Tag: skandynawskie kryminały

  • Czy ktoś pisze książki za Camillę Läckberg? Felieton Katarzyny Tubylewicz

    Tuż przed Targami Książki w Göteborgu, które odbywają się pod koniec września i są najważniejszym wydarzeniem literackim w Szwecji – poza Noblem oczywiście – w szwedzkim świecie kultury zawrzało. No może nie do końca zawrzało, bo oburzenie z powodu skandalu było zaskakująco słabe, ale przez chwilę zapowiadało się na mega eksplozję. Taki był też plan. Świetne pismo „Kvartal” opublikowało poprzedzony długim researchem obszerny artykuł autorstwa pana Lapo Lappina ujawniający, że królowa szwedzkiego kryminału Camilla Läckberg ma …ghost writera. Jest w nim dodatku inny autor kryminałów Pascal Engman, który oficjalnie występuje także jako redaktor kilku powieści Läckberg.

    Według Lappina to Engman napisał „Kobiety bez litości”, a „Idziesz do więzienia” też zostało napisane nie przez królową, choć trudno orzec przez kogo. Do tych druzgoczących wniosków Lappin doszedł dzięki sztucznej inteligencji. Dokładniej było tak, że przeanalizował wszystkie książki Läckberg za pomocą programu Stylo, który służy do przeprowadzania analiz stylometrycznych tekstów. Mamy tu zresztą polski wątek, bo w stworzeniu programu Stylo brało udział dwóch Polaków: Maciej Eder i Jan Rybicki. W przypływie patriotycznego szału można by więc stwierdzić, że Polacy złamali najpierw szyfr Enigmy, a potem przyczynili się (niebezpośrednio, ale zawsze) do złamania tajemnicy Camilli. A może nawet do upadku królowej? Wow!

    www.unsplash.com/Aaron Burden

    Dogłębna analiza słownictwa i stylistyki kryminałów Läckberg nie pozostawia złudzeń, dwie z nich napisał ktoś inny. W sumie nic dziwnego, Läckberg poza byciem odnoszącą niezwykłe sukcesy komercyjne pisarką jest bizneswomen inwestującą w najprzeróżniejsze firmy i projekty, instagramerką, influencerką, mamą czwórki dzieci, trendsetterką i bywalczynią wszelkich możliwych imprez. Od dawna zastanawiam się nad tym: jak ta kobieta znajduje czas na pisanie?! Sama należę do osób grzebiących się z każdą książką, a dziś, żeby odnosić sukcesy finansowe z publikowania książek, trzeba je z siebie wyrzucać w tempie Remigiusza Mroza. Taki świat. I Läckberg jakimś cudem daje radę.

    Wróćmy do naszej historii. Lapo Lappin przekonany, że znajduje się w przedsionku czyśćca, które zafundował właśnie królowej, próbował się  z nią przed publikacją artykułu skontaktować. Oczywiście mu się to nie udało, Läckberg, jak każda kobieta sukcesu, jest zajęta. Na uporczywe maile dziennikarza odpowiedziała jej agentka Paulina L . Oskarżenia określiła mianem bezzasadnych i dodała, że „35 milionów sprzedanych książek autorki mówi samo za siebie”. Pascal Engman zdecydowanie zaprzeczył, jakoby robił coś więcej niż redagował książki Läckberg. W końcu sama Camilla napisała w mediach społecznościowych, że wszyscy pisarze mają redaktorów i to właśnie redaktorzy pozwalają im się w pełni rozwinąć. Myśl tę podchwyciła gazeta „Sydsvenskan”, której dziennikarz dowodził, iż bycie pisarzem jest tak naprawdę procesem kolektywnym i zawsze jest tak, że jedną książkę pisze wiele osób. Nie dodał, czy oznacza to, że Nagroda Nobla powinna być przyznawana autorom i ich redaktorom. A byłaby to myśl frapująca i nowa!

    W poświęconych kulturze podcastach dziennikarze i krytycy dyskutujący o skandalu dawali do zrozumienia, że w zasadzie nie ma co przesadzać z tymi potępieniami, bo Camilla Läckberg to silna marka, a z silnymi markami jest tak, że poszukują nowych dróg, żeby się rozwijać. Następnie jeden z najbardziej zarozumiałych i irytujących pisarzy starszego pokolenia, Jan Guillou zapytany podczas Targów Książki, co sądzi o ghost writer-gate odparł z przekąsem, że widzi w tym biznesową logikę.

    W sumie jest to ekscytujący pomysł. Dla przemysłów literackich tego typu, samo napisanie książki jest czymś, co zajmuje najwięcej czasu i ma najmniejsze znaczenie z finansowego punktu widzenia. Gdyby na przykład książkę mogła napisać maszyna, a autorka zamiast pisania zajmowała się tym, co najważniejsze, czyli promocją, to byłoby to jeszcze bardziej korzystne dla ekonomii.

    Wygląda więc na to, że królowa jest naga i nikogo to nie obchodzi, bo we wspomnianym przemyśle literackim nie chodzi o książki, ale o markę. A marką jest postać autorki. I o swoją markę Camilla Läckberg dba,  jak nikt inny, nieustannie mieszając doniesienia o swoich sukcesach (ostatnio jej „Księżniczka z lodu” znalazła się na liście 100 najsłynniejszych kryminałów świata „The Time” (klik) z płaczliwymi informacjami o upadkach i o tym, że tak naprawdę królową nie jest. Ludzie lubią takie klimaty, poczucie, że ktoś jest wielki, a jednak i tak ma pod górkę, jak każdy. Tego lata furorę zrobił program radiowy, w którym Camilla płakała opowiadając, że zawsze czuła się gruba, nawet wtedy, gdy była chuda, a teraz to już naprawdę jest gruba i bardzo cierpi, ale zarazem walczy, by pokochać swoje krągłości. Bo to się należy wszystkim kobietom. 35 milionów sprzedanych książek i miłość do własnych krągłości.

    No cóż, Camilla jest po prostu mistrzynią publicity. Dobrze to rozumie David Lagercrantz, którego najnowsza seria kryminałów za nic nie chce powtórzyć sprzedażowych sukcesów ”Millennium”. W trakcie Targów Książki w Göteborgu Lagercrantz opublikował więc felieton w ”Expressen”, w którym narzekał na to, że autorzy kryminałów są beznadziejni i nie mają nic ciekawego do powiedzenia. Interesuje ich tylko sprzedaż własnych tytułów i nowe umowy oraz to, czy dobrze wyglądają na Instagramie. ”Jeśli kiedykolwiek tak się zachowywałem, możecie mnie od razu zastrzelić” – pisał. Na koniec dodał, że podczas Targów ucieka gdzie pieprz rośnie, jak tylko zobaczy, że zbliża się do niego Läckberg. Plotki mówią, że po publikacji felietonu Läckberg przyszła na spotkanie autorskie Lagercrantza na nadal trwających Targach i zaczęła machać rękami krzycząc „możesz już zwiewać, zbliżam się!” A kiedy z dumnie podniesioną głową zaczęła się oddalać, Lagercrantz wrzasnął „Mogę zostać twoim ghost writer’em!”. Założę się, że akcja ta podniesie im sprzedaż!

