Tag: Wydawnictwo Prószyński i spółka

  • Zawłaszczone dzieła sztuki i międzypokoleniowa zagadka. Andrzej Jeznach o „Sprawie diabła”

    Międzypokoleniowa powieść z zagrabionymi dziełami sztuki w tle. Dwie rodziny, jedna nierozwiązana zagadka, która spędza sen z powiek przez kilkadziesiąt lat. Tajemniczy wypadek samochodowy, grabież obrazów w trakcie II Wojny Światowej, a do tego wielka miłość, która nie ma prawa przetrwać, ale czy na pewno? Przeszłość przeplata się z teraźniejszością, a świat sztuki z przestępczą codziennością. Do tego Jasło, zniszczone przez Niemców w 97%, tajemniczy medalik i dylematy moralne. Zobaczcie rozmowę z Andrzejem Jeznachem, autorem „Sprawy diabła”.

    Materiał powstał w ramach płatnej współpracy z Wydawnictwem Prószyński i S-ka.

  • Syn Papcia Chmiela: „ojciec napisał swoją mowę pogrzebową”

    Kim był Papcio Chmiel zawodowo, doskonale wiemy. Jaki był prywatnie? O tym wiadomo już mniej, ale Artur Chmielewski zdradza to i owo. Czy jeździł dobrze samochodem? Jak radził sobie z wojennymi traumami? Dlaczego trzymał siedemdziesięcioletnie biurko? Z jakiego powodu w papierki po krówkach zawijał mydło? Sporo prywatnego życia wybitnego rysownika znajdziecie w książce „Papcio Chmiel udomowiony”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka.

  • Jeden życiorys, cztery obozy koncentracyjne. Historia Stefanii Perzanowskiej

    Napisała wspomnienia, bo to spłata części długu wobec losu, który pozwolił jej przeżyć obóz. Do niemieckiego obozu koncentracyjnego w Lublinie, nazywanego Majdankiem trafiła w styczniu 1943 roku. Stworzyła tam szpital żeński. Warunki pracy miała skandaliczne, np. rozcięcia ropienia nad migdałkiem musiała wykonać zwykłym nożem. Stefania Perzanowska nie tylko leczyła, ukrywała przed władzami obozu kobiety niezdolne do pracy. Czyli ratowała im życie. „Gdy myśli do Majdanka wracają” to wspomnienia kobiety, która przeżyła cztery obozy – Majdanek, Auschwitz – Birkenau, Ravensbruck i Neustadt – Glewe. Właśnie ukazuje się wznowienie tej książki, w której przeczytacie o świętach za drutami, badaniach ginekologicznych w poszukiwaniu ukrytego złota, głodzie, wymykaniu się śmierci. W Państwowym Muzeum na Majdanku spotkałem się z wnukami Stefanii Perzanowskiej i Martą Grudzińską – redaktorką naukową książki. Zobaczcie materiał, ale przede wszystkim przeczytajcie historię tej bohaterskiej lekarki.

     

  • Koszulki, płatki śniadaniowe oraz konto w banku z „Tytusem, Romkiem i A`Tomkiem”?

    Kultowa marka „Tytus, Romek i A`Tomek” Wydawnictwa Prószyński i S-ka otwiera się na współpracę marketingową. Wkrótce bohaterowie komiksu zagoszczą w polskich domach nie tylko na półkach, ale być może też w kuchni, szafie, łazience, a nawet portfelu.

    Wydawnictwo, które od 1990 roku publikuje kultową serię „Tytus, Romek i A`Tomek”, jako  właściciel licencji  na wykorzystanie wizerunku bohaterów komiksu, otwiera się na współpracę komercyjną z branżą marketingową. 

    Pierwsze odcinki „Tytusa, Romka i A`Tomka” ukazały się w 1957 roku na łamach harcerskiego czasopisma „Świat Młodych” podbijając na dziesięciolecia serca czytelników i czytelniczek. Słynne „Tytusy” wychowały całe pokolenia, bawiąc humorem słownym i sytuacyjnym. Uwielbiany przez czytelników Papcio Chmiel wyznaczył poziom komiksowej narracji i warsztatu. Stał się postacią równie rozpoznawalną jak bohaterowie jego komiksów. 

