Kategoria: Aktualności

  • Nekrolog na Twitterze

    Nie będziemy pisać, że Günter Grass wielkim pisarzem był. Nie będziemy pisać, że „Blaszany bębenek” przeczytał chyba każdy. Napiszemy za to o duchu czasu, gdzie o śmierci znanej osoby dowiadujemy się błyskawicznie. 

    Nie trzeba śledzić stron internetowych, przeglądać Facebooka. Wystarczy Twitter. To właśnie na nim prezydent Gdańska poinformował o śmierci noblisty. Chwilę później, również na Twitterze, potwierdziło tę informację jedno z niemieckich wydawnictw. Później poszło już błyskawicznie. Tysiące wpisów, tysiące hasztagów. Zarówno anonimowych czytelników, jak i wielkich pisarzy.

    Twitter 2

    Teraz już wiadomo, że bez Twittera nie ma życia. I śmierci.

     

  • Vincent V. Severski gościem Smaku Książki

    Nie widzieliście jeszcze naszej rozmowy z Vincentem V. Severskim?

    Polecamy. O agenturze, książkach, życiu. O wszystkim.

  • Nasza recenzja w dzienniku „Sport”

    Skanuj 6

    Zachęcamy do przeczytania recenzji naszego autorstwa. Miło nam poinformować, że nawiązaliśmy współpracę z dziennikiem „Sport”, gdzie będziemy publikować recenzje książek o tematyce sportowej.

  • Konkurs Wydawnictwa Sonia Draga i portalu Smakksiazki.pl

    Pamiętacie wywiad z Krzysztofem Zajasem?

    Dziś mamy dla Was konkurs, w którym do wygrania jest pięć egzemplarzy książki „Ludzie w nienawiści”. 

    Co trzeba zrobić? Udostępnijcie na swojej tablicy tę wiadomość. Po drugie, napiszcie na naszym facebookowym profilu, jakie miasto idealnie pasuje na miejsce rozgrywania się powieści kryminalnej. Odpowiedź uzasadnijcie.

    Czekamy do…wtorku 🙂 

  • Polski Henning Mankell wkracza do akcji

    1146

    Fascynujecie się Markiem Krajewskim, Stiegiem Larssonem, Zygmuntem Miłoszewskim? Zapomnijcie o nich. Na scenę kryminału wkracza profesor Krzysztof A. Zajas. Dodajmy, że wkracza z przytupem. Zawodowo zajmuje się badaniem literatury, ale w końcu sam wziął się za jej tworzenie. „Ludzie w nienawiści” to pierwsza część trylogii kryminalnej, której miejscem akcji jest Kraków i okolice. Drugi tom trafi na półki w kwietniu. 

    Panie profesorze, komisarz Krzycki będzie polskim Kurtem Wallanderem?

    Chcę, żeby Krzycki był nasz. Ma dużo polskich cech. Łącznie z tym, że stara się być racjonalny, a wychodzi mu, że jest intuicyjny.

    Przyzna Pan, że słabości mają jednak podobne: kobiety i alkohol.

    Kobiety i alkohol to słabości wszystkich mężczyzn, nie tylko detektywów.

    Jak zareagowali studenci na Uniwersytecie Jagiellońskim na fakt, że ich profesor napisał kryminał? Więcej uszczypliwości czy szacunku?

    Różnie. Trochę mieli z tym zabawy, np. jeden ze studentów obniżył mi notę na pewnym portalu literackim, bo dał mi tylko ocenę 6/10. Generalnie są jednak zadowoleni, że ktoś taką normalną książkę do czytania napisał. Od tej strony chyba u nich zapunktowałem. Jest bardzo sympatycznie, jeśli ktoś przyzna, że czytał. Powiem szczerze, że cenię czytelników, którzy zarzucają mi jakieś niedociągnięcia.

    Na przykład? 