    Katarzyna Tubylewicz

    Nie da się ukryć, że pisarze o nazwiskach na L wydają się najlepiej rozumieć, jakie są potrzeby dzisiejszego rynku oraz czytelników. Zastanawiam się, czy nie zacząć poważnie pracować nad moją nową strategią marketingową i nie zacząć od małej zmiany pierwszej litery. Lubylewicz: to byłby dobry początek.

    Katarzyna Tubylewicz

  • Syndrom sztokholmski (odc. 5) O wyższości Świąt… Zaprasza Rafał Chojnacki

    Skandynawska tradycja wręczania książek kryminalnych na Wielkanoc jest dość powszechnie znana. Wprawdzie bardziej restrykcyjnie podchodzą do tego Norwegowie, ale Szwedzi też lubią sobie w tym czasie poczytać kryminały. Co roku publikowane są „polecanki”, w których dominują nowe tytuły, warte uwagi powieści, idealne na świąteczny prezent. Postanowiłem jednak pójść trochę na pod prąd i dowiedzieć się, które spośród szwedzkich kryminałów warto polecić pod choinkę. Żeby nie była to banalna wyliczanka dostępnych na polskim rynku tytułów, o rekomendacje poprosiłem znanych szwedzkich fachowców od tego rodzaju książek.

    Akademickie rekomendacje

    Jak zwykle w przypadku pytań o ocenę bieżących spraw na rynku książki kryminalnej w Szwecji, pierwsze kroki postanowiłem skierować do znajomych specjalistów, którzy zasiadają w Szwedzkiej Akademii Kryminału (Svenska Deckarakademin). To szanowne grono od 1971 roku zajmuje się popularyzacją gatunku i wiedzy na jego temat. Powstało na wzór słynnej Akademii Szwedzkiej, przyznającej nagrodę Nobla. Gremium to tworzą dziennikarze, naukowcy i pisarze, zajmujący się kryminałem. W Akademii jest 60 miejsc, więc następne osoby mogą do niej wstąpić dopiero po zwolnieniu krzesła przez kogoś z poprzedników. Wśród osób, które udzieliły nam rekomendacji, znaleźli się: Bibbi Wopenka, Katarina Gregersdotter, Kerstin Bergman i Bo Lundin.

    Bibbi Wopenka od lat, wspólnie z mężem Johanem, popularyzuje powieści kryminalne, oboje są też autorami kilku książek o kryminale i kilku tysięcy recenzji. Katarina Gregersdotter, zajmuje się m.in. powieścią kryminalną na Uniwersytecie w Umeå. To osoba, która trafiła do Akademii stosunkowo niedawno, bo w 2019 roku. Jej prace naukowe dotyczą takich mocnych zagadnień jak np. gwałt w powieściach Stiega Larssona, czy animal horror. Kerstin Bergman jest również naukowcem, współautorką (wspólnie z Sarą Kärrholm) szwedzkiego podręcznika akademickiego dla studentów, poświęconego literaturze kryminalnej. Od niedawna działa również po drugiej stronie barykady, pisząc kryminały. Z kolei Bo Lundin jako znawca skandynawskiego (i nie tylko) kryminału i autor kilku książek o tym gatunku, był w 2009 roku gościem Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu.

    Sztokholm, www.unsplash.com/Micael Widell

    Najlepsze kryminały roku

    Jako że w listopadzie, podczas dorocznego spotkania Akademii w Bibliotece Kryminalnej(Deckarbiblioteken) w Eskilstunie przyznano Nagrodę za najlepszy szwedzki kryminał (dawniej nosiła ona nazwę The Martin Beck Award) i najlepszy debiut, niektórzy członkowie tego zacnego grona w pierwszym rzucie odesłali mnie do tytułów, które niedawno oceniali, czyli do zwycięzców w obu kategoriach.

    Zgodnie z sugestią członków Akademii, warto skupić się przede wszystkim na tegorocznych zwycięzcach. Najlepsza powieść ubiegłego roku to Skred (Osuwisko) Sary Strömberg. Autorka ta rok temu została nagrodzona za najlepszy debiut. Jej druga książka to kolejny tom serii, której bohaterką jest dziennikarka Vera Bergström. Tytułowe osuwisko powstało w miejscowości Åre, podczas budowy luksusowego osiedla mieszkaniowego. Wypadek to początek serii wydarzeń, które ukażą mroczne sekrety członków lokalnej społeczności.

    fot: sarastromberg.se

    Debiutantem roku został Ulf Kvensler, który napisał powieść Sarek. Tytuł odwołuje się do Parku Narodowego Sarek w szwedzkim regionie Norrbotten. Grupa przyjaciół wybiera się tam na doroczną wędrówkę w góry. Jedna z dziewczyn zabiera ze sobą nowego partnera, w którym inna rozpoznaje osobę, której nigdy więcej nie chciałaby spotkać. Przyjemna wyprawa zamienia się w koszmar.

    Znani nominowani

    Jeżeli chodzi o pozostałych nominowanych do nagrody za najlepszy szwedzki kryminał, to na tzw. krótkiej liście znalazły się same znane już nam nazwiska. Malin Persson Giolito wydała niedawno powieść I dina händer (W twoich rękach), opisująca w przejmujący sposób to, jak nastolatki kopiują świat dorosłych w środowisku pełnym przemocy, w którym trwa wojna gangów. Córka Leifa GW Perssona znana jest z wrażliwości na problemy młodzieży, teraz mierzy się z kolejnym, jakim jest przemoc.

    Anders de la Motte i jego Bortbytaren (Podmieniacz) to pierwsza część nowej serii, której bohaterką jest krnąbrna inspektor kryminalna Leonore Aske, która zostaje usunięta na boczny tor, niczym Carl Mørck z Departamentu Q Jussiego Adlera-Olsena. Aske również ma odkopywać stare sprawy. Okazuje się jednak, że niektóre z nich mają całkiem świeże tropy.

    Duet ukrywający się pod pseudonimem Erik Axl Sund, wydał z kolei trzeci tom trylogii Czarna melancholia, zatytułowany Otid. Co ciekawe w powieści tej łączą się wątki aktualnej serii, z wcześniejszą, znaną jako Oblicza Victorii Bergman.

    Wśród znanych i nominowanych był jeszcze John Ajvide Lindqvist, szwedzki „król horroru”, który napisał książkę Skriften i vattnet (Zapisane na wodzie), o której wkrótce napiszę trochę więcej.

     

    Polecani debiutanci

    Kryminał to gatunek, który ceni sobie dopływ świeżej krwi. Nie inaczej jest w przypadku jego skandynawskiej odmiany. Dlatego też warto zawracać uwagę na obiecujących debiutantów. Jest wśród nich na pewno miejsce dla Charlotte al-Khalili i jej powieści Malström. Autorka przypomina czym jest prawdziwa zagadka kryminalna. Z pozoru łatwe śledztwo w sprawie zabójstwa na przystanku autobusowym w Sztokholmie, staje się okazją do krytyki społecznej, z której klasycy kryminału byliby dumni.