    Seria „Tytus, Romek i A`Tomek” sprzedała się do tej pory w kilkunastomilionowym nakładzie, miała niezliczone dodruki, a rozpoznawalność marki wśród kilku pokoleń jest niekwestionowana. Dawni czytelnicy wciąż z nostalgią kupują dzisiaj dzieciom swój ulubiony komiks.

    –  Wierzymy, że siła brandu, przyjazne, niekontrowersyjne i ciepłe skojarzenia z legendarną już marką, pozwolą na skuteczne i efektywne zbudowanie kampanii wokół postaci głównych bohaterów. Od dawna mieliśmy wiele zapytań  na temat współpracy komercyjnej, głównie z branż kosmetycznej, farmaceutycznej, spożywczej, odzieżowej i finansowej. Dziś, po uregulowaniu wszelkich zagadnień prawnych  jesteśmy na taką  współpracę gotowi – twierdzi Małgorzata Marzec-Teodorczyk, szefowa Działu Marketingu, który m.in. odpowiada za obszar obrotu licencjami.

    Jeśli pojawią się koszulki i bluzy z bohaterami stworzonymi przez Papcia Chmiela, to chętnie zostanę jednym z pierwszych, który będzie w nich dumnie paradował. Idealnie nadadzą się do nagrywania „Departamentu smakomiksu”, który od jesiennej ramówki wróci na łamy smakksiazki.pl. 

     

  • „Nie było Cyklonu B, nie było krematorium. Dzieci zabijano głodem”. Rozmowa z Błażejem Torańskim

    Historia Eugenii Pol – zbrodniarki wojennej z obozu dla dzieci w Łodzi. Więźniarki i więźniowie byli zmuszani do jedzenia swojego kału, wszy, myszy. (Anty)bohaterka tej książki była w tym czasie jedną ze strażniczek. Po wojnie, już na sali sądowej twierdziła, że obraz przedstawiony przez więźniów jest kłamliwy, a ona nie ma sobie nic do zarzucenia. Co ciekawe, a może lepszym słowem jest straszne, Pol po wojnie pracowała w żłobku. Zmarła w 2003 roku. Błażej Torański opisał tę wstrząsającą historię w książce „Kat polskich dzieci. Opowieść o Eugenii Pol”. Książka dla ludzi o mocnych nerwach, a jej scenariusz napisało życie.

  • „Niech kłamstwo będzie inteligentne” – rozmowa z Piotrem Borlikiem

    Detektyw zatrudniony w dużej mierze ze względu na swoją przeszłość, rozwiązywanie zagadki bez oglądania miejsca zbrodni, optymistyczny bohater, brak gofrów, podcięta tętnica szyjna – „Tajemnica wzgórza trzech dębów” w wielkim skrócie. Zobaczcie rozmowę z Piotrem Borlikiem o jego najnowszej książce. Nowy bohater, nowe oczekiwania i zupełnie nowe otwarcie.

  • „Billy Summers” – fragment najnowszej książki Stephena Kinga

    – Kiedy zadzwoniłem do twojego człowieka, Bucky’ego, powiedział, że chcesz przejść na emeryturę.

    – Myślę o tym. Długo robię w tej branży. Za długo.

    – Święta prawda. Ile właściwie masz lat?

    – Czterdzieści cztery.

    – Robisz to od czasu, kiedy zrzuciłeś mundur?

    – Mniej więcej. – Jest prawie pewien, że Nick to wszystko wie.

    – Ilu ich w sumie było?

    Billy wzrusza ramionami.

    – Nie bardzo pamiętam. – Było ich siedemnastu. Osiemnastu, licząc pierwszego, tego z ręką w gipsie.

    – Bucky mówił, że za porządne pieniądze być może dasz się namówić na jeszcze jednego.

    Czeka, aż Billy zapyta o szczegóły. Billy milczy, więc Nick mówi dalej.

    – Pieniądze za tego są bardzo porządne. Załatwisz to i będziesz mógł resztę życia spędzić w ciepłych krajach. Popijać piñe colady w hamaku. – Znów prezentuje ten swój szeroki uśmiech. – Dwa miliony. Pół bańki z góry, reszta po wykonaniu zadania.

    Billy reaguje gwizdnięciem, które nie jest elementem odgrywanej przez niego roli, czy raczej, jak sam to w duchu nazywa, jego „głupawego ja”, maski, którą okazuje typom pokroju Nicka, Franka i Pauliego. To jak pas bezpieczeństwa. Używasz go nie dlatego, że spodziewasz się kraksy, lecz dlatego, że nigdy nie wiesz, kto lub co nagle wyskoczy zza szczytu wzniesienia prosto na ciebie. Tak samo jest na drodze życia, którą ludzie jeżdżą jak im się żywnie podoba, czasem pędzą pod prąd na autostradzie.

