Kategoria: Aktualności

  • Książkowy przegląd prasy

    Tak jak wspominaliśmy na facebookowym profilu, rozpoczynamy cykl przeglądów prasy. Dziś premiera, ciąg dalszy w sobotę. Jesteśmu otwarci na Wasze uwagi, sugestie, propozycje.

     

    • W „Newsweeku” między innymi ciekawy wywiad z Herthą Mueller, laureatką literackiego Nobla. Urodzona w Rumunii pisarka, opowiada między innymi o wojnie, wypędzeniach, i oczywiście literaturze.

    PART_1366013590832_CAM00148

     

     

     

     

     

     

    • Stronę dalej, artykył o ekranizacji „Życia pi”.

    Poza tym w „Newsweeku” specjalny dodatek „Kultura”, a w nim kilka stron poświęconych nowościom wydawniczym.

     

    • W tygodniku „Wprost”, opis książki „Towarzyszka panienka”. Jest to opowieść Moniki Jaruzelskiej, która sama mówi, że ta książka, tp ” moje wyjście z szafy”. Wprost dodaje, że napisana jest z dystansem, ironią, ale też dużą szczerością. Dla zainteresowanych czytelników, pdajemy link do wydawnictwa:  https://www.czerwoneiczarne.pl/ksiazka,89,1. Premiera książki, już za dwa dni.

     

     

    • Na deser zostawiliśmy „Przekrój”, bo tutaj „Warszawa da się rysować”. Artykuł o obcokrajowcach, którzy właśnie w stolicy zbierają materiały do swoich najnowszych komiksów.

    PART_1366016642942_CAM00149


     

     

     

     

  • Świat smaku wita

    Po wielu miesiącach przemyśleń i pracy, w końcu się udało. Jesteśmy. Mamy nadzieję, że przez świat literatury będziecie podążać z nami. Jeśli nie zawsze, to chociaż od czasu do czasu. Obiecujemy, że będziemy starali się zaskakiwać. Smakksiazki.pl jest również Waszym portalem.

    To możemy na dzień dobry:)

  • Smacznie o smaku.

    Miło nam poinformować, że „na dzień dobry”, napisał o nas onet.pl. Mamy nadzieję, że będzie Was z dnia na dzień coraz więcej, i więcej. Witamy, i zapraszamy.

  • Jeden z najbardziej rozpoznawalnych autorów książek fantastycznych w Polsce.

    Kiedy? 18.04.2013, g.18.00

    Gdzie? Empik, Silesia City Center

    Z kim? Jeden z najbardziej rozpoznawalnych autorów książek

    fantastycznych w Polsce. Będziemy rozmawiać o jego najnowszym tytule „Dreszcz”.

  • Jedna z dwóch znanych mi osób, która nie posiada telefonu komórkowego. Na co dzień wykładowca na Uniwersytecie Śląskim, a po godzinach pisarz. Profesor Zbigniew Białas nie spodziewał się aż tak dużego sukcesu swej książki oraz jej adaptacji teatralnej. Jak powstawał „Korzeniec”, i na jakim etapie jest jego kontynuacja, opowiada sam zainteresowany.

    Zacznijmy od rzeczy całkowicie poza książkowej. Jak się Panu żyje bez telefonu komórkowego?

    Świetnie. Dużo częściej jestem w sytuacji, w której się cieszę, że go nie posiadam, niż w takiej, w której ewentualnie bym tego żałował. Wiele osób uważa, że to czyni ze mnie dziwaka, ale nie przeszkadza mi to. Nie jestem jedynym pisarzem, który nie znosi telefonów. Z dużą satysfakcją przeczytałem ostatnio zarówno w dziennikach Susan Sontag jak i w biografii Iris Murdoch, że uważały telefony za dopust Boży.

    Długo Pan się nosił z napisaniem „Korzeńca”?

    Zacząłem pisać tę powieść w roku 2005. Napisałem dwa pierwsze rozdziały, potem zarzuciłem prace na jakieś dwa lata, a wreszcie wróciłem do pisania na poważnie wiosną 2008 roku i pod koniec 2010 książka była gotowa. Można więc powiedzieć, że pisałem długo i na raty.

    Ile czasu Pan poświęcił na chodzenie po Sosnowcu, sprawdzaniu miejsc, obliczaniu odległości…?

    Nie aż tak dużo, jak mogłoby się wydawać. Owszem chodziłem, mierzyłem, sprawdzałem i liczyłem, ale dużo więcej czasu przesiedziałem w domu przy biurku. Kiedy już zbudowałem sobie w głowie makietę Sosnowca AD 1913, nie musiałem więcej spacerować po mieście, tym bardziej, że dzisiaj wygląda ona zupełnie inaczej. Koniec końców, pisanie wykonuje się na siedząco, a nie na chodząco.

