Tag: szwedzkie kryminały

  • Syndrom sztokholmski (odc. 5) O wyższości Świąt… Zaprasza Rafał Chojnacki

    Skandynawska tradycja wręczania książek kryminalnych na Wielkanoc jest dość powszechnie znana. Wprawdzie bardziej restrykcyjnie podchodzą do tego Norwegowie, ale Szwedzi też lubią sobie w tym czasie poczytać kryminały. Co roku publikowane są „polecanki”, w których dominują nowe tytuły, warte uwagi powieści, idealne na świąteczny prezent. Postanowiłem jednak pójść trochę na pod prąd i dowiedzieć się, które spośród szwedzkich kryminałów warto polecić pod choinkę. Żeby nie była to banalna wyliczanka dostępnych na polskim rynku tytułów, o rekomendacje poprosiłem znanych szwedzkich fachowców od tego rodzaju książek.

    Akademickie rekomendacje

    Jak zwykle w przypadku pytań o ocenę bieżących spraw na rynku książki kryminalnej w Szwecji, pierwsze kroki postanowiłem skierować do znajomych specjalistów, którzy zasiadają w Szwedzkiej Akademii Kryminału (Svenska Deckarakademin). To szanowne grono od 1971 roku zajmuje się popularyzacją gatunku i wiedzy na jego temat. Powstało na wzór słynnej Akademii Szwedzkiej, przyznającej nagrodę Nobla. Gremium to tworzą dziennikarze, naukowcy i pisarze, zajmujący się kryminałem. W Akademii jest 60 miejsc, więc następne osoby mogą do niej wstąpić dopiero po zwolnieniu krzesła przez kogoś z poprzedników. Wśród osób, które udzieliły nam rekomendacji, znaleźli się: Bibbi Wopenka, Katarina Gregersdotter, Kerstin Bergman i Bo Lundin.

    Bibbi Wopenka od lat, wspólnie z mężem Johanem, popularyzuje powieści kryminalne, oboje są też autorami kilku książek o kryminale i kilku tysięcy recenzji. Katarina Gregersdotter, zajmuje się m.in. powieścią kryminalną na Uniwersytecie w Umeå. To osoba, która trafiła do Akademii stosunkowo niedawno, bo w 2019 roku. Jej prace naukowe dotyczą takich mocnych zagadnień jak np. gwałt w powieściach Stiega Larssona, czy animal horror. Kerstin Bergman jest również naukowcem, współautorką (wspólnie z Sarą Kärrholm) szwedzkiego podręcznika akademickiego dla studentów, poświęconego literaturze kryminalnej. Od niedawna działa również po drugiej stronie barykady, pisząc kryminały. Z kolei Bo Lundin jako znawca skandynawskiego (i nie tylko) kryminału i autor kilku książek o tym gatunku, był w 2009 roku gościem Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu.

    Sztokholm, www.unsplash.com/Micael Widell

    Najlepsze kryminały roku

    Jako że w listopadzie, podczas dorocznego spotkania Akademii w Bibliotece Kryminalnej(Deckarbiblioteken) w Eskilstunie przyznano Nagrodę za najlepszy szwedzki kryminał (dawniej nosiła ona nazwę The Martin Beck Award) i najlepszy debiut, niektórzy członkowie tego zacnego grona w pierwszym rzucie odesłali mnie do tytułów, które niedawno oceniali, czyli do zwycięzców w obu kategoriach.

    Zgodnie z sugestią członków Akademii, warto skupić się przede wszystkim na tegorocznych zwycięzcach. Najlepsza powieść ubiegłego roku to Skred (Osuwisko) Sary Strömberg. Autorka ta rok temu została nagrodzona za najlepszy debiut. Jej druga książka to kolejny tom serii, której bohaterką jest dziennikarka Vera Bergström. Tytułowe osuwisko powstało w miejscowości Åre, podczas budowy luksusowego osiedla mieszkaniowego. Wypadek to początek serii wydarzeń, które ukażą mroczne sekrety członków lokalnej społeczności.

    fot: sarastromberg.se

    Debiutantem roku został Ulf Kvensler, który napisał powieść Sarek. Tytuł odwołuje się do Parku Narodowego Sarek w szwedzkim regionie Norrbotten. Grupa przyjaciół wybiera się tam na doroczną wędrówkę w góry. Jedna z dziewczyn zabiera ze sobą nowego partnera, w którym inna rozpoznaje osobę, której nigdy więcej nie chciałaby spotkać. Przyjemna wyprawa zamienia się w koszmar.

    Znani nominowani

    Jeżeli chodzi o pozostałych nominowanych do nagrody za najlepszy szwedzki kryminał, to na tzw. krótkiej liście znalazły się same znane już nam nazwiska. Malin Persson Giolito wydała niedawno powieść I dina händer (W twoich rękach), opisująca w przejmujący sposób to, jak nastolatki kopiują świat dorosłych w środowisku pełnym przemocy, w którym trwa wojna gangów. Córka Leifa GW Perssona znana jest z wrażliwości na problemy młodzieży, teraz mierzy się z kolejnym, jakim jest przemoc.

    Anders de la Motte i jego Bortbytaren (Podmieniacz) to pierwsza część nowej serii, której bohaterką jest krnąbrna inspektor kryminalna Leonore Aske, która zostaje usunięta na boczny tor, niczym Carl Mørck z Departamentu Q Jussiego Adlera-Olsena. Aske również ma odkopywać stare sprawy. Okazuje się jednak, że niektóre z nich mają całkiem świeże tropy.

    Duet ukrywający się pod pseudonimem Erik Axl Sund, wydał z kolei trzeci tom trylogii Czarna melancholia, zatytułowany Otid. Co ciekawe w powieści tej łączą się wątki aktualnej serii, z wcześniejszą, znaną jako Oblicza Victorii Bergman.

    Wśród znanych i nominowanych był jeszcze John Ajvide Lindqvist, szwedzki „król horroru”, który napisał książkę Skriften i vattnet (Zapisane na wodzie), o której wkrótce napiszę trochę więcej.

     

    Polecani debiutanci

    Kryminał to gatunek, który ceni sobie dopływ świeżej krwi. Nie inaczej jest w przypadku jego skandynawskiej odmiany. Dlatego też warto zawracać uwagę na obiecujących debiutantów. Jest wśród nich na pewno miejsce dla Charlotte al-Khalili i jej powieści Malström. Autorka przypomina czym jest prawdziwa zagadka kryminalna. Z pozoru łatwe śledztwo w sprawie zabójstwa na przystanku autobusowym w Sztokholmie, staje się okazją do krytyki społecznej, z której klasycy kryminału byliby dumni.

