Tag: targi książki

  • „Byłby jeden ranny i jeden zabity”. Rozmowa z Jackiem Orylem, dyrektorem Międzynarodowych Targów Książki w Warszawie

    Rozkładamy branżę targową na czynniki pierwsze. Od czego zależy frekwencja i dlaczego imprez targowych będzie ubywać? Czy wprowadzenie biletów na zeszłoroczne Targi Książki w Katowicach było błędem? Skąd pomysł na nową imprezę w lutym w Gdyni? No i dlaczego w maju zobaczymy się na PGE Narodowym, a nie przed Pałacem Kultury i Nauki? O tym wszystkim rozmawiam z Jackiem Orylem, dyrektorem wielu targów książkowych.

    Adam Szaja: Powiedz proszę, jaka była twoja pierwsza myśl, kiedy dowiedziałeś się, że targi Vivelo na Stadionie Narodowym się nie odbędą?

    Jacek Oryl: Poczułem dużą ulgę. Dowiedziałem się o tym podczas Targów Książki Historycznej w Arkadach Kubickiego. Stałem pośrodku tłumu i zobaczyłem, Teresę Wieczorek przeciskającą się między ludźmi, a potem rzucającą mi na szyję z radości. Omal mnie nie przewróciła, dopadając tak z zaskoczenia. Nie wiedziałem, o co chodzi. Ale jak się już dowiedziałem to tak – poczułem ulgę. Organizacja takiego wydarzenia przy niepewności, na kogo postawią wydawcy, nasi partnerzy merytoryczni, patroni, było przez te dwa lata ogromnie stresujące. Zmiana sympatii kilku z nich w każdej chwili mogłaby doprowadzić naszą organizację do upadku. To było poważne ryzyko finansowe – z dużym wyprzedzeniem wynajem obiektów, logistyka. Wszystkie zobowiązania podpisywane z góry. Jeśli funkcjonuje się we własnym centrum wystawienniczym, takie ryzyko nie istnieje, ale przy wynajmowaniu obcych obiektów trzeba się z nim liczyć. A konkurencja była poważna i zamożna. Vivelo działało w ramach grupy kapitałowej Zjednoczonych Przedsiębiorstw Rozrywkowych – firmy, która chwali się rocznymi obrotami blisko 4,5 miliarda złotych, w skład której wchodzi nie tylko grupa spółek medialnych z Time S.A. na czele ale, przede wszystkim, największa w Polsce sieć kasyn. Mieliśmy przewagę doświadczenia, sprawności organizacyjnej i oczywiście olbrzymią determinację, ale przy takiej dysproporcji kapitału szanse na wygraną w takim pojedynku nie były duże.

    Gdyby jednak te targi w 2025 roku się odbyły – i na PGE Narodowym, i przed Pałacem – to byłoby dwóch rannych czy dwóch zabitych?

    W pewnym momencie zdecydowałem się na manewr „wymijający” i przeniesienie terminu o tydzień wcześniej, przed naszą konkurencję. To było dla nas kłopotliwe i bolesne finansowe, bo straciliśmy m.in dużą delegację wydawców włoskich, którzy szykowali się do udziału w Targach. Niestety wypadł im wtedy termin Targów Książki w Turynie. Musieliśmy uzgodnić tę zmianę z naszymi najważniejszymi partnerami w tym z Gościem Honorowym i uzyskać ich aprobatę do tego pomysłu.

    Vivelo jednak poddało się m.in. dzięki temu manewrowi. Bo jeśli mniejsza impreza jest przed większą to ma szansę na jakąś publiczność ale jeśli odwrotnie to szanse na to drastyczne maleją. O tym dobrze wiedzą wystawcy targów więc ci, którzy wybierali dotąd targi na stadionie zaczęli rezygnować. A że i tak nie było ich zbyt dużo to pytanie było tylko jedno – czy ambicje właściciela są na tyle duże, by zaakceptować jeszcze większe straty. Jak widać – nie. Więc gdyby targi na PGE Narodowym również się odbyły – odpowiadając na Twoje pytanie w nomenklaturze militarnej – byłby jeden ranny i jeden zabity.

    Organizacja targów wymaga dużego doświadczenia. Wiele osób myśli, że to proste – jak zrobienie koncertu: zamawiasz zespół, sprzedajesz bilety, wynajmujesz obiekt. Ale diabeł tkwi w szczegółach i kontroli budżetu. Nie sztuka tylko w tym, by impreza się odbyła i się podobała, ale równiez aby pokryła koszty i przyniosła jakiś zysk. Od blisko 30 lat organizuję różne eventy i widziałem wiele sytuacji: świetna impreza, mnóstwo pracy i kreatywności, wszyscy zachwyceni – a budżet na minusie. Dlatego mam obsesję na punkcie kosztów: wszystko planuję i rozpisuję szczegółowo. To wymaga dyscypliny – jak w bliskiej mi z tytułu mojego wykształcenia architekturze, gdzie każdy projekt musi być przemyślany i dopracowany od fundamentów. Ludzie z Vivelo mieli zapał i byli entuzjastycznie nastawieni do tego projektu, ale na dłuższą metę nie mieli szans na jego kontynuację, jeśli organizacja imprezy kosztowała ponad miarę.

    Stadion Narodowy, fot: Flying Andy

    Gdy ogłaszałeś, że Targi Książki od przyszłego roku przenoszą się na Stadion Narodowy napisałem, że „wracają do domu”. Jak to wygląda biznesowo – czy stadion będzie droższy w utrzymaniu?

    Oczywiście będzie nieco droższy. Jednak paradoksalnie tegoroczne targi majowe były najdroższe w historii i wyjątkowo kłopotliwe organizacyjnie – co ułatwiło mi podjęcie decyzji o przenosinach. Zmieniano nam trzykrotnie lokalizację ustawienia pawilonów namiotowych, do tego pojawiły sie dodatkowe koszty, bo np. wymurowano jakieś krawężniki i przeniesiono nas na wielki, nieuzbrojony parking – bez zasileń prądowych itd.. Na każdym kroku pojawiały się nowe niespodzianki: od chwilowej odmowy Muzeum Sztuki Nowoczesnej na wykorzystanie przestrzeni do spotkań (dzięki pomocy ze strony władz miasta ostatecznie decyzję zmieniono), odmów na wykorzystanie sal na spotkania przez innych operatorów obiektów, z których dotąd korzystaliśmy, aż po liczne dodatkowe opłaty, o których informowano nas w ostatniej chwili. Tak wielka impreza nie może zależeć od kaprysów partnerów i mieć tak trudne do przewidzenia koszty. To ryzykowne dla nas i rozczarowujące dla wydawców czy gości. Ta stała niepewność i ciągłe zmiany były na tyle demotywujące że uznałem że warto zapłacić więcej by mieć większą stabilizację. Dodatkowo wprowadzimy bilety wstępu. Nie będą drogie, ale mam nadzieję, że pozwolą pokryć różnicę w kosztach.

    Na stadionie z kolei pracują ludzie pamiętający nasze wcześniejsze targi i współpracę jeszcze sprzed pandemii. Dzięki nim zarząd PGE Narodowego zgodził się na nasz powrót. Bo na ten, jedyny, wolny termin czekały już imprezy sportowe rangi mistrzostw Europy a nawet świata i kolejne koncerty. Nie była to więc kwestia wyłącznie pieniędzy, ale również doświadczenia i renomy organizatora. Przedstawiono nas jako dawnych partnerów pokazujac nawet członkom zarządu wiszące na ścianach zdjęcia z dawnych, organizowanych przez nasz zespół imprez na stadionie.. To były miłe referencje i potwierdziły, że nadal mamy tam dobrą opinię.

    Czy ważni goście zagraniczni nie mówili nigdy: „Jacek, wszystko fajnie, ale tu jest błoto, namioty, deszcz – to nie wygląda jak największa impreza książkowa w Polsce”?

    Nikt mi tego wprost nie powiedział, ale przy tej ostatniej przed Pałacem Kultury i Nauki edycji było mi za to wstyd. Bo nie tak to miało wyglądać i niewiele brakowało, by było tak pięknie, jak nam to wcześniej obiecywano – z Placem Centralnym dostępnym, gotowym i zielonym. Trzy tygodnie po zakończeniu targów Plac centralny był już bez płotów, nowiutki i gotowy. Chociaż potem się okazało, że na Jesienne Targi Książki na początku września jeszcze gotowy nadal w pełni nie był. Faktycznie otoczenie targów było fatalne, jednak to wszystko ratowała zawsze znakonita frekwencja publiczności będąca efektem niezwykle bogatego programu i najbardziej centralnej z możliwych lokalizacji.

    A czy jako dyrektor Międzynarodowych Targów Książki w Warszawie tęskniłeś za Narodowym?

    Nieszczególnie. Plac Defilad miał swoje wady, ale dawał też festiwalowy klimat: otwarta przestrzeń, centrum miasta, wolny wstęp, bez ogrodzeń. To doceniali również goście zagraniczni – dziwili się, że można zostawić książki na noc bez płotów, ogrodzeń w centrum miasta i nic nie ginie. W każdym razie ta otwartość i dostępność dawała tę niesamowitą atmosferę.