    Pana opinia o rzuceniu Korzeńca na deski? Spektakl zbiera bardzo pochlebne recenzje.

    Kiedy usłyszałem, że „Korzeniec” będzie wystawiony w teatrze miałem mieszane uczucia. Z jednej strony byłem oczywiście bardzo zadowolony, z drugiej uważałem, że trudno będzie skondensować powieść w taki sposób, żeby się sprawdziła jako sztuka teatralna. Ale ewidentnie się sprawdza i bardzo mnie to cieszy. Jestem wdzięczny wszystkim, którzy zaangażowali się w projekt teatralny: dyrekcji Teatru Zagłębia, reżyserowi – Remigiuszowi Brzykowi, autorowi adaptacji – Tomaszowi Śpiewakowi, autorowi muzyki – Jackowi Grudniowi i wspaniałym aktorom. Spektakl został przygotowany przez cały zespół utalentowanych osób.

    Jak idą prace nad „Pudrem i pyłem”, który ma się ukazać we wrześniu? Proszę o zdradzenie czytelnikom smakuksiazki kilku szczegółów fabuły…

    Prace wkroczyły w fazę finalną. Do końca maja wszystko powinno być gotowe. Fabuła? Pani Jadwiga, wdowa po zamordowanym Alojzym Korzeńcu usiłuje zawieść redaktora Monsiorskiego przed ołtarz. Tymczasem zabójca, wciąż przebywający na wolności, ma na oku kolejną ofiarę. Albo nawet dwie. Sufrażystka Izabela i bona Emma przeżywają perypetie miłosne, a do tego dochodzi nowa para bohaterów, Pola Negri i komendant miejscowej policji, hrabia Eugeniusz Dąmbski. Akcja rozgrywa się od 11. listopada 1918 do 7. listopada 1919 w Sosnowcu, Piotrogrodzie, Warszawie, w obozie jenieckim i w górskim sanatorium.

    Czy podtrzymuje Pan, że na dwóch częściach się nie skończy?

    Sam już nie wiem. Na pewno będę chciał odpocząć po drugim tomie. Od 2005 roku żyję w świecie „Korzeńca”. Najwyższy czas przewietrzyć nieco głowę.

  • „Nielegalni”, „Niewierni”, a wkrótce „Nieśmiertelni”. Vincent V. Severski nie zwalnia tempa i pracuje nad kolejną powieścią.

    Nielegalni

     

    Były oficer wywiadu, w rozmowie z portalem smakksiazki.pl, opowiada o swej tajemniczości, o Szwecji, a także o tym, że… Stiegów Larssonów to miał mnóstwo 🙂

     

    Wiele osób, które przeczytało Twoje książki, pytało mnie: jak on się naprawdę nazywa? Możesz wyjaśnić swoją tajemniczość?

     

    Moja tajemniczość? To taka zabawa, pewna konwencja, którą sobie sam narzuciłem i jest mi z nią dobrze. Przez prawie trzydzieści lat żyłem w cieniu, nawet we własnym cieniu, czasami konspiracji, z inna tożsamością. Dlatego pewnie nie jestem specjalnie przyzwyczajony do swojego rodowego nazwiska, jak to fachowo określamy. Wciąż muszę rozstrzygać dylemat: tajny szpieg – pisarz ekshibicjonista. To sprzeczność. Zacząłem jako Severski i niech tak zostanie. Odrobinę prywatności zachowam dla siebie, rodziny, przyjacioł… i wspomnień.

     

    To pytanie zadałem Ci już w trakcie spotkania w katowickim Empiku, ale przypomnij czytelnikom smakuksiazki, ile w Twych książkach jest realnych zdarzeń, a ile ubarwień?

     

    Na to nie ma prostej odpowiedzi. Niektóre sytuacje są w stu procentach prawdziwe, inne zupełnie fikcyjne. Podobnie jest z postaciami. Stworzyłem też takie, które są kompilacją kilku autentycznych charakterów. Zwykle nie mówię, że moje książki oparte są na faktach, lecz wolę określać, iż zainspirowałem się autentycznymi wydarzeniami, w których uczestniczyłem. Mogę też dodać, że miejsca, które opisuję znane są mi z autopsji. Dobrze! Jeżeli miałbym zeznać pod przysięgą, to około osiemdziesięciu procent opisów i postaci ma swoje archetypy.  

     

    Portal Wikipedia wspomina, że uczestniczyłeś w 140 misjach, na terenie 50 krajów. Którą misję wspominasz najczęściej i dlaczego?