    Sista säkra (Ostatnia kryjówka) Lisy Christensen to psychologiczny thriller, w którego tle pojawia się 11 września i World Trade Center. To powieść wymagająca od czytelnika sporej koncentracji, ale ciekawa intryga spłaca ten wysiłek z nawiązką.

    Wśród debiutantów jest też Victor Pavic Lundberg, autor powieści Den som överlever (Ten, który przeżyje). Jego książka powinna spodobać się fanom klasycznej serii Lizy Marklund o Annice Bengtzon, ponieważ bohaterki są dziennikarkami, a śledztwo nosi wyraźne znamiona wykraczające poza zwykłe ramy kryminału.

    Akademicy polecają również…

    Katarina Gregersdotter poleca również najnowsze książki autorów, którzy opublikowali swoje powieści już po zamknięciu listy utworów nominowanych do nagrody. Tytuły te zapewne będą głośne przy okazji przyszłorocznych nominacji. Chodzi tu m.in. o Mr Ett (Pan 1), nową książkę Jensa Lapidusa z serii o Teddym i Emilie, znanej również w Polsce. Inna polecana powieść to Kallmyren(Zimne bagno), drugi tom nowego cyklu Lizy Marklund. Badaczka poleca również innego Marklunda, Antona, który jest autorem powieści Under falkens vingar (Pod skrzydłami sokoła), o socjolożce Ramonie Lindh, która ma pewien nietypowy dar, będący dla niej zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem. Wcześniej Anton Marklund pisał powieści psychologiczne (w tym znanego w Polsce Przyjaciela zwierząt), nowa książka to jego kryminalny debiut.

    Bibbi Wopenka przy okazji powieści polecanych pod choinkę, proponuje też książki, które klimatem pasują do świątecznego nastroju. Jako bibliotekarka, od lat pracująca w Bibliotece Miejskiej w Göteborgu, doskonale zna nie tylko najnowsze wydania, ale też książki, które przez lata przechodziły przez jej ręce. Pokusiła się ona zatem o alternatywną listę świątecznych polecanek. Wśród nich wyróżnia się przede wszystkim klasyczny kryminał Marii Lang Vitklädd med ljus i hår (Ubrana na biało ze światłem we włosach). Już sam tytuł nawiązuje do dnia św. Łucji, kiedy to po szwedzkich miasteczkach krążą korowody dziewcząt w białych sukniach, z koronami ze świec. W Dzień Łucji właśnie tak przebrana kobieta dokonuje morderstwa, a śledztwo ma prowadzić Christer Wijk, jeden z głównych bohaterów serii Marii Lang, którą w Polsce znany z wydanej w latach 60. powieści Dość zabójstw (Inte flera mord) i ze szwedzkiego serialu Zbrodnie namiętności, którego poszczególne odcinki to ekranizacje sześciu powieści autorki, nazywanej „szwedzką Agathą Christie”. Inna, łącząca się ze św. Łucją powieść to Lucia i nöd (Łucja w rozpaczy), której akcja rozgrywa się również przed świętami, a złoczyńca przebrany jest w kostium świętego Mikołaja, a pomaga mu przebiegły elf… Autorką książki jest stosunkowo mało znana pisarka, Helena Sigander. To powieść z 2021 roku, pełna typowego dla kryminału czarnego humoru.

    Bibbi przypomniała również o tradycji, może niezbyt obszernej, ale wieloletniej, wydawania przed Świętami zbiorów opowiadań kryminalnych. Mordet på jultomten (Morderstwo Świętego Mikołaja), Midvinter mord (Morderstwo w środku zimy), Mord i julafton (Morderstwo w wigilię), Mord under julgranen (Morderstwo pod choinką), Mord och inga julvisor (Morderstwo i żadnych kolęd) czy Mord i julklapp (Morderstwo w prezencie świątecznym) to tylko niektóre z tytułów zbiorów, do których trafiały poowiadania takich pisarzy jak Henning Mankell, Liza Marklund, Håkan Nesser, Åke Edwardson, Anna Jansson, Karin Wahlberg, Arne Dahl, Kjell Eroksson, Irene Tursten i wielu, wielu innych.

    Spora część książek, o których pisałem powyżej, raczej do nas nie trafi. Jeśli już, stawiałbym na wypróbowane nazwiska, ewentualnie na nagrodzonych autorów. Z jednej strony szkoda, z drugiej zaś, dobrze wiedzieć, że w i tak już pękających w szwach działach kryminalnych szwedzkich księgarń nadal czekają na naszych wydawców ciekawe i warte odkrycia tytuły. To, co trafia na rynek międzynarodowy, to jedynie czubek góry lodowej. Warto jednak ją odkryć, choćby przy okazji takich świątecznych zestawień.

    Rafał Chojnacki

     

  • Syndrom sztokholmski (odc. 4). Ostatnia zagadka Pera Wahlöö. Zaprasza Rafał Chojnacki

    – Jesteś moim małym detektywem – powiedziała z uśmiechem Maj Sjöwall, zbierając ze stolika rozłożone przez Monikę dokumenty. Moja żona właśnie skończyła jej opowiadać o szczegółach, które udało jej się ustalić, a także o sytuacji prawnej, związanej ze sprawą, z którą wcześniej zwróciła się do niej Maj. Dokumenty dotyczyły tajemniczego konta bankowego, założonego na nazwisko Per Wahlöö w 1976 roku. A więc rok po jego śmierci.