    Ale jednocześnie dla imprezy profesjonalnej, branżowej, międzynarodowej – stadion jest nieporównywalnie lepszy. Oferuje centrum konferencyjne z dziesięcioma świetnie przygotowanymi salami i udogodnienia dla osób z niepełnosprawnościami. No i szerokie przejścia – siedem metrów wokół promenady. Choć przy tłumach jakie przyciagają targi i tak bywa za ciasno, zwłaszcza przy kolejkach do popularnych autorek i autorów.

    Choć ma też wady: miejscami gardła komunikacyjne, ludzie gubiący się na podziemnych parkingach, autorzy spóźniający się na spotkania. To obiekt masowy, przygotowany pod koncerty i mecze, a nie na targi. Z naszych wcześniejszych doświadczeń płyta stadionu nie nadaje się, do zlokalizowania tam stoisk wystawawienniczych a strome zejścia między trybunami nie są najszczęśliwszą drogą do wprowadzenia ludzi na płytę boiska. Brakuje szerokich, reprezentacyjnych wejść na nią tak, by można było nimi prowadzać dużą liczbę osób. Za to przestrzeń zewnętrzna wokół stadionu daje możliwości, których wcześniej nie wykorzystywaliśmy w takiej skali. Teraz mam plany, żeby ją lepiej zaaranżować – zwłaszcza że wejście od strony Ronda Waszyngtona jest bardzo atrakcyjne promocyjnie, bo to ruchliwy węzeł komunikacyjny i główny kierunek wejścia na targi. Z pewnością, w porównaniu z targami książki, których byłem dyrektorem przed pandemią, wprowadzimy sporo zmian, wynikających z doświadczeń, które zdobyliśmy w ostatnich latach.

    Mam do Ciebie pytanie jako do człowieka od Excela i liczb – czyli umysłu ścisłego. Czy frekwencję na targach da się w ogóle przewidzieć? Przyznam, że gdy w maju przyjechałem na deszczowe targi do Warszawy, pomyślałem: „Nie ma szans, przyjdzie pięć osób na spotkanie”. A potem wszyscy byliśmy w szoku, bo mimo pogody były tłumy. To chyba zupełnie niemierzalne. Czy jesteś w stanie przewidzieć liczbę odwiedzających? Ile zmiennych wchodzi w grę?

    Katowice, fot: smakksiazki.pl

    Precyzyjnie oczywiście nie, ale ja mam swoje wskaźniki. Przed targami obserwuję zainteresowanie mediów wiedząc jak dużo sami inwestujemy w promocję. Przy majowych targach mamy zawsze bardzo duży budżet promocyjny. Jednak równie ważnym wskaźnikiem jest to, jak mocno włączą się w informowanie o wydarzeniach targowych media – branżowe i szerokiego zasięgu w ramach współpracy redakcyjnej. Jeśli to zainteresowanie jest samoistnie duże, wiem, że impreza będzie sukcesem. A jeżeli chodzi o inne prognozy – mam na myśli prognozy pogodowe – mam obsesję na ich punkcie. W tym roku prawie żadna się nie sprawdziła. Jeszcze dziesięć dni przed imprezą wszystkie prognozy przewidywały, że będzie piękne słońce i 22 stopnie – idealną pogodę dla wystawców i zwiedzających targi. A potem dzień po dniu prognozy się psuły i finalnie było 13 stopni i lało. Mimo to frekwencja dopisała – także dzięki intensywnej promocji. Od dwóch lat współpracujemy ze wszystkimi kanałami TVP, Polskim Radiem, Polsatem, trochę z TVN-em, Onetem, Gazetą.pl. To w sumie daje to ogromny zasięg. Do tego media regionalne i branżowe, outdoor, mailingi i reklamy targetowane do wybranych grup odbiorców. Monitorujemy wszystko, mamy raporty i wiemy, jak wrzucać informacje, żeby się właściwie rozprzestrzeniały.

    Wiele organizatorów myśli, że „targi książki i fajni autorzy” wystarczą same z siebie do przyciągnięcia publiczności. Zdecydowanie nie – promocja jest kluczowa, choć kosztowna. Nie można tego lekceważyć i trzeba mieć doświadczenie jak ją stosować. Trzeba też podkreślić, że od czasu pandemii frekwencje na wydarzeniach literackich i tak wyraźnie wzrosły. Pomaga też fenomen literatury Young Adult – jeśli główni wydawcy tego gatunku się wystawiają, tłumy młodzieży są w zasadzie pewne. To jednak, co widowiskowo wygląda – długie kolejki nastolatek do swoich ulubionych autorek – jest uciążliwe dla innych wydawców i całkowicie nie przekłada się na sprzedaż innych książek na targach. Ta, dodatkowa publiczność z reguły nie bierze też udziału w żadnych innych wydarzeniach programowych targów, funkcjonuje w zasadzie obok nich.

    Podsumowując – przyznaję że tym roku pozytywnie zaskoczyła mnie frekwencja przy tej koszmarnie złej pogodzie. Mimo stosowanych przeze mnie wskaźników to była miła, duża niespodzianka. A dodatkowo Korea jako gość honorowy ze swoimi autorami przyciągnęła ogromną uwagę. Natomiast tego, że frekwencja przekroczy 130.000 osób, nikt się nie spodziewał.

    Gdzie są jeszcze targowe „białe plamy” do zagospodarowania? Wiemy już, że w lutym 2026 odbędą się targi w Gdyni. Są jakieś inne plany ekspansji terytorialnej?

    Białych plam jest już niewiele. Lublin zasługuje na imprezę targową z prawdziwego zdarzenia – Vivelo próbowało, ale bez doświadczenia to się nie udało. Tam jest oczywiście jakiś potencjał i trochę już zanęcono, więc apetyt na taką stałą imprezę się pojawił. Właścicielem obiektu są Międzynarodowe Targi Poznańskie, więc to naturalne, że oni chcą skorzystać z tej okazji, ale termin, który wybrali – listopad – to fatalna decyzja. Listopad jest przeładowany: Kraków pod koniec października, potem Katowice, Łódź, Wrocław. Już te imprezy będa się kanibalizować. Wpychanie kolejnej imprezy w Lublinie, i to w najmniejszym mieście z tej listy, nie ma sensu. To powinna być impreza organizowana w innym okresie roku. Trzeba pamiętać, że wydawcy i autorzy mają swoje ograniczenia – kondycyjnie nie da się co tydzień jeździć na kolejne targi. Zauważam, że już przez natłok imprez różnego typu dedykowanym literaturze – targów, festiwali, plenerów, spotkań – zaczyna się nimi przesyt i przewiduję że w najbliższym czasie liczba ich uczestników zacznie spadać. Dodatkowo już obserwujemy w tym roku oznaki spadku zainteresowania literaturą Young Adlut co dodatkowo uszczupli frekwencję. Więc najpierw część imprez będzie się kurczyć, a potem będą znikać z rynku.

    Czyli największą „białą plamą” jest jeszcze styczeń, jednak czy to ma sens biznesowy?

    Raczej nie. Styczeń to martwy okres, a ferie w różnych województwach dodatkowo komplikują sprawę. Dlatego my postawiliśmy w Gdyni na koniec lutego – to dobre miejsce w kalendarzu, niedługo potem ruszają też targi książki Poznaniu. Wrzesień też jest dobrym terminem na nowe imprezy. Ale absolutnie nie może być tak, że co tydzień odbywa się kolejna. To męczy wydawców, pracowników i autorów. Od pewnego czasu o autorów konkurują z nami – organizatorami targów i festiwali również biblioteki. Mają znaczące budżety na program i promocję, więc są aktywne na tym polu.

    Skąd pomysł na tę Gdynię w lutym?

    Bo Gdynia ma już wyrobioną publiczność dzięki letnim, uznanym wydarzeniom – Plenerowi Literackiemu w Gdyni i Festiwalowi Miasto Słowa. Rok przerwy w organizacji Pleneru wywołał protest mieszkańców – kilka tysięcy osób domagało się powrotu tej letniej imprezy do programu wydarzeń wspieranych i współorganizowanych przez miasto. To pokazuje, jak ważne są tu wydarzenia kulturalne. Gdynianie nie jeżdżą na imprezy do Gdańska – oni wolą swoje. Gdynia ma silną pozycję kulturalną w całej trójmiejskiej aglomeracji: Teatr Muzyczny, Festiwal Filmowy, Open’er, Ladies Jazz Festival i wiele innych. Uważam, że to jest fantastyczne miejsce. Dlatego wolę organizować w Gdyni niż szukać na siłę kolejnego miasta średniej wielkości, by organizować w nim kolejną imprezę. A generalnie uważam, że imprez jest już za dużo i powoli zacznie ich ubywać. Po pandemii był boom, teraz to sfera raczej będzie się kurczyć. Zostaną imprezy największe, z najbardziej ugruntowaną pozycją. Nasza Gdynia zastąpi nasz Yana Festival w Katowicach, który organizowaliśmy w podobnym czasie na Górnym Śląsku. Uznaliśmy jednak, że wobec spadającej popularności literatury young adult nie ma dla niej dalszej przyszłości. Nie dokładamy wiec kolejnej imprezy tylko wymieniamy jedną, na południu Polski na drugą – na północy, tam gdzie nie ma jeszcze ich nadmiaru.

