Tag: Dan Brown

  • Dan Brown: „Polska ma wszystko, co Robert Langdon kocha”

    To nie wszystko. Materiały o „Tajemnicy Tajemnic” będą się jeszcze pojawiały. Zarówno fragmenty konferencji prasowej, jak i komentarze, a także zagości tu redaktor książek Dana Browna. Dziś wyprawa do Pragi, w której wszystko się dzieje. Na koniec wisienka na torcie, czyli autor trochę gdyba, a może podsuwa trop? Jeśli jesteście w trakcie lektury książki, to pokażę Wam miejsca dla niej istotne, a jeśli już po – no to sobie je zobaczycie i porównacie ze swoją wyobraźnią. To był intensywny czas w stolicy Czech, ale warto wstawać w nocy, żeby mieć Most Karola tylko dla siebie!

    Materiał powstał przy płatnej współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.

  • Orhan Pamuk, Dan Brown, a także… Adam Mickiewicz, czyli Stambuł śladami książek

    Są miasta, do których już bym nie chciał wrócić, np. Helsinki. Są też takie, w których chciałbym zamieszkać od zaraz. Do tego drugiego zbioru zaliczam Stambuł. Miłość od pierwszego wejrzenia, świetny klimat, pogoda, styk kultur, absolutny top. Jedynie nawoływania do modlitwy przed piątą rano lądują po stronie minusów, ale pewnie i do tego można się przyzwyczaić.

    Zabieram Was w podróż śladami książek. Będzie bardzo dużo Orhana Pamuka, incydentalnie pojawi się Dan Brown, a pośmiertnie Adam Mickiewicz. Muzea, meczety, jedzenie, rejs promem, turecka herbata. Zapinamy pasy i lecimy w literacką podróż do pięknego Stambułu!

    Dajcie znać w komentarzach, czy film się Wam spodobał. Koniecznie! Jeśli tak, to zostawiam link do Patronite.pl (klik), gdzie możecie zostawić 5 złotych na kolejne podróże, bo już za moment literacka podróż do Chicago.

     

  • „Żałuję, że nie wydałam książek Stiega Larssona”

    Pierwsza rozmowa w nowym cyklu, w którym będę pytał wydawczynie i wydawców o ich pomysły na uporządkowanie rynku literackiego, spostrzeżenia na bieżące kwestie, wizje działania w trakcie pandemii, a także o wydane tytuły, które są powodem do dumy oraz te, z którymi się nie udało. Sonia Draga przyznaje, że żałuje sagi „Millennium” Stiega Larssona, a po stronie zysków zdecydowanie zapisuje Dana Browna. Łapcie naszą rozmowę, już pracuję nad kolejnymi. Sonia Draga jest kandydatką na szefową Polskiej Izby Książki. 

  • „Pegaz i inne zwierzęta” – felieton Piotra Niemczyka

    Zanim oddam głos i łamy Piotrowi Niemczykowi, ekspertowi do spraw bezpieczeństwa, byłemu dyrektorowi Biura Analiz i Informacji Urzędu Ochrony Państwa, a także autorowi książki „Krótki kurs szpiegowania” oraz współautorowi „Christine. Powieści o Krystynie Skarbek”, to chcę Pana Piotra serdecznie tutaj powitać, a Wam powiedzieć, że nie jest to incydentalna wizyta. Piotr Niemczyk będzie nas prowadził przez kręte drogi współczesnego świata, a będzie to robił w odniesieniu do literatury – najczęściej szpiegowskiej, ale nie tylko. Panie Piotrze, witam na pokładzie, proszę się czuć jak u siebie. Teraz już oddaję Was w ręce eksperta.

    Media, politycy i część opinii publicznej ekscytuje się ostatnio możliwościami systemu Pegasus, który CBA wykorzystywała prawdopodobnie do inwigilacji byłego ministra transportu w rządzie Donalda Tuska, Sławomira Nowaka. Co bardziej bulwersujące, system ten pośrednio mógł służyć zdobywaniu informacji ze sztabu wyborczego Rafała Trzaskowskiego. Mariusz Kamiński temu zaprzecza, ale nieprzekonująco.

    W każdym razie, nagle wiele mediów obudziło się, ścigając się jak na wyścigach, kto opublikuje bardziej przerażający opis możliwości tego systemu. Tymczasem wystarczy poczytać trochę powieści szpiegowskie, żeby zorientować się, że wiedza dotycząca zaawansowanych systemów inwigilacji i sposobów ich wykorzystania jest prawie tak stara jak komputery.