    Jeden z czytelników wytknął mi, że w Mc Donaldzie nie ma talerzy. To jest fajny szczegół, na który ja nie zwróciłem uwagi. Inny czytelnik zauważył, że na ulicy Szerokiej na Kazimierzu jest komisariat, a nie komenda. Ja się nie oburzam, wręcz przeciwnie. To są bardzo ciekawe uwagi.

    Wie Pan już jak „Ludzi w nienawiści” odebrali małopolscy policjanci?

    No właśnie nie wiem. Myślałem nawet, żeby pojechać z książką i wręczyć ją szefowi wydziału kryminalnego, ale nie zrobiłem tego jeszcze. Faktem jest, że po napisaniu książki inaczej patrzę na pracę policjantów. Przyglądam się jakie wykonują gesty, jakie są ich reakcje na ulicach w Krakowie.

    Przed nami jeszcze dwa tomy przygód komisarza Krzyckiego. Czy miał Pan od początku w głowie całą trylogię, czy były momenty, że dochodził Pan do ściany i nie wiedział co dalej?

    Przyznam, że miałem kryzys, a co się z nim wiązało, nawet półroczną przerwę w pisaniu. Dotarłem do połowy i nie wiedziałem co dalej z tym zrobić. W międzyczasie napisałem prawie całe dwie inne powieści, a potem wróciłem do przygód Krzyckiego. Wtedy poszło już z górki.

    Czytając „Ludzi w nienawiści” łapałem się na tym, że oczami wyobraźni widziałem fabułę książki na ekranie kina. Widzi Pan taki potencjał?

    Każdy by chciał, żeby jego książka została sfilmowana. Powiem Panu tak, że rozmawialiśmy z żoną, kto mógłby hipotetycznie w takim filmie wystąpić. Największy problem mieliśmy z głównym bohaterem. Krzyckiego mógłby zagrać Andrzej Chyra. Mógłby też zagrać główną rolę Marcin Dorociński. On najbardziej mi przypomina bohatera mojej książki. Za parę lat mógłby go zagrać Dawid Ogrodnik, to ten aktor, który zagrał w „Idzie”.

    Zdjęcie autora oraz okładka: https://www.soniadraga.pl

     

     

  • „Życie wypuszczone z rąk”. Dosłownie. Historia Roberta Enke.

    enke_okladka_front_1000px
    Wydawnictwo SQN

    Można mieć wszystko, a jednocześnie nie mieć niczego. Był w miejscu, o którym marzy każdy młody piłkarz. Najlepsze europejskie kluby, reprezentacja swojego kraju, poważanie, sława, pieniądze. Aż tyle, jednak okazało się, że tylko tyle.

    „Życie wypuszczone z rąk” to historia Roberta Enke, byłego bramkarza między innymi FC Barcelony czy reprezentacji Niemiec. Znali go nie tylko kibice z całego świata, ale też duża rzesza psychiatrów i psychologów. Teraz nie jest już tajemnicą, że Enke cierpiał na depresję. Gdy grał, nikt o tym nie wiedział. Nikt nie zdawał sobie sprawy, że żeby wstać rano z łóżka, czy jechać na zgrupowanie klubu, musi wykonać nadludzki wysiłek. Najprostsze czynności sprawiały mu problem. Potrafił nie póść na trening i cały dzień leżeć w łóżku i patrzeć w sufit. Przy każdym błędzie popełnionym na boisku wmawiał sobie, że to już koniec kariery, że jest do niczego. Przykład? Po swoim pierwszym meczu w Fenerbahce uciekł z klubu.

