Tag: Tove Jansson

  • „Słoneczne miasto” po raz pierwszy w Polsce!

    Tove Jansson przedstawiać nikomu nie trzeba. Wystarczy jedno słowo: „Muminki”. W połowie lutego do polskich czytelników trafią dwie nowele, w sumie nieco ponad trzysta stron. 

    Kamienne pole”(przeł. Teresa Chłapowska) to historia Jonasza, który przeszedł na emeryturę. Zamierza w tym czasie napisać biografię niejakiego Igreka. Mimo że dopada go niemoc twórcza, wytrwale zbiera materiały do książki. Jednocześnie zaczyna wspominać własne życie i uświadamia sobie różne niewygodne fakty, jak choćby brak bliższych relacji z własnymi córkami. Zdaje sobie sprawę z tego, jak często uciekał od konfrontacji z życiem w świat słów. Dokonuje bolesnego rozrachunku z własną historią i samym sobą. Utwór napisany w 1984 roku ukazał się już wcześniej w języku polskim.

    O noweli „Słoneczne miasto” (przeł. Justyna Czechowska), która powstała w 1976 i premierowo ukazuje się w tym tomie, sama Tove pisała tak: „Podróżowałam po Ameryce i pewnego wieczoru trafiłam na Florydzie do miasta, w którym było dość cicho. Rano też było pusto i cicho. Stałam na ocienionym roślinami ganku, po lewej i prawej ciągnął się szpaler identycznych ganków. Cisza była niemal przerażająca. Wtedy zdałam sobie sprawę, że jestem w Słonecznym mieście, mieście dla osób w podeszłym wieku, mieście, w którym słońce świeci przez cały rok, mieście nakierowanym na odpoczynek i święty spokój. Nazwałam je St. Petersburg. I u mnie nie jest ciche, jest tak dzikie i ekscytujące, jak każde inne miejsce na świecie. Starałam się napisać książkę o tym, co to znaczy, gdy człowiek się zestarzeje. I gdy się zakochuje”.

    Książka ta powstała po podróży do Ameryki w latach 1971-72, podczas której Tove wraz ze swoją przyjaciółką Tooti miała okazję odwiedzić Florydę. Podróże po świecie zawsze były ważne dla pisarki, w tym czasie przynosiły także oddech od prowadzenia korespondencji z fanami, którzy nieustannie do niej pisali.

  • „Tove Jansson skrywa przed mną jeszcze wiele tajemnic”. Justyna Czechowska, tłumaczka twórczości autorki „Muminków”, opowiada o… Zresztą, przeczytajcie.

    listy-tove-jansson-b-iext32295072Zna Tove Jansson bardzo dobrze, chociaż nigdy się nie spotkały. Tłumaczka twórczości pisarki znanej przede wszystkim z „Muminków”, opowiada o tym jaka była Tove Jansson, co sprawiło jej najwięcej problemów przy tłumaczeniu, a także o tym, dlaczego chciałaby żyć jak pisarka, którą tłumaczy. Przed państwem Justyna Czechowska.

     

    Jak w ogóle doszło do tego, że przetłumaczyłaś „Listy Tove Jansson”?

    Ja twórczością dla dorosłych Tove Janson zajmuję się już od dłuższego czasu. Początkowo przetłumaczyłam „Wiadomość”, opowiadania Tove, które ukazały się rok temu. Już wtedy wiedziałam, że w przygotowaniu są „Listy…” redagowane i wybrane przez wielką znawczynię twórczości Tove Janson, Boel Westin oraz wieloletnią redaktorkę TJ z Finlandii, Helen Svensson. Obie panie przygotowały wybór listów TJ, które ukazały się w Szwecji i Finlandii jesienią 2014, który to rok był jubileuszem urodzin TJ. Już wtedy wiedziałam, że „Listy…” muszą się ukazać też w Polsce.

    Tłumacząc tę znakomitą autorkę, polubiłaś ją?

    Ja zawsze się zżywam z autorką, albo z bohaterką książek, które tłumacze. Zazwyczaj są to kobiety,tak wychodzi, a TJ jest mi o tyle bliska, że jest to taka osoba, która przeżyła cały XX wiek, w niezwykle ciekawy sposób wykorzystała całe swoje doświadczenie życiowe w swojej twórczości. I to zarówno w twórczości dla dzieci, czyli w „Muminkach”, ale też dla dorosłych. To jak TJ żyła, niezwykle przekładało się na to, jak ja bardzo chciałabym żyć. Ona była niezwykle pracowitą osobą, więc fakt tłumaczenia o tej pracowitości, napędzał też moją pracę. To jest fantastyczne.

    Tłumaczenie „Listów…” Tove Jansson było zadaniem trudnym?

    Sprawiało mi to ogromną przyjemność, ale też wymagało poszukiwań. Takich ciekawych poszukiwań. Ja Skandynawią zajmuję się nie od dziś, szczególnie Szwecją, a tymczasem duże wyzwanie postawiła mi Finlandia. TJ zapoznała mnie z tym krajem, szczególnie z Helsinkami, Zatoką Fińską. Generalnie, TJ jako malarka i pisarka jest mi już dobrze znana. Duża czytałam, dużo rozmawiałam z osobami, które ją znały. Duży kłopot sprawiło mi natomiast to, że w twórczości TJ pojawia się bardzo dużo wody, bardzo dużo morza, wysp, takiego krajobrazu nadmorskiego. U niej wciąż pływają statki, łódki, kanadyjki i parowce i ta terminologia z tym związana jest mi mało znana. Wychowałam się w zupełnie innym kraju i wychowałam się w polszczyźnie, która jednak nie ma tak wyrobionej terminologii nadmorskiej jak kraje skandynawskie. Właśnie to jest ta rzecz, która sprawiała mi wiele problemów i wymagała wielu poszukiwań. Kolejną rzeczą, której musiałam się uczyć od podstaw było to, że w polszczyźnie bardzo mocna istnieje II Wojna Światowa. Tymczasem bardzo dużą część „Listów…”, stanowią listy do przyjaciółki TJ, która w 1941 roku musiała jako Żydówka opuścić Helsinki i wyjechała do Nowego Jorku. Przez cały okres wojny, TJ pisała do niej poruszające i dokumentujące listy, opisujące codzienność w Finlandii. To była dla mnie nowość, że ten kraj był tak mocno okupowany, zdziesiątkowany, biedny. To było wyzwanie dla polszczyzny, której musiałam użyć.

    Tove Jansson ma jeszcze przed Tobą jakieś tajemnice?

    Myślę, że tak, jak każdy człowiek. Nigdy nie poznałam jej osobiście, nasze życia nie zbiegły się za bardzo, nie byłam jeszcze na jej grobie. „Listy…” odkrywają dużą część TJ, ja ją poznałam z trochę innej strony niż w tej twórczości, którą wcześniej tłumaczyłam. Znam ją z jej listów, obrazów, filmów. To chyba dobrze, że zostały jeszcze jakieś tajemnice.