    Sista säkra (Ostatnia kryjówka) Lisy Christensen to psychologiczny thriller, w którego tle pojawia się 11 września i World Trade Center. To powieść wymagająca od czytelnika sporej koncentracji, ale ciekawa intryga spłaca ten wysiłek z nawiązką.

    Wśród debiutantów jest też Victor Pavic Lundberg, autor powieści Den som överlever (Ten, który przeżyje). Jego książka powinna spodobać się fanom klasycznej serii Lizy Marklund o Annice Bengtzon, ponieważ bohaterki są dziennikarkami, a śledztwo nosi wyraźne znamiona wykraczające poza zwykłe ramy kryminału.

    Akademicy polecają również…

    Katarina Gregersdotter poleca również najnowsze książki autorów, którzy opublikowali swoje powieści już po zamknięciu listy utworów nominowanych do nagrody. Tytuły te zapewne będą głośne przy okazji przyszłorocznych nominacji. Chodzi tu m.in. o Mr Ett (Pan 1), nową książkę Jensa Lapidusa z serii o Teddym i Emilie, znanej również w Polsce. Inna polecana powieść to Kallmyren(Zimne bagno), drugi tom nowego cyklu Lizy Marklund. Badaczka poleca również innego Marklunda, Antona, który jest autorem powieści Under falkens vingar (Pod skrzydłami sokoła), o socjolożce Ramonie Lindh, która ma pewien nietypowy dar, będący dla niej zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem. Wcześniej Anton Marklund pisał powieści psychologiczne (w tym znanego w Polsce Przyjaciela zwierząt), nowa książka to jego kryminalny debiut.

    Bibbi Wopenka przy okazji powieści polecanych pod choinkę, proponuje też książki, które klimatem pasują do świątecznego nastroju. Jako bibliotekarka, od lat pracująca w Bibliotece Miejskiej w Göteborgu, doskonale zna nie tylko najnowsze wydania, ale też książki, które przez lata przechodziły przez jej ręce. Pokusiła się ona zatem o alternatywną listę świątecznych polecanek. Wśród nich wyróżnia się przede wszystkim klasyczny kryminał Marii Lang Vitklädd med ljus i hår (Ubrana na biało ze światłem we włosach). Już sam tytuł nawiązuje do dnia św. Łucji, kiedy to po szwedzkich miasteczkach krążą korowody dziewcząt w białych sukniach, z koronami ze świec. W Dzień Łucji właśnie tak przebrana kobieta dokonuje morderstwa, a śledztwo ma prowadzić Christer Wijk, jeden z głównych bohaterów serii Marii Lang, którą w Polsce znany z wydanej w latach 60. powieści Dość zabójstw (Inte flera mord) i ze szwedzkiego serialu Zbrodnie namiętności, którego poszczególne odcinki to ekranizacje sześciu powieści autorki, nazywanej „szwedzką Agathą Christie”. Inna, łącząca się ze św. Łucją powieść to Lucia i nöd (Łucja w rozpaczy), której akcja rozgrywa się również przed świętami, a złoczyńca przebrany jest w kostium świętego Mikołaja, a pomaga mu przebiegły elf… Autorką książki jest stosunkowo mało znana pisarka, Helena Sigander. To powieść z 2021 roku, pełna typowego dla kryminału czarnego humoru.

    Bibbi przypomniała również o tradycji, może niezbyt obszernej, ale wieloletniej, wydawania przed Świętami zbiorów opowiadań kryminalnych. Mordet på jultomten (Morderstwo Świętego Mikołaja), Midvinter mord (Morderstwo w środku zimy), Mord i julafton (Morderstwo w wigilię), Mord under julgranen (Morderstwo pod choinką), Mord och inga julvisor (Morderstwo i żadnych kolęd) czy Mord i julklapp (Morderstwo w prezencie świątecznym) to tylko niektóre z tytułów zbiorów, do których trafiały poowiadania takich pisarzy jak Henning Mankell, Liza Marklund, Håkan Nesser, Åke Edwardson, Anna Jansson, Karin Wahlberg, Arne Dahl, Kjell Eroksson, Irene Tursten i wielu, wielu innych.

    Spora część książek, o których pisałem powyżej, raczej do nas nie trafi. Jeśli już, stawiałbym na wypróbowane nazwiska, ewentualnie na nagrodzonych autorów. Z jednej strony szkoda, z drugiej zaś, dobrze wiedzieć, że w i tak już pękających w szwach działach kryminalnych szwedzkich księgarń nadal czekają na naszych wydawców ciekawe i warte odkrycia tytuły. To, co trafia na rynek międzynarodowy, to jedynie czubek góry lodowej. Warto jednak ją odkryć, choćby przy okazji takich świątecznych zestawień.

    Rafał Chojnacki

     

  • Syndrom sztokholmski (odc. 4). Ostatnia zagadka Pera Wahlöö. Zaprasza Rafał Chojnacki

    – Jesteś moim małym detektywem – powiedziała z uśmiechem Maj Sjöwall, zbierając ze stolika rozłożone przez Monikę dokumenty. Moja żona właśnie skończyła jej opowiadać o szczegółach, które udało jej się ustalić, a także o sytuacji prawnej, związanej ze sprawą, z którą wcześniej zwróciła się do niej Maj. Dokumenty dotyczyły tajemniczego konta bankowego, założonego na nazwisko Per Wahlöö w 1976 roku. A więc rok po jego śmierci.

    Własna loża w „Harvest Home”

    Nasza znajomość z „matką chrzestną skandynawskiego kryminału” była w sumie dość ciekawa, choć niezbyt intensywna, zwłaszcza że pod koniec życia pisarka wyprowadziła się ze Sztokholmu i już nie można było wpaść na nią w jej ulubionym irlandzkim pubie. Gdy ją poznaliśmy, a był to rok 2010, pub „Harvest Home” był dla niej właściwie jak biuro. Mieszkała w pobliżu, w części miasta znanej dziś jako SoFo (Söder om Folkungagatan – na południe od Folkungagatan). Jednak 10 lat temu nie była to jeszcze mekka hipsterów, choć już od przełomu wieków czuć było bardziej artystyczny klimat tej dzielnicy. Dawny, robotniczy Södermalm coraz bardziej odchodził w niepamięć, wypierany przez rosnące ceny mieszkań. Jednak Maj żyła tam przez długie lata i można było mieć pewność, że jeżeli nie choruje, albo nie wyjechała z miasta, to wieczorem wpadnie do „Harvest Home”. Do dziś, gdy zdarza nam się przechodzić Bondegatan, podświadomie szukamy jej twarzy w szklanej witrynie pubu. To właśnie tam znajdowała się, nieco oddalona od głównego pomieszczenia loża, w której Maj miała swoją ławkę. Potwierdzała to tabliczka z jej imieniem i nazwiskiem, przykręcona do oparcia, którą z dumą nam pokazywała, gdy spotkaliśmy się tam po raz pierwszy.

