Tag: Wydawnictwo Czarna Owca
-
„We wrześniu 39′ nie pomógłby ani Aleksander Macedoński, ani Napoleon Bonaparte”
Kojarzycie program „Pogromcy mitów”? Jeśli tak, to tutaj mamy do czynienia z edycją historyczną tego programu. Sławomir Koper i Tymoteusz Pawłowski biorą się za mity związane z wrześniem 1939 roku. Czy gdybyśmy oddali Niemcom Gdańsk, to do wojny mogło nie dojść? Czy na pewno zaatakował nas tylko Hitler, a kilkanaście dni później Związek Radziecki? Czy w ogóle była brana pod uwagę opcja, żeby się z Niemcami dogadać i wspólnie uderzyć na wschód?
To tylko niektóre pytania, które znajdziecie w książce „Mity polskiego września 1939”. Niektóre odpowiedzi dadzą Wam do myślenia. No to co, obalamy wspólnie wojenne mity?
-
Czy to koniec przygód Mikaela Blomqvista i Lisbeth Salander?
Czternaście lat temu ukazała się pierwsza książka z przygodami Blomqvista i Salander. Od tego czasu na całym świecie sprzedało się ponad sto milionów egzemplarzy sagi, z czego w Polsce – dwa miliony. Dziś na księgarskich półkach pojawiła się „Ta, która musi umrzeć”, czyli, przynajmniej w teorii, ostatnia część sagi Millennium. David Lagergcrantz kategorycznie zaprzecza, że będzie pisał kolejne książki cyklu, bo teraz zajmie się wykreowaniem nowego literackiego świata. Czy to oznacza, że to absolutny koniec serii? Oficjalna wersja jest taka, że owszem, jednak gdy przyłożyć ucho tu i tam, w Polsce i w Szwecji, to okazuje się, że kto wie, kto wie. Nie chcę tutaj napisać za dużo, ale sam Lagercrantz przyznaje, że ma nadzieję na powrót Mikaela i Lisbeth. Kiedy? Czy w ogóle? Kto miałby być autorem?
W poniższym materiale David pokazuje miejsca, w których toczy się fabuła trylogii, opowiada o internetowych trollach, a także o Janku Kowalskim – byłym polskim szpiegu, który pojawia się w najnowszej książce. Wątków jest sporo, więc łapcie materiał ze Sztokholmu.
-
Wszystko zostaje w rodzinie, czyli dziś premiera „Przeciwko bratu”
Pisałem na Facebooku kilka dni temu, że dawno nie czytałem tak dobrego debiutu. Zdanie podtrzymuję, czekam na kolejny tom (będą trzy). Z czym kojarzy się Częstochowa, to specjalnie nie będę tutaj wyjaśniał, więc scenerię mniej więcej macie w głowie. Jest Jerzy – szef policji oraz jest Stanisław – biskup pomocniczy, który tak naprawdę trzęsie kurią. Tak się składa, że panowie są braćmi, a tytuł książki idealnie oddaje to, co w książce się dzieje. Który z nich jest czarnych charakterem, a który niewinną (?) owieczką? Co wspólnego z całą historią ma pewna prawniczka, a kto zasadza się na częstochowskie grunty. Sporo rzeczy zostaje tutaj w rodzinie. Niestety, nie mogę Wam o wszystkim napisać. Tak naprawdę, to każde kolejne słowo, będzie słowem za dużo. Dziś premiera „Przeciwko bratu” – polecam i na pewno Marcin Dudziński jeszcze się tutaj pojawi.
-
„Zwyczajny szpieg”, ale za to w kapeluszu
John Le Carre, Vincent V. Severski, Aleksander Makowski. Wspólny mianownik dla tych nazwisk jest wiadomy – szpiedzy. Mam wrażenie, że byli agenci wcale nie zamierzają milczeć, więc książek ich autorstwa na księgarskich półkach będzie coraz więcej. Filip Hagenbeck poszedł trochę pod prąd, bo nie napisał powieści szpiegowskiej, a spisał swoje wspomnienia z pracy. Możemy krok po kroku prześledzić drogę, jaką przechodził kandydat na szpiega, aż po jego codzienne funkcjonowanie, gdy już nim został. Sporo anegdot, sporo branżowego mięsa, no i te kapelusze… „Zwyczajny szpieg” już w księgarniach, ale zanim kupicie, zobaczcie naszą rozmowę.
-
Wiosna, ach to ty! Co przeczytać w marcu?
