Tag: Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie

  • Noblistka Wisława Szybmorska stała w kolejce po bilet – rozmowa z Grażyną Grabowską

    W trakcie krakowskich targów spotykaliśmy się od dziesięciu lat, czy to w halach, czy w Telewizji Targowej. Coś się jednak kończy, coś się zaczyna, bo Grażyna Grabowska przeszła na emeryturę – jak wspomina czas imprez książkowych? Czy powstanie trzecia hala? Czy pandemia mogła doprowadzić do bankructwa? Zapraszam na naszą rozmowę, w której wiele ciekawostek dotyczących organizacji targów.

    Adam Szaja: To nasza pierwsza rozmowa, gdy jest Pani na emeryturze. Jakie najmilsze wspomnienie będzie towarzyszyło z tych lat pracy?

    Grażyna Grabowska, była Prezes Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie®:

    Mam wiele wspomnień, ale te najbardziej wzruszające sięgają samych początków – i to nie tylko Targów Książki. Zabawne historie i anegdoty wiążą się także z innymi imprezami targowymi. Pamiętam czasy, gdy wynajmowaliśmy pomieszczenia od Klubu Sportowego „Wawel”, należącego do Wojska Polskiego przy ul. Rakowickiej. Organizowaliśmy też wydarzenia na terenach Klubu Sportowego „Wisła”. Bardzo miło wspominam współpracę z ówczesnym prezesem, Ludwikiem Miętta-Mikołajewiczem, z którym kontakt utrzymuję do dziś.

    Z halą wojska bywało różnie. Był taki moment, kiedy w dniu montażowym Targów Książki – po zmianach w dowództwie Wojska Polskiego – przyszedł generał i kazał nam natychmiast opuścić lokal. Oczywiście zrobił to w krótkich, żołnierskich słowach, mimo podpisanej umowy.

    Pamiętam, że kiedy postanowiliśmy zorganizować pierwsze Targi Książki w Krakowie, wiele osób ze środowiska wydawniczego i księgarskiego mówiło, że to się nie uda. Wcześniej podejmowano już dwie lub trzy próby zorganizowania takiej imprezy w Krakowie i nikomu się nie udało. Wtedy dosyć aktywnie działała krakowska sekcja Polskiej Izby Książki, więc skontaktowaliśmy się z jej przedstawicielami i zaprezentowaliśmy swoją koncepcję. Pamiętam, że niektórzy zakładali się, iż liczba wystawców nie przekroczy stu firm. Przekroczyła.

    Było chyba 140.

    120. Wiem, że były zakłady o skrzynkę whisky, ale nigdy nie zostały zrealizowane. Nie będę mówiła, kto miał ją przynieść.

    Może jak przeczyta, to przyniesie.

    Historii było wiele – także takich, które miały w sobie nutę smutku. Pamiętam na przykład moment, gdy redaktor „Znaku” wprowadzał na teren targów Czesława Miłosza. Musiał przeciskać się przez grupę młodzieży, która w ogóle nie rozpoznała noblisty i nie zwracała najmniejszej uwagi na to, że dwóch panów w średnim wieku próbuje się przedostać.

    Inne wspomnienie wiąże się z kolejną naszą noblistką – Wisławą Szymborską. Podczas targów przybiegł do nas podenerwowany pracownik ochrony, wołając: „Rany boskie, Wisława Szymborska stoi w kolejce po bilet!”. Było nam wtedy i wstyd, i przykro. Natychmiast ją wprowadziliśmy, choć i dla niej sytuacja okazała się lekko krępująca. A wszystko dlatego, że nie wysyłamy zaproszeń bezpośrednio do autorów – nie mamy ich prywatnych adresów. Informacje zawsze przekazujemy przez wydawców. Tym razem najwyraźniej wiadomość nie dotarła: może wydawca zapomniał, może nie zdążył. Efekt był taki, że pani Wisława stała w kolejce jak każdy inny uczestnik, zupełnie zaskoczona, że chcemy ją wprowadzić bez biletu.

    Byli jednak i tacy, którzy potrafili urządzić przy wejściu awanturę – domagając się wyjaśnienia, dlaczego nie otrzymali zaproszenia. Takie momenty zawsze pokazują, jak wielki – albo jak mały – potrafi być człowiek.

    Zostańmy na chwilę przy tych smutnych sytuacjach, ale zupełnie innego kalibru. Jak blisko było momentu, żeby pandemia zmiotła was z biznesowej planszy?

    EXPO Kraków było jednym z niewielu centrów targowych w Polsce, w których podczas pandemii uruchomiono szpital tymczasowy. Dzięki temu wszystkie podstawowe koszty utrzymania obiektu były zabezpieczone – szpital pokrywał rachunki za prąd, wywóz śmieci i inne opłaty. Nie jest tajemnicą, że sam budynek został wybudowany w oparciu o kredyt, ale mieliśmy go nadpłaconego, więc bank mógł spać spokojnie.

    Dodatkowo spełnialiśmy warunki niektórych tarcz pomocowych, co również poprawiło naszą sytuację. Trudno mi dziś dokładnie ocenić, jak blisko byliśmy poważnego kryzysu, ale z pewnością nie znajdowaliśmy się w dramatycznym położeniu. Najważniejsze było przetrwanie firmy i utrzymanie całego zespołu. W tym celu zdecydowaliśmy się obniżyć wynagrodzenia do trzech czwartych dotychczasowej wysokości.

    fot: Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie

    Wszyscy to zaakceptowali? 

    Tak, była nawet taka sytuacja, że po tym, jak wróciliśmy już do wypłacania pełnych pensji, jedna z naszych wieloletnich pracownic powiedziała, że widzi, iż wciąż jest trudno, i może pozostać na trzech czwartych wynagrodzenia. To pokazuje, jak bardzo związani z firmą są nasi ludzie. Mamy to szczęście, że wiele osób pracuje z nami od lat, a niektórzy – od pierwszego dnia istnienia firmy.

    Kiedy w 1996 roku zakładaliśmy Targi w Krakowie, pierwsza ekipa liczyła trzynaście osób. Co ciekawe, dokumenty podpisywaliśmy 13 lutego, więc trzynastka stała się dla nas szczęśliwą liczbą. Z tamtej grupy, jeśli dobrze liczę, około połowa wciąż z nami pracuje – to ogromna wartość dla firmy.

    Przeszliśmy długą drogę: od organizacji działającej niemal jak rodzina (choć oczywiście bez więzów krwi), do znacznie większego organizmu, który rządzi się już trochę innymi prawami. Notabene Piotr Dobrołęcki uświadomił mi kiedyś, że jestem najdłużej urzędującym prezesem targów książki i targów w Polsce w ogóle.

    Będzie Pani mogła bez tego żyć, czy jednak jest szansa na jedną ósmą etatu?

    Były takie propozycje i niektórzy bardzo nalegali. Ale to byłaby absolutnie chora sytuacja. Przecież nie można być prezesem na ćwierć etatu, a były szef na jakiejkolwiek innej funkcji w firmie? To byłoby wysoce niekomfortowe dla wszystkich, dla mnie również.