    Przenieśmy się jednak z powrotem na południe – do Katowic. W zeszłym roku dyskutowano, czy targi w Międzynarodowym Centrum Kongresowym powinny być płatne. Jak będzie w tym roku?

    Być może nie powinny, ale aby się nadal odbywały w Międzynrodowym Centrum Kongresowym muszą być płatne. Jednak bilety będą tańsze. W zeszłym roku wprowadziliśmy bilety wstępu po 20 zł, bo takie ceny funkcjonowały na wiosennym festiwalu Young Adult i wtedy nie powodowało to kontrowersji – młodzież je kupowała, a frekwencja była bardzo wysoka. W przypadku listopadowych targów krytyka była jednak spora – podgrzewana dodatkowo ze strony innych organizatorów targów, co mi się osobiście nie podobało. Teraz planujemy obniżkę ceny biletów do 15 zł i wprowadzenie dodatkowych opcji – biletów trzydniowych i rodzinnych. Rozważamy nawet zmianę operatora sprzedaży, by ułatwić zakup i wejście na targi. Uważam jednak, że mimo cen frekwencja w listopadzie była świetna, a opłaty pomogły pokryć wyższe koszty obiektu. To drogie centrum, a obligatoryjne usługi dodatkowe, takie jak ochrona, sprzątanie, dyżury pracowników ochrony, p.poż. oraz innych służb świadczone przez operatora rosną każdego roku proporcjonalnie m.in do wzrostu płacy. Staramy się nie podnosić cen dla wystawców, więc musimy bilansować budżet sprzedażą biletów. Ponosimy m.in wyjątkowo wysokie koszty zapewnienia bezpieczeństwa – tłumy nastolatków wymagają większej kontroli. System kontroli wejść wprowadzony przy okazji sprzedaży biletów w tym pomaga. Więc bilety to także kwestia organizacyjna, a nie wyłącznie finansowa.

    Moim zdaniem Katowice, obok Poznania, mają najlepszą lokalizację i są najlepiej skomunikowane.

    Zgadzam się – Międzynarodowe Centrum Kongresowe to najbardziej komfortowy obiekt wystawienniczy, położony w sercu miasta, a więc bardzo dostępny dla wszystkich jego wystawców. Niestety, również jeden z najdroższych. Ale to luksus, na który warto sobie pozwolić, bo daje świetne warunki. Targi książki nie są najbardziej dochodowymi imprezami – budżety są mniejsze niż np. kongresów medycznych czy gospodarczych – dlatego wynajmowanie takiego obiektu jest trochę “ponad stan”, ale to miejsce dające komfort uczestnikom targów oraz nam – ich organizatorowi.

    Na koniec – jest coś, co chciałbyś powiedzieć, a co jeszcze nie padło?

    Chciałbym zdradzić, kto będzie gościem honorowym ale ogłosimy to niestety później, po Targach Książki w Katowicach, w listopadzie tego roku. Nasz Gość Honorowy wstrzymał nam publikację tej wiadomosci do czasu uroczystego podpisania umowy a to nastąpi dopiero w listopadzie, w kraju Gościa Honorowego.

    Na majowe targi?

    Tak, na majowe.

    Zatem czekamy. Dziękuję za rozmowę.

  • Noblistka Wisława Szybmorska stała w kolejce po bilet – rozmowa z Grażyną Grabowską

    W trakcie krakowskich targów spotykaliśmy się od dziesięciu lat, czy to w halach, czy w Telewizji Targowej. Coś się jednak kończy, coś się zaczyna, bo Grażyna Grabowska przeszła na emeryturę – jak wspomina czas imprez książkowych? Czy powstanie trzecia hala? Czy pandemia mogła doprowadzić do bankructwa? Zapraszam na naszą rozmowę, w której wiele ciekawostek dotyczących organizacji targów.

    Adam Szaja: To nasza pierwsza rozmowa, gdy jest Pani na emeryturze. Jakie najmilsze wspomnienie będzie towarzyszyło z tych lat pracy?

    Grażyna Grabowska, była Prezes Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie®:

    Mam wiele wspomnień, ale te najbardziej wzruszające sięgają samych początków – i to nie tylko Targów Książki. Zabawne historie i anegdoty wiążą się także z innymi imprezami targowymi. Pamiętam czasy, gdy wynajmowaliśmy pomieszczenia od Klubu Sportowego „Wawel”, należącego do Wojska Polskiego przy ul. Rakowickiej. Organizowaliśmy też wydarzenia na terenach Klubu Sportowego „Wisła”. Bardzo miło wspominam współpracę z ówczesnym prezesem, Ludwikiem Miętta-Mikołajewiczem, z którym kontakt utrzymuję do dziś.

    Z halą wojska bywało różnie. Był taki moment, kiedy w dniu montażowym Targów Książki – po zmianach w dowództwie Wojska Polskiego – przyszedł generał i kazał nam natychmiast opuścić lokal. Oczywiście zrobił to w krótkich, żołnierskich słowach, mimo podpisanej umowy.

    Pamiętam, że kiedy postanowiliśmy zorganizować pierwsze Targi Książki w Krakowie, wiele osób ze środowiska wydawniczego i księgarskiego mówiło, że to się nie uda. Wcześniej podejmowano już dwie lub trzy próby zorganizowania takiej imprezy w Krakowie i nikomu się nie udało. Wtedy dosyć aktywnie działała krakowska sekcja Polskiej Izby Książki, więc skontaktowaliśmy się z jej przedstawicielami i zaprezentowaliśmy swoją koncepcję. Pamiętam, że niektórzy zakładali się, iż liczba wystawców nie przekroczy stu firm. Przekroczyła.

    Było chyba 140.

    120. Wiem, że były zakłady o skrzynkę whisky, ale nigdy nie zostały zrealizowane. Nie będę mówiła, kto miał ją przynieść.

    Może jak przeczyta, to przyniesie.

    Historii było wiele – także takich, które miały w sobie nutę smutku. Pamiętam na przykład moment, gdy redaktor „Znaku” wprowadzał na teren targów Czesława Miłosza. Musiał przeciskać się przez grupę młodzieży, która w ogóle nie rozpoznała noblisty i nie zwracała najmniejszej uwagi na to, że dwóch panów w średnim wieku próbuje się przedostać.

    Inne wspomnienie wiąże się z kolejną naszą noblistką – Wisławą Szymborską. Podczas targów przybiegł do nas podenerwowany pracownik ochrony, wołając: „Rany boskie, Wisława Szymborska stoi w kolejce po bilet!”. Było nam wtedy i wstyd, i przykro. Natychmiast ją wprowadziliśmy, choć i dla niej sytuacja okazała się lekko krępująca. A wszystko dlatego, że nie wysyłamy zaproszeń bezpośrednio do autorów – nie mamy ich prywatnych adresów. Informacje zawsze przekazujemy przez wydawców. Tym razem najwyraźniej wiadomość nie dotarła: może wydawca zapomniał, może nie zdążył. Efekt był taki, że pani Wisława stała w kolejce jak każdy inny uczestnik, zupełnie zaskoczona, że chcemy ją wprowadzić bez biletu.

    Byli jednak i tacy, którzy potrafili urządzić przy wejściu awanturę – domagając się wyjaśnienia, dlaczego nie otrzymali zaproszenia. Takie momenty zawsze pokazują, jak wielki – albo jak mały – potrafi być człowiek.

    Zostańmy na chwilę przy tych smutnych sytuacjach, ale zupełnie innego kalibru. Jak blisko było momentu, żeby pandemia zmiotła was z biznesowej planszy?

    EXPO Kraków było jednym z niewielu centrów targowych w Polsce, w których podczas pandemii uruchomiono szpital tymczasowy. Dzięki temu wszystkie podstawowe koszty utrzymania obiektu były zabezpieczone – szpital pokrywał rachunki za prąd, wywóz śmieci i inne opłaty. Nie jest tajemnicą, że sam budynek został wybudowany w oparciu o kredyt, ale mieliśmy go nadpłaconego, więc bank mógł spać spokojnie.

    Dodatkowo spełnialiśmy warunki niektórych tarcz pomocowych, co również poprawiło naszą sytuację. Trudno mi dziś dokładnie ocenić, jak blisko byliśmy poważnego kryzysu, ale z pewnością nie znajdowaliśmy się w dramatycznym położeniu. Najważniejsze było przetrwanie firmy i utrzymanie całego zespołu. W tym celu zdecydowaliśmy się obniżyć wynagrodzenia do trzech czwartych dotychczasowej wysokości.

    fot: Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie

    Wszyscy to zaakceptowali? 

    Tak, była nawet taka sytuacja, że po tym, jak wróciliśmy już do wypłacania pełnych pensji, jedna z naszych wieloletnich pracownic powiedziała, że widzi, iż wciąż jest trudno, i może pozostać na trzech czwartych wynagrodzenia. To pokazuje, jak bardzo związani z firmą są nasi ludzie. Mamy to szczęście, że wiele osób pracuje z nami od lat, a niektórzy – od pierwszego dnia istnienia firmy.