    – Dlaczego aż tyle? – Do tej pory nigdy nie dostał więcej niż siedemdziesiąt patoli za robotę. – Nie chodzi o polityka, co? Bo takich zleceń nie biorę.

    – A gdzie tam.

    – To zły człowiek?

    Nick śmieje się, kręci głową i patrzy na Billy’ego z autentyczną sympatią.

    – Zawsze o to pytasz.

    Billy potakuje.

    Głupawe ja to może i ściema, ale prawdą jest, że Billy przyjmuje zlecenia tylko na złych ludzi. Dzięki temu dobrze sypia. Zarabia na życie pracą dla złych ludzi, jasne, że tak, ale nie widzi w tym dylematu natury moralnej. Jeśli chcą mu płacić za zabijanie innych złych ludzi, proszę bardzo. W gruncie rzeczy uważa się za śmieciarza z bronią w ręku.

    – To bardzo zły człowiek.

    – Okej…

  • Opiekuj się opowieścią. Krzysztof Zajas o „Billym Summersie” Stephena Kinga

    Zacznijmy od okładki. Czerwony pickup światłem reflektorów rozdziera na pół czarno-czerwony las. Spod rozerwanej ciemności wyłania się tekst. Samochód prze naprzód po bruku z liter. To fragment oryginału „Billy’ego Summersa”, a konkretnie autobiograficznych zapisków tytułowego bohatera (początek rozdz. 7, w pol. s. 136-137), budujących powieść w powieści. Czarno-czerwona ciemność stanowi jedynie papierową obwolutę, pod którą skrywa się opowieść. I figura interpretacyjna gotowa: rzeczywistość jest powierzchnią, a pisarz wydobywa spod niej historie do zapisania. One już tam tkwią, trzeba tylko rozerwać tapetę zdarzeń i sięgnąć po nie. Albo inaczej: prawdziwa historia Billy’ego Summersa spoczywa gdzieś pod spodem. Albo jeszcze inaczej: obwoluta rzeczywistości jest nieczytelna i mroczna, dopiero narracja wydobywa z niej sensy. Uspokaja. Tutaj narracją jest czerwony pickup.

    Billy Summers” to kilka powieści w jednej. Mamy zatem sensacyjną historię o weteranie z Iraku, który po powrocie zostaje płatnym zabójcą (w moim ulubionym stylu, czyli snajper) i przed przejściem na emeryturę podejmuje się – a jakże – ostatniego zlecenia. Jest dobry, najlepszy, i profesjonalizm połączony z frontowymi traumami czynią z niego idealnego zleceniobiorcę. Ma jedną żelazną zasadę: zabija tylko złych ludzi. Przed przyjęciem zlecenia musi mieć pewność, że sprzątnie kanalię. Ale tak naprawdę zabójcą jest od dzieciństwa, a znakiem jego właściwej, inicjalnej traumy jest prześladujący go całe życie nakaz matki: „Opiekuj się siostrą”. Nakaz, któremu Billy Summers w swoim przekonaniu nie zdołał sprostać. I ciągle próbuje. Dla zmylenia mocodawców lubi udawać głupca, w głębi duszy jest jednak człowiekiem wrażliwym i oczytanym – wypisz wymaluj materiał na pisarza.

    Istotnie, zaczyna spisywać historię swojego życia i to jest druga powieść o Billym Summersie. Mozolnie, strona po stronie zapisuje wspomnienia, zwykle bolesne i okrutne. Rejestr krzywd i traum. Trzecia powieść maluje sympatyczny portret prowincjonalnej Ameryki, z miłymi sąsiadami, towarzyskimi odwiedzinami i zwykłą ludzką dobrocią jako antidotum na nieusuwalne traumy. Aby wypełnić zadanie życia, trzeba będzie to dobro porzucić. Płatny zabójca, podobnie jak pisarz, nie może mieć normalnego życia. Czwarta powieść o Billym Summersie – dla przeciwwagi – jest tragicznym romansem dwojga ciężko doświadczonych ludzi, opowiadającym o pięknej i czystej miłości, która nie może się udać.