    To jaki jest plan na ciąg dalszy?

    Po pierwsze, mam lekko zaniedbane sprawy rodzinne. Moja dalsza rodzina jest bardzo liczna, utrzymuję z nią kontakty, ale przez całe lata nie mieliśmy okazji się spotkać. We wrześniu organizuję zjazd rodzinny – już mam zgromadzonych pięćdziesięciu uczestników. Do tego pies, ogród, mnóstwo planów wycieczkowych i całe stosy książek czekających na przeczytanie. Jak większość ludzi odkładałam pewne rzeczy „na emeryturę” – i teraz wreszcie będę mogła się nimi zająć.

    Mam złą wiadomość.

    Wiem.

    Filip Łobodziński uświadomił mi kiedyś, i wdrukowało mi się to w mózg, że nie przeczytamy w życiu wszystkich książek, które mamy do przeczytania.

    Wszystkich pewnie nie, ale podejmę wyzwanie – choć wiadomo, że z czasem umysł może być coraz słabszy, a książki stojące na tak zwanych „mądrych półkach” zapewne jeszcze trochę poczekają. Mam duży ogród i mały ogród, tysiąc pięćset planów oraz hobby, które pochłania mnóstwo czasu, na szczęście nie aż tak dużo pieniędzy. Słowem – naprawdę mam co robić.

    To może jeszcze ten zjazd rodzinny się powiększy, skoro będzie miała Pani jeszcze teraz więcej czasu, żeby pogrzebać w drzewie genealogicznym, co jest właśnie Pani hobby.

    Nie zajmuję się już własnym drzewem genealogicznym – ono jest właściwie kompletne, dopisuję tylko kolejne osoby, gdy ktoś się urodzi. Teraz badam drzewa genealogiczne innych osób. To naprawdę bardzo fajne hobby, które szczerze polecam, bo nie da się go uprawiać poważnie w oderwaniu od historii, kultury, tradycji danego regionu, a czasem nawet konkretnego miasta czy wsi. Trzeba wiedzieć, co się wówczas działo w Polsce, w danej parafii, jak wyglądało życie codzienne. To bardzo poszerza wiedzę. Podam przykład. Kiedy ktoś mówi mi, że jest „z dziada pradziada Polakiem i katolikiem”, zawsze proszę, by podał nazwisko żeńskiej linii z XIX wieku. Wtedy często okazuje się, że w tle był prawdziwy konglomerat wierzeń, narodów i kultur. I to jest w tym wszystkim najbardziej interesujące.

    Wrócę na chwilę do czasów nie aż tak zamierzchłych. Pamiętam doskonale tę konferencję prasową, na której były burzone ściany szpitala. Czy gdyby nie pandemia, to trzecia hala by już stała? 

    Tak. Jak wspomniałam, mieliśmy już nadpłacony kredyt i zgromadzone środki, by realnie myśleć o rozbudowie. Targom Książki przydałaby się trzecia hala Targom Stomatologicznym również, i to koniecznie. Dodatkowa przestrzeń pozwoliłaby nam na inną organizację pracy: wydarzenia o tematyce przemysłowej mogłyby odbywać się równolegle, w sąsiednich halach, przyciągając tę samą grupę zwiedzających. Otworzyłoby to także możliwości dla większej liczby wydarzeń organizowanych przez firmy zewnętrzne. Wiadomo przecież, że w branży eventowej największe zainteresowanie przypada na wiosnę i jesień. Gdyby tylko w roku były trzy październiki i trzy maje – to byłoby idealnie.

    A ta hala powstanie?

    Tak.

    To jest kwestia dwóch lat, pięciu, dziesięciu?

    Nie jestem w stanie podać dokładnej daty realizacji, ale dokumentacja jest już gotowa, a projekt architektoniczny trzeciej hali opracowany. Nowa hala będzie połączona z dwoma istniejącymi na takiej samej zasadzie może funkcjonować niezależnie lub w połączeniu z pozostałymi. Dzięki temu będzie można montować wydarzenie w jednej hali, podczas gdy w drugiej będzie trwało inne wydarzenie, a w trzeciej coś będzie demontowane tak, aby hale pracowały cały czas.

    Oczywiście, podobnie jak w hotelu, nie da się mieć stuprocentowego obłożenia musi być czas na renowacje i poprawki. W najbliższym czasie w EXPO Kraków planujemy także wymianę oświetlenia na energooszczędne, ledowe. Całe szczęście, że są wakacje, bo wtedy zdecydowanie mniej się dzieje.

    Jeśli chodzi o frekwencję i biznes – czy targi książki są na pierwszym miejscu czy na drugim?

    Nie są na pierwszym, ale są blisko czołówki.

    A na pierwszym są dentyści? To jednak jest różnica biznesowa.

    Tak i potem długo, długo nic.

    Co Pani sobie myśli albo myślała, kiedy mówiono, że korki, że za ciasno, że za duszno? Mówimy cały czas o targach książki.

    Myślę, że ludzie już tak mają, że potrzebuje trochę czasu, by przyswoić pewne rzeczy. Kiedy Targi Książki odbywały się jeszcze w lokalu przy ulicy Zapolskiej, dopiero jakieś trzy lata później media zaczęły pisać, że „smok połknął Syrenkę” czyli że Targi Książki w Krakowie przerosły te w Warszawie. Trochę to trwało, zanim to dostrzeżono. Może też dlatego, że nie krzyczeliśmy o tym zbyt głośnow końcu to nie był żaden wyścig, kto będzie miał więcej autorów, wystawców czy zwiedzających. To nie igrzyska sportowe.

    Podobnie jest z codziennością trochę czasu zajmuje zauważenie, że ulica Galicyjska jest już przejezdna w obie strony, że powstały wokół sklepy z parkingami, że kursuje tam autobus, a spacer od przystanku tramwajowego czy innego autobusu dla osoby zdrowej nie stanowi większego problemu. Myślę, że bardzo lubimy narzekać. Może narzekanie sprawia, że czujemy się lepsi?

    Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie, fot: materiały prasowe

    Jak układała się pani współpraca z miastem i z Targami w Warszawie – najpierw z Muratorem, teraz z Fundacją Historia i Kultura? Czy wy się traktowaliście trochę jak konkurencję?

    Powstało kiedyś określenie, które można nazwać oksymoronem „przyjaciele z konkurencji”. Ta współpraca sięga jeszcze czasów Ars Polony, kiedy to wymienialiśmy się stoiskami. My mieliśmy swoje stoisko w Pałacu Kultury, a Ars Polona – swoje u nas na Targach Książki. Nigdy nie dążyliśmy do konfrontacji.

    Najlepszym dowodem na to jest termin naszych targów, które odbywają się pod koniec października, czyli pół roku po targach majowych. W dzisiejszych czasach trudno mówić o współpracy, bo nie bardzo wiadomo, na czym miałaby ona polegać – to zupełnie niezależne podmioty gospodarcze.