    Kiedy w 1996 roku zakładaliśmy Targi w Krakowie, pierwsza ekipa liczyła trzynaście osób. Co ciekawe, dokumenty podpisywaliśmy 13 lutego, więc trzynastka stała się dla nas szczęśliwą liczbą. Z tamtej grupy, jeśli dobrze liczę, około połowa wciąż z nami pracuje – to ogromna wartość dla firmy.

    Przeszliśmy długą drogę: od organizacji działającej niemal jak rodzina (choć oczywiście bez więzów krwi), do znacznie większego organizmu, który rządzi się już trochę innymi prawami. Notabene Piotr Dobrołęcki uświadomił mi kiedyś, że jestem najdłużej urzędującym prezesem targów książki i targów w Polsce w ogóle.

    Będzie Pani mogła bez tego żyć, czy jednak jest szansa na jedną ósmą etatu?

    Były takie propozycje i niektórzy bardzo nalegali. Ale to byłaby absolutnie chora sytuacja. Przecież nie można być prezesem na ćwierć etatu, a były szef na jakiejkolwiek innej funkcji w firmie? To byłoby wysoce niekomfortowe dla wszystkich, dla mnie również.

    To jaki jest plan na ciąg dalszy?

    Po pierwsze, mam lekko zaniedbane sprawy rodzinne. Moja dalsza rodzina jest bardzo liczna, utrzymuję z nią kontakty, ale przez całe lata nie mieliśmy okazji się spotkać. We wrześniu organizuję zjazd rodzinny – już mam zgromadzonych pięćdziesięciu uczestników. Do tego pies, ogród, mnóstwo planów wycieczkowych i całe stosy książek czekających na przeczytanie. Jak większość ludzi odkładałam pewne rzeczy „na emeryturę” – i teraz wreszcie będę mogła się nimi zająć.

    Mam złą wiadomość.

    Wiem.

    Filip Łobodziński uświadomił mi kiedyś, i wdrukowało mi się to w mózg, że nie przeczytamy w życiu wszystkich książek, które mamy do przeczytania.

    Wszystkich pewnie nie, ale podejmę wyzwanie – choć wiadomo, że z czasem umysł może być coraz słabszy, a książki stojące na tak zwanych „mądrych półkach” zapewne jeszcze trochę poczekają. Mam duży ogród i mały ogród, tysiąc pięćset planów oraz hobby, które pochłania mnóstwo czasu, na szczęście nie aż tak dużo pieniędzy. Słowem – naprawdę mam co robić.

    To może jeszcze ten zjazd rodzinny się powiększy, skoro będzie miała Pani jeszcze teraz więcej czasu, żeby pogrzebać w drzewie genealogicznym, co jest właśnie Pani hobby.

    Nie zajmuję się już własnym drzewem genealogicznym – ono jest właściwie kompletne, dopisuję tylko kolejne osoby, gdy ktoś się urodzi. Teraz badam drzewa genealogiczne innych osób. To naprawdę bardzo fajne hobby, które szczerze polecam, bo nie da się go uprawiać poważnie w oderwaniu od historii, kultury, tradycji danego regionu, a czasem nawet konkretnego miasta czy wsi. Trzeba wiedzieć, co się wówczas działo w Polsce, w danej parafii, jak wyglądało życie codzienne. To bardzo poszerza wiedzę. Podam przykład. Kiedy ktoś mówi mi, że jest „z dziada pradziada Polakiem i katolikiem”, zawsze proszę, by podał nazwisko żeńskiej linii z XIX wieku. Wtedy często okazuje się, że w tle był prawdziwy konglomerat wierzeń, narodów i kultur. I to jest w tym wszystkim najbardziej interesujące.

    Wrócę na chwilę do czasów nie aż tak zamierzchłych. Pamiętam doskonale tę konferencję prasową, na której były burzone ściany szpitala. Czy gdyby nie pandemia, to trzecia hala by już stała? 

    Tak. Jak wspomniałam, mieliśmy już nadpłacony kredyt i zgromadzone środki, by realnie myśleć o rozbudowie. Targom Książki przydałaby się trzecia hala Targom Stomatologicznym również, i to koniecznie. Dodatkowa przestrzeń pozwoliłaby nam na inną organizację pracy: wydarzenia o tematyce przemysłowej mogłyby odbywać się równolegle, w sąsiednich halach, przyciągając tę samą grupę zwiedzających. Otworzyłoby to także możliwości dla większej liczby wydarzeń organizowanych przez firmy zewnętrzne. Wiadomo przecież, że w branży eventowej największe zainteresowanie przypada na wiosnę i jesień. Gdyby tylko w roku były trzy październiki i trzy maje – to byłoby idealnie.

    A ta hala powstanie?

    Tak.

    To jest kwestia dwóch lat, pięciu, dziesięciu?

    Nie jestem w stanie podać dokładnej daty realizacji, ale dokumentacja jest już gotowa, a projekt architektoniczny trzeciej hali opracowany. Nowa hala będzie połączona z dwoma istniejącymi na takiej samej zasadzie może funkcjonować niezależnie lub w połączeniu z pozostałymi. Dzięki temu będzie można montować wydarzenie w jednej hali, podczas gdy w drugiej będzie trwało inne wydarzenie, a w trzeciej coś będzie demontowane tak, aby hale pracowały cały czas.

    Oczywiście, podobnie jak w hotelu, nie da się mieć stuprocentowego obłożenia musi być czas na renowacje i poprawki. W najbliższym czasie w EXPO Kraków planujemy także wymianę oświetlenia na energooszczędne, ledowe. Całe szczęście, że są wakacje, bo wtedy zdecydowanie mniej się dzieje.

    Jeśli chodzi o frekwencję i biznes – czy targi książki są na pierwszym miejscu czy na drugim?

    Nie są na pierwszym, ale są blisko czołówki.

    A na pierwszym są dentyści? To jednak jest różnica biznesowa.

    Tak i potem długo, długo nic.

    Co Pani sobie myśli albo myślała, kiedy mówiono, że korki, że za ciasno, że za duszno? Mówimy cały czas o targach książki.

    Myślę, że ludzie już tak mają, że potrzebuje trochę czasu, by przyswoić pewne rzeczy. Kiedy Targi Książki odbywały się jeszcze w lokalu przy ulicy Zapolskiej, dopiero jakieś trzy lata później media zaczęły pisać, że „smok połknął Syrenkę” czyli że Targi Książki w Krakowie przerosły te w Warszawie. Trochę to trwało, zanim to dostrzeżono. Może też dlatego, że nie krzyczeliśmy o tym zbyt głośnow końcu to nie był żaden wyścig, kto będzie miał więcej autorów, wystawców czy zwiedzających. To nie igrzyska sportowe.

    Podobnie jest z codziennością trochę czasu zajmuje zauważenie, że ulica Galicyjska jest już przejezdna w obie strony, że powstały wokół sklepy z parkingami, że kursuje tam autobus, a spacer od przystanku tramwajowego czy innego autobusu dla osoby zdrowej nie stanowi większego problemu. Myślę, że bardzo lubimy narzekać. Może narzekanie sprawia, że czujemy się lepsi?

    Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie, fot: materiały prasowe

    Jak układała się pani współpraca z miastem i z Targami w Warszawie – najpierw z Muratorem, teraz z Fundacją Historia i Kultura? Czy wy się traktowaliście trochę jak konkurencję?

    Powstało kiedyś określenie, które można nazwać oksymoronem „przyjaciele z konkurencji”. Ta współpraca sięga jeszcze czasów Ars Polony, kiedy to wymienialiśmy się stoiskami. My mieliśmy swoje stoisko w Pałacu Kultury, a Ars Polona – swoje u nas na Targach Książki. Nigdy nie dążyliśmy do konfrontacji.

    Najlepszym dowodem na to jest termin naszych targów, które odbywają się pod koniec października, czyli pół roku po targach majowych. W dzisiejszych czasach trudno mówić o współpracy, bo nie bardzo wiadomo, na czym miałaby ona polegać – to zupełnie niezależne podmioty gospodarcze.

    Wymiana stoisk przestała być potrzebna, ponieważ teraz można łatwiej i szybciej kontaktować się z wydawcami bez konieczności korzystania z cudzych targów.

    A współpraca z miastem?

    Jesteśmy firmą w stu procentach prywatną ani miasto, ani Skarb Państwa nie mają u nas żadnych udziałów. Cieszymy się z tej niezależności. Prezydent miasta zawsze przychodzi, otwiera Targi Książki i wita przybyłych gości. Na innych targach nie organizujemy takich oficjalnych otwarć, bo po prostu nie ma takiej potrzeby. Na początku działalności targowej w Polsce, czyli na początku lat 90., było to bardzo ważne i zauważalne zarówno przez wystawców z różnych branż, jak i gości że targom patronują takie osoby jak prezydent, marszałek czy wojewoda. Dawało to poczucie, że to firma poważna, sprawdzona, za którą stoi ktoś odpowiedzialny. Jednak już od dawna ten fakt nie ma takiego znaczenia. Mimo to zawsze staramy się mieć patronat prezydenta miasta. Natomiast o patronaty władz ogólnopolskich raczej nie zabiegaliśmy.

    Co się Pani przez te lata nie udało?

