Tag: Vincent V. Severski
-
Halo, halo, smakksiazki.pl nadaje!
„Wystarczy, że odpowiesz sobie na zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie. Co lubię w życiu robić? A potem zacznij to robić”. To już kultowy cytat z filmu „Chłopaki nie płaczą”, który idealnie oddaje moją pracę, a jednocześnie pasję. Czas na kolejny krok, ruszam z podcastem. W każdym odcinku będą goście, najpiewniej w liczbie trzech. W pierwszym odcinku posłuchacie Cezarego Łazarewicza, Vincenta V. Severskiego oraz Macieja Siembiedę.
O czym rozmawiamy? Spokojnie, nie będzie o polityce, jest samo mięso, czyli to, co interesuje Was najbardziej – literatura. Dowiecie się sporo o najnowszych książkach gości. Cezary Łazarewicz dopieszcza książkę o Januszu Walusiu, a Vincent V. Severski o Krystynie Skarbek. Maciej Siembieda po raz pierwszy publicznie zdradza, o czym planuje napisać po ukazaniu się „Wotum”. Panowie wchodzili też w dyskusje ze sobą, będzie więc o rzekomym romansie Iana Fleminga z Krystyną Skarbek, o tym, co Siembieda znalazł na śmietniku, a także o tematach, które leżą na ulicy.
Mam nadzieję, że nasza rozmowa urozmaici Wam drogę do pracy, na urlop, a może po prostu posłuchacie jej siedząc w domu. Podziękowania dla Antykwariatu Kwadryga, w którego progach będziemy nagrywać też kolejne odcinki. No to co, miłego odsłuchu, a kolejny odcinek już w sierpniu.
https://soundcloud.com/smakksiazki/2019-07-11-podkast_1_dlugie_intro
-
„Zamęt” będzie moim hołdem dla zamordowanego Piotra Stańczaka.
Jesienią ukaże się „Zamęt”, pierwsza część nowej serii książek Vincenta Severskiego. Rozmawiamy o nowym otwarciu, „Stawce większej niż życie”, serialu Canal+ na podstawie książek autora, a także o…zaliczce za napisanie książki 😉
-
„Niepokorni” ukażą się już jesienią. Co w środku? Co z serialem na podstawie książek? Vincent Severski odpowiada.
Najnowsza książka Vincenta Severskiego ujrzy światło dzienne jesienią. Autor ma już jednak w głowie kolejny cykl, który zacznie pisać być może jeszcze w tym roku. Rozmawiamy o pisaniu, serialu, który ma powstać na podstawie jego książek, a także o Henningu Mankellu. Czytelnicy czekają na Twoją kolejną książkę, na jakim jesteś etapie i co w ogóle możesz zdradzić w kwestii tytułu, fabuły, objętości?
Tytuł już jest zaklepany, „Niepokorni”. Część osób mówi, że to będzie czwarta część trylogii, ale to będzie suplement, czyli zamknięcie wszystkich wątków. Jeśli zaś chodzi o objętość, to nie będą to gabaryty poprzednich części, bo będzie miało około 400 stron. Mniej więcej wiem jakie będzie zakończenie, ale może bohaterowie nawet i mnie zaskoczą. Myślę, że jest dużo zwrotów akcji, dużo niespodzianek, mam nadzieję, że fani będą zadowoleni.
Tą książką temat zamykasz całkowicie, czy w Twoich przyszłych książkach bohaterowie mogą się pojawić?
Bardzo się przyzwyczaiłem do postaci z moich książek, polubiłem je. Nieskromnie powiem, że wiele postaci ma swoich fanów, więc tak by smutno było, jakby nagle zniknęły. Nikogo nie uśmiercam, chociaż trupy będą, bo przecież nic tak nie ożywia powieści jak trupy. Natomiast w nowym cyklu, który już mam w głowie, niektóre postacie będą się pojawiać w trzecim planie, jako taki ukłon w stronę tych bohaterów, ich pierwowzorów, ale przede wszystkim, do czytelników.
Poruszę teraz temat tabu i poproszę Cię, żebyś pierwszy raz publicznie powiedział coś na temat serialu, który ma powstać na podstawie Twoich książek.
Prace nad serialem trwają, tyle mogę powiedzieć. Prace scenariuszowe i organizacyjne są już zaawansowane, niestety, nie mogę powiedzieć dużo więcej na tym etapie, bo to jest tajemnica handlowa.
Możemy powiedzieć, że serial na pewno powstanie?
Na pewno rozpoczęły się prace, zostały zainwestowane pieniądze, więc duże szanse są, że ten serial będzie. Firma, która się wzięła za produkcję, jest firmą o światowej renomie, więc mam nadzieję, że wszystko się dobrze zakończy.
Reszta jest owiana tajemnicą?
Na razie tak. Niestety, warunki umowy mnie zobowiązują do powściągliwości.