    Patrząc z boku, każdy piłkarz chciałby być na jego miejscu. Jednak jak pisał w pamiętnikach sam Robert Enke, w głowie coraz cześciej miał ciemność, która nie pozwoliła mu nie tylko normalnie trenować, ale też żyć. Żeby tego było mało, jego córka zmarła w szpitalu kilkanaście tygodni po urodzeniu. Państwo Enke zaadoptowali kolejne dziecko, któremu nie było dane dorosnąć u boku swojego ojca. Enke był murowanym numerem 1 w bramce Niemiec na Mistrzostwa Świata w RPA. Mówił o tym sam Joachim Loew, selekcjoner reprezentacji. Niestety, wszystko potoczyło się inaczej. Enke zrezygnował z gry w kadrze pod pretekstem nietypowego wirusa. 10 listopada 2009 roku wyjechał z domu na trening. Dzień wcześniej snuł z żoną plany, chciał znów wrócić na boisko. Długo nie wracał do domu, miał wyłączony telefon. Zaniepokojna Teresa Enke zadzwoniłą do trenera, by dowiedzieć się, o której skończył się trening. Dowiedziała się, że tego dnia treningu w ogóle nie było…

    Enke rzucił się pod pociąg. Cały piłkarski świat okrył się żałobą. Cały piłkarski i nie tylko piłkarski świat, zaczął głośno mówić o problemi depresji. Nie tylko wśród sportowców. Niestety, żeby to się stało Robert Enke musiał wypuścić swoje życie z rąk.

  • Dworzec PKP w Katowicach jednym z bohaterów książki. „Ciemność płonie” już w księgarniach. Znowu.

     

    ca JAKUB ĆWIEK (autor zdjęcia Karolina Stefańska)

    Jak bardzo można się poświęcić żeby napisać książkę? Można na przykład przez pół roku pomieszkiwać z bezdomnymi na dworcu kolejowym. Dzięki temu Jakub Ćwiek poznał reguły, które rządzą tym miejscem. Dowiedział się jak wygląda dworcowa hierarchia, jak gdzie, i jak często myją się bezdomni, a także poznał mechanizmy żebrania. Dworca PKP w Katowicach, takiego jak w książce już nie ma. Powraca za to na półki książka. Do Katowic powraca też autor. Spotkanie z Kubą już  w najbliższy piątek (20.03, g.18:00) w centrum handlowym Silesia City Center. W Empiku. Poniżej wywiad z autorem. 

     


    Kuba,  czy dałoby się napisać powieść grozy na wyremontowanym dworcu PKP w Katowicach, czy „czar” tego miejsca przeszedł do historii w momencie zrównania z ziemią starego budynku?

    Na pewno by się dało, acz byłaby to teraz zupełnie inna książka, bo i jej bohaterowie, bezdomni, pomieszkują na nowym dworcu na zupełnie innych zasadach. Dużo mniej jest zakamarków, gdzie można się skryć, dużo więcej światła przez całą dobę, gwaru. Tym niemniej być może ktoś kiedyś i w nowym dworcu znajdzie coś niezwykłego. Dla mnie jednak inspiracją był stary i choć na nowym czuję się dobrze, to jakoś on do mnie nie szepcze.


    Pomieszkiwałeś z dworcowymi bezdomnymi przez pół roku. Co Cię najbardziej zaskoczyło in plus, a co in minus?
    Na minus najbardziej chyba ochrona dworca i ich postawa i zachowanie  wobec „ludzi drugiej kategorii” za jakich najwyraźniej mieli bezdomnych. Tym co mnie zaskoczyło na plus, to że część bezdomnych jednak trochę o siebie dba. Eskapady do McDonalda na Stawowej, żeby się wymyć, oszczędzanie na jedzeniu, by co jakiś czas kupić jakieś nowe ciuchy w second handzie. To nie była norma, jednak mniejszość, ale i tak zaskoczyła mnie skala.

     

    Można porównać „Ciemność płonie” do „Domofonu” Zygmunta Miłoszewskiego? 
    Przy odpowiednim pomyśle interpretacyjnym można i Ulissesa z Batmanem, ale powiem ci, że akurat z porównaniem i to całkiem rzeczowym „Ciemności” i „Domofonu” już się spotkałem. Zwracano uwagę na bohatera zbiorowego, na wspólne rozwiązywanie zagadki, na mocne osadzenie w polskich realiach. Tym co stanowiło podstawową różnicę jest podejście do samego zła i tego, czy powinna być podana jego geneza. Tu z Miłoszewskim obstawiliśmy inne konie. Na marginesie zresztą dodam, że bardzo mi się „Domofon” podobał i fajnie by było, gdyby autor sięgnął jeszcze kiedyś po ten gatunek.