    Dan Brown, fot: www.danbrown.com

    Systemom inwigilacji elektronicznej, o możliwościach podobnych do Pegasusa, poświęcona jest powieść Dana Browna „Cyfrowa Twierdza”, wydana w Polsce w 2005 roku. Kiedy się ją czyta, można podejrzewać, że została ona napisana na podstawie rewelacji ogłoszonych przez Edwarda Snowdena. Tyle, że Dan Brown napisał swoją powieść zanim świat dowiedział się o tym amerykańskim uciekinierze.

    Ale po co szukać literatury amerykańskiej, w której nb. można się dowiedzieć naprawdę bardzo wiele o możliwościach „Singal Intelligence”, „Electronic Intelligence”, „Telekomunication Intelligence” i innych SIGINTÓW, ELINTÓW, COMINTÓW. Szczególnie tych najnowszych (polecam Toma Clancy’ego), w których akcja opiera się głównie o takie urządzenia.

    Ale nie trzeba szukać daleko. Tomasz Sekielski, w powieści „Sejf” wydanej już w 2012 bardzo dokładnie wyjaśnia o co chodzi w tych „zabawkach”. Bardzo proszę: „Na monitorze komputera pułkownika Wyrwickiego pojawiła się ikona sygnalizująca nadejście nowej wiadomości. Była to informacja przesłana przez jego ludzi obsługujących system Mozart, specjalistyczne niemieckie oprogramowanie do podsłuchiwania tysięcy rozmów jednocześnie. W zależności od potrzeb Mozart mógł nagrywać połączenia wykonywane z określonych numerów, rozpoznawać i wyławiać głosy wybranych osób albo reagować na słowa klucze wypowiadane w trakcie rozmowy telefonicznej. Co więcej, pozwalał na wykorzystanie konkretnego aparatu jako mikrofonu i podsłuchiwanie rozmów, gdy telefon, pozornie nieaktywny, leżał na biurku lub spoczywał w kieszeni właściciela.1

    I kawałek dalej o tym czy można się zorientować będąc „figurantem” systemu, że on działa: „Ani on, ani dziennikarz nie zwracali uwagi na swoje telefony komórkowe, które leżały na stole. Ale nawet gdyby im się przyjrzeli, nie byliby w stanie zauważyć, że urządzenia te pracują, działając jak pluskwy. Ich dzisiejszą rozmowę, tak jak wszystkie inne prowadzone przez ostatnie dni, zarejestrował system podsłuchowy Mozart i w postaci pliku dźwiękowego przesłał do Agencji Wywiadu.2

    Sporo na temat systemów inwigilacji elektronicznej pisze również Vincent V. Severski. Zwraca uwagę na przykład na to, że aby uniknąć podsłuchiwania rozmów przez telefon, najlepszym sposobem jest… pozbyć się go. W książce wydanej 8 lat temu napisał: „Neo wie, że możemy nie tylko śledzić jego telefon, ale też podsłuchiwać go aktywnie, jeśli jest włączony. Dlatego musi go gdzieś zostawiać.”3

    Vincent V. Severski, fot: smakksiazki.pl

    Żeby poznać więcej szczegółów trzeba jednak wrócić do literatury amerykańskiej. O tym jak wygląda efekt monitoringu osoby objętej systemem pisze były funkcjonariusz CIA (polskiego pochodzenia), ukrywający się pod pseudonimem Martin Zelenay: „W kolumnie, pojawiają się zielone litery i cyfry. To wyniki analizy danych z internetu, poczty elektronicznej i nasłuchu prowadzonego przez NSA. Pojawienie się czerwonych cyfr u góry oznacza uruchomienie nagrywania któregoś ze znanych nam numerów telefonów; podsłuchujemy ponad czterysta bezpośrednio związanych ze sprawą. Wyłapujemy kluczowe słowa z każdej rozmowy, przekazu radiowego, analizowany jest każdy przekaz elektroniczny. Wprowadziliśmy do systemu wszystkie dane, nazwiska, pseudonimy, przezwiska, inicjały osób, mających związek z akcją. Wyniki innych analiz pojawiają się w kolumnach niżej, na jasnym tle, natomiast aktualny przekaz z SCS jest jeszcze wyżej. – Mężczyzna uniósł rękę, wskazując rzędy pomarańczowych oznaczeń literowych i cyfrowych.”4