    Co się nie udało… Nie udało się złapać prezesa PIK. Na początku, w latach 90., po pierwszym dniu targów był wieczór dla wystawców z dyskoteką. Najpierw w Piwnicy pod Baranami, a później w coraz większych lokalach. Pamiętam, że ówczesny prezes Polskiej Izby Książki, Grzegorz Boguta, obchodził zazwyczaj urodziny wtedy, kiedy były Targi Książki. Wjeżdżał tort i panowie go podrzucali… raz go nie złapali. Na szczęście nic mu się nie stało, nie podrzucali go wysoko.

    Nie udała się też jedna impreza dla wystawców, tzn. nam się wydawało, że się nie udała, bo przyszło zaledwie kilka osób. Natomiast mity i legendy o tej imprezie żyły długo to była tzw. impreza na basenie. Naprawdę odbywała się na basenie, tace pływały na kołach ratunkowych…  ale opowieści o tej imprezie lata całe krążyły. Jaka była super impreza. Każdy żałuje, że go wtedy nie było…

    Chcę jeszcze Panią spytać, bo czytelników i czytelniczki zawsze interesuje to, co w kuchni… Jak wyglądają relacje z wydawczyniami i z wydawcami? Czy są kłótnie? Pamiętam była taka sytuacja po pandemii, gdy były przetasowania, jeśli chodzi o umieszczenie na hali jednej bądź drugiej, ale generalnie wiadomo, że jeśli ktoś miał stoisko w zeszłym roku w tym miejscu, to będzie miał też w kolejnym.

    Od zawsze trzymamy się niepisanej zasady, że wystawca obecny od pierwszego roku na targach ma prawo do swojego stałego miejsca. Problem pojawia się, gdy zarówno on, jak i sąsiedzi chcą powiększyć stoiska wtedy konieczne są przesunięcia i zmiany. Ktoś, kto wycofa się na kilka lat, traci prawo do swojego miejsca, bo zajmuje je ktoś inny.

    Zawsze staramy się tak organizować przestrzeń, aby nie było lepszych czy gorszych miejsc nie mamy pięter, antresoli ani zakamarków. Wydawcy mają różne preferencje jeden nie chciał być blisko wejścia, inny marzył o stoisku koło toalety, bo tam jest duży ruch. Bywa też, że ktoś się obrazi, gdy nie dostanie upragnionego miejsca.

    Wszystkich traktujemy równo nie pozwalamy, by nowy klient zajmował lepsze miejsce kosztem stałych wystawców. U nas najlepsze miejsca przysługują tym, którzy są z nami od początku.

    Jak to wygląda technicznie? Kończą się targi 2024, i co dalej? Od następnego dnia już jest praca przy targach 2025?

    Następnego dnia po targach następuje sprzątanie i chwila odpoczynku, ale wystawcy często już podczas wydarzenia zgłaszają chęć rezerwacji tego samego miejsca na kolejny rok, a jeśli to możliwe większego stoiska. Skrupulatnie notujemy ich potrzeby, bo sytuacja się zmienia niektóre firmy kończą działalność lub zmieniają strategię marketingową, więc możemy zaoferować większą powierzchnię tym, którzy jej potrzebują.

    Prace nad kolejną edycją ruszają szybko. Najpierw opracowujemy koncepcję i wybieramy hasło przewodnie, które determinuje graficzny layout targów. Publikujemy go zwykle wiosną, około maja, gdy rynek żyje jeszcze targami majowymi. Targi Książki mają tą przewagę, że sprzedaż i rezerwacje stoisk odbywają się bardzo szybko i równie szybko zaczyna brakować powierzchni.

    Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie, materiały prasowe

    Jest coś takiego, jak lista rezerwowa? 

    Tak. 

    Ile zazwyczaj jest wydawnictw na tej liście?

    Lista rezerwowa plus lista wydawców chcących powiększyć swoje stoisko jest tak długa, że właściwie ta trzecia hala byłaby zagospodarowana w pełni w ciągu dwóch lat. A na pewno nie świeciłaby pustkami, bo moglibyśmy jeszcze bardziej poszerzyć korytarze, czy zrobić więcej stref wypoczynkowych, kawiarenek.

    Zdarzyło się, że ktoś z listy rezerwowej wskoczył?

    Zdarzają się takie sytuacje. Jeśli w małej firmie zdarzy się jakiś wypadek, choroba, czasami brakuje ludzi, żeby oddelegować na targi. Jeśli jednak taka sytuacja ma miejsce przed targami, to stoisko musi pozostać już puste.

    Dlaczego w pewnym momencie zrezygnowaliście z instytucji gościa honorowego?

    Zrezygnowaliśmy z instytucji gościa honorowego, ponieważ nie cieszyła się dużym zainteresowaniem zwiedzających. Bariera językowa i brak atrakcyjnego programu powodowały, że przestrzeń, którą dla nich przygotowywaliśmy, często świeciła pustkami. Zamiast tego postawiliśmy na promocję polskich regionów – na przykład Śląsk zaprezentował się pięknie, a Kaszubi zaśpiewali swój hymn, co było naprawdę wzruszające. Niestety wiele regionów nie ma środków na takie wystąpienia.

    Wobec tego śladem, chyba Göteborgu, zamiast gościa honorowego mamy motto, cytat, który ogrywamy graficznie, marketingowo i merytorycznie. Tegoroczne hasło to słowa Reymonta: „Nie jestem maszyną, jestem człowiekiem”. Choć dziś często kojarzymy je ze sztuczną inteligencją, ma ono znacznie szersze znaczenie – przypomina, że nie działamy mechanicznie, lecz kierują nami emocje i myślenie.

    Podobnie jak zeszłoroczne hasło: „Ściągnijcie maski, zwykłymi stańcie się ludźmi.”

    Czasami o naszym zachowaniu decyduje funkcja, jaką pełnimy, zawód, jaki wykonujemy. Ale gdzieś tam jesteśmy jeszcze my.

    Przyszłość targów książki, według Pani? Czy będzie tak jak we Frankfurcie, że wydawcy robią jeszcze piękniejsze, piętrowe stoiska? Gdzie jest jeszcze pole do jakichś zmian, i w którą stronę te zmiany pójdą?

    Zmiany na naszych targach idą w parze z tymi na świecie. Stoiska stają się bardziej efektowne, ale rynek czytelniczy się zmienia – boom na literaturę Young Adult powoli mija, bo czytelniczki dorastają i wybierają inne gatunki. Kiedyś dominowało fantasy. Co będzie następne? Nikt nie wie – może kryminały, literatura faktu, romanse albo coś nowego.

    Wierzę jednak, że ludzie zawsze będą czytać, niezależnie od formatu – papier czy e-book. Martwi mnie za to łatwość tworzenia fałszywych informacji dzięki sztucznej inteligencji: fałszywe zdjęcia, filmy, manipulacje. To poważne wyzwanie. Sztuczna inteligencja to narzędzie – tak jak nóż może kroić chleb, ale też ranić. Mam nadzieję, że będzie używana w dobrym celu, choć już widzę, że tak nie zawsze się dzieje.

    Czy w październiku przyjdzie Pani na targi? 

    Oczywiście. Przyjdę. Mam nadzieję, że już z takim dużym spokojem. W końcu będzie czas kupić książkę. I nie będę patrzyła na targi takim gospodarczym okiem.

    Myślę, że to jest niemożliwe. Bo to jest tak samo, jak inaczej się czyta książki, kiedy się w nich pracuje, i jak ktoś się zajmuje filmem, to też inaczej ogląda filmy.

    Studiowałam teatrologię i filmoznawstwo, dlatego nie potrafię teraz spokojnie oglądać spektaklu — od razu analizuję, a czasem wręcz się czepiam, co mi przeszkadza. Teraz jednak będę miała czas, żeby usiąść w EXPO Kraków z różnymi przyjaciółmi, których poznałam dzięki targom. Przyjaźnimy się od lat, nawet gdy już przestali pracować w wydawnictwach wiadomo, że nastąpiła zmiana pokoleń.

    Prywatne wydawnictwa powstały na początku lat 90., czyli ponad trzydzieści lat temu, zakładali je ludzie, którzy tak jak ja przechodzą już na emeryturę. Będę miała więc okazję spokojnie się z nimi spotkać, usiąść na rozmowie z autorem i po prostu posłuchać, a nie tylko zapowiedzieć targi i pędzić dalej.

    Będzie Pani tego brakowało? Czy jest zmęczenie materiału?

    Myślę, że jest zmęczenie materiału. Na pewno będzie mi brakowało pewnego rodzaju emocji, ludzi, spotkań. I to jest, normalna kolej rzeczy. A jak bardzo i kiedy to się zacznie, nie mam pojęcia. Po raz pierwszy przechodzę na emeryturę, więc nie wiem, jak to będzie.

    Moja mama powiedziała, że po przejściu na emeryturę teraz w ogóle nie ma na nic czasu.

    Nie znam nikogo, kto żałuje, że przeszedł na emeryturę. Znam za to wielu, którzy żałują, że zrobili to tak późno choć mogli wcześniej.

    Zdarzały się takie sytuacje, że zamykała się Pani tutaj w pokoju i z jakiegoś względu płakała z powodu pracy, z powodu targów?