    Wymiana stoisk przestała być potrzebna, ponieważ teraz można łatwiej i szybciej kontaktować się z wydawcami bez konieczności korzystania z cudzych targów.

    A współpraca z miastem?

    Jesteśmy firmą w stu procentach prywatną ani miasto, ani Skarb Państwa nie mają u nas żadnych udziałów. Cieszymy się z tej niezależności. Prezydent miasta zawsze przychodzi, otwiera Targi Książki i wita przybyłych gości. Na innych targach nie organizujemy takich oficjalnych otwarć, bo po prostu nie ma takiej potrzeby. Na początku działalności targowej w Polsce, czyli na początku lat 90., było to bardzo ważne i zauważalne zarówno przez wystawców z różnych branż, jak i gości że targom patronują takie osoby jak prezydent, marszałek czy wojewoda. Dawało to poczucie, że to firma poważna, sprawdzona, za którą stoi ktoś odpowiedzialny. Jednak już od dawna ten fakt nie ma takiego znaczenia. Mimo to zawsze staramy się mieć patronat prezydenta miasta. Natomiast o patronaty władz ogólnopolskich raczej nie zabiegaliśmy.

    Co się Pani przez te lata nie udało?

    Co się nie udało… Nie udało się złapać prezesa PIK. Na początku, w latach 90., po pierwszym dniu targów był wieczór dla wystawców z dyskoteką. Najpierw w Piwnicy pod Baranami, a później w coraz większych lokalach. Pamiętam, że ówczesny prezes Polskiej Izby Książki, Grzegorz Boguta, obchodził zazwyczaj urodziny wtedy, kiedy były Targi Książki. Wjeżdżał tort i panowie go podrzucali… raz go nie złapali. Na szczęście nic mu się nie stało, nie podrzucali go wysoko.

    Nie udała się też jedna impreza dla wystawców, tzn. nam się wydawało, że się nie udała, bo przyszło zaledwie kilka osób. Natomiast mity i legendy o tej imprezie żyły długo to była tzw. impreza na basenie. Naprawdę odbywała się na basenie, tace pływały na kołach ratunkowych…  ale opowieści o tej imprezie lata całe krążyły. Jaka była super impreza. Każdy żałuje, że go wtedy nie było…

    Chcę jeszcze Panią spytać, bo czytelników i czytelniczki zawsze interesuje to, co w kuchni… Jak wyglądają relacje z wydawczyniami i z wydawcami? Czy są kłótnie? Pamiętam była taka sytuacja po pandemii, gdy były przetasowania, jeśli chodzi o umieszczenie na hali jednej bądź drugiej, ale generalnie wiadomo, że jeśli ktoś miał stoisko w zeszłym roku w tym miejscu, to będzie miał też w kolejnym.

    Od zawsze trzymamy się niepisanej zasady, że wystawca obecny od pierwszego roku na targach ma prawo do swojego stałego miejsca. Problem pojawia się, gdy zarówno on, jak i sąsiedzi chcą powiększyć stoiska wtedy konieczne są przesunięcia i zmiany. Ktoś, kto wycofa się na kilka lat, traci prawo do swojego miejsca, bo zajmuje je ktoś inny.

    Zawsze staramy się tak organizować przestrzeń, aby nie było lepszych czy gorszych miejsc nie mamy pięter, antresoli ani zakamarków. Wydawcy mają różne preferencje jeden nie chciał być blisko wejścia, inny marzył o stoisku koło toalety, bo tam jest duży ruch. Bywa też, że ktoś się obrazi, gdy nie dostanie upragnionego miejsca.

    Wszystkich traktujemy równo nie pozwalamy, by nowy klient zajmował lepsze miejsce kosztem stałych wystawców. U nas najlepsze miejsca przysługują tym, którzy są z nami od początku.

    Jak to wygląda technicznie? Kończą się targi 2024, i co dalej? Od następnego dnia już jest praca przy targach 2025?

    Następnego dnia po targach następuje sprzątanie i chwila odpoczynku, ale wystawcy często już podczas wydarzenia zgłaszają chęć rezerwacji tego samego miejsca na kolejny rok, a jeśli to możliwe większego stoiska. Skrupulatnie notujemy ich potrzeby, bo sytuacja się zmienia niektóre firmy kończą działalność lub zmieniają strategię marketingową, więc możemy zaoferować większą powierzchnię tym, którzy jej potrzebują.

    Prace nad kolejną edycją ruszają szybko. Najpierw opracowujemy koncepcję i wybieramy hasło przewodnie, które determinuje graficzny layout targów. Publikujemy go zwykle wiosną, około maja, gdy rynek żyje jeszcze targami majowymi. Targi Książki mają tą przewagę, że sprzedaż i rezerwacje stoisk odbywają się bardzo szybko i równie szybko zaczyna brakować powierzchni.

    Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie, materiały prasowe

    Jest coś takiego, jak lista rezerwowa? 

    Tak. 

    Ile zazwyczaj jest wydawnictw na tej liście?

    Lista rezerwowa plus lista wydawców chcących powiększyć swoje stoisko jest tak długa, że właściwie ta trzecia hala byłaby zagospodarowana w pełni w ciągu dwóch lat. A na pewno nie świeciłaby pustkami, bo moglibyśmy jeszcze bardziej poszerzyć korytarze, czy zrobić więcej stref wypoczynkowych, kawiarenek.

    Zdarzyło się, że ktoś z listy rezerwowej wskoczył?

    Zdarzają się takie sytuacje. Jeśli w małej firmie zdarzy się jakiś wypadek, choroba, czasami brakuje ludzi, żeby oddelegować na targi. Jeśli jednak taka sytuacja ma miejsce przed targami, to stoisko musi pozostać już puste.

    Dlaczego w pewnym momencie zrezygnowaliście z instytucji gościa honorowego?

    Zrezygnowaliśmy z instytucji gościa honorowego, ponieważ nie cieszyła się dużym zainteresowaniem zwiedzających. Bariera językowa i brak atrakcyjnego programu powodowały, że przestrzeń, którą dla nich przygotowywaliśmy, często świeciła pustkami. Zamiast tego postawiliśmy na promocję polskich regionów – na przykład Śląsk zaprezentował się pięknie, a Kaszubi zaśpiewali swój hymn, co było naprawdę wzruszające. Niestety wiele regionów nie ma środków na takie wystąpienia.

    Wobec tego śladem, chyba Göteborgu, zamiast gościa honorowego mamy motto, cytat, który ogrywamy graficznie, marketingowo i merytorycznie. Tegoroczne hasło to słowa Reymonta: „Nie jestem maszyną, jestem człowiekiem”. Choć dziś często kojarzymy je ze sztuczną inteligencją, ma ono znacznie szersze znaczenie – przypomina, że nie działamy mechanicznie, lecz kierują nami emocje i myślenie.

    Podobnie jak zeszłoroczne hasło: „Ściągnijcie maski, zwykłymi stańcie się ludźmi.”