     

    Jak dużo było głosów związanych ze wznowieniem tytułu? I czy miałeś jakieś opory, żeby książkę „odgrzać”?
    Głosów było bardzo dużo, właściwie na większości spotkań autorskich. Na allegro ta książka osiągała jakieś chore ceny, w konkursie na audiobooka organizowanym przez Skodę uległa tylko powieści „Metro 2033”. A ja co? Mogłem tylko patrzeć bezradnie i przepraszać za niezrozumiałą dla mnie politykę wydawniczą. Szczęśliwie teraz prawa do książki wróciły do mnie i mogliśmy z SQNem przywrócić książkę na rynek, uzupełniając ją o „Opowieści dworcowe”, czyli zapis historyjek z mojego pobytu na dworcu, które zainspirowały mnie do napisania powieści. Gdyby to ode mnie zależało, ta książka nigdy nie zniknęłaby z rynku, więc nie – żadnych oporów.

     

    Mamy dla Czytelników niespodziankę. Wydawnictwo SQN ma dla Was książkę Kuby z autografem! Co trzeba zrobić? Polubić profil Smaku Książki na Facebooku oraz napisać dlaczego to właśnie Wam należy się prezent 🙂 Komentarze wpisujcie pod odnośnikiem to tego artykułu na FB. Czekamy do niedzieli. 

     

    Zdjęcia:  Podziękowania za zdjęcia dla Marcina Nowaka: peron2.blox.pl oraz Kuby Ćwieka za swoje foto autorstwa Karoliny Stefańskiej. 
  • Eduardo Mendoza. Ekskluzywny wywiad!

    Zawsze marzyłem o zamachu terrosytycznym”. Eduaro Mendoza dla smakuksiazki.pl

     

    Literackie pijaństwo, a nawet powieściowe chuligaństwo. Tak sam mówi o swojej twórczości Eduardo Mendoza. Hiszpański pisarz przyleciał do Polski, w zwąizku z premierą swojej nowej książki „ Awantura o pieniądze albo życie”. To kolejna część przygód, doskonale znanego fanom Mendozy, fryzjera damskiego.

    O tym, że zawsze marzył o zamachu terrostycznym w swojej książce, o popularności, a także…o tym, kto w tym roku wygra piłkarską Ligę Mistrzów, zdradza Eduardo Mendoza w rozmowie ze smakiemksiazki.pl

    smakksiazki.pl : W Pana najnowszej książce, dochodzi do porwania kanclerz Niemiec, Angeli Merkel. Skąd tak śmiały pomysł?

    Eduardo Mendoza: Ja naprawdę od zawsze marzyłem, żeby na kartach mojej książki doszło do ataku terrorystycznego. Rozważałem kilka postaci. Myślałem o brytyjskiej królowej, prezydencie USA, ale padło na kanclerz Niemiec. Ona spełnia szereg wymogów. W Hiszpanii, Angela Merkel jest znana z powodu kryzysu gospodarczego. Dla nas kanclerz Niemiec, jest twarzą tego kryzysu.

    Czy była już jakaś reakcja ze strony niemiecki czytelników lub nawet samej Angeli Merkel?

    (Śmiech). Nie, jeszcze nie. Książka będzie miałą premierę w Niemczech dopiero jesienią. Chciałbym jednak, żeby wpłynęła jakaś oficjalna nota protestacyjna od niemieckiego rządu. To by była najlepsza reklama dla książki (śmiech).

    Pana bohater powraca w doskonałej formie. Czy fryzjer się w ogóle zmienia, starzeje?