    Maj poznaliśmy przez Bo Lundina, członka Szwedzkiej Akademii Kryminału, który otworzył przed nami drzwi do znajomości z wieloma ciekawymi osobami, związanymi z tym szacownym gremium. Rok wcześniej udało nam się nakłonić organizatorów Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu, by sprowadzili tego sympatycznego starszego pana w roli eksperta. Prowadziliśmy z nim wówczas spotkanie, które nie przyciągnęło może wielkich tłumów, ale pozwoliło zaprezentować trochę fachowej wiedzy niejako z pierwszej ręki. Lundin jest wszak nie tylko członkiem Akademii, ale też dziennikarzem, popularyzatorem literatury kryminalnej i autorem kilku książek teoretycznych, poświęconych tej materii.

    Rezultatem spotkania z Maj było sprowadzenie jej na wrocławski festiwal w 2011 roku. Tu zainteresowanie spotkaniem z legendą kryminału było ogromne, chociaż sama Maj napędziła nieco strachu dziewczynom opiekującym się festiwalowymi gośćmi. Mimo że wyglądała na bardzo kruchą, a choroba Parkinsona dawała się jej czasem we znaki, była jeszcze wówczas bardzo ciekawa świata, więc wybrała się na samodzielny wieczorny spacer, który skończył się rozpaczliwymi poszukiwaniami… I oczywiście zdziwieniem starszej pani, która była pewna, że nikt nie zauważy jej zniknięcia.

    Wróćmy jednak do sprawy, którą Maj przekazała mojej żonie podczas jednego z naszych spotkań w Sztokholmie.

    Pośmiertna wypłata

    Opowieść ta powinna się zacząć w 1973 lub 74 roku, ponieważ to właśnie wtedy – zdaniem Maj – była ona pierwszy raz w Warszawie. Wyjazd wspominała bardzo dobrze, ponieważ oboje z Perem nie musieli sobie wówczas niczego odmawiać. Stało się tak dlatego, że para pisarzy podpisała wówczas w Polsce umowy wydawnicze. Jednak dewizy nie mogły wyjechać zagranicę, więc musieli wydać z zaliczek ile się dało… Kawior i szampan to tylko jedne z kilku wspomnień, jakie Maj przywiozła z Polski.

    Co ciekawe przewodniczką Pera i jego partnerki była wówczas jego eks-żona, Inger, która była akredytowaną szwedzką dziennikarką. Inger Wahlöö to dość ciekawa postać, znana w Szwecji głównie jako pisarka i korespondentka zagraniczna dziennika „Expressen”. To właśnie dzięki niej świat dowiedział się o zamieszkach w Ursusie i Radomiu w 1976 roku. Z akt Instytutu Pamięci Narodowej dowiadujemy się, że w jej sprawie polskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych prowadziło aż trzy Sprawy Operacyjnego Rozpracowania. Być może warto byłoby kiedyś wydać w Polsce jej powieść dokumentalną z tego okresu, zatytułowaną Än dess söner finns (Póki żyją twoi synowie), opowiadającą właśnie o tym co działo się w Polsce od czasu gdy przybyła jako korespondentka, do momentu deportacji do Szwecji, którą wymusiły polskie władze.

    Warszawa, fot: www.unsplash.com/Valik Chernetskyi

    Rezultatem umów podpisanych przez Pera, było założenie mu po jakimś czasie konta w polskim banku, na które przelano należne mu dewizy. Oczywiście były to pieniądze, które mógł podjąć osobiście w Polsce i wydać je na miejscu. Było to wówczas powszechną praktyką, stosowaną przez wydawców, przez co wielu pisarzy (na czele z Amerykaninem Philpem K. Dickiem) uważało się za zwyczajnie oszukanych przez polskich wydawców. Prawdopodobnie to, że otwarcie konta dla Pera zbiegło się w czasie z deportacją jego byłej żony, to jedynie przypadek. Nie zmienia to jednak faktu, że konto założono na nazwisko nieboszczyka.

    Wbrew temu, co można przeczytać w niektórych publikacjach encyklopedycznych, Maj i Per nigdy nie byli małżeństwem, choć mieli dwójkę dzieci. Z pewnością utrudniło to dochodzenie przez Maj jakichkolwiek roszczeń z tytułu umów, skoro te spisane były z Perem. Oczywiście sprawą zaczęła się interesować dopiero po 1989 roku, kiedy to zaczęła otrzymywać (na stary adres Pera) korespondencję z Polski, z której wynikało, że na koncie bankowym w Polsce znajdują się jakieś pieniądze. To, że listy przychodziły, nie było problemem. Jednak co miesiąc kwota na koncie była minimalnie niższa, w związku z kosztami prowadzenia rachunku bankowego. W końcu zaniepokoiło to Maj dość solidnie, bo z czasem kwota ta musiałaby się wyczerpać. A wówczas mógłby zacząć narastać dług. Porozmawiała więc na ten temat z dziećmi, które zgodnie z prawem mogłyby dysponować spuścizną po ojcu, ale żadne z nich nie było zainteresowane tematem, ponieważ prawo spadkowe chroniło ich przed ewentualnymi długami, a kwota była już za niska, by warto było w tej sprawie wybierać się do Polski… I tak Maj postanowiła obarczyć problemem świeżo poznaną Polkę, która na dodatek dobrze mówiła po szwedzku.

    Per Wahlöö solo

    Zgodnie z tym co mówiła Maj, umowa miała dotyczyć powieści Ciężarówka (Lastbilen), co było o tyle dziwne, że książka ta ukazała się w Polsce dopiero 1989 roku. Wiele można powiedzieć o opóźnieniach w procesie wydawniczym w naszym kraju w czasach PRL-u, ale to bardzo mało prawdopodobne, by czekało się ponad 20 lat na wydanie kryminału. Zwłaszcza, że akurat w czasie, gdy powieść się wreszcie ukazała, klimat dla niej był wyjątkowo niekorzystny. Ciężarówka jest częściowo efektem pracy Pera jako korespondenta w ogarniętej wojną domową Hiszpanii. Mamy tam więc całkiem ciekawe spostrzeżenia dotyczące nie tylko reżimu generała Franco, ale również sytuacji w Europie po drugiej wojnie światowej. Niestety, czasy upadającego w Polsce komunizmu nie były momentem, kiedy kogokolwiek jakoś bardziej obeszłaby zawarta w tej powieści krytyka społeczna, tak charakterystyczna dla późniejsze twórczości, którą Per kontynuował z Maj. Jednak to, co było niezwykle aktualne, gdy w 1962 roku powieść ukazała się w Szwecji, prawie trzy dekady później nie robiło już takiego wrażenia. Na dodatek polskie półki zostały w chwilę później zalane kolorowymi okładkami amerykańskich powieści sensacyjnych. Nowe warunki bytowe zmiotły z polskiego rynku nie tylko Pera, ale i całą czytelnikowską serię „Z jamnikiem”, w której ten tom się ukazał.