    Czy to wszystko legalne? W literaturze szpiegowskiej polskich autorów dość trudno znaleźć wyczerpującą analizę prawną. Ale już w przypadku amerykańskiej jak najbardziej. Na przykład Alex Berenson na chwilę przestaje być pisarzem, a staje się publicystą, wiernie oddając argumenty używane w amerykańskim Kongresie i w mediach:

    W USA legalność monitoringu jest wątpliwa – zgodnie z konstytucją tego rodzaju przeszukania wymagają oficjalnego nakazu sądowego. Administracja Busha uznała monitoring za legalny, pod warunkiem że NSA będzie <dokładać wszelkich starań>, aby pomijać transakcje dokonywane przez zwykłych obywateli. Zasada ta pozostawiała ogromną lukę. <Wszelkie starania> nigdy nie zostały dokładniej zdefiniowane. Nikt spoza NSA nie wiedział dokładnie, ile danych amerykańskich obywateli przechwycił rząd. Jednak po kolejnych wyborach programu nie zakończono. Nowy prezydent zdecydował, że – podobnie jak więzienie w Guantanamo – jest on zbyt przydatny, aby go tak po prostu zakończyć. (…)

    Mimo to monitoring kart nie był pozbawiony wad. NSA nie zawsze była w stanie uzyskać dostęp do żądanych informacji, zwłaszcza w Chinach czy Rosji. Szacowano, że wychwytuje mniej niż połowę wszystkich transakcji na świecie dokonywanych za pomocą kart kredytowych. Wszystkie pozyskiwane dane były zakodowane, więc po ich wyłapaniu NSA musiała je jeszcze odszyfrować. (…)

    NSA śledziła rozmowy telefoniczne, e-maile, komunikatory internetowe, zmiany statusów na Facebooku – cyfrową falę tsunami. Codziennie w świat wypływały miliardy wiadomości, otwartych i zakodowanych. NSA poświęcała masę energii już na samą segregację potencjalnie interesujących ją informacji. Jedynym zajęciem jednej trzeciej agencyjnych komputerów było decydowanie, czym powinny zajmować się pozostałe dwie trzecie.”5

    Oczywiście sytuacja i możliwości służb specjalnych w USA, ale także Rosji, Chinach, Wielkiej Brytanii, Francji czy Niemczech, jest diametralnie różna od tej w Polsce. I systemy nadzoru nad służbami, i kultura prawno-polityczna jest zupełnie inna. Jednak możliwości małych Pegasusów i wielkich Pegazów są identyczne, albo prawie identyczne. Dlatego ewentualność wykorzystywania narzędzi inwigilacyjnych, pod pretekstem walki z korupcją, praniem pieniędzy i przestępczością zorganizowaną, do przechwytywania informacji ze sztabu wyborczego kandydata na prezydenta, wymaga co najmniej solidnego zbadania przez odpowiednie instytucje państwowe. A przydałaby się też porządna książka na ten temat. Taka jak „Wszyscy ludzie prezydenta”.

    Piotr Niemczyk

     

    1 Tomasz Sekielski; „Sejf”; Dom Wydawniczy Rebis; Poznań 2012, str. 112;

    2 Tomasz Sekielski; „Sejf”; Dom Wydawniczy Rebis; Poznań 2012, str. 138;

    3 Vincent V. Severski; „Niewierni”; Wydawnictwo Czarna Owca; Warszawa 2012; str. 293;

    4 Martin Zelenay; „Tajny raport Millingtona”; przekład Marcin Osiowski; Wydawnictwo Znak; Kraków 2014, str.303;

    5 Alex Berenson; „Tajny agent”; przekład Magdalena Grala-Kowalska; Wydawnictwo Hachette Polska; Warszawa 2012, str. 204;

  • „Kraków lub Warszawa w mojej kolejnej książce? Możliwe”. Dan Brown w ogniu pytań

    Dan Brown, pisarz, którego najnowsza książka „Początek” ukaże się w 56 językach, podczas czwartkowej konferencji zorganizowanej na Targach Książki we Frankfurcie opowiedział dziennikarzom o tym, jak wyglądały początki jego kariery, jak wygląda jego przygotowanie do pisania książki, o fascynacjach symbolami. I to jeszcze nie wszystko. Choć dziś ciężko w to uwierzyć pierwsza książka autora była sprzedażową klapą. Najnowsza powieść już w przedsprzedaży sprzedała się w kilku milionach egzemplarzy. Poniżej najważniejsze wątki, które zostały poruszone podczas konferencji prasowej. 