     

    Jest kilka, które wspominam, czy też wspominamy, bo najczęściej nie realizowałem ich sam. Wspominam te, które były wyjątkowo niebezpieczne, czy szczególnie ważne, na których zdarzyło się coś niezwykłego, czasami śmiesznego, bo i tak bywało. W samotności wspominam te, po których są „blizny”. Mimo wszystko, my nie żyjemy wspomnieniami, chociaż nasza przeszłość jest treścią naszej duszy, jak u wszystkich z resztą. Kiedy spotykamy się na piwie, to rzadko wspominamy. Bardzo rzadko. Cieszymy się dniem dzisiejszym i przyszłością. Mówiłem to wielokrotnie, ale powtórzę jeszcze raz, bo to celnie oddaje ten problem, że my jesteśmy tylko depozytariuszami naszych wspomnień. To państwo jest ich właścicielem, dat, miejsc, nazwisk… Naszą własnością są jedynie emocje, uczucia…   Dlatego nie dowiesz się, którą konkretną misję wspominam najmocniej. 😉

     

    W którym z krajów czujesz się najlepiej, i dlaczego w Szwecji ? 🙂

     

    Związany jestem ze Szwecją ponieważ pracowałem tam przez wiele lat i mam w tym kraju rodzinę, mnóstwo przyjaciół, znajomych. Ale dobrze się czuje w Polsce i w Szwecji, chociaż to zupełnie inne kraje, mentalność ludzi, polityka. Właściwie oficer wywiadu powinien mieć instynktowną zdolność mimikry i potrafić zaadaptować się wszędzie. Jeżeli tego nie potrafi, to przegrywa. Ale paradoksalnie najlepiej czuję się w Norwegii. Na Bliskim Wschodzie też się dobrze czułem… i nigdy nie zatrułem się. 🙂  

     

    Nie wszyscy pewnie wiedzą, ale miałeś okazję poznać Stiega Larssona. Opowiedz o tym spotkaniu.

     

    Tak. Na początku lat dziewięćdziesiątych pracowałem jako press attache w Sztokholmie i do moich obowiązków należały kontakty z dziennikarzami. Stieg Larsson przyszedł kiedyś do mnie, a moje biuro było otwarte dla każdego z ulicy, ponieważ ciekawiło go zjawisko odradzania się ruchów skrajnie prawicowych w Polsce. Nie mógł zrozumieć, jak w kraju, który tak ucierpiał w czasie wojny, drzemią jeszcze takie demony. Właściwie, ja też nie rozumiałem tego zjawiska wówczas i musiałem zbadać temat bliżej, żeby mu odpowiedzieć. Spotkaliśmy się kilka razy, po kilka godzin, wypijając mnóstwo cienkiej, szwedzkiej kawy i paląc papierosy. Larsson rzeczywiście bardzo dużo palił. O ile dobrze pamiętam, nie reprezentował żadnej redakcji i występował jako free lancer. Przyznam szczerze, że nie zrobił na mnie jakiegoś specjalnego wrażenia… pozytywnego. Był trochę uciążliwy z tymi pytaniami, które wówczas brzmiały dla nas trochę drażliwie… Później o nim zapomniałem, bo miałem takich Larssonów mnóstwo do obsłużenia. Cała Polska zmieniała się, a Larsson to jak Nowak u nas. Przypomniałem sobie o nim dopiero jak zamknąłem pierwszą cześć Millennium i zobaczyłem jego małą fotografię. Nie mogłem uwierzyć, że ten człowiek napisał taką wspaniałą książkę.

     

    Skandynawia słynie z wielu znakomitych autorów i autorek kryminałów. Czytasz je w ogóle?

     

    Uwielbiam szwedzkie kryminały i filmy. W pewnym sensie, 🙂 mam nieograniczony dostęp do publikacji Czarnej Owcy, wiec z większością tytułów jestem na bieżąco. Zaczynałem jednak od tak zwanych Becków i to w oryginale. To seria z komisarzem Martinem Beckiem autorstwa Maj Sjöwall i Per Wahlöö z lat sześćdziesiątych jeszcze. To ojciec i matka skandynawskiego kryminału, wszystko inne to ich dzieci. Nawet mój ulubiony Wallander, czy Falk. Mankell i Läckberg to prawdziwi mistrzowie pióra, ale jest ich znacznie więcej.

     

    Na koniec… zdradzisz naszym Czytelnikom, nad czym teraz pracujesz?

     

    Nad trzecią częścią trylogii. Książki jeszcze nie ma ale tytuł już jest – „Nieśmiertelni”, i mówi coś o głównym temacie. Pojawiają się bohaterowie zarówno z pierwszej jak i drugiej części i tym razem muszą zmierzyć się z całkiem realnym, współczesnym zagrożeniem. Zapraszam na kolejną podróż w różne, odległe zakątki świata i próbę starcia się z sobą samym w intelektualnej łamigłówce.