    Nic więc dziwnego, że na kolejną solową książkę tego autora w polskim wydaniu przyszło nam trochę poczekać. W międzyczasie, w latach 2009-2012 Wydawnictwo Amber opublikowało kompletną serie o Martinie Becku, duetu Sjöwall & Wahlöö. Dopiero na tak przygotowanym gruncie w 2013 roku udało się Wydawnictwu Albatros wydać w Polsce dwie solowe powieści Pera, opowiadające o świecie niedalekiej przyszłości, w którym komisarz Jensen prowadzi sprawy kryminalne. Pierwsza z nich to Morderstwo na 31 piętrze (Mord på 31:a våningen), druga Stalowy skok (Stålspränget). Obie prezentują dość mroczną wizję świata, najwyraźniej więc nie przypadły zbytnio do gustu polskim czytelnikom, ponieważ kolejne książki Pera się nie ukazały. A szkoda.

    Jego literacki debiut książkowy z roku 1959, powieść Hövdingen (Szef) to książka sportowa, opowiadająca o bezwzględności nieuczciwego prezesa klubu, który chce za wszelką cenę wypromować swój zespół w wyższych ligach. To raczej thriller niż kryminał, na dodatek nie ma w nim jeszcze tego sarkastycznego humoru, który pojawia się w bardziej znanych powieściach. Przy okazji warto przypomnieć, że w młodości Wahlöö był dziennikarzem sportowym, więc po raz kolejny sięga w książce do inspiracji związanych z własnymi doświadczeniami. Pierwotny tytuł tej książki to Himmelsgeten (Bramy niebios), jednak w 1967 roku został zmieniony i odtąd kolejne wydania są już inaczej tytułowane.

    Wcześniej Wahlöö opublikował opowiadanie Tjugo ar efterat (dwadzieścia lat później) w magazynie „Jultrevnad” w 1949 roku. Jednak opublikowano je pod pseudonimem Edner P Bech, i dopiero przy okazji wydania w 2007 roku zbioru Sista resan och andra berättelser (Ostatni rejs i inne opowiadania), w którym zebrano różne okazjonalne teksty (wspólne i pisane solo przez Maj i Pera), okazało się, że to on był autorem.

    Zanim zaczął pisać wspólnie z Maj, Per wydał jeszcze pięć książek, w tym Ciężarówkę i Morderstwo na 31 piętrze. Oprócz tego, jego nazwisko pojawiło się na okładkach Vinden och regnet (Wiatr i deszcz), Uppdraget (Zadanie) i Det växer inga rosor på Odenplan (Na Odenplan nie rosną róże). Akcja pierwszej z nich rozgrywa się w Hiszpanii i opowiada historię trudnego uczucia między Niemcem, wychowanym według zasad segregacji rasowej, a Żydówką. Uppdraget można nazwać thrillerem politycznym, tym razem z morderstwem w tle i trudną do opanowania sytuacją w jednej z republik w Ameryce Południowej. Trzecia z tych książek to mikropowieść i kilka opowiadań, które krążą wokół tematu miłości. Det växer… to jedna z rzadziej wznawianych powieści Pera.

    W tym samym roku, kiedy pojawiła się pierwsza powieść z Martinem Beckiem (Roseanna, 1965) na półki księgarni trafiła również jego solowa książka – Generalerna (Generałowie). To rodzaj dystopii, która pokazuje rewolucję w fikcyjnym państwie Ameryki Łacińskiej. Jej twórcy chcieli stworzyć społeczeństwo oparte na równości. Gdy do władzy dochodzą wojskowi, rewolucja, jak to ma w zwyczaju, pożera swojej dzieci.

    Później praca nad serią o Becku pochłonęła Maj i Pera tak bardzo, że tylko raz udało się wygospodarować trochę czasu na napisanie czegoś na boku. Tak powstał Stalowy skok, wspomniana już wyżej druga powieść o komisarzu Jensenie. Karierę pisarską Pera zakończyła śmierć, która przyszła niespodziewanie w 1975 roku. Autor zmarł po operacji trzustki. Dorobek literacki jego i Maj uzupełnia jeszcze wspomniany zbiór Sista resan, wydany dopiero w 2007 roku. Nie zawiera on jednak tekstów związanych z serią o Becku.

    Martin Beck i nie tylko

    Poza serią o Martinie Becku Maj Sjöwall nie napisała zbyt wiele, przede wszystkim dlatego, że gdy się poznali, była od Pera 9 lat młodsza. Nie miała więc czasu na rozwinięcie skrzydeł, zanim jako młoda zdolna redaktorka nie stała się jego partnerką, a następnie współautorką najpopularniejszego szwedzkiego cyklu kryminałów XX wieku. Jako że para od początku zakładała napisanie 10 tomów serii, a Per zmarł po ukazaniu się ostatniego, Maj do końca życia trzymałą się tego ustalenia i wbrew naleganiom ze strony wydawców i czytelników, nie wróciła nigdy do pisania o Becku… No, prawie nie wróciła, ponieważ okazuje się, że istnieje jeden taki tekst, ale o nim opowiem nieco dalej. Jej przygoda z tym bohaterem nie skończyła się zatem definitywnie.

    W latach 90. nakręcono serię sześciu filmów, będących ekranizacjami części serii. W rolę Martina Becka wcielił się w nich Gösta Ekman, zaś jego policyjnego kolegę, Gunvalda Larssona, zagrał Rolf Lassgård (znany m.in. takich ról, jak komisarz Wallander w ekranizacjach powieści Henninga Mankella, czy profiler Sebastian Bergman w ekranizacjach książek duetu Hjort & Rosenfedt). Trzy z nich – Brandbilen som försvann (Wóz strażacki, który zniknął), Mannen på balkongen (Mężczyzna na balkonie) i Stockholm Marathon (ekranizacja powieści Ludzie przemocy) – miały swoją premierę w kinach, trzy pozostałe – Roseanna, Polismördaren (Zabójca policjanta) i Polis polis potatismos(ekranizacja powieści Morderstwo w Savoyu) – trafiły od razu na rynek wideo.

    W prawie każdym z tych filmów Maj pojawia się jako jakaś mało znacząca postać, dziś taki występ zwykło się nazywać cameo. W Roseannie pojawiła się jako sekretarka, w Mannen på balkongen jest nauczycielką, w Brandbilen som försvann pasażerką samolotu, w Polis, polis, potatismos siedzi w restauracji, w której za chwilę będzie popełnione morderstwo, zaś w Stockholm Marathon starterką tytułowego wyścigu. Inna seria, w której początkowo główne role grali Peter Haber (jako Beck) i Mikael Persbrandt (jako Lasson), od samego początku reklamowana była jako nowe sprawy popularnych bohaterów, stworzone z „błogosławieństwem” Maj Sjöwall, przeniesione do czasów współczesnych, nie zawierała już żadnych cameo. Co ciekawe, kolejni producenci nadal tworzą nowe epizody, choć między następnymi sezonami zdarzają się czasem kilkuletnie przerwy. W międzyczasie ze współpracy zrezygnował Persbrandt, ale starzejący się powoli Haber nadaje swojej postaci coraz większej głębi, dzięki czemu serial wciąż trzyma niezły poziom.