    Nie mam oczu w mokrym miejscu. Nie przypominam sobie, żebym płakała z powodów zawodowych.

    Zrobiła sobie Pani już tak na koniec rachunek sumienia, w jakim momencie Pani zostawia EXPO Kraków?

    To nie ładnie brzmi… zostawiam.

    Oddaje Pani…

    Niczego nie zostawiam ani nie oddaję, cała reszta zarządu się nie zmienia. Pracownicy, którzy organizują targi, się nie zmieniają. Układ własnościowy się nie zmienia. Najnormalniej w świecie odchodzę na emeryturę. Nie ma żadnej rewolucji z tego powodu w firmie. W ubiegłym roku podupadłam na zdrowiu, dużo chorowałam. Byłam na zwolnieniu lekarskim prawie trzy miesiące. I nic złego się w firmie nie stało w tym czasie. To nie jest tak, że cała firma się opiera na jednej osobie, nawet jeżeli jest to prezes. Mamy zarząd wieloosobowy, uzupełniamy się w każdym momencie.

    Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie, materiały prasowe

    Były smutne momenty, kiedy ktoś odchodził dość niespodziewanie. Np. nagle nas zaskakiwała decyzja starego, dobrego pracownika, że musi zmienić pracę, bo nie wytrzymuje napięcia. To zawsze jest żal. Po czym się okazywało, że przychodzi ktoś nowy i daje radę znakomicie. Targi Książki mają teraz czwartego komisarza: zaczynała Joanna Sułek, potem była Katarzyna Popieluch-Kmiecik, potem była Zuzanna Oettingen, teraz jest Małgorzata Downar. Targi się rozwijają. Powiedziałabym nawet, że po pandemii dostały przyspieszenia.

    Czy zmierzamy do takiej puenty, że nie ma ludzi niezastąpionych?

    To jest tak zwana oczywista oczywistość. 

    Dziękuję bardzo za rozmowę.

  • Targi książki, festiwale, plenery literackie w 2022 roku. Gdzie i kiedy?

    Nowy rok, nowe książki, nowy kalendarz imprez literackich. Postanowiłem zebrać w jednym miejscu daty najciekawszych i najważniejszych wydarzeń, żebyście mogli sobie wpisać interesujące Was imprezy do kalendarza. Gdy nastąpią jakieś zmiany, będę aktualizował, a jeśli jakąś ważną dla Was imprezę pominąłem – wpiszcie ją w komentarzu – dodam. Niech to będzie nasz kalendarz literacki na 2022 rok. Do zobaczenia na literackim szlaku!

     

     

    Poznańskie Targi Książki – 11-13 marca (Międzynarodowe Targi Poznańskie)

    Targi Książki w Warszawie – 26-29 maja (PKiN i teren zewnętrzny)

    Międzynarodowy Festiwal Kryminału we Wrocławiu – 25-29 maja

    Festiwal Książki w Opolu – czerwiec

    Big Book Festival – 24-26 czerwca

    Festiwal Media i Sztuka – 7-10 lipca, Darłowo

    Festiwal Góry Literatury – Nowa Ruda, Ścinawka Górna, Wałbrzych

    Plener Literacki w Gdyni – 15-17 lipca (Bulwar Nadmorski im. Feliksa Nowowiejskiego)

    Literacki Sopot – 19-22 sierpnia

    Poznański Festiwal Kryminału Granda – wrzesień

    Jesienne Targi Książki – 15-18 września (Arkady Kubickiego i Ogrody Zamku Królewskiego w Warszawie)

    Noc Księgarń – 7-8 października

    Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie – 27-30 października (Expo Kraków, ul. Galicyjska 9)

    Targi Książki w Katowicach – 4-6 listopada (Międzynarodowe Centrum Kongresowe)

    Gdańskie Targi Książki – listopad 2022

    Targi Książki Historycznej – 24-27 listopada (Arkady Kubickiego Zamku Królewskiego w Warszawie)

    Wrocławskie Targi Dobrej Książki – 1-4 grudnia

     

     

  • „Bilety czasowe to opcja rezerwowa”. Rozmowa z Grażyną Grabowską, prezes Targów w Krakowie

    Wszystko rozpocznie się 14 października, a zakończy cztery dni później. Oczywiście to plany na końcówkę czerwca, bo nikt nie wie, jak będzie wyglądała jesienią sytuacja epidemiologiczna. Na razie pewne jest tylko to, że padają ostatnie ściany Szpitala Tymczasowego na terenie Expo w Krakowie. Jak wyglądają przygotowania do targów? Jakie są scenariusze? Czy istnieje niebezpieczeństwo, że targi się nie odbędą? O tym wszystkim rozmawiam z Grażyną Grabowską, prezes Targów w Krakowie.

  • Od Barbórki do Mikołajek, czyli Salon Spotkań Autorskich w Katowicach Online 2020

    Od 4 do 6 grudnia br. odbędzie się Salon Spotkań Autorskich w Katowicach Online. To wirtualne święto książki i czytelników, skierowane do wszystkich miłośników literatury. Szczególne zaproszenie kierujemy do mieszkańców Katowic i aglomeracji śląskiej, bowiem tu właśnie w Międzynarodowym Centrum Kongresowym miały odbywać się tegoroczne Targi Książki w Katowicach.

    Trzydniowe święto książki to cykl internetowych spotkań z cenionymi autorami – wśród których ważną rolę odegrają twórcy z regionu śląskiego, adresowane do dorosłych ale też
    i młodszych czytelników. Spotkania i rozmowy z autorami, w większości #NaŻywo, transmitowane będą za pośrednictwem kanałów Fundacji Historia i Kultura w mediach społecznościowych (Facebook i You Tube), strony internetowej Fundacji oraz patrona medialnego – portalu smakksiazki.pl. Wszystkie materiały dostępne będą dla zainteresowanych także po zakończeniu premierowych emisji.

    Znakomici autorzy reprezentujący szeroki wachlarz wydawniczy, atrakcyjny program, a także wsparcie projektu przez Katowice – Miasto Współgospodarza – to warte podkreślenia atuty Salonu Spotkań Autorskich w Katowicach Online.

    Ze studia zorganizowanego w znanej i lubianej księgarni wydawnictwa Sonia Draga – Miejscownik. Tygiel kulturalny nasi prowadzący łączyć się będą z autorami a publiczność będzie miała szansę na kontakt i zadawanie pytań. W charakterze prowadzących wystąpią: Jerzy Kisielewski, Szymon Kloska i Adam Szaja.

    A w programie…

    Piątek, 4 grudnia

    W Barbórkę o godz. 13.00 wraz z przedstawicielami Miasta Katowice – Współgospodarza Salonu Spotkań Autorskich oraz Biblioteki Śląskiej oficjalnie otworzymy wydarzenie. Tego dnia o 14.00 Biblioteka Śląska, partner merytoryczny Salonu, zaprosi na rozmowę wokół publikacji „Wspomnienia z pobytu w Ameryce Południowej w latach 1913-1924 Waleriana Czykla” z udziałem Zbigniewa Kadłubka, Jana Barona i Barbary Maresz.

    O godz. 16.00 będziemy mieli szansę dowiedzieć się czy istnieje coś takiego jak specyfika kryminałów narodowych. Tłumacze: Tomasz Kwiecień, Maria Jaszczurowska i Karolina Drozdowska wezmą pod lupę kryminały m.in. włoskich i skandynawskich autorów.

    A o 17.00 nie lada gratka dla zainteresowanych, jak powstają teksty znanych gier. Zapraszamy na prelekcję „Jak przekłada się nieopisywalną grozę, czyli tłumaczenie gry fabularnej Zew Cthulhu”, o kultowej grze fabularnej pełnej tajemnic i horrorów. A poruszane tematy to: Czy przekład gier fabularnych to tłumaczenie literackie czy techniczne? Jak odmalować nieopisywalne istoty z innych wymiarów w przekładzie? Dlaczego brak prohibicji w Polsce lat 20. XX wieku bywa problematyczny? Tłumaczka Zewu Cthulhu, Anna Maria Mazur, która od ponad dwóch lat przekłada mackowate podręczniki i scenariusze opowie o tym, jak tłumaczy się te nietypowe teksty i odpowie na pytania dotyczące swojej pracy. Oba spotkania przygotowało Stowarzyszenie Tłumaczy Literatury.

    Późnym popołudniem, o 18:00 Adam Szaja ze smakksiazki.pl porozmawia z Piotrem Rozmusem i Konradem Grześlakiem o tym, dlaczego pisarze tak chętnie sięgają po gatunek kryminału.

    Sobota, 5 grudnia

    Sobotę rozpoczniemy akcentem dla najmłodszych – o godz. 11.00 spotkanie z udziałem Katarzyny Kozłowskiej, autorki lubianej dziecięcej serii „Feluś i Gucio”, a o 13.00 spotkanie
    z Martą Guzowską, autorką serii detektywistycznej o młodych śledczych z Tajemniczej 5! (obie pozycje wyd. Nasza Księgarnia).