    Czasami o naszym zachowaniu decyduje funkcja, jaką pełnimy, zawód, jaki wykonujemy. Ale gdzieś tam jesteśmy jeszcze my.

    Przyszłość targów książki, według Pani? Czy będzie tak jak we Frankfurcie, że wydawcy robią jeszcze piękniejsze, piętrowe stoiska? Gdzie jest jeszcze pole do jakichś zmian, i w którą stronę te zmiany pójdą?

    Zmiany na naszych targach idą w parze z tymi na świecie. Stoiska stają się bardziej efektowne, ale rynek czytelniczy się zmienia – boom na literaturę Young Adult powoli mija, bo czytelniczki dorastają i wybierają inne gatunki. Kiedyś dominowało fantasy. Co będzie następne? Nikt nie wie – może kryminały, literatura faktu, romanse albo coś nowego.

    Wierzę jednak, że ludzie zawsze będą czytać, niezależnie od formatu – papier czy e-book. Martwi mnie za to łatwość tworzenia fałszywych informacji dzięki sztucznej inteligencji: fałszywe zdjęcia, filmy, manipulacje. To poważne wyzwanie. Sztuczna inteligencja to narzędzie – tak jak nóż może kroić chleb, ale też ranić. Mam nadzieję, że będzie używana w dobrym celu, choć już widzę, że tak nie zawsze się dzieje.

    Czy w październiku przyjdzie Pani na targi? 

    Oczywiście. Przyjdę. Mam nadzieję, że już z takim dużym spokojem. W końcu będzie czas kupić książkę. I nie będę patrzyła na targi takim gospodarczym okiem.

    Myślę, że to jest niemożliwe. Bo to jest tak samo, jak inaczej się czyta książki, kiedy się w nich pracuje, i jak ktoś się zajmuje filmem, to też inaczej ogląda filmy.

    Studiowałam teatrologię i filmoznawstwo, dlatego nie potrafię teraz spokojnie oglądać spektaklu — od razu analizuję, a czasem wręcz się czepiam, co mi przeszkadza. Teraz jednak będę miała czas, żeby usiąść w EXPO Kraków z różnymi przyjaciółmi, których poznałam dzięki targom. Przyjaźnimy się od lat, nawet gdy już przestali pracować w wydawnictwach wiadomo, że nastąpiła zmiana pokoleń.

    Prywatne wydawnictwa powstały na początku lat 90., czyli ponad trzydzieści lat temu, zakładali je ludzie, którzy tak jak ja przechodzą już na emeryturę. Będę miała więc okazję spokojnie się z nimi spotkać, usiąść na rozmowie z autorem i po prostu posłuchać, a nie tylko zapowiedzieć targi i pędzić dalej.

    Będzie Pani tego brakowało? Czy jest zmęczenie materiału?

    Myślę, że jest zmęczenie materiału. Na pewno będzie mi brakowało pewnego rodzaju emocji, ludzi, spotkań. I to jest, normalna kolej rzeczy. A jak bardzo i kiedy to się zacznie, nie mam pojęcia. Po raz pierwszy przechodzę na emeryturę, więc nie wiem, jak to będzie.

    Moja mama powiedziała, że po przejściu na emeryturę teraz w ogóle nie ma na nic czasu.

    Nie znam nikogo, kto żałuje, że przeszedł na emeryturę. Znam za to wielu, którzy żałują, że zrobili to tak późno choć mogli wcześniej.

    Zdarzały się takie sytuacje, że zamykała się Pani tutaj w pokoju i z jakiegoś względu płakała z powodu pracy, z powodu targów?

    Nie mam oczu w mokrym miejscu. Nie przypominam sobie, żebym płakała z powodów zawodowych.

    Zrobiła sobie Pani już tak na koniec rachunek sumienia, w jakim momencie Pani zostawia EXPO Kraków?

    To nie ładnie brzmi… zostawiam.

    Oddaje Pani…

    Niczego nie zostawiam ani nie oddaję, cała reszta zarządu się nie zmienia. Pracownicy, którzy organizują targi, się nie zmieniają. Układ własnościowy się nie zmienia. Najnormalniej w świecie odchodzę na emeryturę. Nie ma żadnej rewolucji z tego powodu w firmie. W ubiegłym roku podupadłam na zdrowiu, dużo chorowałam. Byłam na zwolnieniu lekarskim prawie trzy miesiące. I nic złego się w firmie nie stało w tym czasie. To nie jest tak, że cała firma się opiera na jednej osobie, nawet jeżeli jest to prezes. Mamy zarząd wieloosobowy, uzupełniamy się w każdym momencie.

    Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie, materiały prasowe

    Były smutne momenty, kiedy ktoś odchodził dość niespodziewanie. Np. nagle nas zaskakiwała decyzja starego, dobrego pracownika, że musi zmienić pracę, bo nie wytrzymuje napięcia. To zawsze jest żal. Po czym się okazywało, że przychodzi ktoś nowy i daje radę znakomicie. Targi Książki mają teraz czwartego komisarza: zaczynała Joanna Sułek, potem była Katarzyna Popieluch-Kmiecik, potem była Zuzanna Oettingen, teraz jest Małgorzata Downar. Targi się rozwijają. Powiedziałabym nawet, że po pandemii dostały przyspieszenia.

    Czy zmierzamy do takiej puenty, że nie ma ludzi niezastąpionych?

    To jest tak zwana oczywista oczywistość. 

    Dziękuję bardzo za rozmowę.

  • „Bilety czasowe to opcja rezerwowa”. Rozmowa z Grażyną Grabowską, prezes Targów w Krakowie

    Wszystko rozpocznie się 14 października, a zakończy cztery dni później. Oczywiście to plany na końcówkę czerwca, bo nikt nie wie, jak będzie wyglądała jesienią sytuacja epidemiologiczna. Na razie pewne jest tylko to, że padają ostatnie ściany Szpitala Tymczasowego na terenie Expo w Krakowie. Jak wyglądają przygotowania do targów? Jakie są scenariusze? Czy istnieje niebezpieczeństwo, że targi się nie odbędą? O tym wszystkim rozmawiam z Grażyną Grabowską, prezes Targów w Krakowie.

  • Oficjalnie: Międzynarodowe Targi Książki Krakowie odwołane. Oświadczenie organizatora

    W tym roku, po raz pierwszy w historii wydarzenia, Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie się nie odbędą. Była to trudna decyzja, tym bardziej, że od 1997 roku ostatni weekend października w Krakowie zawsze przebiegał pod znakiem literatury. Jest nam bardzo przykro, że czytelnicy nie będą mogli spotkać się z pisarzami, których tak licznie na swoje stoiska zapraszali wydawcy, a na literackiej mapie spotkań nagle zabraknie miejsca, które łączyło wszystkich „ludzi książki” – pisarzy, księgarzy, tłumaczy, ilustratorów, bibliotekarzy, edytorów…

    Rosnąca fala zachorowań, lęk przed chorobą czy tylko potencjalną prewencyjną kwarantanną spowodował rezygnację wielu wydawców i autorów z udziału w targach. Mimo iż od lipca w kraju, w Krakowie i w EXPO Kraków z powodzeniem odbywają się imprezy targowe w nowym reżimie sanitarnym, lęk przed wirusem zwyciężył. Wzrastająca liczba zachorowań w Małopolsce, ilość „żółtych” i „czerwonych” miejsc na mapie Polski również budzi u wielu osób niepokój. Z pewnością obecna sytuacja nie pozwoliłaby na organizację Targów w takim kształcie, jaki wszyscy znamy ani na realizację wszystkich pomysłów, zaplanowanych na ten rok.