    Po śmierci Pera Maj nie skupiła się bynajmniej wyłącznie na odcinaniu kuponów od sławy, którą zdobyli w duecie. Wróciła do pracy redakcyjnej, zajęła się też tłumaczeniami. Zresztą jeszcze za życia Pera, para przetłumaczyła razem kilka powieści, w tym m.in. jedną z książek Eda McBaina, co sprawiło, że w Szwecji przez jakiś czas wypominano im inspiracje klasykiem powieści policyjnej. Para nie odżegnywała się od tych inspiracji, choć w tekstach teoretycznych i komentarzach prasowych bardzo wyraźnie podkreślali wówczas rolę ich własnej drogi przez literaturę kryminalną, która prowadziła przez tematykę społeczną i polityczne zaangażowanie wpisane w fabułę.

    Wśród powieści, które Maj przetłumaczyła samodzielnie znalazły się przede wszystkim norweskie i duńskie kryminały. Tłumaczyła na szwedzki książki Anne Holt, Gretelise Holm czy Poula Øruma. W przekładach z języka angielskiego wspierał ją brat, Åke Sjöwall. Razem przetłumaczyli książki T. Jeffersona Parkera i Roberta B. Parkera.

    Czas wreszcie przejść do tekstów literackich. Maj ma na koncie jeszcze dwa duety literackie, zrealizowane w krótkim odstępie czasu. Zapytana o jeden z nich, odpowiedziała nam, że zaproponowano jej taki rodzaj literackiej zabawy, przyjęła zaproszenie, ale nie uznała by taka forma współpracy miała jakąś przyszłość. Chodziło o wydaną w 1990 roku w Holandii książkę De vrouw die op Greta Garbo leek (z holenderskiego: Dziewczyna, która wyglądała jak Greta Garbo). Jej współautorem jest holenderski, a jakże, pisarz Willem Pieter Hogendoorn, którego powieści kryminalne publikowane są pod pseudonimem Tomas Ross. Powieść opowiada o… Holendrze, który oglądając w hotelu film dla bardzo dorosłych, dochodzi do wniosku, że gra w nim jego córka, która niedługo po osiągnięciu pełnoletniości wyjechała do Szwecji. Kiedy próbuje ją tam odszukać, okazuje się, że dziewczyna zaginęła. W poszukiwaniach pomaga mu szwedzki dziennikarz kryminalny. W rok po holenderskiej premierze powieść ukazała się po szwedzku, później przełożono ją na kilkanaście języków, ale oczywiście nie na polski.

    Jeszcze ciekawiej i bardziej sensacyjnie prezentuje się drugi duet, o którym Maj w ogóle nam nie powiedziała. Co więcej, do pewnego momentu nie było po nim śladu w żadnych szwedzkich publikacjach omawiających dorobek pisarki. Prawdopodobnie dopiero po jej śmierci ktoś uzupełnił bibliografię o to opowiadanie. Współautorem jest Duńczyk, Bjarne Nielsen, a tekst zatytułowany jest Dansk Intermezzo (Duńskie intermezzo). Prawdopodobnie istnienie tego tekstu nie było ujawniane, ponieważ łamał on umowę wydawniczą. Oto bowiem mamy do czynienia z opowiadaniem, w którym pojawiają się Martin Beck i Gunvald Larsson. Per Månsson, kolega Becka z Malmö, pisze do niego o problemach z prawem, jakie jego syn ma w Danii. Okazuje się, że wplątał się w przemyt narkotyków. Beck nie może jechać, ale Gunvald wybierał się właśnie na urlop do Kopenhagi. Generalnie więc to on jest głównym bohaterem opowiadania. Tekst w skróconej wersji ukazał się w czasopiśmie „Uge-magasinet” w 1987 roku. Następnie w 1989 roku w pełnej wersji ukazał się drukiem, jako niewielka książka (48 stron). Wydano ją nakładem tajemniczego wydawnictwa Pinkertons, które ma na swoim koncie tylko ten jeden wolumin. Nakład był ograniczony do 300 sztuk, a jedyny znany nam egzemplarz znajduje się w Bibliotece Królewskiej w Sztokholmie.

    Zagadka tajemniczego konta

    Jak już się zapewne domyśliliście, cała historia o polskim koncie bankowym Pera, była tylko pretekstem do tego, by opowiedzieć o tej części dorobku duetu Sjöwall & Wahlöö, który regularnie pomijany jest przez recenzentów i badaczy. Jednak prawdziwy kryminał musi mieć pozamykane wszystkie najważniejsze wątki, a zagadka musi zostać rozwiązana. Dlatego musimy wrócić w tym miejscu do Moniki, która otrzymała od Maj teczkę z dokumentami bankowymi, przysyłanymi do Szwecji z Polski. Bez żadnych kontaktów, ani tym bardziej bez pełnomocnictwa ze strony spadkobierców (w tym przypadku dzieci pisarskiej pary), zakrawało to na kolejny odcinek Mission Impossible, w którym zamiast niewysokiego amerykańskiego aktora, obsadzono moją żonę. Gdyby jednak jej się nie udało, nic takiego by się nie stało, świat dalej byłby na swoim miejscu, a ona, co najwyżej, nie zostałaby małym detektywem Maj Sjöwall.

    Wszystko zaczęło się zatem od typowo polskiego powiedzenia: „zobaczymy, co da się zrobić”. Bez wspomnianego wyżej pełnomocnictwa nie było sensu zaczynać od wydawcy. Trzeba było jakoś dostać się do systemu bankowego i w pierwszej kolejności ustalić, jak wyglądają procedury w przypadku takich kont z pieniędzmi, po które nikt się latami nie zgłasza. To znów wymagało typowo polskiego podejścia, czyli załatwienia sprawy po znajomości.

    Tak się złożyło, bo w takich sytuacjach zwykle jakoś „tak się składa”, że Monika miała kiedyś ucznia, którego ojciec pracował w banku na jakimś kierowniczym stanowisku. Nie był to wprawdzie „ten” bank, ale… Jego koleżanka ze studiów, z którą wciąż miał jako taki kontakt, pracowała już we właściwym miejscu i obiecała przyjrzeć się sprawie. Jej odpowiedź była ze wszech miar nieformalna, choć zawierała sporo bardzo formalnych załączników, takich jak regulaminy, wyciągi z przepisów i wewnętrznych okólników, nakazujących konkretne postępowanie w podobnych przypadkach. Najważniejsza jednak była odpowiedź związana z tym konkretnym typem konta, które przed laty założono Perowi: po wyczerpaniu środków nie będą narastały dodatkowe koszty, a samo konto zostanie zamknięte. Teraz wystarczyło tylko przetłumaczyć na szwedzki najważniejsze rzeczy i przekazać je Maj.

