. W seryjnych morderstwach, które opisuję jest sporo symboliki, kobiety są przybijane gwoździami do podłogi w swoich mieszkaniach, tak jakby ktoś chciał zatrzymać je w domu. A jest to tematem książki także w szerszym znaczeniu. Generalnie nie uważam, że książki pełne przemocy są ciekawsze, bardziej ekscytujące albo bardziej poruszające. Dlatego unikam dosłowności. Myślę, że czytelnicy mają tyle fantazji i wrażliwości, że aby ich poruszyć, wystarczą sugestie. Nie trzeba wdawać się w szczegóły.

    Camilla Grebe w rozmowie z Katarzyną Tubylewicz

    Napisałaś trzynaście książek, kilka z nich w duetach, ale od pewnego czasu pracujesz sama. Myślę, że charakterystyczne dla Twojego pisania jest ciągłe poszukiwanie nowych dróg.

    Łowca cieni” to czwarta część cyklu zapoczątkowanego przez „Stąpając po cienkim lodzie”, po którym przyszły „Uśpienie” i „Dziennik mojego zniknięcia”. W kolejnych książkach powracają niektórzy bohaterowie, ale zaskoczeniem jest którzy i w jakim momencie życia. W „Łowcy cieni” pojawia się profilerka Hanne, którą poznajemy w latach 80., kiedy jej kariera nabiera tempa, a Hanne żyje w nieco toksycznym związku. Tę samą bohaterkę pamiętam z pierwszego tomu cyklu, w którym miała… prawie 60 lat, cierpiała na początki demencji i przeżywała wielką miłość.  Dość wcześnie zdecydowałam, że będę pisała tylko takie rzeczy, które naprawdę chcę napisać. Uważam, że kiedy ja dobrze bawię się pisaniem, to czytelnik bawi się moją książką. Nie byłoby dla mnie interesujące pisanie ciągle o tym samym policjancie rozwiązującym kolejne zagadki morderstw w tym samym mieście. Oczywiście wielu autorów zachowuje ten schemat i tworzy fantastyczne książki, ale dla mnie byłoby to nudne. Za każdym razem potrzebuję stawiać sobie nowe wyzwania, całkowicie zmieniać sposób opowiadania moich historii, tematykę, bohaterów.

    Myślę, że czas zdradzić, że kiedy ze sobą rozmawiamy, jesteś na wakacjach w Hiszpanii, ale nie mogłyśmy zaplanować rozmowy w Sztokholmie po Twoim powrocie, bo na razie do Szwecji nie wracasz. Od pewnego czasu mieszkasz bowiem w Portugalii.

    Przeprowadziliśmy się z moim partnerem do Cascais w połowie grudnia. Przejechaliśmy wtedy samochodem przez pozamykaną przez pandemię Europę. Wszędzie było pusto. Kiedy dotarliśmy do Portugalii, zaczął się tam lockdown, więc przez jakiś czas byliśmy uwięzieni, ale teraz jest nam wspaniale. Oboje pracujemy nad swoimi projektami, ja uczę się jeździć konno.

    Czy chcecie zostać w Portugalii na długo?

    Właściwie nie wiemy. Idea jest taka, że teraz, gdy dzieci każdego z nas są już dorosłe i wyprowadziły się z domu, my możemy przeżyć wielką przygodę. Każde z nas i tak pracuje w domu, więc możemy mieszkać, gdzie chcemy. Nie zdecydowaliśmy jeszcze, czy zostaniemy w Portugalii na rok czy na parę lat. Dla mojego pisania nie ma znaczenia, gdzie jestem. Najchętniej i tak piszę w łóżku.

    Ile godzin dziennie?

    Są takie okresy, że siedzę nad książką po dwanaście godzin, ale zdarza się to bardzo rzadko. Najczęściej pracuję dwie, trzy godziny. Zawsze też sporo myślę o książce, nad którą pracuję. Pisanie to proces, który trwa nawet wtedy, kiedy się nie pisze.

    Camilla Grebe, fot: Viktor Fremling

    A nad czym teraz pracujesz?