    Te cztery powieści splatają się ze sobą zadziwiająco spójnie. Każda z nich ma swoje osobne cechy narracyjne, każda jest snuta swoim stylem i w swoim tempie – a jednak składają się w pasjonującą całość. Nawet jeśli miejscami mamy wrażenie pewnej sztampowości rozwiązań (opowieść z Iraku jest jak rozpisany na głosy reportaż z NYT, a sceny sąsiedzkie na przedmieściach jak serial Netfliksa), nie ich oryginalność jest tu najważniejsza. A co? Myślę, że chodzi o coś w rodzaju znarratywizowania świata: wszystko jest opowieścią. Gdziekolwiek sięgniesz, rozwija się jakaś ciekawa ludzka historia, wszyscy jesteśmy zanurzeni po uszy w narracjach, własnych i cudzych. Brniemy przez nie jak ten okładkowy pickup przez papierową ciemność.

    Pamiętacie, jak parę miesięcy temu pisałem tutaj o moim maniackim szukaniu Wielkiej Metafory w tekstach Kinga? Mówiłem, że „Później” to jest próba pisania zza grobu, z perspektywy śmierci. Jakby pisarz usiłował przekroczyć nieprzekraczalną granicę i opowiedzieć coś z zaświatów. Jakby chciał wyprzedzić śmierć i wysłać zawczasu opowieść Stamtąd. W „Później” pomysł z umarłymi, którzy muszą mówić prawdę, wydawał mi się właśnie taką Wielką Metaforą literatury. Tylko ona po nas pozostanie. Narracja zza grobu.

    Ośmielam się twierdzić, że miałem rację, ponieważ w „Billym Summersie” jest podobnie, tylko jeszcze dalej. Główny bohater ma do wykonania dwie prace i wbrew pozorom ta druga jest dla niego ważniejsza. Jako płatny zabójca musi zastrzelić złego człowieka – symbolicznie, na schodach budynku sądowego. Natomiast jako człowiek myślący o rychłej śmierci musi napisać autobiografię.

    I taka jest jeszcze jedna, piąta powieść o Billym Summersie, streszczająca się w pytaniu: co będzie z moją opowieścią, kiedy umrę? Tytułowy bohater nie zdołał dokończyć swojej autobiografii, robi to za niego dziewczyna, którą uratował (spokojnie, to nie spojler). Ona musi to zrobić, ponieważ od pewnego momentu jest to tyleż jego historia, co jej. Życie i literatura splatają się do tego stopnia, że nie sposób rozstrzygnąć, gdzie kończy się jedno i zaczyna drugie. A ludzie przekazują sobie opowieść jak pałeczkę w sztafecie. Ja odchodzę, ale ty opowiadaj dalej, jak było (patrz: Hamlet i Horacy). W dodatku literatura ma swoją cudowną, magiczną moc: może cofnąć czas i odwrócić śmierć. Jest silniejsza od rzeczywistości, włada nią. Twoja śmierć, kochany, nie wydarzyła się do końca i nieodwracalnie, można ją anulować. W opowieści. No, tu już bez szczegółów, bo to byłby spojler.

    Co ma wspólnego najemny rzezimieszek z twórcą? Gdzie jest nić łącząca płatnego zabójcę z pisarzem? Szybko ją znalazłem. Przypomniałem sobie, jak się zaczęło moje pisanie kryminałów i jak wkładałem w mechanizm prywatnej zemsty bohaterów własne lęki, obsesje, urazy. Brałem odwet na łajdakach, palcami na klawiaturze zabijałem dewiantów i ratowałem niewinne ofiary, samemu lokując się na zewnątrz, poza dobrem i złem. Za pomocą kryminalnej powieści porządkowałem świat, przywracałem mu moralną równowagę. W świecie rzeczywistym nie mogłem tego robić, ale w wymyślanych opowieściach już tak.

    Otóż to, autor kryminałów, thrillerów i innych krwawych sensacji to morderca. Zabijacz ludzi w imię mrzonek o sprawiedliwości – co z tego, że fikcyjnych. W końcu Billly Summers też jest fikcyjny, to wymyślona postać. Swoje zbrodnie usprawiedliwia jednak złudzeniem, że czyni dobro zabijając złych ludzi. A to już są emocje jak najbardziej realne. I niebezpieczne. Pisarz również jest człowiekiem, który przyjmuje mordercze zlecenie i stara się je wykonać jak najlepiej. I usprawiedliwia się misją, taką czy inną. Podczas lektury widziałem wychylający się zza Billy’ego Summersa wyszczerzony uśmiech samego Stephena Kinga.