    Własna loża w „Harvest Home”

    Nasza znajomość z „matką chrzestną skandynawskiego kryminału” była w sumie dość ciekawa, choć niezbyt intensywna, zwłaszcza że pod koniec życia pisarka wyprowadziła się ze Sztokholmu i już nie można było wpaść na nią w jej ulubionym irlandzkim pubie. Gdy ją poznaliśmy, a był to rok 2010, pub „Harvest Home” był dla niej właściwie jak biuro. Mieszkała w pobliżu, w części miasta znanej dziś jako SoFo (Söder om Folkungagatan – na południe od Folkungagatan). Jednak 10 lat temu nie była to jeszcze mekka hipsterów, choć już od przełomu wieków czuć było bardziej artystyczny klimat tej dzielnicy. Dawny, robotniczy Södermalm coraz bardziej odchodził w niepamięć, wypierany przez rosnące ceny mieszkań. Jednak Maj żyła tam przez długie lata i można było mieć pewność, że jeżeli nie choruje, albo nie wyjechała z miasta, to wieczorem wpadnie do „Harvest Home”. Do dziś, gdy zdarza nam się przechodzić Bondegatan, podświadomie szukamy jej twarzy w szklanej witrynie pubu. To właśnie tam znajdowała się, nieco oddalona od głównego pomieszczenia loża, w której Maj miała swoją ławkę. Potwierdzała to tabliczka z jej imieniem i nazwiskiem, przykręcona do oparcia, którą z dumą nam pokazywała, gdy spotkaliśmy się tam po raz pierwszy.

    Maj poznaliśmy przez Bo Lundina, członka Szwedzkiej Akademii Kryminału, który otworzył przed nami drzwi do znajomości z wieloma ciekawymi osobami, związanymi z tym szacownym gremium. Rok wcześniej udało nam się nakłonić organizatorów Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu, by sprowadzili tego sympatycznego starszego pana w roli eksperta. Prowadziliśmy z nim wówczas spotkanie, które nie przyciągnęło może wielkich tłumów, ale pozwoliło zaprezentować trochę fachowej wiedzy niejako z pierwszej ręki. Lundin jest wszak nie tylko członkiem Akademii, ale też dziennikarzem, popularyzatorem literatury kryminalnej i autorem kilku książek teoretycznych, poświęconych tej materii.

    Rezultatem spotkania z Maj było sprowadzenie jej na wrocławski festiwal w 2011 roku. Tu zainteresowanie spotkaniem z legendą kryminału było ogromne, chociaż sama Maj napędziła nieco strachu dziewczynom opiekującym się festiwalowymi gośćmi. Mimo że wyglądała na bardzo kruchą, a choroba Parkinsona dawała się jej czasem we znaki, była jeszcze wówczas bardzo ciekawa świata, więc wybrała się na samodzielny wieczorny spacer, który skończył się rozpaczliwymi poszukiwaniami… I oczywiście zdziwieniem starszej pani, która była pewna, że nikt nie zauważy jej zniknięcia.

    Wróćmy jednak do sprawy, którą Maj przekazała mojej żonie podczas jednego z naszych spotkań w Sztokholmie.

    Pośmiertna wypłata

    Opowieść ta powinna się zacząć w 1973 lub 74 roku, ponieważ to właśnie wtedy – zdaniem Maj – była ona pierwszy raz w Warszawie. Wyjazd wspominała bardzo dobrze, ponieważ oboje z Perem nie musieli sobie wówczas niczego odmawiać. Stało się tak dlatego, że para pisarzy podpisała wówczas w Polsce umowy wydawnicze. Jednak dewizy nie mogły wyjechać zagranicę, więc musieli wydać z zaliczek ile się dało… Kawior i szampan to tylko jedne z kilku wspomnień, jakie Maj przywiozła z Polski.

    Co ciekawe przewodniczką Pera i jego partnerki była wówczas jego eks-żona, Inger, która była akredytowaną szwedzką dziennikarką. Inger Wahlöö to dość ciekawa postać, znana w Szwecji głównie jako pisarka i korespondentka zagraniczna dziennika „Expressen”. To właśnie dzięki niej świat dowiedział się o zamieszkach w Ursusie i Radomiu w 1976 roku. Z akt Instytutu Pamięci Narodowej dowiadujemy się, że w jej sprawie polskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych prowadziło aż trzy Sprawy Operacyjnego Rozpracowania. Być może warto byłoby kiedyś wydać w Polsce jej powieść dokumentalną z tego okresu, zatytułowaną Än dess söner finns (Póki żyją twoi synowie), opowiadającą właśnie o tym co działo się w Polsce od czasu gdy przybyła jako korespondentka, do momentu deportacji do Szwecji, którą wymusiły polskie władze.

    Warszawa, fot: www.unsplash.com/Valik Chernetskyi

    Rezultatem umów podpisanych przez Pera, było założenie mu po jakimś czasie konta w polskim banku, na które przelano należne mu dewizy. Oczywiście były to pieniądze, które mógł podjąć osobiście w Polsce i wydać je na miejscu. Było to wówczas powszechną praktyką, stosowaną przez wydawców, przez co wielu pisarzy (na czele z Amerykaninem Philpem K. Dickiem) uważało się za zwyczajnie oszukanych przez polskich wydawców. Prawdopodobnie to, że otwarcie konta dla Pera zbiegło się w czasie z deportacją jego byłej żony, to jedynie przypadek. Nie zmienia to jednak faktu, że konto założono na nazwisko nieboszczyka.

    Wbrew temu, co można przeczytać w niektórych publikacjach encyklopedycznych, Maj i Per nigdy nie byli małżeństwem, choć mieli dwójkę dzieci. Z pewnością utrudniło to dochodzenie przez Maj jakichkolwiek roszczeń z tytułu umów, skoro te spisane były z Perem. Oczywiście sprawą zaczęła się interesować dopiero po 1989 roku, kiedy to zaczęła otrzymywać (na stary adres Pera) korespondencję z Polski, z której wynikało, że na koncie bankowym w Polsce znajdują się jakieś pieniądze. To, że listy przychodziły, nie było problemem. Jednak co miesiąc kwota na koncie była minimalnie niższa, w związku z kosztami prowadzenia rachunku bankowego. W końcu zaniepokoiło to Maj dość solidnie, bo z czasem kwota ta musiałaby się wyczerpać. A wówczas mógłby zacząć narastać dług. Porozmawiała więc na ten temat z dziećmi, które zgodnie z prawem mogłyby dysponować spuścizną po ojcu, ale żadne z nich nie było zainteresowane tematem, ponieważ prawo spadkowe chroniło ich przed ewentualnymi długami, a kwota była już za niska, by warto było w tej sprawie wybierać się do Polski… I tak Maj postanowiła obarczyć problemem świeżo poznaną Polkę, która na dodatek dobrze mówiła po szwedzku.