    „Początek” to kolejna książka, której bohaterem jest Robert Langdon. Akcja powieści osadzona jest w Hiszpanii, którą autor poznał już w czasie studiów – przez pewien czas studiował historię na jednym z hiszpańskich uniwersytetów. Podczas przygotowań wielokrotnie podróżował do tego kraju. Szczególnie zafascynowało go Muzeum Guggenheima w Bilbao, dlatego to miejsce odgrywa w powieści ważną rolę. Podczas wizyty w barcelońskiej Sagrada Familia odkrył natomiast miejsce, które idealnie nadawało się na miejsce zbrodni. Pytany o to, dlaczego to właśnie Hiszpania stanowi tło jego powieści opowiedział o swojej fascynacji Katalonią i o tym, że Hiszpania wydała mu się idealnym miejscem, ponieważ łączy w sobie silne tradycje katolickie i nowoczesność, o czym świadczyć może m.in. to, że jeden z najpotężniejszych superkomputerów na świecie znajduje się w Barcelonie.

    W nawiązaniu do poprzednich książek z serii o Langdonie padły też pytania o fascynację Europą. Odpowiedział, że jest wielbicielem europejskiej historii i przywiązania do niej, uwielbia również europejską architekturę. Przyznał, że choć kocha USA i jest dumny z tego, że jest Amerykaninem, to podoba mu się mniej konsumpcyjny, w porównaniu z jego ojczyzną, styl życia Europejczyków. Zwrócił też uwagę, że jedna z jego powieści była osadzona w Waszyngtonie, choć podkreślił, że w istocie jest to miasto stworzone na wzór europejskich miast.

    Pytany o to, w jaki sposób merytorycznie przygotowywał się do napisania tej książki powiedział, że przede wszystkim bardzo dużo czytał. Na lekturę publikacji dotyczących między innymi ewolucji, sztucznej inteligencji i prognoz dotyczących przyszłości ludzkości poświęcił ponad 6 miesięcy. Przez kolejne kilka rozmawiał z ekspertami zajmującymi się interesującymi go dziedzinami.

    fot: www.smakksiazki.pl

    Podstawową kwestią, którą próbuje rozstrzygnąć „Początek” jest pytanie, czy Bóg jest w stanie zwycięsko wyjść z konfrontacji z nauką? Podczas konferencji autor opowiadał, że jak dotąd kolejni bogowie wyznawani przez naszych przodków przegrywali starcie z coraz nowszymi odkryciami nauki i przyznał, że to skłoniło go do postawienia pytania czy wierzenia i religie nie są w pewien sposób wyrazem ludzkiej naiwności? Podczas rozmowy z dziennikarzami Dan Brown podkreślił, że w jego odczuciu współczesne wielkie religie: chrześcijaństwo, islam, judaizm są do siebie bardziej podobne, niż zwykliśmy myśleć. Zwrócił uwagę, że niezależnie od wyznawanej religii, każdy z nas w pewnych chwilach, patrząc na rozgwieżdżone niebo czy trzymając w ręku nowonarodzone dziecko chce wierzyć, że musi być coś ponad nami. Różnice między religiami pojawiają się dopiero wtedy, gdy uczucia te próbujemy wyrazić słowami.

    Temat religii i Boga pojawiał się w pytaniach dziennikarzy jeszcze kilkukrotnie. Jeden z pytających zwrócił uwagę autora na to, że Michel Houellebecq dowodzi w swoich książkach, że ludzkość potrzebuje Boga. W odpowiedzi na to Dan Brown zwrócił uwagę na to, że na świecie istnieje około miliard ateistów. Ponownie wyraził również opinię, że Bóg, choć stanowi dla wielu ludzi strukturę pozwalającą zmierzyć się z chaotyczną rzeczywistości, w przyszłości może nie być ludziom potrzebny. Podkreślił też, że nie należy utożsamiać kwestii religijności z moralnością.