Wiosna (nie łączyć z polityką) zbliża się wielkimi krokami, w końcu będzie można czytać w plenerze. Może jeszcze nie w marcu, chociaż pewnie będą takie dni, że usiądziemy z lekturą na ławce. Co przeczytać? Co wybrać? Na co wydać pieniądze? Serwuję Wam listę książek, które bym kupił w ciemno. Czy skorzystacie, to już zależy od Was, ale polecam. Smacznego! Aha, klikając na okładki, przeniesiecie się na stronę ze szczegółami dotyczącymi danej książki.
-
Wpadnijcie w „Trans”, czyli podróż po kryminalnej Łodzi
Jeśli macie ochotę poznać głównego bohatera, którym będziecie gardzić, a przy odrobinie dobrej woli go znienawidzicie, to „Trans” jest książką dla Was. Jeśli natomiast macie ochotę na książkę, którą momentami odłożycie na stolik, żeby się przespacerować i przemyśleć pewne sprawy, to „Trans” jest również książką dla Was. Gdybyście mieli ochotę potaplać się w kotle mediów, biznesu, wymiaru sprawiedliwości, a to wszystko podlać sosem korupcji, morderstw na zlecenie oraz patologii, to – zgadnijcie – „Trans” jest książką dla Was. Wszystko w plenerach postindustrialnej Łodzi oraz jej najbliższych okolic. To co, gotowi na wkroczenie do świata Krzysztofa Domaradzkiego?
-
Druga część trylogii łódzkiej, czyli fragment „Transu” Krzysztofa Domaradzkiego
– Co dla pana? – Paliwo z czwórki. Oraz kawa. Duża. Czarna. Uśmiechnął się do sprzedawcy na stacji benzynowej. Niezbyt wylewnie. Tak jak uśmiechają się ludzie, którzy nie chcą dokładać sobie problemów już o siódmej rano. Wyciągnął z portfela stuzłotowy banknot. Nigdy nie używał karty. I nie tankował do pełna. Płacenie gotówką za zakupy warte ponad dwieście złotych mogłoby zostać uznane za dziwne. A on nie chciał wyjść na dziwaka. Nie chciał, żeby ktokolwiek go zapamiętał. Pragnął być jak duch. Nawet jeśli przy jego gabarytach wydawało się to niemożliwe.
– I jeszcze to.
Sięgnął po snickersa i położył go na ladzie. Coś zwyczajnego, pomyślał. Trywialnego. Ludzkiego. Bezużytecznego.
Obserwował, jak sprzedawca skanuje baton, patrzy na kwotę, która wyświetliła się na monitorze, i flegmatycznie wydaje resztę. Zgarnął z lady snickersa oraz pieniądze, po czym podszedł do ekspresu. Wyciągnął plastikowy kubek i wybrał rodzaj kawy. Ziewnął, czekając, aż maszyna wypluje napój. Zastanawiał się, czy da się po nim poznać, że od kilkunastu godzin jest na nogach. Że kiedy inni spali albo bili się z myślami w łóżku, on ciężko pracował. Dopieszczał swoje dzieło. Prostował to, co słaby, podatny na demoralizujące wpływy umysł wykrzywił. Skrzętnie porządkował wynaturzoną rzeczywistość.

Łódź, fot: smakksiazki.pl Wsłuchując się w terkot ekspresu, rozejrzał się na boki. Następnie wyciągnął zdjęcie. Było niewyraźne. Zrobione przy słabym świetle. Bez błysku. Naturalne. Przedstawiało półnagą kobietę. Nie wyglądała na niewiniątko. Raczej na owoc grze- chu. Niepohamowania. Skurwienia. Los kobiety ze zdjęcia był przykrą konsekwencją braku wiedzy, że każdy ma do odegrania odgórnie wyznaczoną rolę. A także przykładem tego, co się dzieje z człowiekiem, który przeciwstawia się woli Boga.
– Pańska kawa – powiedział mężczyzna, który nagle wyrósł obok, z brudnym palcem wycelowanym prosto w ekspres.
– Przepraszam. Zagapiłem się.
Zabrał kubek z tacy, jednocześnie chowając fotografię do kieszeni.
– Ciężki poranek, co?
Pokiwał głową. Facet, który go zaczepił, również. Miał na sobie poprzecierane dżinsy i nabitą ćwiekami ramoneskę. Proste siwe włosy wyszczuplały jego szczurzą twarz. Przypominał harleyowca albo podstarzałego członka punkrockowej kapeli. Nafaszerowanego jakimś pobudzającym ścierwem, które zmuszało go do nieustannego szczerzenia przeżartych próchnicą zębów.