    Tego dnia dorośli czytelnicy mogą liczyć na spotkania: Dlaczego bestia? (godz. 12.00).
    O Wojciechu Korfantym opowiedzą Józef Krzyki i Barbara Szmatloch – autorzy książki „Korfanty. Silna bestia” (Sonia Draga). O 14.00 Biblioteka Śląska, w ramach Śląskiej Akademii Komiksu, zaprosi na rozmowę z Matyldą Sęk-Iwanek, Wacławem Forajterem i Marcelim Szpakiem o komiksowych biografiach artystów. Odbędą się też spotkania: z Wiolettą Rotter- Kozerą wokół publikacji „Kilar w bliskim planie”, która ukazała się nakładem Polskiego Wydawnictwa Muzycznego (godz. 15.00), z Rafałem Olbińskim – jednym z najbardziej rozpoznawalnych współczesnych malarzy i grafików (godz. 16.00, Wydawnictwo BOSZ)
    i Maciejem Łubieńskim wokół publikacji „Portret rodziny z czasów wielkości” – ironicznego, choć czułego opowiadania o dziejach Polski, o odkrywaniu rodzinnych tajemnic i odkurzaniu zapomnianych historii (Wydawnictwo WAB).

    Niedziela, 6 grudnia

    O 11.00 wydawnictwo Czytelnik zaprosi na spotkanie z Ireną Makarewicz, tłumaczką z języka węgierskiego, poświęcone publikacji „Stara miłość” Sándora Máraiego, reprezentatywnemu, chronologicznie skomponowanemu, wyborowi opowiadań cenionego i poczytnego w Polsce pisarza. O 13.00 w cyklu Bibliotheca Translata – Julio Cortázar „Powracająca ceremonia. Ceremonia recurrente” o tomiku wierszy w przekładzie Jacka Lyszczyny pozmawiają: Zbigniew Kadłubek, Marek Lyszczyna i Szymon Kloska. Tego dnia na zaproszenie wydawnictwa BOSZ, z publicznością spotka się najbardziej znany w Polsce językoznawca prof. Jerzy Bralczyk. Niedziela będzie też miała dwa mocne akcenty kryminalne, zapraszamy na spotkanie z Zygmuntem Miłoszewskim i Jakubem Szamałkiem (Wydawnictwo WAB).

    A dla najmłodszych – w niedzielę, w samo południe, rozmowa z Adamem Skrodzkim wokół książki „Brygada Brawurowych Kur” wydawnictwa Akapit Press.

    Pełny harmonogram wydarzeń znajdzie się na historiaikultura.pl, a zainteresowani konkretnymi publikacjami, podczas spotkań otrzymają informacje, gdzie można daną książkę kupić.

    Salon Spotkań Autorskich w Katowicach Online zastąpił planowane w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w tym czasie Targi Książki w Katowicach. Organizatorem wydarzenia jest Fundacja Historia i Kultura. Miastem Współgospodarzem Salonu są Katowice, a miejscem spotkań jest katowicka księgarnia wydawnictwa Sonia Draga – Miejscownik Tygiel Kulturalny. Mecenasem Salonu jest Drukarnia Wydawnicza im. W. L. Anczyca, a partnerem merytorycznym – Biblioteka Śląska. Patronat medialny nad wydarzeniem sprawują: rynek-ksiazki.pl, Magazyn Literacki KSIĄŻKI, portale: wydawca.com.pl, smakksiazki.pl i granice.pl.

    źródło: informacja prasowa

     

  • Targi w koronie, czyli bądźmy mądrzy przed szkodą

    Byłem naiwny. Być może Państwo też, ale mogę się wypowiadać tylko w swoim imieniu. Kiedy? W marcu, kwietniu, maju – wtedy byłem, w czerwcu trochę mniej, w lipcu prawie wcale. U progu sierpnia stwierdzam, że naiwniakiem już nie jestem. Kim jestem teraz? Chyba realistą. W jakim temacie? Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie, które mają się odbyć, jak to one, w październiku.

    W marcu naprawdę targi były bardzo odległą perspektywą. Mówiłem wszystkim, że spokojnie, gdzie tam jesień, życie wróci do normy, trzeba się szykować na szereg imprez, które czekają nas od września do grudnia. Jak to ładnie powiedział ktoś z branży – wiosną suchary, jesienią kawior, tyle będzie roboty. Czy aby na pewno? Żeby była jasność, jestem pewnie jednym z ostatnich blogerów, którzy mogą narzekać. Na smaku odbyło się ponad 60 Kryzysowych Spotkań Autorskich, razem z Kubą Ćwiekiem zorganizowaliśmy Viralowe Targi Książki, wydawcy łaskawszym okiem zerkają na to co robię, mam na chleb, na coś do chleba też. Jednak jak doskonale wiecie, branża eventowa leży i kwiczy. Jesień była ratunkiem po chudej wiośnie, ale być może zamiast pas poluzować, będzie go trzeba zacisnąć jeszcze bardziej. Ministerstwo Zdrowia poinformowało dziś o nowych 615 zakażeniach koronawirusem. Od wczoraj. Tradycyjnie już najwięcej zakażeń odnotowano w województwie śląskim, ale dzielnie goni nas Małopolska. Na podium załapało się też Mazowsze. Czy już powinniśmy bić na alarm? Sądzę, że tak. Czy Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie powinny się w tym roku odbyć? Sądzę, że nie.

    Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie, materiały prasowe

    Możecie powiedzieć, że Szaja oszalał, ale przecież większość ekspertów sądzi, że jesienią liczba zakażonych będzie rosła. Skoro dziś jest 615, to ile będzie za miesiąc, a ile za dwa? Oczywiście, nie wiemy, ale umówmy się, że szczepionka to temat najwcześniej na wiosnę. Czy wcześniej? Chyba nikt takich informacji nie podaje, prócz Madonny. Żeby dowiedzieć się więcej, podzwoniłem tu i tam, czyli do wydawców, z niektórymi rozmawiałem przy kawie. I co? Kilka naprawdę dużych wydawnictw poważnie rozważa odpuszczenie sobie krakowskiej imprezy, kolejni zapowiadają, że nawet jeśli pojadą, to na pewno nie będą narażać swoich autorów, a jeszcze inni czekają na rozwój sytuacji, pewnie jeszcze z miesiąc. Organizatorzy robią co mogą, żeby jednak zachęcić wydawców, autorów oraz czytelników do odwiedzenia imprezy. Najnowszym pomysłem jest wprowadzenie Strefy Autora, czyli specjalnie wydzielonego miejsca na terenie hali, w którym czytelnicy będą mogli zdobyć autograf pisarki lub pisarza. Reporterka Ewa Winnicka uważa, że to rozwiązanie może się sprawdzić. „Na razie wygląda na to, że autor, jeśli będzie wchodził osobnym wejściem do swojej strefy, to przetrwa. Ale co z czytelnikami? Jak będzie regulowana przepustowość? Gdzie będą czekać czytelnicy? Jak będzie chronione ich zdrowie? Być może trzeba ograniczyć liczbę osób w hali i sprzedawać bilety na godziny i kilka razy dziennie odkażać salę? Czy na temat tych rozwiązań wypowiedział się ekspert? Czekamy”. Co ciekawe, o możliwości wprowadzenia biletów czasowych wspominała w trakcie czerwcowej rozmowy na żywo na facebookowym profilu smaku także Grażyna Grabowska, prezes Targów w Krakowie. W podobnym tonie jak Ewa Winnicka wypowiada się pisarz kryminałów,  Robert Małecki. „Mam wrażenie, że w przypadku sukcesu frekwencyjnego na targach proponowane działanie nie rozwiąże kluczowych problemów. Obawiam się tłumów przed wejściem do sal, w których autorzy będą podpisywali powieści, trudno będzie tam zagwarantować dystans. O tym organizatorzy milczą. Szkoda. Żeby wziąć udział w takiej imprezie wszyscy musimy mieć pełnię wiedzy. Bezpieczeństwo nade wszystko”. Pełny komunikat organizatorów o Strefie Autora znajdziecie tutaj

    Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie, fot: smakksiazki.pl

    Oczywiście – można ograniczyć liczbę ludzi, ale jeśli do tego dodamy ograniczoną liczbę autorów, a może i wydawców, to czy takie targi mają sens? Warszawskie Targi Książki się nie odbyły – tak, wtedy sytuacja była ciut inna, bo nikt nie wiedział, jak się sprawy potoczą, poza tym od marca żyliśmy w zamknięciu. Wiecie, ile było zakażeń w dniu, kiedy warszawska impreza miała wystartować? 404. Dziś 615. W październiku? Nie wiemy, ale bądźmy chociaż raz mądrzy przed szkodą, bo, pełna zgoda, spotkania w sieci są tylko protezą realnych targów, to chyba jednak lepsza proteza niż amputacja drugiej nogi?

    Adam Szaja

  • Czy Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie się odbędą? Oświadczenie organizatora

    Szanowni Państwo,

    w związku z dużym zainteresowaniem Międzynarodowymi Targami Książki w Krakowie pragniemy zapewnić, że podobnie jak Messe Frankfurt GmbH – organizator Międzynarodowych Targów Książki we Frankfurcie (Frankfurt Buchmesse), aktualnie nie planujemy zmiany terminu wydarzenia.