    Z dużym żalem musieliśmy podjąć taką decyzję, wiedząc, że rozczarujemy wielu fanów książek, którzy niecierpliwie czekali na możliwość kupienia biletu wstępu. Przepraszamy za to rozczarowanie. Postaramy się, aby niektóre planowane podczas tarów wydarzenia, debaty czy spotkania odbyły się wirtualnie, w tym m.in. przyznanie Nagrody w Konkursie im. Jana Długosza. Przede wszystkim jednak chcemy wrócić za rok – z rozmachem i z nowymi pomysłami.

  • Wejścia w turach, mierzenie temperatury – jak będą wyglądały tegoroczne targi w Krakowie?

    Lato dla zespołu Targów w Krakowie to zawsze okres intensywnych przygotowań do jesiennych Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie. Nie inaczej jest tym razem. Chęć powrotu do normalności i moc energii do działania zaowocowały powstaniem nowej koncepcji Targów – wyjątkowej, nietypowej, mówiąc krótko: edycji specjalnej. Co to oznacza i czego można się spodziewać w dniach 22-25 października 2020 r. w EXPO Kraków?

    Wejście specjalne

    Mając na uwadze obowiązujące na ten moment ograniczenia liczby osób w przestrzeni targowej, liczba Zwiedzających musi być kontrolowana. Uczestnicy będą wchodzić na teren Targów w turach, na które będą sprzedawane bilety. Taki system wejść umożliwi wcześniejsze rozłożenie liczby przybywających osób na określone godziny. Wydłużenie godzin otwarcia 24.MTKwK sprawi, że do dyspozycji Zwiedzających będą trzy różne godziny wejścia: 9.00, 12.00 oraz 15.00. Aby zapobiec nadmiernemu kontaktowi, wejściówki mają być dostępne do zakupu jedynie online i tylko przy obowiązkowej rejestracji każdego biorącego udział w Targach. Wszyscy będą musieli zarejestrować swój udział w targach oraz wypełnić ankietę epidemiologiczną.

    Bilety będą sprzedawane na każdą z tur, to jest na konkretną godzinę w danym dniu Tragów. Ich całościowa pula będzie określona na podstawie oficjalnych wytycznych rządu. Dla miłośników Targów Książki mamy dobrą wiadomość: aby spędzić cały dzień na Targach, będzie można kupić bilet na kilka tur. Koszt jednej z nich wynosi 5 zł dla wszystkich Uczestników. W tym roku nie będzie możliwości skorzystania z bezpłatnego wstępu na Targi lub uzyskania zniżki. Dotyczy to nie tylko najmłodszych czy seniorów, lecz także wszystkich uprawnionych do zwyczajowych ulg, które w normalnych warunkach byłyby akceptowane. Dzięki takiemu systemowi wejścia oraz wyjścia możliwe będzie dokładne monitorowanie, ile osób przebywa w danym momencie w budynku oraz kim są nasi goście.

    Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie, fot: materiały prasowe

    Specjalnie dla Autora

    Spotkania z autorami oraz podpisywanie książek na stoiskach nie będą w tym roku możliwe. Zostaną one jednak zastąpione nowym, komfortowym rozwiązaniem. Powstanie Strefa Autora, czyli specjalnie wydzielone miejsce w hali, w którym każdy Wystawca może zarezerwować czas dla swojego pisarza. To właśnie tam czytelnicy będą mogli zdobyć autograf swojego ulubionego twórcy, a także kupić jego dzieła. Będzie to możliwe dzięki małym punktom sprzedaży umieszczonym przy wejściu do Strefy, w których Wystawcy będą mogli sprzedawać książki zaproszonego gościa. Wszystko to z zachowaniem odpowiednich odległości oraz dodatkowych środków ostrożności: pisarz otrzyma własne stanowisko chronione osłoną z Plexi, a kolejka zwiedzających będzie regulowana przez ochronę, czuwającą nad przestrzeganiem wymogów sanitarnych. Po zakończeniu każdego spotkania stanowisko autorskie oraz punkty sprzedaży będą dezynfekowane i przygotowywane na kolejnych Uczestników. Nowa forma targowych spotkań to sposób na zorganizowanie dla czytelników oraz pisarzy bezpiecznej i wygodnej przestrzeni. Dzięki temu Zwiedzający będą mogli poczuć się pewnie i skorzystać z okazji do spotkania Autora na żywo.

    Specjalne zabezpieczenie

    Uczestnicy muszą przygotować się na zmiany w dotychczasowym sposobie funkcjonowania wydarzenia. Zapewnienie odpowiednich warunków podczas jego trwania jest nie tylko obowiązkiem, lecz także priorytetem dla Organizatora. Wypracowana na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy strategia bezpiecznych targów zakłada przede wszystkim dostosowanie obiektu do obostrzeń sanitarnych. Bezdotykowe mierzenie temperatury to istotny element wprowadzanych działań prewencyjnych, dlatego EXPO Kraków jest wyposażone w bramki ze specjalnymi czytnikami, które sprawdzają temperaturę osób wchodzących na teren Targów. Dodatkowe zabezpieczenie w postaci poszerzenia korytarzy zapewnia zwiększone odległości między stoiskami. Umożliwi to swobodne przemieszczanie się Zwiedzających przy zachowaniu odpowiedniego dystansu. Elementy często dotykane, czyli poręcze, klamki, a także elementy stoisk będą poddawane dokładnej i częstej dezynfekcji. Podajniki z płynem dezynfekującym będą dostępne w kilkunastu punktach wewnątrz budynku do dyspozycji każdego Uczestnika w trakcie trwania Wydarzenia.

    Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie, materiały prasowe

    Wszyscy Wystawcy zostaną wyposażeni w dodatkowe pakiety sanitarne, w których skład wejdą: komplet rękawiczek, maseczek oraz płynów dezynfekujących. Przy tak wyposażonych stoiskach znajdą się również specjalne kosze na maseczki i rękawiczki, a także zabezpieczenie osłoną z Plexi nad kasę.

    Oprócz dostosowania samego obiektu oraz stoisk do wymogów sanitarnych Organizator przygotowuje także i Uczestników do zachowania ostrożności. Będą obowiązywać środki ochrony osobistej, takie jak maseczki oraz rękawiczki, a ci, którzy zapomną przynieść je ze sobą, będą mieli możliwość zakupu niezbędnych elementów ochronnych w strefie wejścia.