    Per Wahlöö solo

    Zgodnie z tym co mówiła Maj, umowa miała dotyczyć powieści Ciężarówka (Lastbilen), co było o tyle dziwne, że książka ta ukazała się w Polsce dopiero 1989 roku. Wiele można powiedzieć o opóźnieniach w procesie wydawniczym w naszym kraju w czasach PRL-u, ale to bardzo mało prawdopodobne, by czekało się ponad 20 lat na wydanie kryminału. Zwłaszcza, że akurat w czasie, gdy powieść się wreszcie ukazała, klimat dla niej był wyjątkowo niekorzystny. Ciężarówka jest częściowo efektem pracy Pera jako korespondenta w ogarniętej wojną domową Hiszpanii. Mamy tam więc całkiem ciekawe spostrzeżenia dotyczące nie tylko reżimu generała Franco, ale również sytuacji w Europie po drugiej wojnie światowej. Niestety, czasy upadającego w Polsce komunizmu nie były momentem, kiedy kogokolwiek jakoś bardziej obeszłaby zawarta w tej powieści krytyka społeczna, tak charakterystyczna dla późniejsze twórczości, którą Per kontynuował z Maj. Jednak to, co było niezwykle aktualne, gdy w 1962 roku powieść ukazała się w Szwecji, prawie trzy dekady później nie robiło już takiego wrażenia. Na dodatek polskie półki zostały w chwilę później zalane kolorowymi okładkami amerykańskich powieści sensacyjnych. Nowe warunki bytowe zmiotły z polskiego rynku nie tylko Pera, ale i całą czytelnikowską serię „Z jamnikiem”, w której ten tom się ukazał.

    Nic więc dziwnego, że na kolejną solową książkę tego autora w polskim wydaniu przyszło nam trochę poczekać. W międzyczasie, w latach 2009-2012 Wydawnictwo Amber opublikowało kompletną serie o Martinie Becku, duetu Sjöwall & Wahlöö. Dopiero na tak przygotowanym gruncie w 2013 roku udało się Wydawnictwu Albatros wydać w Polsce dwie solowe powieści Pera, opowiadające o świecie niedalekiej przyszłości, w którym komisarz Jensen prowadzi sprawy kryminalne. Pierwsza z nich to Morderstwo na 31 piętrze (Mord på 31:a våningen), druga Stalowy skok (Stålspränget). Obie prezentują dość mroczną wizję świata, najwyraźniej więc nie przypadły zbytnio do gustu polskim czytelnikom, ponieważ kolejne książki Pera się nie ukazały. A szkoda.

    Jego literacki debiut książkowy z roku 1959, powieść Hövdingen (Szef) to książka sportowa, opowiadająca o bezwzględności nieuczciwego prezesa klubu, który chce za wszelką cenę wypromować swój zespół w wyższych ligach. To raczej thriller niż kryminał, na dodatek nie ma w nim jeszcze tego sarkastycznego humoru, który pojawia się w bardziej znanych powieściach. Przy okazji warto przypomnieć, że w młodości Wahlöö był dziennikarzem sportowym, więc po raz kolejny sięga w książce do inspiracji związanych z własnymi doświadczeniami. Pierwotny tytuł tej książki to Himmelsgeten (Bramy niebios), jednak w 1967 roku został zmieniony i odtąd kolejne wydania są już inaczej tytułowane.

    Wcześniej Wahlöö opublikował opowiadanie Tjugo ar efterat (dwadzieścia lat później) w magazynie „Jultrevnad” w 1949 roku. Jednak opublikowano je pod pseudonimem Edner P Bech, i dopiero przy okazji wydania w 2007 roku zbioru Sista resan och andra berättelser (Ostatni rejs i inne opowiadania), w którym zebrano różne okazjonalne teksty (wspólne i pisane solo przez Maj i Pera), okazało się, że to on był autorem.

    Zanim zaczął pisać wspólnie z Maj, Per wydał jeszcze pięć książek, w tym Ciężarówkę i Morderstwo na 31 piętrze. Oprócz tego, jego nazwisko pojawiło się na okładkach Vinden och regnet (Wiatr i deszcz), Uppdraget (Zadanie) i Det växer inga rosor på Odenplan (Na Odenplan nie rosną róże). Akcja pierwszej z nich rozgrywa się w Hiszpanii i opowiada historię trudnego uczucia między Niemcem, wychowanym według zasad segregacji rasowej, a Żydówką. Uppdraget można nazwać thrillerem politycznym, tym razem z morderstwem w tle i trudną do opanowania sytuacją w jednej z republik w Ameryce Południowej. Trzecia z tych książek to mikropowieść i kilka opowiadań, które krążą wokół tematu miłości. Det växer… to jedna z rzadziej wznawianych powieści Pera.

    W tym samym roku, kiedy pojawiła się pierwsza powieść z Martinem Beckiem (Roseanna, 1965) na półki księgarni trafiła również jego solowa książka – Generalerna (Generałowie). To rodzaj dystopii, która pokazuje rewolucję w fikcyjnym państwie Ameryki Łacińskiej. Jej twórcy chcieli stworzyć społeczeństwo oparte na równości. Gdy do władzy dochodzą wojskowi, rewolucja, jak to ma w zwyczaju, pożera swojej dzieci.

    Później praca nad serią o Becku pochłonęła Maj i Pera tak bardzo, że tylko raz udało się wygospodarować trochę czasu na napisanie czegoś na boku. Tak powstał Stalowy skok, wspomniana już wyżej druga powieść o komisarzu Jensenie. Karierę pisarską Pera zakończyła śmierć, która przyszła niespodziewanie w 1975 roku. Autor zmarł po operacji trzustki. Dorobek literacki jego i Maj uzupełnia jeszcze wspomniany zbiór Sista resan, wydany dopiero w 2007 roku. Nie zawiera on jednak tekstów związanych z serią o Becku.

    Martin Beck i nie tylko

    Poza serią o Martinie Becku Maj Sjöwall nie napisała zbyt wiele, przede wszystkim dlatego, że gdy się poznali, była od Pera 9 lat młodsza. Nie miała więc czasu na rozwinięcie skrzydeł, zanim jako młoda zdolna redaktorka nie stała się jego partnerką, a następnie współautorką najpopularniejszego szwedzkiego cyklu kryminałów XX wieku. Jako że para od początku zakładała napisanie 10 tomów serii, a Per zmarł po ukazaniu się ostatniego, Maj do końca życia trzymałą się tego ustalenia i wbrew naleganiom ze strony wydawców i czytelników, nie wróciła nigdy do pisania o Becku… No, prawie nie wróciła, ponieważ okazuje się, że istnieje jeden taki tekst, ale o nim opowiem nieco dalej. Jej przygoda z tym bohaterem nie skończyła się zatem definitywnie.