    Wszystkich miłośników książek zapraszamy w dniach 22-25 października do EXPO Kraków. Nasz zespół nie zwalnia tempa, przygotowuje plany, opracowuje program i każdego dnia przyjmuje zgłoszenia od Wystawców, którzy deklarują udział w targach.

    Z uwagą śledzimy wszelkie postanowienia Ministra Zdrowia oraz rekomendacje Głównego Inspektora Sanitarnego i na bieżąco reagujemy w przypadku konieczności przenoszenia wydarzeń firmy Targi w Krakowie. Oczywiście jeśli tylko sytuacja ulegnie zmianie, będziemy Państwa niezwłocznie informować o wszelkich nowych postanowieniach. Wszak jesteśmy tak samo spragnieni spotkań, jak i odpowiedzialni.

    Targi w Krakowie, organizator Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie

    Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie, materiały prasowe

  • Każdy to powie, że Szwecja rządzi w Krakowie?

    Gdy już poskręcacie meble z IKEI, ubierzecie się w ciuchy z H&M, wsiądziecie do swojego Volvo, a fiordy będą Wam jadły z ręki, to w październiku przyszłego roku możecie wpisać w swoją nawigację Kraków – powieje chłodem, szwedzkim chłodem.

    Jak ćwierkają wróbelki w Sztokholmie oraz w dawnej stolicy Polski, trwają zaawansowane rozmowy nad tym, żeby to właśnie Szwecja została Gościem Honorowym Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie w 2018 roku. Jeśli nic spektakularnego się nie wydarzy, to spokojnie możecie szykować już do podpisu książki szwedzkich autorów. Przypomnę tylko, że w tym roku takim gościem była Francja, a rok temu Izrael. Przyszłoroczne Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie odbędą się w dniach 25-28/10.

    Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie, fot: smakksiazki.pl

  • „Fałszywe święto, czyli rzecz o targach”. Felieton Jakuba Ćwieka

    Nadeszła jesień i rozpoczął się dla rynku książkowego sezon targowy. Kiedy piszę te słowa, właśnie dobiega końca wydarzenie we Frankfurcie, jesteśmy nieomal w przededniu Targów w Krakowie, a potem jeszcze Katowice, Łódź, Wrocław – wszystko to jeszcze zanim po raz pierwszy w tym roku zafałszujemy kolędy.

    Można by powiedzieć, że to fajnie, bo po raz kolejny zadamy kłam histerycznemu wieszczeniu końca książki. Ponownie licznie i tłumnie będziemy obchodzić te przeciągające się aż po zimę książkowe święto. Istny festiwal czytelniczy. Pokażemy, jaką stanowimy my, czytelnicy, siłę.

    Tyle, że wcale nie…

    Uważam, że nazywanie targów książki czytelniczym świętem jest określeniem mocno nieadekwatnym. Choć nie, to eufemizm. Nazywanie ich w ten sposób bliskie jest przyznaniu pokojowego Nobla Barrackowi Obamie. Gdzieś tam komuś gdzieś dzwoni, że pokój i POTUS (jak akronimicznie określa się prezydenta Stanów Zjednoczonych) mają ze sobą jakiś związek, wzajemny wpływ i tym podobne. Ale żeby zaraz nagroda?

    Z Targami jest podobnie. Ich związek z książkami jest dość oczywisty – książki tam są. Ich związek z czytelnikami też – ludzie, którzy na targi książki przychodzą, bardzo często czytają książki. Samo wydarzenie jednak zaprzecza generalnie wszystkiemu, czym czytanie jest.

    Przede wszystkim, tak uważam, czytelnictwo i czytanie należałoby świętować w sposób następujący: po pierwsze, czytając. Po drugie, prowadząc na temat książek ciekawe rozmowy między czytelnikami, ale i z autorami. Po trzecie, to wielce wskazane, zachęcać się wzajemnie do fajnych, interesujących lektur. Po czwarte wreszcie – umożliwić tychże książek zakup.

    No i o co ci chodzi, Ćwiek? – powie ktoś w tym momencie. Przecież to wszystko na Targach jest! I faktycznie, na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z każdym z tych elementów. Ale przyjrzyjmy się im bliżej.

    www.unsplash.com/Tom Hermans

    Czytanie. Jestem dość hardkorowym czytaczem czy ogólnie odbiorcą treści, a przez to rozumiem, że nie przeszkadza mi gwar dajmy na to komunikacji miejskiej – w skrajnych przypadkach mam słuchawki. Nauczyłem się też na przykład chodzić z książką przed nosem lub audiobookiem w uszach po ulicach. Nie rozpraszam się łatwo i mam dość dużą swobodę szybkiego wskakiwania w tekst i jego nastrój, nawet po dłuższej przerwie. A mimo to na Targach, nawet w wyznaczonych do tego kącikach, czytanie to zajęcie ekstremalne. I to wcale nie dlatego, że jestem autorem, ciągle mnie ktoś zaczepia, rozpoznaje, zagaduje. Nie, jest tam zwyczajnie masa przewalających się ludzi, z których każdy szuka choć odrobinę wytchnienia od tłumu, z którym płynął ostatnie dwadzieścia stoisk z umiarkowaną opcją nawet przejrzenia ofert. Leżak, fotel, kanapa jawią się jako rajska wyspa, z tym, że atakowana nieustannie przez łodzie uchodźców. I albo jesteś tym uchodźcą, krążącym, by dorwać zwalniające się miejsce, albo siedzisz na tej kanapie i każde słowo jest wyrzutem sumienia, bo czujesz na sobie tysiące spojrzeń. A nawet jeśli jesteś twardy, robi się wokół ciebie ciaśniej, ciaśniej, ciaśniej i uświadamiasz sobie nagle, że siedząc, jesteś niżej niż wszyscy, że fala już Cię ogarnia, dusisz się. Wtedy zamykasz książkę, wstajesz i ani się obejrzysz, wyspa Twojego fotela ma już nowego króla. Takie to czytanie.

    Ciekawe rozmowy owszem, są, zdarzają się. Zwykle wiąże się to z fajnym doborem panelistów i prowadzących, którzy jednak ograniczeni czasem, mnogością kolegów na jednej kanapie i możliwościami hali targowych, właściwie nie mają możliwości większych niż zasygnalizowanie jakiejś tezy. Rozwinąć właściwie myśl? Albo się nie zdarza, albo niknie to wszytko niczym łzy na deszczu w zalewie komunikatów z radiowęzła, muzyki z innych stoisk, reklam i zapowiedzi z kolejnych. To kakofonia, która dociera do nas w przelocie, bo przecież, jeśli nie załapaliśmy się na kilka siedzeń, to płyniemy z prądem.

    Katowice z lotu ptaka, zdjęcie dzięki uprzejmości www.tvs.pl

    Spotkania z pisarzami? Tak, jasne, są. Czasem nawet, zdarza się, uda się zamienić dwa słowa, choć zwykle jednak autorska obecność na stoisku to podpisywanie pod presją kolejki, albo – jeśli autor mniej znany – wyłapywania potencjalnych czytelników na uśmiech i błagalne spojrzenie. Ale spotkania z pisarzami są. Pomiędzy dużo atrakcyjniejszymi spotkaniami z politykami, aktorami, piosenkarzami, sportowcami – i jasne, pretekstem zawsze jest jakaś tam książka czy uformowany w książkę produkt medialny, ale bądźmy szczerzy – za wyjątkiem kilku autorów, którym udało się zdobyć rozpoznawalność z twarzy, akurat pisarze są w tym ogonku ogonków na szarym końcu.

    Wreszcie polecanie dobrych książek. Problem w tym, że na Targach każda książka jest najlepsza. Jest wyśmienitością, bo o to przecież w targach chodzi. By sprzedać. By ładnie zapakować, dodać zakładkę, odjąć z ceny, to na prezent, to dla mnie, a to dla dziewczyny, żeby nie marudziła, że czytam, a to na stosik, a to bo wszyscy stoją, a to, a to, a tamto… W końcu wracasz ze stosem najlepszych książek na świecie, takich, których inaczej byś nie kupił, a tak to podobał ci się tytuł albo oprawa stoiska, albo po prostu wpadłeś w zakupowy szał. Kładziesz te książki na stosie publikacji kupionych jeszcze na poprzednich targach, bo cholera mało czasu ostatnio, a ty ciągle masz co czytać przecież.

    A mimo to, wbrew wszystkiemu, co napisałem powyżej, lubię Targi. Te warszawskie, krakowskie, wrocławskie, katowickie (na łódzkich jeszcze nie byłem). Lubię teraz jako autor, lubiłem jako czytelnik. Tyle, że lubię je nade wszystko jako opcję do przejścia się, pozwiedzania, nacieszenia oczu. Tak, jak przyjemność zawsze sprawia mi odwiedzenie sieciowej księgarni w galerii handlowej. Może coś się rzuci w oko, może coś sobie zapiszę. Ale tak jak salonu Empiku nie nazwę Świątynią Książki, tak Targów nie nazwę Świętem Czytania.

    Zresztą książka nie potrzebuje Świątyń ani Świąt. Książka jest nieomal samowystarczalna. Potrzeba jej wyłącznie Ciebie, drogi Czytelniku. Twojej całkowitej uwagi i zaangażowania. Reszta nie ma znaczenia.

    Jakub Ćwiek