    Po przymusowej kwarantannie i zamrożeniu wielu przejawów działalności, życie w kraju wraca do normy, oczywiście z uwzględnieniem wszelkich zalecanych środków ostrożności. Spotkania on-line są znakomitym sposobem na czas kwarantanny, ale nie zastąpią prawdziwych spotkań z ludźmi, nie stworzą niepowtarzalnej atmosfery czytelniczego święta. Nadchodzące Targi stanowią szansę na nadrobienie straconych spotkań literackich w odpowiednio przygotowanym do tego miejscu. Nadzwyczajna dbałość o zabezpieczenia sanitarne, nietuzinkowy system wejścia oraz wyjścia, a także wyjątkowe Strefy Autorów – oto jedyna taka, specjalna edycja 24. Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie.

    Wprowadzane zmiany w tegorocznym sposobie funkcjonowania Targów to rozwiązania stworzone w oparciu o rządowe regulacje odnośnie do organizacji imprez targowych. Zaprezentowany system bezpieczeństwa oraz formy przeprowadzania spotkań zostały opracowane na podstawie obecnie obowiązujących przepisów, lecz będą korygowane stosownie do wszelkich zmian i nowych zapisów.

    Więcej szczegółów na temat Wydarzenia można znaleźć: https://ksiazka.krakow.pl/pl/ .

    Informacje na temat procedur związanych z funkcjonowaniem EXPO Kraków dostępne jest na stroniehttps://targi.krakow.pl/public/files/bezpieczne-targi-dokument.pdf .

    źródło: informacja prasowa Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie

  • Targi w koronie, czyli bądźmy mądrzy przed szkodą

    Byłem naiwny. Być może Państwo też, ale mogę się wypowiadać tylko w swoim imieniu. Kiedy? W marcu, kwietniu, maju – wtedy byłem, w czerwcu trochę mniej, w lipcu prawie wcale. U progu sierpnia stwierdzam, że naiwniakiem już nie jestem. Kim jestem teraz? Chyba realistą. W jakim temacie? Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie, które mają się odbyć, jak to one, w październiku.

    W marcu naprawdę targi były bardzo odległą perspektywą. Mówiłem wszystkim, że spokojnie, gdzie tam jesień, życie wróci do normy, trzeba się szykować na szereg imprez, które czekają nas od września do grudnia. Jak to ładnie powiedział ktoś z branży – wiosną suchary, jesienią kawior, tyle będzie roboty. Czy aby na pewno? Żeby była jasność, jestem pewnie jednym z ostatnich blogerów, którzy mogą narzekać. Na smaku odbyło się ponad 60 Kryzysowych Spotkań Autorskich, razem z Kubą Ćwiekiem zorganizowaliśmy Viralowe Targi Książki, wydawcy łaskawszym okiem zerkają na to co robię, mam na chleb, na coś do chleba też. Jednak jak doskonale wiecie, branża eventowa leży i kwiczy. Jesień była ratunkiem po chudej wiośnie, ale być może zamiast pas poluzować, będzie go trzeba zacisnąć jeszcze bardziej. Ministerstwo Zdrowia poinformowało dziś o nowych 615 zakażeniach koronawirusem. Od wczoraj. Tradycyjnie już najwięcej zakażeń odnotowano w województwie śląskim, ale dzielnie goni nas Małopolska. Na podium załapało się też Mazowsze. Czy już powinniśmy bić na alarm? Sądzę, że tak. Czy Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie powinny się w tym roku odbyć? Sądzę, że nie.

    Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie, materiały prasowe

    Możecie powiedzieć, że Szaja oszalał, ale przecież większość ekspertów sądzi, że jesienią liczba zakażonych będzie rosła. Skoro dziś jest 615, to ile będzie za miesiąc, a ile za dwa? Oczywiście, nie wiemy, ale umówmy się, że szczepionka to temat najwcześniej na wiosnę. Czy wcześniej? Chyba nikt takich informacji nie podaje, prócz Madonny. Żeby dowiedzieć się więcej, podzwoniłem tu i tam, czyli do wydawców, z niektórymi rozmawiałem przy kawie. I co? Kilka naprawdę dużych wydawnictw poważnie rozważa odpuszczenie sobie krakowskiej imprezy, kolejni zapowiadają, że nawet jeśli pojadą, to na pewno nie będą narażać swoich autorów, a jeszcze inni czekają na rozwój sytuacji, pewnie jeszcze z miesiąc. Organizatorzy robią co mogą, żeby jednak zachęcić wydawców, autorów oraz czytelników do odwiedzenia imprezy. Najnowszym pomysłem jest wprowadzenie Strefy Autora, czyli specjalnie wydzielonego miejsca na terenie hali, w którym czytelnicy będą mogli zdobyć autograf pisarki lub pisarza. Reporterka Ewa Winnicka uważa, że to rozwiązanie może się sprawdzić. „Na razie wygląda na to, że autor, jeśli będzie wchodził osobnym wejściem do swojej strefy, to przetrwa. Ale co z czytelnikami? Jak będzie regulowana przepustowość? Gdzie będą czekać czytelnicy? Jak będzie chronione ich zdrowie? Być może trzeba ograniczyć liczbę osób w hali i sprzedawać bilety na godziny i kilka razy dziennie odkażać salę? Czy na temat tych rozwiązań wypowiedział się ekspert? Czekamy”. Co ciekawe, o możliwości wprowadzenia biletów czasowych wspominała w trakcie czerwcowej rozmowy na żywo na facebookowym profilu smaku także Grażyna Grabowska, prezes Targów w Krakowie. W podobnym tonie jak Ewa Winnicka wypowiada się pisarz kryminałów,  Robert Małecki. „Mam wrażenie, że w przypadku sukcesu frekwencyjnego na targach proponowane działanie nie rozwiąże kluczowych problemów. Obawiam się tłumów przed wejściem do sal, w których autorzy będą podpisywali powieści, trudno będzie tam zagwarantować dystans. O tym organizatorzy milczą. Szkoda. Żeby wziąć udział w takiej imprezie wszyscy musimy mieć pełnię wiedzy. Bezpieczeństwo nade wszystko”. Pełny komunikat organizatorów o Strefie Autora znajdziecie tutaj

    Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie, fot: smakksiazki.pl

    Oczywiście – można ograniczyć liczbę ludzi, ale jeśli do tego dodamy ograniczoną liczbę autorów, a może i wydawców, to czy takie targi mają sens? Warszawskie Targi Książki się nie odbyły – tak, wtedy sytuacja była ciut inna, bo nikt nie wiedział, jak się sprawy potoczą, poza tym od marca żyliśmy w zamknięciu. Wiecie, ile było zakażeń w dniu, kiedy warszawska impreza miała wystartować? 404. Dziś 615. W październiku? Nie wiemy, ale bądźmy chociaż raz mądrzy przed szkodą, bo, pełna zgoda, spotkania w sieci są tylko protezą realnych targów, to chyba jednak lepsza proteza niż amputacja drugiej nogi?