    W latach 90. nakręcono serię sześciu filmów, będących ekranizacjami części serii. W rolę Martina Becka wcielił się w nich Gösta Ekman, zaś jego policyjnego kolegę, Gunvalda Larssona, zagrał Rolf Lassgård (znany m.in. takich ról, jak komisarz Wallander w ekranizacjach powieści Henninga Mankella, czy profiler Sebastian Bergman w ekranizacjach książek duetu Hjort & Rosenfedt). Trzy z nich – Brandbilen som försvann (Wóz strażacki, który zniknął), Mannen på balkongen (Mężczyzna na balkonie) i Stockholm Marathon (ekranizacja powieści Ludzie przemocy) – miały swoją premierę w kinach, trzy pozostałe – Roseanna, Polismördaren (Zabójca policjanta) i Polis polis potatismos(ekranizacja powieści Morderstwo w Savoyu) – trafiły od razu na rynek wideo.

    W prawie każdym z tych filmów Maj pojawia się jako jakaś mało znacząca postać, dziś taki występ zwykło się nazywać cameo. W Roseannie pojawiła się jako sekretarka, w Mannen på balkongen jest nauczycielką, w Brandbilen som försvann pasażerką samolotu, w Polis, polis, potatismos siedzi w restauracji, w której za chwilę będzie popełnione morderstwo, zaś w Stockholm Marathon starterką tytułowego wyścigu. Inna seria, w której początkowo główne role grali Peter Haber (jako Beck) i Mikael Persbrandt (jako Lasson), od samego początku reklamowana była jako nowe sprawy popularnych bohaterów, stworzone z „błogosławieństwem” Maj Sjöwall, przeniesione do czasów współczesnych, nie zawierała już żadnych cameo. Co ciekawe, kolejni producenci nadal tworzą nowe epizody, choć między następnymi sezonami zdarzają się czasem kilkuletnie przerwy. W międzyczasie ze współpracy zrezygnował Persbrandt, ale starzejący się powoli Haber nadaje swojej postaci coraz większej głębi, dzięki czemu serial wciąż trzyma niezły poziom.

    Po śmierci Pera Maj nie skupiła się bynajmniej wyłącznie na odcinaniu kuponów od sławy, którą zdobyli w duecie. Wróciła do pracy redakcyjnej, zajęła się też tłumaczeniami. Zresztą jeszcze za życia Pera, para przetłumaczyła razem kilka powieści, w tym m.in. jedną z książek Eda McBaina, co sprawiło, że w Szwecji przez jakiś czas wypominano im inspiracje klasykiem powieści policyjnej. Para nie odżegnywała się od tych inspiracji, choć w tekstach teoretycznych i komentarzach prasowych bardzo wyraźnie podkreślali wówczas rolę ich własnej drogi przez literaturę kryminalną, która prowadziła przez tematykę społeczną i polityczne zaangażowanie wpisane w fabułę.

    Wśród powieści, które Maj przetłumaczyła samodzielnie znalazły się przede wszystkim norweskie i duńskie kryminały. Tłumaczyła na szwedzki książki Anne Holt, Gretelise Holm czy Poula Øruma. W przekładach z języka angielskiego wspierał ją brat, Åke Sjöwall. Razem przetłumaczyli książki T. Jeffersona Parkera i Roberta B. Parkera.

    Czas wreszcie przejść do tekstów literackich. Maj ma na koncie jeszcze dwa duety literackie, zrealizowane w krótkim odstępie czasu. Zapytana o jeden z nich, odpowiedziała nam, że zaproponowano jej taki rodzaj literackiej zabawy, przyjęła zaproszenie, ale nie uznała by taka forma współpracy miała jakąś przyszłość. Chodziło o wydaną w 1990 roku w Holandii książkę De vrouw die op Greta Garbo leek (z holenderskiego: Dziewczyna, która wyglądała jak Greta Garbo). Jej współautorem jest holenderski, a jakże, pisarz Willem Pieter Hogendoorn, którego powieści kryminalne publikowane są pod pseudonimem Tomas Ross. Powieść opowiada o… Holendrze, który oglądając w hotelu film dla bardzo dorosłych, dochodzi do wniosku, że gra w nim jego córka, która niedługo po osiągnięciu pełnoletniości wyjechała do Szwecji. Kiedy próbuje ją tam odszukać, okazuje się, że dziewczyna zaginęła. W poszukiwaniach pomaga mu szwedzki dziennikarz kryminalny. W rok po holenderskiej premierze powieść ukazała się po szwedzku, później przełożono ją na kilkanaście języków, ale oczywiście nie na polski.

    Jeszcze ciekawiej i bardziej sensacyjnie prezentuje się drugi duet, o którym Maj w ogóle nam nie powiedziała. Co więcej, do pewnego momentu nie było po nim śladu w żadnych szwedzkich publikacjach omawiających dorobek pisarki. Prawdopodobnie dopiero po jej śmierci ktoś uzupełnił bibliografię o to opowiadanie. Współautorem jest Duńczyk, Bjarne Nielsen, a tekst zatytułowany jest Dansk Intermezzo (Duńskie intermezzo). Prawdopodobnie istnienie tego tekstu nie było ujawniane, ponieważ łamał on umowę wydawniczą. Oto bowiem mamy do czynienia z opowiadaniem, w którym pojawiają się Martin Beck i Gunvald Larsson. Per Månsson, kolega Becka z Malmö, pisze do niego o problemach z prawem, jakie jego syn ma w Danii. Okazuje się, że wplątał się w przemyt narkotyków. Beck nie może jechać, ale Gunvald wybierał się właśnie na urlop do Kopenhagi. Generalnie więc to on jest głównym bohaterem opowiadania. Tekst w skróconej wersji ukazał się w czasopiśmie „Uge-magasinet” w 1987 roku. Następnie w 1989 roku w pełnej wersji ukazał się drukiem, jako niewielka książka (48 stron). Wydano ją nakładem tajemniczego wydawnictwa Pinkertons, które ma na swoim koncie tylko ten jeden wolumin. Nakład był ograniczony do 300 sztuk, a jedyny znany nam egzemplarz znajduje się w Bibliotece Królewskiej w Sztokholmie.