    Masz traumę? Twoja psychika jest zrujnowana brutalnymi doświadczeniami dzieciństwa, gwałtem albo okrucieństwem systemowej przemocy? Nie załamuj się, tylko przekuj to w coś dobrego. Na przykład w likwidowanie kanalii. Albo w tworzenie literatury o likwidowaniu kanalii. Wprawdzie z tego powodu zostaniesz wyrzucony poza nawias społeczeństwa, nabierzesz dystansu i będziesz musiał się oswoić z dozgonną samotnością, ale pomożesz innym. Na tym polega dziwny i niezwykle przejmujący związek Billy’go z Alice, związek skazany na klęskę i zarazem piękny. Oboje są wyrzuceni poza nawias i tym samym predestynowani do uczciwego spisania tej historii.

    Stephen King, fot: Shane Leonard

    Uczciwego? Co to właściwie znaczy? Uczciwość to tylko kolejny mit naiwnych czytelników. Zapiszę tę historię tak, jak chcę. „– Myślisz, że byłby zadowolony, że utrzymałam go przy życiu? – Byłby zachwycony”. Tak brzmi jeszcze jedna deklaracja zwycięstwa literatury nad rzeczywistością. Trzeba rozerwać papierową powierzchnię i sięgnąć w głąb. I opiekować się opowieścią, nie pozwolić jej zginąć.

    King nie byłby sobą, gdyby nie bawił się autocytatami i autoaluzjami. W „Billym Summersie” również znajdziemy ich sporo, a najlepsze odnoszą się do „Lśnienia” (żywopłot w zwierzaki i spalony hotel Panorama), do „Ręki mistrza” („może si, może no”) czy do „Bastionu” (wioska Hemingford w Nebrasce, wśród pól kukurydzy). Nie one jednak dla mnie były najważniejsze, traktowałem je właściwie jako stały i trochę już zgrany motyw. Przede wszystkim czytałem tekst starego, doświadczonego autora, który osiągnął już co chciał i trapi go tylko jedno: co się stanie po śmierci z jego opowieściami. I ta przejmująca prośba – żeby się nimi zaopiekować. Dlatego Alice po wszystkim decyduje się na studia creative writing. Opowieść będzie pisana dalej.

    Na koniec moja prywata. Dwójka głównych bohaterów porusza się samochodem z Nowego Jorku do Kolorado i z powrotem. Jadą również autostradą I-80 i w pewnym momencie zatrzymują się w Kearney, a jedna z finałowych scen rozgrywa się na parkingu pod tamtejszym Walmartem. Przemierzałem kiedyś Środkowy Zachód tą samą autostradą w drodze do Estes Park (nawiasem mówiąc, wspomniane w powieści), gdzie King wymyślił „Lśnienie”. Nocowałem w motelu w Kearney i wieczorne zakupy robiłem w tym samym Walmarcie (w Kearney jest tylko jeden). Gdybym trzy lata temu wiedział, to…

    Nie wiem właściwie co. Wiem za to, że życie splata się z literaturą. Nierozerwalnie i pięknie.

    Krzysztof Zajas

  • „Śreżoga”, siekiery, nauka śląskiego, wołanie Klementyny. Wizyta w Lipowie u Katarzyny Puzyńskiej

    432 kilometry w jedną stronę. To dystans, który dzieli mnie od Lipowa, którego przecież na mapie nie ma, ale jednak udało się tam dotrzeć ;). Z okazji premiery „Śreżogi” Katarzyna Puzyńska pokazała miejsca związane z serią o Lipowie, porozmawialiśmy oczywiście o najnowszej książce, ale też próbowaliśmy się wprosić na kawę do Klementyny, nauczyłem Kasię kilku słów po śląsku, a wspólnie zastanowiliśmy się nad tym, ile części będzie jeszcze miała lipowska saga. Przypominam, że „Śreżoga” jest dwunastym odcinkiem cyklu. Zapraszam Was na wycieczkę, zapnijcie pasy i jedziemy! Jeśli nie możecie obejrzeć, to możecie naszej rozmowy posłuchać jadąc samochodem, robiąc śniadanie, pranie, itd. Wystarczy, że klikniecie tutaj