    Adam Szaja

  • (R)ewolucja

    Bez dwóch zdań, dopadła nas nowa rzeczywistość. Na tyle nowa, że potrzebuje rozwiązań, których albo nie było, albo były stosowane incydentalnie. Co chodzi mi po głowie? Płatne spotkania autorskie. Teraz część z Was zamyka przeglądarkę myśląc, że ten Szaja to jest jednak nienormalny, ale może jeszcze ktoś został, więc na wszelki wypadek dopiszę do końca. Ile mają kosztować? Kto ma płacić? Dlaczego zyskają wszyscy?

    Oczywiście,  polski rynek książki widział już płatne spotkania autorskie. Jeśli się nie mylę, to za uczestnictwo w nich kazał sobie płacić Wojciech Cejrowski oraz Jarosław Sokołowski – znany szerzej jako świadek koronny „Masa”. Wysupłać pieniądze trzeba też było kilka miesięcy temu, gdy w warszawskiej siedzibie Agory odbyło się spotkanie z Olgą Tokarczuk. To było kiedyś, teraz jest jednak teraz. Tak naprawdę, to nikt nie wie, ile to teraz potrwa. Na potrzeby dyskusji przyjmijmy, że do końca roku będzie można organizować spotkania autorskie, ale maksymalnie będzie mogło w nich uczestniczyć, dajmy na to, 50 osób. Wiadomo, są pisarki i pisarze, którzy o takiej frekwencji marzą, ale są i tacy, dla których będzie to tylko ułamek frekwencji z czasów przedpandemicznych. Sądzę, że najłatwiej poruszać się na konkretnych przykładach, weźmy więc Remigiusza Mroza.

    Remigiusz Mróz, fot: smakksiazki.pl

    Na każdych targach kilkaset osób czeka grzecznie w kolejce po podpis, zdjęcie, chwilę rozmowy. Żeby sprawę umiejscowić, załóżmy, że jesienią jednak odbędą się Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie, a wyżej wspomniany pisarz się na nich pojawi. Dodam tylko, że pewnie będą to targi inne niż zwykle, w dość ostrym reżimie sanitarnym. Co zrobić, żeby był wilk syty i Manchester City? Może rzucicie we mnie kamieniem, myszką,  albo czymś innym, ale zaryzykuję tezę, że rozwiązaniem są płatne spotkania autorskie. Jak ma to niby, panie Szajo działać? Ano tak, że płacicie mniejszą kwotę za wejście na targi, w której macie część spotkań za darmo, ale za te, którymi zainteresowanie jest większe, po prostu dodatkowo płacicie. Jest więc wydzielona sala, do której na spotkanie z Remigiuszem Mrozem może wejść maksymalnie 50 osób. Ile ma kosztować taka wejściówka? 15 złotych? 20? 50? Czy bilet będzie jednocześnie zniżką na najnowszą książkę? A może to książka będzie biletem? Kwestia do ustalenia. Tak, też zadawałem sobie pytanie, co z tymi, dla których zabraknie biletów? Wiecie co z nimi? Obejrzą sobie to w sieci na żywo. Oczywiście w systemie per-pay-view, czyli wysyłacie sms, który jest odpowiednio tańszy od biletu na spotkanie, dostajecie w wiadomości zwrotnej kod, a później oglądacie sobie to spotkanie siedząc w domu, lub pijąc kawę na targach, czekając na kolejne spotkanie autorskie. Kilka dni później nagranie rozmowy ląduje w sieci za darmo, więc jeśli chcesz uczestniczyć live, to płacisz, jeśli nie masz ciśnienia, czekasz kilkadziesiąt godzin, a później masz, jak to się ładnie mówi, kontent za free. Czy są minusy tego rozwiązania? Oczywiście, ale to Wy mi powiedzcie, co Was boli, co Wam nie pasuje. Pewnie jesteście ciekawi, jak można rozprowadzać bilety na takie spotkanie autorskie. Żyjemy jednak w XXI wieku, więc dokładnie tak samo, jak kupujecie spodnie, zamawiacie pizzę, albo wizytę u fryzjera. Jednym kliknięciem, jednym przelewem.

    Chociaż nie, widzę jeden problem – mentalność. Dlaczego, do cholery, mam płacić za uczestnictwo w kulturze? Dlaczego mam płacić za coś, co zawsze było darmowe? Ano dlatego, że czasy się zmieniły, więc musimy się zmienić i my. Na koniec pytanie do Państwa – ile jesteście w stanie zapłacić za dostęp do wydarzeń kulturalnych, zarówno na żywo, jak i w Internecie? No i za co konkretnie?

    Adam Szaja

  • Czy Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie się odbędą? Oświadczenie organizatora

    Szanowni Państwo,

    w związku z dużym zainteresowaniem Międzynarodowymi Targami Książki w Krakowie pragniemy zapewnić, że podobnie jak Messe Frankfurt GmbH – organizator Międzynarodowych Targów Książki we Frankfurcie (Frankfurt Buchmesse), aktualnie nie planujemy zmiany terminu wydarzenia.

    Wszystkich miłośników książek zapraszamy w dniach 22-25 października do EXPO Kraków. Nasz zespół nie zwalnia tempa, przygotowuje plany, opracowuje program i każdego dnia przyjmuje zgłoszenia od Wystawców, którzy deklarują udział w targach.

    Z uwagą śledzimy wszelkie postanowienia Ministra Zdrowia oraz rekomendacje Głównego Inspektora Sanitarnego i na bieżąco reagujemy w przypadku konieczności przenoszenia wydarzeń firmy Targi w Krakowie. Oczywiście jeśli tylko sytuacja ulegnie zmianie, będziemy Państwa niezwłocznie informować o wszelkich nowych postanowieniach. Wszak jesteśmy tak samo spragnieni spotkań, jak i odpowiedzialni.

    Targi w Krakowie, organizator Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie

    Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie, materiały prasowe
  • Autobus życia jednak dalej jedzie

    Kilkanaście dni temu na jednokierunkowej ulicy przy której mieszkam całkowicie zmieniono zasady ruchu samochodów. Załóżmy, że jechało się od lewa do prawa, więc teraz jedzie się od prawa do lewa. Efekt jest taki, że sporo kierowców pojechało na pamięć, czyli pod prąd. Byli też tacy, którzy nie tylko do błędu się nie przyznali, ale jeszcze starali się udowodnić swoje racje klaksonem, a czasem nawet środkowym palcem. Dziś praktycznie wszyscy jadą w dobrą stronę, co nie znaczy, że niektórzy mają jeszcze w głowie stare zasady. Co to ma wspólnego z obecną sytuacją na rynku książki? Wbrew pozorom całkiem sporo.