    Zagadka tajemniczego konta

    Jak już się zapewne domyśliliście, cała historia o polskim koncie bankowym Pera, była tylko pretekstem do tego, by opowiedzieć o tej części dorobku duetu Sjöwall & Wahlöö, który regularnie pomijany jest przez recenzentów i badaczy. Jednak prawdziwy kryminał musi mieć pozamykane wszystkie najważniejsze wątki, a zagadka musi zostać rozwiązana. Dlatego musimy wrócić w tym miejscu do Moniki, która otrzymała od Maj teczkę z dokumentami bankowymi, przysyłanymi do Szwecji z Polski. Bez żadnych kontaktów, ani tym bardziej bez pełnomocnictwa ze strony spadkobierców (w tym przypadku dzieci pisarskiej pary), zakrawało to na kolejny odcinek Mission Impossible, w którym zamiast niewysokiego amerykańskiego aktora, obsadzono moją żonę. Gdyby jednak jej się nie udało, nic takiego by się nie stało, świat dalej byłby na swoim miejscu, a ona, co najwyżej, nie zostałaby małym detektywem Maj Sjöwall.

    Wszystko zaczęło się zatem od typowo polskiego powiedzenia: „zobaczymy, co da się zrobić”. Bez wspomnianego wyżej pełnomocnictwa nie było sensu zaczynać od wydawcy. Trzeba było jakoś dostać się do systemu bankowego i w pierwszej kolejności ustalić, jak wyglądają procedury w przypadku takich kont z pieniędzmi, po które nikt się latami nie zgłasza. To znów wymagało typowo polskiego podejścia, czyli załatwienia sprawy po znajomości.

    Tak się złożyło, bo w takich sytuacjach zwykle jakoś „tak się składa”, że Monika miała kiedyś ucznia, którego ojciec pracował w banku na jakimś kierowniczym stanowisku. Nie był to wprawdzie „ten” bank, ale… Jego koleżanka ze studiów, z którą wciąż miał jako taki kontakt, pracowała już we właściwym miejscu i obiecała przyjrzeć się sprawie. Jej odpowiedź była ze wszech miar nieformalna, choć zawierała sporo bardzo formalnych załączników, takich jak regulaminy, wyciągi z przepisów i wewnętrznych okólników, nakazujących konkretne postępowanie w podobnych przypadkach. Najważniejsza jednak była odpowiedź związana z tym konkretnym typem konta, które przed laty założono Perowi: po wyczerpaniu środków nie będą narastały dodatkowe koszty, a samo konto zostanie zamknięte. Teraz wystarczyło tylko przetłumaczyć na szwedzki najważniejsze rzeczy i przekazać je Maj.

    Rozwiązując w ten sposób ostatnią zagadkę Pera Wahlöö.

    Rafał Chojnacki

  • Syndrom sztokholmski (odc. 3). Pamiątki z wakacji. Zaprasza Rafał Chojnacki

    Ludzie przywożą z wakacji różne rzeczy. Obecnie rzadko kontroluje się auta przemieszczające się w Strefie Schengen. Jednak kiedy już tak się dzieje, samochód wypchany skandynawskimi książkami zawsze wzbudza sensację. Największym zdziwieniem wykazał się norweski pogranicznik, który kilka lat temu zatrzymał nas do kontroli. Samochód na polskich numerach rejestracyjnych, wwożący do Norwegii szwedzkie kryminały…

    Wakacyjne zdobycze

    Coroczne szwedzkie wakacje to dla nas zawsze okres wzmożonych zakupów książkowych. Przywozimy z żoną zwykle bagażnik wypchany książkami. Walizki z ubraniami jadą na tylnych siedzeniach samochodu. Nie inaczej było i w tym roku.

    Nie żebyśmy nie kupowali książek również w ciągu roku, jednak szwedzkie zakupy cechuje wyjątkowa intensywność. W końcu na kolejne takie okazje czekać będziemy cały rok. Dla żony, która wykłada szwedzki na jednej z pomorskich uczelni, stały kontakt ze tą literaturą jest bezcenny. A jako że oboje zajmujemy się naukowo i hobbystycznie skandynawskim kryminałami, zwykle to właśnie one stanowią największą część naszych wakacyjnych zdobyczy. Nie inaczej było i w tym roku.

    Pisząc powyżej o okazjach, mam na myśli sposób, w jaki kupujemy większość książek. Oczywiście zdarza nam się czasem iść do zwykłej księgarni i dokonać zaplanowanego wcześniej zakupu, jednak wysokie ceny szwedzkich książek nie zachęcaj do takich fanaberii. Jeżeli za nową książkę w sieciówce trzeba zapłacić ponad 200 koron (ok. 90 złotych), a przywozi się ich do Polski nawet kilkaset, to trzeba poszukać innego rozwiązania. Dlatego prawdziwym błogosławieństwem są dla nas second handy, prowadzone przez organizacje charytatywne. Niekiedy można tam kupić książki za mniej niż 10% ceny z najtańszej księgarni. Nie inaczej było i w tym roku.

    Przyjechaliśmy z bagażnikiem wypełnionym książkami, które teraz trzeba spisać i poukładać. Jednak większą zagadką jest dla mnie teraz sposób, w jaki powinienem podejść do przedstawienia w tym tekście niektórych spośród nowych tytułów. Można by napisać o książkach znanych nam pisarzy, o których nie wspomniałem w tekście zapowiadającym letnie premiery w Skandynawii. Można by też pójść w przeciwną stronę, skupiając się na takich pisarzach, których dzieła jeszcze do Polski nie dotarły. Można by też napisać o starszych tytułach, których zakup dał nam sporo radości. Albo o kompletnych niespodziankach, bo i takich nie brakowało. Myślę jednak, że choć każdy z tych tematów mógłby być osobnym materiałem na artykuł, w gruncie rzeczy byłoby to trochę nudne. Dlatego też znajdzie się tu miejsce na niemal każdy z tych wątków. Może z wyjątkiem staroci, których byłoby po prostu za dużo.