    Rozwiązując w ten sposób ostatnią zagadkę Pera Wahlöö.

    Rafał Chojnacki

  • Harry Hole powraca!

    To wiadomość, która zelektryzuje fanki i fanów norweskiego pisarza. W ostatnim czasie Nesbo raczył nas opowiadaniami („Zemsta”, „Zazdrość”) oraz znakomitą powieścią „Królestwo”. Teraz czas na danie, którego smak znamy – Harry Hole powraca!

    Na razie wiemy niewiele. Trzynasta książka z norweskim policjantem w roli głównej ukaże się jesienią nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego. Za tłumaczenie będzie odpowiadała znająca twórczość autora jak nikt inny, Iwona Zimnicka. Zdradzę jeszcze, że o najnowszej ksiażce Nesbo będzie na smaku dość głośno, ale na szczegóły, podobnie jak w przypadku fabuły książki, jeszcze ciut za wcześnie.

    Przypomnijmy, że pierwsza część cyklu z Harrym ukazała się w Polsce w 1997 roku – „Człowiek nietoperz”, a ostatnia – „Nóż” w roku 2019.

     

  • Syndrom sztokholmski (odc. 1). Skandynawskie lato z kryminałem. Zaprasza Rafał Chojnacki

    Witam w pierwszym, jednocześnie już wakacyjnym, odcinku mojej skandynawskiej sagi. Wprawdzie nie jestem Margit Sandemo, jednak zamierzam opowiadać tu również o Ludziach Lodu. Może, nieco dokładniej rzecz ujmując, o mieszkańcach Północy i ich krwawych pomysłach na literaturę. Jednym słowem będzie to cykl w dużej mierze skoncentrowany na skandynawskim kryminale lub też tym, co modnie określa się jako nordic noir.

    I co ja robię tu…

    Niektórzy z Was zapewne kojarzą mnie ze wpisów na smakoksiążkowej grupie na Facebooku, uczestniczyłem też w kilku panelach online, organizowanych przez Adama Szaję w trakcie pandemii. Inni czytelnicy mogą znać portal „Deckare.pl Skandynawskie Kryminały”, na którym od ponad dekady zbieramy informacje o tym, co dzieje się w tym podgatunku, zarówno w Polsce, jak i na świecie. Ja sam zajmuję się od wielu lat popularyzacją tego nurtu w literaturze, a także działalnością naukową, w której badam specyfikę skandynawskiej odmiany kryminału. Zajmuję się też kilkoma innymi aspektami literatury popularnej, ale w tym miejscu pozostaniemy przy zbrodniach z północy.

    Cykl Syndrom sztokholmski ma być w założeniu sposobem na przybliżenie nieco mniej zauważalnych aspektów skandynawskiego kryminału. Z jednej strony będę tu pisać o tematach i autorach dość znanych, z drugiej zaś postaram się przybliżyć tych, którzy w Polsce nie zdobyli dużej popularności, lub nawet w ogóle do niej nie trafili. W pierwszym przypadku będę zwykle proponował jakieś nieco odmienne spojrzenie na znane tematy, w drugim zaś będzie się często kryła zachęta do poszukania jakiegoś niedocenionego kryminału, lub też – na ile to możliwe – do zapoznania się z twórczością niektórych pisarzy w innych językach.

    Od czasu do czasu mogą się zdarzyć sytuacje, w których będę sięgał po true crime. Zawsze jednak w odniesieniu do literackiego kryminału, który nierzadko ma swoje korzenie w rzeczywistych sprawach. Zabójstwo Olofa Palmego, morderstwo w Knutby, dramat przy Norrmalmstorg czy afera Geijera – to wydarzenia, które mają szansę zaistnieć na łamach Syndromu sztokholmskiego.

    Sztokholm, fot: www.unsplash.com/Raphael Andres

    Przed wyjazdem na wakacje

    Chociaż ze wszystkich pór roku lato najmniej kojarzy nam się ze zbrodnią, to właśnie latem, okresie wakacyjnym, wiele osób sięga po kryminał. Wtedy właśnie mamy trochę więcej czasu. Na urlopie nadrabiamy jednak zazwyczaj czytelnicze zaległości, dlatego też wydawcy dość oszczędnie gospodarują w tym czasie premierami, czekając na jesień. Nie znaczy to jednak, że nie będzie kilku nowości, które możemy zabrać ze sobą na urlop, lub nawet kupić gdzieś w podróży.

    Do takich książek, które warto już teraz przygotować sobie do spakowania na wakacje, należy niewątpliwie Krąg polarny Lizy Marklund. Autorka, która ma na koncie bardzo dobrą serię dziennikarskich kryminałów o Annice Bengtzon, wraca do swojego ulubionego gatunku, prezentując nam powieść przewrotną i wielowarstwową. Oto bowiem mamy do czynienia z niespodziewanym rozwiązaniem zagadki zniknięcia przed czterdziestoma laty jednej z członkiń klubu czytelniczego. Jest to jednak dopiero początek prawdziwego śledztwa, które trzyma w napięciu i dalekie jest od fabularnych schematów.

    Interesującym powrotem jest również książka Puk, puk Andersa Roslunda. Były dziennikarz samodzielnie kontynuuje serię, którą tworzył wcześniej ze zmarłym przed pięcioma laty Börge Hellströmem. To nadal mroczne i nieco nieprzyjemne w swej społecznej wymowie kryminały, które pokazują czytelnikom to, na co chętnie od siebie odsuwamy. Dziewiąty tom serii z Ewertem Grensemto również historia, która sięga w przeszłość. Tym razem chodzi o jego dawną sprawę, a także o próbę zemsty na świadku koronnym.

    Spośród już wydanych rzeczy, chciałbym też polecić coś nietypowego. Oto bowiem Mikael Niemi, autor kojarzony przede wszystkim z literaturą głównonurtową, nie tylko napisał powieść Ugotować niedźwiedzia, z silnym wątkiem kryminalnym, ale na dodatek jej głównym bohaterem uczynił historyczną postać. Lars Levi Læstadius to słynny luterański pastor i biolog, który odpowiada za konserwatywny zwrot w nordyckim chrześcijaństwie. Od jego nazwiska swoją nazwę wziął cały nurt religijny, który zapamiętano m.in. z walki z alkoholizmem wśród rdzennych mieszkańców Północy. Niemi uczynił z Læstadiusa również detektywa, który ma za zadanie rozwiązać zagadkę śmierci znalezionej na bagnach martwej dziewczyny.

    www.unsplash.com/Lance Asper

    Skandynawskie lato w Polsce

    Warto wreszcie przejść do tytułów, których wydanie zaplanowano na lato tego roku. U progu wakacji, 29 czerwca, pojawiła się najnowsza powieść Camilli Grebe pt. Wszyscy kłamią. Autorka ma już w Polsce liczne grono czytelników, więc jej kolejny thriller kryminalny powinien spotkać się z dobrym przyjęciem, zwłaszcza że – jak przystało na powieść skandynawską – nie obejdzie się tu bez poruszenia ważnych społecznie tematów. Tym razem mamy do czynienia z problemami, z jakimi w egalitarnej Szwecji mogą się spotkać imigranci z krajów arabskich.