    Podczas konferencji Dan Brown został spytany również o to, dokąd jego zdaniem zmierza ludzkość. Autor przedstawił dwie teorie na ten temat: jedną, mówiącą o tym, że w najbliższych dekadach relacje między ludźmi będą silniejsze niż kiedykolwiek dotąd i drugą, zakładającą, że w związku z ewolucją ludzkości w przyszłości ludzie przestaną potrzebować religii. Autor opowiedział o tym, że część specjalistów zajmujących się prognozowaniem przyszłości skłania się ku temu, że sztuczna inteligencja może stanowić ratunek dla ludzkości i nadzieję na lepszą przyszłość. Zwrócił również uwagę na to, że inni badacze są zdania, że każda technologia stworzona przez człowieka prędzej czy później została wykorzystana jako broń i że zapewne taki los czeka też sztuczną inteligencję. Podsumowując Dan Brown podkreślił, że wierzy, że na świecie jest więcej kreatywnej energii niż tej destrukcyjnej i jest w związku z tym optymistą.

    fot: www.smakksiazki.pl

    Dan opowiedział również źródłach swojej fascynacji zagadkami. Jego matka była organistką w kościele. To dzięki niej, przewracając jej nuty, dowiedział się wszystkiego o muzyce. Ojciec Dana Browna był natomiast matematykiem. Co roku, w święta, Dan i jego brat dostawali zamiast prezentów kartki z zadaniami, których rozwiązanie prowadziło do kolejnych zadań i w efekcie do odnalezienia prezentu. Dzięki temu zapewne zagadki zawsze kojarzyły mu się z dobrą zabawą. I właśnie dlatego zagadki odgrywają w książkach Browna tak ważną rolę – ponieważ chce, by jego książki były dla czytelnika dobrą zabawą. Autor został spytany przez jednego z dziennikarzy, czy zagadka znajdująca się w najnowszej książce nie wydaje mu się zbyt prosta. W odpowiedzi autor zwrócił uwagę, że na tym właśnie powinna polegać dobra zagadka – znając rozwiązanie czytelnik powinien czuć, że był o krok od jej samodzielnego rozwiązania.

    Autor spytany o książki, które czyta, opowiedział, że aktualnie czyta książkę Life 3.0. opowiadającą o sztucznej inteligencji i o tym, jak nasze dzisiejsze decyzje kształtują obraz przyszłości. Jednocześnie podkreślił, że czyta wyłącznie książki non-fiction, choć stara się również na bieżąco śledzić sytuację na rynku książek beletrystycznych.

    W odpowiedzi na pytanie, czy zamierza kiedyś skończyć pisać powiedział, że nigdy nie zamierza zrezygnować z pisania książek.

    Dan Brown został zapytany o jego najbliższą wizytę w Polsce, opowiedział, że jego wydawca planuje dla niego zwiedzanie. Czy to oznacza, że Warszawa i Kraków znajdą się w kolejnej książce autora? Autor nie powiedział „nie”.

    Pojawiło się pytanie o to jak Dan Brown radzi sobie z krytyką. Autor zauważył, że każda osoba wykonująca kreatywny zawód, czy to pisarz, muzyk czy malarz kieruje się w swojej pracy swoim własnym gustem i czasami zdarza się, że krytycy tego gustu nie podzielają. Każdy wolałby, żeby było inaczej, ale wykonując kreatywny zawód należy z krytyką się pogodzić.

    fot: www.smakksiazki.pl

    Autora pytano również o to, czy w obliczu przyznania literackiej nagrody Nobla poczytnemu brytyjskiemu autorowi Kazuo Ishiguro zastanawiał się nad tym, jaką sam chciałby otrzymać nagrodę. Przyznał, że pisząc książki ani przez chwilę nie myśli o nagrodach. Chce natomiast, żeby jego powieści skłaniały do myślenia i do dyskusji. Pisze takie książki, jakie sam chciałby przeczytać.

    Czy to oznacza, że autor ma w planach napisanie książki non-fiction? Okazuje się, że tak i że ma już jej ogólny zarys.

    Podczas konferencji padło również pytanie o to, czy Dan Brown lubi swojego bohatera. Odpowiadając na nie, autor stwierdził, że uważa, że Robert Langdon nie tylko jest od niego mądrzejszy, ale również prowadzi ciekawsze życie. I nie ma znaczenia to, że bohater w rzeczywistości przemawia słowami autora. Wszak napisanie tego, co Langdon wypowie w kilka sekund zajmuje autorowi czasem kilka dni.