    Postać głównego bohatera, jest postacią specyficzną. Jest stworzona w oparciu o język. Fryzjer posługuje się okruchami języka z różnych środowisk: ekonomicznego, prawniczego, czy literackiego. Mój bohater nie aspiruje do luksusów. To jest jego niezmienna cecha. On porusza się na skraju ubóstwa. Taki jest mój cel, i to się na pewno nie zmieni. Oczywiście, jeśli powstanie kolejna część jego przygód, bo tego jeszcze nie wiem.

    Sprawia Pan wrażenie zawsze uśmiechniętego i zadowolonego z życia. Ten humor jest Panu niezbędny do wymyślania komizmów sytuacyjnych w książkach?

    Mnie pomysły przychodzą w trakcie pisania. To jest bardzo ciężka praca, żeby wymyślić coś śmiesznego, bo humor musi być perfekcyjny. Przynam, że często sam się śmieję z dowcipów, które sam wymyślam (śmiech).

    Dotyka Pana w Hiszpanii problem popularnośći? Może Pan spokojnie wyjść na ulicę, czy od razu zjawiają się łowcy autografów?

    Pisarz w dzisiejszych czasach nie jest postacią, która byłaby istotna. Nie odczuwam nadmiernego zainteresowania moją osobą. Czsami się zdarza, że ludzie zatrzymują mnie, ale głównie po to, by powiedzieć dzień dobry, czy podzielić się wrażeniami po przeczytaniu mojej ostatniej książki. To jest po prostu miłe, ale nie jest to nagminne. Mam natomiast inny problem. Czasami ludzie mnie rozpoznają, a ja ich nie znam. I nie wiem, czy to jest ktoś, kogo nie rozpoznaję, czy ktoś, kogo nigdy w życiu nie poznałem.

    Na koniec nasze rozmowy, nie możemy nie zapytać Pana o piłkę nożną. Jest Pan wielkim fanem FC Barcelony. Ostatnie wyniki tej drużyny Pana smucą?

    Boli mnie porażka mojej drużyny, ale nie jest to aż tak dotkliwe. Myślę, że kibice FC Barcelony, odczuwają to tak dotkliwie, bo przyzwyczailiśmy się do komfortowej sytuacji, że oni zawsze wygrywają.

    Gdyby miał Pan wytypować wynik finałowego meczu tegorocznej Ligii Mistrzów, między Bayernem Monachium, a Borussią Dortmund, to postawiłby Pan na…?

    Hm…stawiałbym na Borussię.

     

    CAM00215

  • Książkowy przegląd prasy

    PART_1366615270979_CAM00164

    „Mężczyźni kontratakują w erotycznych romansach. Ale to kobiety kobietom zgotowały ten los, uderzając przy okazji w feminizm”. I dalej, ” Pięćdziesiąc twarzy Greya, sprzedało się już w 70 mln egzemplarzy”. Czyli tekst o wysypie pornoromansów w dzisiejszym wydaniu „Wprost”. 

    „Dowód na istnienie Boga”, to tytuł ciekawego wywiadu z Jerzym Pilchem. Również we „Wproście”. Autor mówi o sobie: ” mam poczucie, że staem pod bramką, a Bóg mi dobre piłki centrował. Teraz daje mi bardzo trudne piłki, nie strzelam więc bramek”.

    „Przekroju” o literaturze tyle, co nic. Na wzmiankę zasługuje krótka wzmianka, o wywiadzie rzecze z Teresą Toranską.

    Równie mało o książkach w „Newsweeku”. Tutaj tylko tradycyjne premiery.

    Najgorzej natomiast jest w „Gazecie Wyborczej”. Tutaj nic. Słownie: zero o książkach.

    Generalnie rzecz ujmując, tygodniki się nie spisały. Spodziewaliśmy się, że w związku z przypadającym na jutro

    Światowym Dniu Książki, redakcje postarają się bardziej. „Wyborczej” nie krytykujemy, ma szansę na rehabilitację jutro.