    Nad kolejną po „Łowcy cieni” częścią cyklu, ma roboczy tytuł „Witajcie w wieczności”. Bohaterką jest redaktorka wydawnictwa, której mężem jest bardzo znany pisarz. Mają synów bliźniaków. Po przyjęciu w ich wielkim domu na wsi zostaje zamordowana nastolatka. Szybko okazuje się, że sprawcą jest jeden z synów pary, ale nie wiadomo który. Będzie to powieść traktująca w dużej mierze o rodzicielstwie, ale także o świecie literacko-wydawniczym. Bardzo podoba mi się opisywanie świata, który dobrze znam.

    Twoje książki przetłumaczono na 25 języków.

    Nie wszystkie na te same języki i nie wszystkie na aż tyle, ale w sumie tak. Za to książki wydane po angielsku sprzedają się w wielu krajach, między innymi w Kanadzie, Australii i Nowej Zelandii. Tak więc choć moje powieści ukazały się w tłumaczeniach na 25 języków, sprzedawane są w znacznie większej liczbie krajów.

    Jesteś częścią fenomenu, który nazywany jest mianem „szwedzkiego cudu kryminalnego” – po szwedzku det svenska deckarundret. Co według Ciebie jest najważniejszą cechą szwedzkich kryminałów, która sprawia, że podbijają świat?

    Myślę, że są dość mroczne i zaangażowane w tematykę społeczną, krytycznie ją analizując. Większość z nas uważnie obserwuje teraźniejszość, przemiany obyczajowe. Mówiąc o sukcesach szwedzkich czy szerzej skandynawskich kryminałów, myślę, że my, współcześni autorzy, zawdzięczamy wiele naszym poprzednikom. Na przykład piszącym w latach 70. ubiegłego wieku autorom: parze Sjöwall i Wahlöö, dziś uznawanym za klasyków, Henningowi Mankellowi i innym doskonałym autorom, którzy otworzyli nam drzwi na świat. Zainspirowali nas też, żeby pisać prozę kryminalną. Myślę więc, że nie chodzi tylko o to, że w Szwecji jest dziś dużo dobrych autorów prozy sensacyjnej, ale także o to, że mamy długą tradycję takiej powieści.

    Po których szwedzkich autorów sięgasz najchętniej?

    Bardzo wielu. Zawsze lubiłam na przykład Håkana Nessera i Åsę Larsson. Lubię też Christoffera Carlssona, och, mogłabym jeszcze długo wymieniać.

    A z autorów zagranicznych?

    Uwielbiam brytyjską autorkę, która nazywa się Belinda Bauer. To pisarka, która mnie najbardziej inspiruje, chcę pisać tak jak ona. Jej książki są czymś pomiędzy powieściami obyczajowymi a kryminałami. Ale warto dodać, że czytam całą masę książek niesensacyjnych; Joyce Carol Oates, Margaret Atwood, Iana McEwana.

    Na koniec nie mogę nie wspomnieć o plotkach związanych z Hollywood. Czytałam, że trwają prace nad amerykańską ekranizacją twojej powieści „Stąpając po cienkim lodzie”. Czy mogłabyś coś o tym powiedzieć?

    Nie wolno mi teraz mówić prawie nic na ten temat, ale to prawda. Na razie nauczyłam się, że świat filmu jest strasznie skomplikowany i bardzo długo trwa, nim jakiś projekt zostanie zrealizowany. Dla pisarza to trochę frustrujące. Pisanie książki zajmuje dużo czasu, ale zawsze wiadomo, kiedy wyjdzie. W branży filmowej funkcjonuje wszystko trochę inaczej, jest mnóstwo rozmów, wszystko trwa i trwa. Ale tak, to prawda, będzie Hollywood.

    Rozmawiała Katarzyna Tubylewicz

  • Patrioci kontra muzułmanie. Rozmowa z Pascalem Engmanem

    Nie przez przypadek rozmawialiśmy nad rzeką. Dlaczego? Wszystko się wyjaśni, gdy dojdziecie już do końcowych scen książki. „Patrioci” to coś więcej niż kolejny skandynawski kryminał. Pascal Engman zmusza czytelnika do spojrzenia w głąb siebie i rozliczenia się z własnymi lękami. Dlaczego boimy się często tego, co obce? Czy inny kolor skóry świadczy o tym, że ktoś jest lepszy, gorszy? „Patrioci” to także spojrzenie na obecne tendencje w europejskiej polityce, ale też książka o miłości. Trudnej miłości. Liczycie na dobry kryminał? Słusznie. Czekacie na szczęśliwe zakończenie? No cóż…