Odchodząc od tematu serialu, masz wrażenie, że obecna sytuacja polityczna na świecie wpływa na sprzedaż Twoich książek?
„Nielegalni” ukazali się w 2011 roku, a w dalszym ciągu się dobrze sprzedają, a przecież wtedy sytuacja na świecie była zupełnie inna. Jak jest dobra powieść, nie chcę, żeby to zabrzmiało nieskromnie, to ona zawsze się będzie dobrze sprzedawać. Bo jeśli autor to wszystko dobrze nakreśli, uogólni pewne zjawiska, to one zawsze będą aktualne. Mówi się, że jak autor pisze pierwszą książkę, to wiadomo, że pisze z serca, że się rozlicza ze swoim życiem, z wrogami, z przyjaciółmi, komuś chce przywalić kogoś pochwalić. Ale to jest błąd, bo taka książka szybko traci aktualność i wypada z obiegu. Nie wolno się rozliczać, ale trzeba dotykać problemów, które są ważne, bo tego czytelnik oczekuje. James Bond przecież zawsze walczy ze światowym złem, to jest temat zawsze aktualny, bo zawsze jest jakieś zło.
Czyli tak jak u Henninga Mankella? Jego książki wciąż są na czasie.
Właśnie tak. Jego książki się nie starzeją, bo każda powieść oprócz trupa, zawiera jakiś ważny temat, który ilustruje popełnioną zbrodnię. Tam przeczytamy o emigrantach, o przemocy wobec kobiet, itd. Mankell sam był aktywistą lewicowym, a teraz by trzeba powiedzieć lewackim. To w jego książkach nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, dodaje im wartości. To był wspaniały człowiek, który pisał też książki dla dzieci. Trzeba więc mieć w sobie pewne pokłady wrażliwości, żeby książkę dla dzieci napisać.
Jak piszesz to czytasz, czy masz czytelniczy celibat?
Prozy nie czytam, zajmuję się tylko tym, co jest mi potrzebne do książki. Jak się czyta powieść, to trzeba podążać za bohaterem, wczuć się w to. Próbowałem czytać, ale po dwóch stronach niczego nie pamiętałem, bo myślałem o swojej książce. Poza tym, wydawcy sugerują, żeby w międzyczasie nie czytać. Natomiast jak nie piszę, to czytam bardzo dużo, wtedy się łapie język, podpatruje się innych. Jak skończyłem czytać „Millennium”, to usiadłem do pisania swoich książek, miałem to świeżo w głowie.
zdjęcie główne: archiwum V.Severskiego
zdjęcie w tekście: Wydawnictwo Czarna Owca
-
„Nielegalni”, „Niewierni”, a wkrótce „Nieśmiertelni”. Vincent V. Severski nie zwalnia tempa i pracuje nad kolejną powieścią.
Były oficer wywiadu, w rozmowie z portalem smakksiazki.pl, opowiada o swej tajemniczości, o Szwecji, a także o tym, że… Stiegów Larssonów to miał mnóstwo 🙂
Wiele osób, które przeczytało Twoje książki, pytało mnie: jak on się naprawdę nazywa? Możesz wyjaśnić swoją tajemniczość?
Moja tajemniczość? To taka zabawa, pewna konwencja, którą sobie sam narzuciłem i jest mi z nią dobrze. Przez prawie trzydzieści lat żyłem w cieniu, nawet we własnym cieniu, czasami konspiracji, z inna tożsamością. Dlatego pewnie nie jestem specjalnie przyzwyczajony do swojego rodowego nazwiska, jak to fachowo określamy. Wciąż muszę rozstrzygać dylemat: tajny szpieg – pisarz ekshibicjonista. To sprzeczność. Zacząłem jako Severski i niech tak zostanie. Odrobinę prywatności zachowam dla siebie, rodziny, przyjacioł… i wspomnień.
To pytanie zadałem Ci już w trakcie spotkania w katowickim Empiku, ale przypomnij czytelnikom smakuksiazki, ile w Twych książkach jest realnych zdarzeń, a ile ubarwień?
Na to nie ma prostej odpowiedzi. Niektóre sytuacje są w stu procentach prawdziwe, inne zupełnie fikcyjne. Podobnie jest z postaciami. Stworzyłem też takie, które są kompilacją kilku autentycznych charakterów. Zwykle nie mówię, że moje książki oparte są na faktach, lecz wolę określać, iż zainspirowałem się autentycznymi wydarzeniami, w których uczestniczyłem. Mogę też dodać, że miejsca, które opisuję znane są mi z autopsji. Dobrze! Jeżeli miałbym zeznać pod przysięgą, to około osiemdziesięciu procent opisów i postaci ma swoje archetypy.
Portal Wikipedia wspomina, że uczestniczyłeś w 140 misjach, na terenie 50 krajów. Którą misję wspominasz najczęściej i dlaczego?