     

  • „Hiszpańskie miasta wycisną z nowej książki Browna słodką lemoniadę”

     

    Od premiery najnowszej książki Dana Browna minęło raptem kilkadziesiąt godzin, w sieci zaczynają się pojawiać nie tylko opinie o książce, ale także zdjęcia miejsc, w których toczy się fabuła „Początku”. Czy Barcelona, Sewilla i Bilbao mogą tylko komercyjnie wygrać, a może są jakieś ukryte niebezpieczeństwa? Czy Dan Brown sprawi, że jeszcze więcej turystów będzie chciało obejrzeć Muzeum Guggenheima? Czy wizyta autora w Polsce wpłynie znacząco na sprzedaż jego książek? O tym wszystkim rozmawiam z Tomaszem Pietrzakiem, dyrektorem kreatywnym Guarana Public Relations.

    Czytał Pan już „Początek” Dana Browna?

    Po dobie jestem w 70% książki. Brown to moje „guilty pleasure”, a więc pochłaniam.

    Nie zdradzę więc za dużo, ale nie jest tajemnicą, że ważnymi elementami fabuły jest zarówno Muzeum Guggenheima w Bilbao oraz Sagrada Familia w Barcelonie. Czy osadzenie akcji w tych miejscach zwiększy jeszcze liczbę turystów?

    Oczywiście, to bardzo naturalna, niewymuszona i nacechowana emocjonalnie promocja tych miejsc, która może okazać się wielkim sukcesem albo nic nie znaczącą wzmianką w literaturze jakich wiele. Wszystko zależy od tego, czy „Początek” będzie bestsellerem na miarę „Kodu Leonarda Da Vinci”, czy poradzi sobie tylko „OK”. W przypadku „Kodu” udało się Danowi Brownowi uruchomić zupełnie nową gałąź turystyki bazującej na książce, która rozkręciła ruch turystyczny w m.in. Paryżu, na południu Francji czy w szkockim Roslin. Każdy, kogo zafascynowała lektura chciał znaleźć się w Luwrze, kaplicy w Roslin czy zobaczyć Południk paryski. Na pewno pomogła tutaj doza kontrowersji, szumu medialnego, ale także ekranizacja. Podobnie zresztą było z „Aniołami i Demonami”, a tym samym z Rzymem i Londynem.

    Dla atrakcji Bilbao i Barcelony to na pewno szansa, aby pokazać się od nieco innej, tajemniczej strony, troszkę poza tradycyjnym katalogiem turystycznym. Ta inność atrakcji i zbudowana wokół niej narracja, kontrowersja, czy tajemnica ma szansę przyciągnąć do tych miast turystów, którzy podróżują szlakiem swoich ulubionych książkowych bohaterów. Czy na taką skalę jak w przypadku „Kodu”? Raczej nie, ale kto będzie chciał, to na tym zarobi.

    Jestem przekonany, że lada dzień, jak tylko „Początek” zdominuje listy bestsellerów na całym świecie, ruszy w Hiszpanii biznes turystyczny bazujący na fabule książki.

    Tomasz Pietrzak, dyrektor kreatywny Guarana Public Relations

    Sądzi Pan, że Dan Brown może otrzymywać propozycje finansowe od przedstawicieli miast, regionów, rządów, żeby napisać książkę, np. w Barcelonie czy we Florencji?

    Z tego co się orientuję to swego czasu Woody Allen dostawał takie propozycje, jak kręcił filmy w Paryżu i Rzymie. Miasta chciały się znaleźć na ekranie, bo to gwarantowało im światową promocję, do tego z udziałem gwiazd. Nie jest wykluczone, że i w tym przypadku takie propozycje się pojawiają. Mam nadzieję jednak, że pomimo komercyjnego charakteru książek Browna, pisarz zachował pewną artystyczną niezależność i postawił na fabułę, a nie na wspieranie turystyki miast w zamian za tłusty czek. Chcemy przecież czytać literaturę, a nie przewodnik. Chociaż ostatnie książki Browna troszkę zaczynają się tak „zachowywać”.

    Z punktu widzenia wizerunkowego, to Barcelona, Sewilla, Bilbao na „Początku” tylko zyskają, czy mogą też stracić?