    Długo wyczekiwany Ostatni gwóźdź Stefana Ahnhema to ostatni tom cyklu o Fabianie Risku. Polskie wydanie pojawi się w sprzedaży 13 lipca. Jako że powieść bezpośrednio łączy się z poprzednimi tomami, warto wcześniej przypomnieć sobie, o czym czytaliśmy w Motywie X i X sposobach na śmierć. Wraz z zakończeniem cyklu, poznamy wreszcie finał rozgrywki między szwedzkim policjantem, jego duńską koleżanką i jej psychopatycznym szefem.

    Miłośnicy niewątpliwego talentu Jørna Liera Horsta czekają zapewne na nową powieść o komisarzu Williamie Wistingu. Książka zatytułowana Bez granic ma się ukazać około 15 sierpnia. O tym, że żyjemy w świecie bez granic, ma nas zapewne przekonać fakt, że niewielki norweski Larvik połączy się w tym śledztwie ze słoneczną Hiszpanią, w której zaginęła australijska turystka…

    W sierpniu pojawi się również druga powieść Elina Backman, której wcześniejsza powieść Kiedy umiera król był jednym z najciekawszych fińskich kryminałów ostatniego czasu. W nowej książce, której polskiego tytułu jeszcze nie podano, powrócą bohaterowie pierwszej części, dziennikarka Saana i policjant Jan Leino.

    Tymczasem za Bałtykiem

    Wycieczkę po skandynawskich zapowiedziach zacznijmy od wizyt w domach znajomych. W Szwecji ukazała się właśnie kolejna „hiszpańska” książka. Nowa powieść Mari Jungstedt Andra sidan månen (Druga strona księżyca) to drugi tom jej serii, której bohaterami są Szwedzi pomieszkujący w hiszpańskiej Maladze.

    Powraca również Håkan Nesser, z trzema krótszymi tekstami o komisarzu Van Veeterenie. Zbiór nosi tytuł En främling knackar på din dörr (Nieznajomy puka do twoich drzwi) i oprócz tekstu tytułowego zawiera również mikropowieści Beundran (Podziw) i Botgöring (Pokuta).

    Na drugą połowę lipca zapowiedziana jest premiera powieści Tala med de döda (Porozmawiaj ze zmarłymi) z serii o Kristofferze Barku z wydziału kryminalnego policji w Örebro. Jej autorką jest Anna Jansson, znana w Polsce jako autorka cyklu o policjantce Marii Wern. Tymczasem jej nowa seria ma już trzy tomy, a jak na razie żaden z nich nie trafił do naszych czytelników.

    Nad Sundem i wśród fiordów

    Duńscy i norwescy miłośnicy kryminałów wprawdzie również mają na co czekać tego lata, jednak wśród wydawanych tam powieści niewielu będzie autorów, których znamy nad Wisłą. Duńczycy lubią książki z wątkiem politycznym, dlatego sporym zainteresowaniem cieszy się powieść Kim Leine, zatytułowana Karolines kærlighed (Miłość Karoline), opowiadająca o córce konserwatywnego polityka, która idzie w ślady swojego ojca. Praca w duńskiej ambasadzie w Rosji sprawia jednak, że jej życie zaczyna się komplikować. Wreszcie przystojny mężczyzna oferuje jej możliwość pomocy w dotarciu na fotel premiera Danii.

    Ciekawie zapowiada się również debiut dziennikarza Ole Nørskova, który napisał książkę… rzecz jasna o dziennikarzu. Mikael Eriksen to dziennikarz pracujący głównie zza biurka. Jednak kiedy w redakcji odbiera telefon z informacją o śmierci starego przyjaciela, postanawia dowiedzieć się, co się za tym wszystkim kryje. A tropy zawiodą go aż do czasów II wojny światowej.

    W Norwegii popularny jest z kolei czwarty tom serii, której bohaterką jest telewizyjna dziennikarka Kajsa Coren. Powieść Den tavse kvinde (Cicha kobieta), autorstwa Trude Teige pokazuje dziennikarskie śledztwo, dotyczące zabójstwa starszej kobiety, która wiedziała za dużo o prominentnych mieszkańcach swojej okolicy.

    A po wakacjach…

    Po wakacjach czekamy w Polsce na nową powieść Åsy Larsson. Jej sensacyjny powrót do postaci Rebecki Martinsson, będący jednocześnie zamknięciem serii, okazał się na tyle dobry, że Szwedzka Akademia Kryminału wybrała go książką roku 2021. Powieść zapowiadana jest u nas na drugą połowę roku, ale nie znamy jeszcze szczegółów.

    Prawdziwy wysyp nowości czeka nas za to po wakacjach w Szwecji. Wśród nich m.in. Kärlekens algoritm (Algorytm miłości) pierwszy tom nowej serii Monsa Kallentofta, a także kolejna powieść Camilli Läckberg, zatytułowana Gökungen (Kukułcze pisklę). Jeżeli interesuje Was jakie straszne wydarzenia wstrząsną Fjällbacką, to zdecydowanie macie na co czekać. Książka ta trafi do Polski zapewne dopiero po drugim tomie serii pisanej przez Läckberg z Henrikiem Fexeusem. Kult trafił do szwedzkich czytelników wiosną, więc u nas możemy się go spodziewać na jesieni.

    W następnym odcinku: przyjrzymy się temu, co przydarzyło się 25 lat temu pewnemu policjantowi z Oslo.

    Rafał Chojnacki

  • Carl Mørck zginie, czy przejdzie na emeryturę?

     

    Zanim obejrzycie rozmowę, krótkie wprowadzenie. Nasza spotkanie było zaplanowane w plenerze, ale rano okazło się, że strasznie wieje i leje. Pomyślałem więc, że autor nie ma przecież dwudziestu lat, więc nie będę go ciągał w taką pogodę po Krakowie, umówiliśmy się więc w hotelu, w którym mieszkał autor. Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że Jussi Adler-Olsen jest takim profesjonalistą, że gdy się spotkaliśmy, to powiedział coś takiego: „Adam, ten deszcz by mi naprawdę nie przeszkadzał, chodźmy tam”. Zostaliśmy jednak w hotelu, ale też na schodach.

    Obejrzyjcie naszą rozmowę, a dowiecie się wielu ciekawych rzeczy. Jakich? Oto kilka przykładów. Kim byłby Jussi, gdyby nie został pisarzem? Czy jego główny bohater Carl Mørck zginie, a może po prostu przejdzie na emeryturę? Czy zdradzi ostatnie zdanie dziesiątej książki o Departamencie Q? No i co się stanie, gdy ta seria się skończy? Dowiecie się również, że nie jestem taki głupi, na jakiego wyglądam 😉