    Starzy znajomi wracają

    Wśród znanych w Polsce autorów warto wspomnieć o Mariette Lindstein. Szwedzka specjalistka od sekt, która sama ma w CV pracę dla jednaj z największych takich organizacji na świecie, wraca do swojej najbardziej popularnej serii. Zapoczątkowana przed laty Sektą z Wyspy Mgieł opowieść o charyzmatycznym Franzu Oswaldzie i jego ruchu Via Terra, ma swoją kontynuację w powieści Bortom Dimön (Poza Wyspą Mgieł). Bohaterka serii, Julia, ponownie daje się wplątać w historię związaną z Wyspą, na dodatek tym razem okazuje się, że trzeba będzie rozwiązać zagadkę z przeszłości, która może przy okazji wyjaśnić tajemnicę psychopatycznej osobowości Oswalda.

    fot: Rafał Chojnacki

    Peter Stjernström nie jest w Polsce postrzegany jako autor z okolic powieści kryminalnej. Tymczasem wydana przed kilku laty książka Chłopiec motyl to mocny skandynawski thriller. Jego nowa powieść zatytułowana jest Sjösprång (Morski skok) i kontynuuje wątki z ubiegłorocznej Blodmål (Miara krwi), w której pojawiła się postać mieszkającej na Gotlandii Walli Hammar. Nowa seria łączy w formie wątki detektywistyczne, z klimatami grozy, podobnymi do tych z twórczości Johana Theorina. Ten ostatni też z resztą powrócił ostatnio do kryminału, od którego odszedł na chwilę, by pisać młodzieżowe fantasy, oparte na skandynawskich legendach. Jego Benvittring (Wietrzenie kości) to ponownie olandzkie klimaty, a na kartach powieści spotkamy też starego rybaka Gerlofa, znanego z poprzednich tomów.

    Kolejne znane nazwisko, a właściwie pseudonim, to Erik Axl Sund. Autorzy, ukrywający się po tą marką, znani głównie z trylogii Oblicza Victorii Bergman. Ich nowa powieść zatytułowana jest Otid i pojawia się w niej znana z trylogii policjantka Jeanette Kihlberg. Zapowiada się zatem lektura sięgająca do mrocznych zakamarków ludzkiej psychiki. Zdaniem recenzentki „Dagens Nyheter” to jeden z najlepszych kryminałów tego roku.

    Nowy thriller Joakima Zandera krąży wokół tematu ekstremizmu, co wydaje się być w Szwecji coraz większym problemem. Akcja powieści Ett ärligt liv (Uczciwe życie) rozgrywa się w Malmö, gdzie młody adept sztuki prawniczej daje się wciągnąć nie tylko w romans, ale również w skomplikowaną intrygę, która pokaże mu jak wygląda życie poza prawem.

    Joakim Zander

    Karin Wahlberg, po kilku powieściach obyczajowych, wróciła do swojego głównego kryminalnego cyklu, którego bohaterem jest komisarz Claes Claesson. Powieść nosi tytuł En god man (Dobry człowiek) i jest klasycznym dla jej stylu kryminałem, którego akcja toczy się wokół zabójstwa znanego pediatry, mieszkającego w okolicach uniwersyteckiego Lundu.

    Największym zaskoczeniem wśród starych znajomych była dla mnie nowa powieść Lizy Marklund. Oczywiście wiedziałem, że Krąg polarny otwiera nowy cykl, ale nie sądziłem, że tak szybko doczekamy się drugiego tomu. Kallmyren (Zimne bagna) to kryminalny thriller, którego akcja toczy się głównie w mroźnym Norrlandzie. Szef policji z miasteczka Stenträsk otrzymuje tam tajemniczą informację, która wydaje się mieć związek z jego zaginioną przed 30 laty żoną. Jednak forma tej wiadomości sprawia, że policjant zaczyna martwić się o swoją nową rodzinę.

    Wśród pisarzy, których można było znaleźć na półkach z nowościami, pojawili się również Christian Unge (z nowym medycznym kryminałem Det första skottet, det sista steget), Viveca Sten(Dalskuggan to drugi tom jej nowej serii, która dla odmiany rozgrywa się pod norweską granicą), Emilie Schepp (Björnen sover to siódmy tom serii o Janie Berzelius) i Jens Lapidus (powieść Paradis City to naładowana akcją opowieść, której akcja rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, w opanowanej przez gangi Szwecji, w której naprawdę istnieją strefy no-go). Wszystkie te książki nie są jednak aż tak świeżymi premierami, dlatego musiały ustąpić miejsca innym.

    Znani nieznani

    Druga kategoria, do której warto sięgnąć, opowiadając o szwedzkich nowościach, to dzieła pisarzy, których książki nie są w Polsce znane, a w Szwecji cieszą się sporą popularnością. Czasem jest to zrozumiałe, innym razem bardzo trudno to umotywować. Chyba tylko wielkość skandynawskiej sceny pisarzy kryminalnych tłumaczy, dlaczego niektórzy z nich nie trafiają na nasze półki w Polsce.

    Na pierwszy ogień musi pójść Jan Mårtenson. To jedyny żyjący klasyk szwedzkiej powieści kryminalnej. Zadebiutował w 1973 roku powieścią Helgeandsmordet, od tego czasu co roku wydaje kolejną książkę w serii, której bohaterem jest mieszkający na sztokholmskiej Starówce antykwariusz Johan Kristian Homan. Mårtenson to interesująca postać, ponieważ jest emerytowanym szwedzkim dworzaninem i dyplomatą, a jego życiorys sam mógłby stać się kanwą ciekawej powieści (wydano z resztą jego wspomnienia). Oprócz serii o Homanie napisał też kilka innych książek, głównie historycznych. Jego tegoroczna powieść nosi tytuł Mord i lönndom (lönndom to staroszwedzkie słowo, oznaczające robienie czegoś w sekrecie), i jest typową przedstawicielką serii. Jej autor unika wszystkiego, co kojarzy nam się z nowoczesnym, skandynawskim kryminałem. Nie mu tu ważkich zagadnień społecznych, nie ma dusznej, mrocznej atmosfery. Jest za to klasyczna zagadka kryminalna, która ma prawo spodobać się miłośnikom Aghaty Christie.