    O tych miastach w kontekście książki, a zapewne także ekranizacji będzie się mówiło przez najbliższe miesiące i lata. Wizerunek miast, atrakcji, muzeów, kościołów, dzieł sztuki, placów będzie przewijał się w prasie, internecie, telewizji. Do tego nie w negatywnym kontekście tragicznego newsa, a w pozytywnym kontekście trzymające w napięciu fabuły. Trudno, aby przy takim publicity, w którym udział bierze jeden z najpoczytniejszych autorów na świecie, miasta miały jakoś stracić. Kto będzie chciał to ugra na tym biznes, a same miasta na pewno zadbają o to, aby wycisnąć z nawet momentami kwaśnej cytryny dość słodką lemoniadę.

    Muzeum Guggenheima w Bilbao

    Czy wizyta Dana Browna w Polsce wpłynie na sprzedaż?

    Na pewno da dużego kopniaka sprzedażowego. Dan Brown to nie tylko pisarz, to także literacki celebryta jak King, Rowling czy Archer, o którego ociera się Hollywood. Oznacza to, że jego spotkanie przyciągnie nie dziesiątki, a setki czytelników. Co więcej, wizyta rozkręci medialną machinę, o jakiej wielu pisarzy w Polsce może pomarzyć. Książka zwykle spychana do nocnego pasma, znajdzie się w primetime, telewizjach śniadaniowych i relacjach live na Facebooku. W tej sytuacji Dan Brown musiałby wydać 500 pustych stron, żeby taki szum nie wpłynął pozytywnie na sprzedaż.

  • Czekacie na nową książkę Dana Browna? Przeczytajcie fragment!

    Premiera już za rogiem, ale już dziś możecie przeczytać fragment najnowszej książki Dana Browna. I to całkiem spory, bo ma ponad dwadzieścia stron. Z dziennikarskiego obowiązku dodam tylko, że autor przyleci do Polski 24 października, a wyleci 26. Dan Brown spotka się z czytelnikami w Warszawie oraz w Krakowie. Do szczegółów jeszcze wrócę, ale na ten moment…miłej lektury! Kliknijcie w okładkę, otworzy się fragment książki 🙂 

     

  • Pilne! Robert Langdon nadchodzi, czyli Dan Brown w Polsce.

     

    W jednym z wywiadów powiedział, że zarówno on, jak i Dan Brown, kupują książki w tej samej księgarni. Jest tylko jedna różnica: Brown wierzy w to, co czyta. Gdy niecały rok przed śmiercią przyjechał do Polski, spytałem go o ten wywiad. Odpowiedział z rozbrajającą szczerością: cały czas podtrzymuję, że to ja wymyśliłem Dana Browna. To jest postać z mojego „Wahadła Foucaulta”. O kim mowa? O Umberto Eco, oczywiście. 

    Nie zmienia to faktu, że przyjazd twórcy Roberta Langdona to wiadomość, która powinna być rozpatrywana kategoriach czerwonego paska na dole ekranu w telewizjach informacyjnych. Nie przez przypadek news pojawia się dzisiaj, bo tak się składa, że Dan Brown właśnie świętuje swoje urodziny. Jest to więc kolejny symbol, a tych w jego książkach nie brakuje.  Najważniejsze jest to, że już jesienią polscy fani twórczości Browna będą mogli uścisnąć dłoń swojemu ulubionemu autorowi.

    O ewentualnej wizycie Dana Browna w Polsce rozmawiałem z właścicielką Wydawnictwa Sonia Draga w lutym. Co powiedziała? 

    Okazuje się, że przez te kilka miesięcy udało się dopiąć wszystkie szczegóły, i jeśli mielibyśmy wybierać największe wydarzenie literackie tego roku, to wizyta Dana Browna przykryje absolutnie wszystko i wszystkich. No chyba, że Adam Zagajewski dostanie Nobla.

    Dan Brown ma być gościem tegorocznego Festiwalu Conrada, który odbywa się w Krakowie. 

     

  • Dan Brown w Polsce? Być może jeszcze w tym roku! [wideo]

    Dana Browna przedstawiać nikomu nie trzeba. Zapewnie wiecie, że już jesienią będzie już można kupić jego najnowszą książkę „Pochodzenie”. Jak się okazuje, to może nie być jedyna dobra informacja dla fanów bestsellerowego pisarza. Okazuje się bowiem, że spore szanse na to, że autor, m.in. „Kodu Leonarda da Vinci” odwiedzi Polskę. Co więcej, może się to zdarzyć jeszcze w tym roku. Posłuchajcie zresztą sami.