    Koronawirus również w znacznym stopniu zmienił pewne zasady oraz zachowania. Coś, co było nie do wyobrażenia dwa miesiące temu, teraz jest codziennością. Coś, co do niedawna wydawało się osobliwe, dziś podtrzymuje nas przy życiu. Tomasz Sekielski mówił w trakcie Kryzysowego Spotkania Autorskiego, że gdyby przed pandemią zaproponował Aleksandrowi Kwaśniewskiemu wywiad w wersji online, to byłaby duża szansa, że prezydent zaproszenie by odrzucił. Jak sprawy się mają teraz? Tak, dobrze myślicie, Tomek zrobił bardzo fajną rozmowę z Kwaśniewskim, a każdy siedział przy swoim domowym biurku. Czy warto się obrażać na rzeczywistość? Nie, po prostu trzeba jak najszybciej się w niej odnaleźć. Ktoś kiedyś mądrze powiedział, że w trakcie kryzysu zdarzają się bankructwa, ale rodzą się też fortuny. Ktoś inny dodał, że w trakcie odpływu doskonale widać, kto pływa bez majtek.

    www.unsplash.com/Markus Spiske

     

    Zauważcie, że przestrzeń literacka przez te kilkadziesiąt dni się całkowicie przeformatowała. Spotkania na żywo w Internecie organizują wydawcy, sieci księgarskie, blogerzy, dziennikarze, a także autorki i autorzy. Organizatorzy festiwali nie panikują, tylko przenoszą biznes do sieci. Wydawcy nie siedzą z założonymi rękami, tylko sprzedają książki elektroniczne w wersji czytnikowej i dźwiękowej, przesuwają premiery na lepsze czasy, albo jeśli już wydają, to raczej mocne nazwiska, które są gwarantem dobrej sprzedaży, czyli dobrego zarobku. Inna sprawa, co to dzisiaj znaczy dobra sprzedaż i dobry zarobek? Zdrowa konkurencja jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła, więc nie ma co narzekać, że niektóre spotkania w sieci się pokrywają. Przecież na targach książki też się pokrywały.

    Targi książki i festiwale to jednak osobny temat. Bardzo wątpię, że w tym roku spotkamy się jeszcze na jakiejś imprezie literackiej (nie mówię o Internecie). Pytanie, czy organizatorzy wielkich imprez, np. Warszawskich Targów Książki oraz Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie pójdą z prądem, czy jednak pojadą pod prąd na kolizję z rzeczywistością, bo w jednym chyba wszyscy jesteśmy zgodni – świat sprzed pandemii już nie wróci. Nie ma sensu siedzieć z założonymi rękami i czekać aż wróci minione. Nie wróci. Nie jedźmy więc na pamięć, tylko odnajdźmy się w tym nowym, pandemicznym, a wkrótce postpandemicznym świecie. Tylko bez trąbienia i środkowych palców w górze, proszę.

    Adam Szaja

  • „Piknik pod kijkiem do selfie, czyli jak wyglądają targi książki”. Listopadowy felieton Bartosza Szczygielskiego

    Przeżyłem Targi Książki w Krakowie. Kto na nich był, zamiast cieszyć się ostatnim ciepłym weekendem października, ten wie, co się tam działo. Tłumy, tłumy, tłumy i kilku autorów wciśniętych w boksy wielkości budki z piwem w wersji deluxe. Standard. Przeciskając się pomiędzy stoiskami, zauważyłem jednak coś, co zaczęło mnie odrobinę martwić. Targi książki, a przynajmniej w części Internetu, wyglądają jak targowisko próżności i nie mam tutaj na myśli pisarzy.

    Tym razem moja wizyta na Targach Książki w Krakowie była wizytą towarzyską. Parę umówionych spotkań z ludźmi, których na co dzień nie widuję i parę spotkań, które wynikły gdzieś po drodze. Doskonale więc rozumiem tych, którzy przyjeżdżają na takie wydarzenia, by przy ich okazji spotkać się z kimś, kto mieszka na drugim końcu Polski. Rozumiem, bo sam tak zrobiłem. Nie rozumiem tylko, po co chwalić się czymś takim przy okazji targów?

    Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie, materiały prasowe

    Przeglądając to, co pojawiało się na Instagramie w czasie trwania targów i zaraz po, odniosłem wrażenie, że spora część blogerów książkowych pojechała na nie właśnie w celu spotkania się z innymi „tworzącymi kontent”. Nie dla autorów i nie dla książek, bo te zawsze mogą znaleźć w innym miejscu. Nie zliczę, ile zdjęć grupowych blogerów widziałem w feedzie lub na stories. Jasne, wśród nich przewijały się także i te z autorami, ale każdy, kto na targach był choć raz, wie, jak to wygląda. Autograf, pół minuty rozmowy, zdjęcie, następny. Byle więcej i byle szybciej – tak, jakby zbierało się Pokemony, a za największą liczbę selfie z autorem otrzymywało się odznakę honorowego czytelnika. No, chyba, że właśnie stało się w kolejce po autograf od Olgi Tokarczuk albo Remigiusza Mroza, to wtedy można było zapomnieć o tym, by zdążyć odwiedzić kogokolwiek innego.

    Jasne, to część pisarskiej roboty. Siedzisz w kojcu i czekasz. Ktoś podejdzie albo i nie. I choć brzmi to strasznie, to świetna sprawa. Przynajmniej częściowo, bo takie same tłumy chciałoby się, żeby przybywały na każde spotkanie autorskie, a dobrze chyba wszyscy wiemy, że w Polsce te wyglądają w większości dość biednie. Stąd też moje zdziwienie, że takie wydarzenia książkowe, jak targi, zmieniają się do tego stopnia, że spotkania z autorami schodzą na dalszy plan. Pisarza w większości można „zaczepić” na Facebooku czy Instagramie, potem tylko cyknąć fotkę na targach i więcej do szczęścia nie potrzeba.

    Stojąc w kolejce do wejścia przysłuchałem się rozmowie dwóch nastolatek, które oczywiście miały plakietki z napisem „Bloger” i dla nich najważniejszą rzeczą do zrobienia podczas targów, było selfie. Nie z ulubionym pisarzem, ale na tle plakatu z Tokarczuk. Można to tłumaczyć wiekiem, ale nie one jedyne tak robiły. Duża część fotografii z okresów targowych to właśnie selfie. Czasem z pisarzem, czasem z plakatem, a czasem po prostu na tle książek, bo dobrze pokazać, że wspiera się czytelnictwo.

    www.unsplash.com/Steve Gale

    Targi stały się trochę imprezą, gdzie dobrze się pokazać, bo wypada, choć niewiele osób to jeszcze bawi. Można spotkać się z przyjaciółmi, zrobić sobie pamiątkową fotę i umieścić się w jej środku tak, by wszyscy, którzy nie dotarli na miejsce, mieli nam czego zazdrościć. Czytając relację z targów najmniej dowiedziałem się z nich o samych książkach, premierach czy wydarzeniach towarzyszących. Było za to dużo stwierdzeń, że cudownie było się spotkać ze znajomymi, którzy tak samo kochają książki.

    Szkoda tylko, że te książki są coraz mniej eksponowane przy okazji targów, a Internet zamienia się wtedy w rodzinny album ze zdjęciami, w którego centrum znajduje się najważniejsza dla nas rzecz.

    My sami.

    Bartosz Szczygielski