     

    Z kolei Katarina Wennstam, to trochę taki Stieg Larsson w spódnicy. Prawdopodobnie za to porównanie otrzymałbym od autorki ogromne połajanki, ale faktem jest, że to kolejna społecznie zaangażowana dziennikarka, której powieści zawierają w sobie silnie ukierunkowaną krytykę społeczną. Szczególnie mocno zaangażowana jest w sprawę obrony praw kobiet, zwłaszcza w obliczu kontaktów z wymiarem sprawiedliwości. Głośnym echem odbiły się jej publikacje dotyczące traktowania ofiar gwałtów przez szwedzkie sądy. Twórczość literacka, zwłaszcza seria Justitie, często ociera się o tematykę sądowniczą i sprawy feministyczne. Nowa powieść (Dödsbädden czyli Łoże śmierci) nie różni się pod tym względem od wcześniejszych, ponieważ mamy tu te same bohaterki – zdolną śledczą i zaangażowaną prawniczkę. Muszą się one cofnąć w prowadzonym dochodzeniu do przeszłości, odkrywając zagadkę zatrudnianych w bogatych domach gosposi, które stawały się ofiarami wykorzystywania seksualnego. Przy okazji obie bohaterki wywracają do góry nogami życie osobiste jednego z kolegów z policji.

    Do grona znanych nieznanych warto dopisać również Björna Hellberga, dziennikarza sportowego i prezentera telewizyjnego, który od czasu swego kryminalnego debiutu w 1981 (Gråt i mörker – pierwszy tom serii, której bohaterem jest komisarz Sten Wall), wydał ponad 30 książek z tego gatunku. Jako że jest przede wszystkim specjalistą od tenisa, ma też na koncie biografię Björna Borga. Występował też jako specjalista od ciekawostek w popularnym telewizyjnym quizie På spåret. W jego powieściach sport często odgrywa ważną rolę, ale nie zawsze jest czynnikiem dominującym.Vena Amoris, nowy tytuł Hellberga, to kolejny tom serii o Stenie Wallu, która należy do najbardziej cenionych przez… szwedzkich policjantów.

    fot: Rafał Chojnacki

    Adepci skandynawskiej zbrodni

    Wśród nowych nazwisk, a przynajmniej takich, które dla mnie samego były nowe, nadal jest w Szwecji sporo. Myślę, że powinno to uciąć pogłoski o „końcu skandynawskiego kryminału”. Wprawdzie w natłoku nowych nazwisk mniej jest tych naprawdę wartych uwagi, ale warto pamiętać, że boom, który nastąpił po sukcesie serii Millennium zafundował nam całą masę twórców już gotowych, doświadczonych i gotowych do tego, by osiągnąć sukces. Nowi muszą sobie na ten sukces dopiero zapracować. Jednak jest to powrót do normalnej sytuacji, a nie regres. Dziś już nie wystarczy być ze Szwecji, żeby sprzedać kilka milionów egzemplarzy swoich książek. Jednak pisarzom, o których wspomnę poniżej, życzyłbym takiego sukcesu.

    Bardzo mocnym debiutem jest Lelo, autorstwa Markusa Grönholma. O autorze wiem tylko tyle, że dorastał w Uppsali, a po wielu latach mieszkania w Göteborg, przeprowadził się na powrót do Upplandu i osiadł w Heby. Czyli właściwie niczego o nim nie wiem. Ale powieść jego autorstwa, to rzadki przypadek mocnej, realistycznej literatury, która potrafi wstrząsnąć czytelnikiem. Już sam temat pedofilii jest wystarczająco ciężki (co przed laty udowodnili Roslund & Hellström w powieści Bestia), jednak w Lelo otrzymujemy jeszcze dramat głównego bohatera. Erik Eriksson z policji w Enköping rozpoczyna niełatwe śledztwo, gdy dowiaduje się, że musi przerwać dochodzenie, ponieważ ma raka mózgu. Dopiero teraz policjant naprawdę ma zrozumieć, czym jest praca pod presją czasu.

    Benny Haag i Lennart Karlsson to dość nietypowy duet pisarski. Haag jest aktorem, terapeutą, pisarzem i niepijącym alkoholikiem. W 2010 roku startował do Parlamentu, z ramienia Spritpartiet, która postulowała zmniejszenie o połowę zużycia alkoholu w Szwecji. Z kariery politycznej nic nie wyszło, ale kiedy po latach Haag spotkał Karlssona, sztokholmskiego policjanta, szefa Szwedzkiego Stowarzyszenia Policji Narkotykowej, powstał pomysł, odwołujący się do skandynawskiej klasyki: przemycić kwestie społeczne, pod płaszczykiem popularnego gatunku literatury. Tak powstała powieść Det som inte syns (To, czego nie widać), opwiadająca o śledztwie prowadzonych przez dwóch policjantów z centrum Sztokholmu, którzy przy pomocy odważnej pani prokurator odkrywają, że prowadzone przez nich dochodzenie, prowadzi o wiele wyżej, niż początkowo zakładali, a przestępczy proceder, z którym się zetknęli, nie ogranicza się do handlu narkotykami.

    Na zakończenie wypada jeszcze napisać o jednym autorze, którego książka trochę mnie zaskoczyła, ponieważ nie spodziewałem się, że autor wróci do swojego najbardziej popularnego bohatera. Jan Guillou znany jest w Polsce obecnie głównie dzięki wydawanej w ostatnich latach historyczno-obyczajowej serii Złoty wiek. Wcześniej ukazała się u nas również tetralogia Krzyżowcy i kultowa powieść Zło (Ondskan), sfilmowana w 2003 roku przez Mikaela Håfströma. Jednak nas interesuje sensacyjno-kryminalna seria o komandorze Hamiltonie, szwedzkim odpowiedniku Bonda. W latach 90. ukazały się u nas trzy tomy tego cyklu, jednak było to na długo przed boomem na skandynawski kryminał. Dziś mało kto o nich pamięta. Tymczasem w Szwecji nakręcono kilka filmów, a ostatnio również serial o komandorze Hamiltonie.

    Nowa powieść, zatytułowana Den som dödade helvetets änglar (Ten, który zabił anioły z piekła) łączy w sobie opowieści o różnych bohaterach powieści Guillou, co z resztą dzieje się w twórczości tego autora nie po raz pierwszy, ponieważ w jednej z jego starszych powieści pojawił się nawet gościnnie bohater serii zaprzyjaźnionego z nim innego pisarza, Henninga Mankella. Z jednej strony w nowej powieści pojawia się element pastiszu, ponieważ bohaterowie są już emerytami, ale mimo to stają do walki ze zorganizowaną przestępczością.

    Co ciekawe, ma to być początek nowej serii, starzy bohaterowie nie będą raczej jej centralnymi postaciami. Pozostaje więc poczekać na kolejne tomy, licząc, że w międzyczasie ktoś się zlituje nad komandorem Hamiltonem i w końcu wyda w Polsce całą serię.

    Rafał Chojnacki