Jest kilka, które wspominam, czy też wspominamy, bo najczęściej nie realizowałem ich sam. Wspominam te, które były wyjątkowo niebezpieczne, czy szczególnie ważne, na których zdarzyło się coś niezwykłego, czasami śmiesznego, bo i tak bywało. W samotności wspominam te, po których są „blizny”. Mimo wszystko, my nie żyjemy wspomnieniami, chociaż nasza przeszłość jest treścią naszej duszy, jak u wszystkich z resztą. Kiedy spotykamy się na piwie, to rzadko wspominamy. Bardzo rzadko. Cieszymy się dniem dzisiejszym i przyszłością. Mówiłem to wielokrotnie, ale powtórzę jeszcze raz, bo to celnie oddaje ten problem, że my jesteśmy tylko depozytariuszami naszych wspomnień. To państwo jest ich właścicielem, dat, miejsc, nazwisk… Naszą własnością są jedynie emocje, uczucia… Dlatego nie dowiesz się, którą konkretną misję wspominam najmocniej. 😉
W którym z krajów czujesz się najlepiej, i dlaczego w Szwecji ? 🙂
Związany jestem ze Szwecją ponieważ pracowałem tam przez wiele lat i mam w tym kraju rodzinę, mnóstwo przyjaciół, znajomych. Ale dobrze się czuje w Polsce i w Szwecji, chociaż to zupełnie inne kraje, mentalność ludzi, polityka. Właściwie oficer wywiadu powinien mieć instynktowną zdolność mimikry i potrafić zaadaptować się wszędzie. Jeżeli tego nie potrafi, to przegrywa. Ale paradoksalnie najlepiej czuję się w Norwegii. Na Bliskim Wschodzie też się dobrze czułem… i nigdy nie zatrułem się. 🙂
Nie wszyscy pewnie wiedzą, ale miałeś okazję poznać Stiega Larssona. Opowiedz o tym spotkaniu.
Tak. Na początku lat dziewięćdziesiątych pracowałem jako press attache w Sztokholmie i do moich obowiązków należały kontakty z dziennikarzami. Stieg Larsson przyszedł kiedyś do mnie, a moje biuro było otwarte dla każdego z ulicy, ponieważ ciekawiło go zjawisko odradzania się ruchów skrajnie prawicowych w Polsce. Nie mógł zrozumieć, jak w kraju, który tak ucierpiał w czasie wojny, drzemią jeszcze takie demony. Właściwie, ja też nie rozumiałem tego zjawiska wówczas i musiałem zbadać temat bliżej, żeby mu odpowiedzieć. Spotkaliśmy się kilka razy, po kilka godzin, wypijając mnóstwo cienkiej, szwedzkiej kawy i paląc papierosy. Larsson rzeczywiście bardzo dużo palił. O ile dobrze pamiętam, nie reprezentował żadnej redakcji i występował jako free lancer. Przyznam szczerze, że nie zrobił na mnie jakiegoś specjalnego wrażenia… pozytywnego. Był trochę uciążliwy z tymi pytaniami, które wówczas brzmiały dla nas trochę drażliwie… Później o nim zapomniałem, bo miałem takich Larssonów mnóstwo do obsłużenia. Cała Polska zmieniała się, a Larsson to jak Nowak u nas. Przypomniałem sobie o nim dopiero jak zamknąłem pierwszą cześć Millennium i zobaczyłem jego małą fotografię. Nie mogłem uwierzyć, że ten człowiek napisał taką wspaniałą książkę.
Skandynawia słynie z wielu znakomitych autorów i autorek kryminałów. Czytasz je w ogóle?
Uwielbiam szwedzkie kryminały i filmy. W pewnym sensie, 🙂 mam nieograniczony dostęp do publikacji Czarnej Owcy, wiec z większością tytułów jestem na bieżąco. Zaczynałem jednak od tak zwanych Becków i to w oryginale. To seria z komisarzem Martinem Beckiem autorstwa Maj Sjöwall i Per Wahlöö z lat sześćdziesiątych jeszcze. To ojciec i matka skandynawskiego kryminału, wszystko inne to ich dzieci. Nawet mój ulubiony Wallander, czy Falk. Mankell i Läckberg to prawdziwi mistrzowie pióra, ale jest ich znacznie więcej.
Na koniec… zdradzisz naszym Czytelnikom, nad czym teraz pracujesz?
Nad trzecią częścią trylogii. Książki jeszcze nie ma ale tytuł już jest – „Nieśmiertelni”, i mówi coś o głównym temacie. Pojawiają się bohaterowie zarówno z pierwszej jak i drugiej części i tym razem muszą zmierzyć się z całkiem realnym, współczesnym zagrożeniem. Zapraszam na kolejną podróż w różne, odległe zakątki świata i próbę starcia się z sobą samym w intelektualnej łamigłówce.