– U mnie też – powiedział. – A to dopiero połowa tygodnia.
Harleyowiec stał na szeroko rozstawionych nogach, z rękoma splecionymi na klatce piersiowej. Gapił się to na niego, to na ekspres. Denerwował go. Wolałby, żeby na niego nie patrzył. Żeby skupił się na tej cholernej maszynie. Żeby nie próbował wciągnąć go w interakcję. Miał ochotę chlusnąć mu kawą w twarz. Rzucić się na niego. Usiąść na tej wątłej klacie i wbić jego pusty łeb w posadzkę. A potem okładać go tak długo, aż połamane kości twarzy zaczną chrzęścić pod palcami.
Zamiast tego oszczędnie się uśmiechnął i wcisnął plastikową pokrywkę na kubek.
– Miłego dnia – powiedział, po czym ruszył do wyjścia.
Stanął przed budynkiem. Poprawił szalik pod szyją i naciągnął czapkę. Rozejrzał się. Na stacji kręciło się kilka osób: tankujących samochody, szorujących szyby albo zatopionych w telefonach. Ich obecność nie robiła na nim większego wrażenia. Ale kiedyś było inaczej. Dawniej bywał oszalały z podniecenia. Nie potrafił zapanować nad dygotem ciała. Był zahukanym, przestraszonym, pełnym wątpliwości młodym człowiekiem, który jeszcze nie rozumiał swojej roli. Dopiero zaczynał się domyślać, że został stworzony do czegoś innego niż większość ludzi. Czegoś bardziej wymagającego od przeciętnego żywota. Wówczas jeszcze nie wiedział, że jest poplecznikiem Boga. Jego prawą ręką. Wyjątkowym ziemskim reprezentantem.
Tym, który karze.
Z czasem nauczył się ukrywać prawdę o sobie w zdawkowych uśmiechach, skinieniach, półsłówkach. Chować ją w tych wszystkich dialogach, w których korzył się przed ludźmi – także tymi, którzy nie zasługiwali na szacunek. Czasem żałował, że nie może się nikomu pochwalić swoją wyjątkową rolą. Że wolno mu tylko zostawiać małe ślady. Ledwo widoczne stemple, które traktował jak mikroświadectwa bożego namaszczenia.
Popatrzył na samochody. Jego wzrok zatrzymał się na aucie stojącym obok jego ubłoconej landary. Czerwona alfa romeo spider. Sportowy kabriolet. Lanserska fura. Dla facetów lubiących się wywyższać. Zakochanych w sobie. Uwielbiających eksponować swoją wyimaginowaną wyjątkowość. I wyimaginowanego wielkiego fiuta. Samochód dla mężczyzn, których nienawidził. Takich jak ten pajac przy ekspresie.
Zanurkował do kieszeni i wyciągnął zdjęcie. Westchnął. Nie chciał się z nim rozstawać. Ale byłoby mu żal, gdyby nie zostało zauważone. Wetknął je za wycieraczki alfy, a następnie wsiadł do swojego samochodu. Uruchomił silnik.
Wiedział, co się za chwilę wydarzy. Widział oczami wyobraźni, jak właściciel lanserskiej fury sięga po zdjęcie, biorąc je za kolejną upierdliwą ulotkę reklamującą burdel albo panienkę na telefon. Jak z mieszanką podniecenia i wstydu przygląda się kobiecie z zamazaną twarzą, sfotografowanej na obrzydliwym różowym tle. Sądzi, że to kolejna bezwartościowa, strawiona, zużyta dziwka, która wybrała nietypowy i niezbyt udany sposób wdzięczenia się do obiektywu.
Wiedział, że kierowca alfy ma prawo tak o niej myśleć. Chciał, żeby tak było. Właśnie dlatego umieścił na zdjęciu numer telefonu i fikcyjną nazwę agencji, w której kobieta mogłaby pracować.
Gdyby tylko była dziwką. I gdyby tylko żyła.

fot: smakksiazki.pl -
„Zamęt” będzie moim hołdem dla zamordowanego Piotra Stańczaka.
Jesienią ukaże się „Zamęt”, pierwsza część nowej serii książek Vincenta Severskiego. Rozmawiamy o nowym otwarciu, „Stawce większej niż życie”, serialu Canal+ na podstawie książek autora, a także o…zaliczce za napisanie książki 😉














