Tag: Warszawa

  • Białoszewski, Herbert, Stachura, Hłasko – macie ich książki z autografami? Mogą być sporo warte

    Czy zamiast w złoto i waluty warto inwestować w książki? Jeśli tak, to jakie muszą być spełnione warunki, by zainteresować się danym egzemplarzem? Z Marcinem Gałązką z Antykwariatu Zakładka rozmawiam o życiu antykwariusza, skupowaniu książek, telefonach od potencjalnych sprzedawców, ale też o innych sprawach, więc zapraszamy! Antykwariat Zakładka znajdziecie w Warszawie przy ulicy Inżynierskiej 1. 

     

     

     

     

  • W drodze z Grzegorzem Kaplą. Jego kabrioletem.

    Z Grzegorzem Kaplą można rozmawiać bez końca. Wsiedliśmy więc do jego samochodu i ruszyliśmy w drogę. Gdzie? Przed siebie, po prostu. Grzegorz opowiada o czytaniu w korkach, pokazuje telefon, który mógłby być eksponatem w muzeum, a także poleca książki, które zrobiły na nim wrażenie. Zapraszamy Was na przejażdżkę, w trakcie której nie patrzymy sobie w oczy. Może to i lepiej, bo bezpieczniej.

  • Wszystko zaczęło się od toalety w sądzie, czyli historia „Ostatniego wyroku”

    Morderstwo w sądzie okręgowym w Warszawie! Nie żyje sędzia, która w przerwie rozprawy wyszła do toalety. Podejrzanym, a finalnie oskarżonym jest radca prawny, którego odciski palców oraz długopis śledczy znaleźli w feralnej toalecie. Pewnie tak, albo jeszcze bardziej dramatycznie, brzmiałyby nagłówki brukowców, gdyby wszystko wydarzyło się naprawdę. W „Ostatnim wyroku” Bartosza Lecha Grykowskiego prawdziwy jest sąd oraz toaleta, a reszta to na szczęście tylko wytwór wyobraźni autora. Oskarżonego radcę prawnego broni jego szef, a w tle przewijają się wątki reprywatyzacji warszawskich nieruchomości. Czy prokurator Tomasz Wilczur ma niezbite dowody, dzięki którym wsadzi Piotra Radeckiego za kratki na długie lata? Do jakich informacji dotrze obrońca? Czy panowie są ze sobą szczerzy, a może grają w skomplikowaną grę? O tym wszystkim rozmawiam z Bartoszem Lechem Grykowskim, który na co dzień jest…adwokatem.

  • Organizator targów upadnie, a wydawcy zostaną bez pieniędzy?

    Wyobraźcie sobie, że jesteście małym wydawcą i zapłaciliście za stoisko na Warszawskich Targach Książki około pięciu tysięcy złotych, aż tu nagle organizator traci płynności finansową i wysyła Wam informację, że sorry, ale złożyliśmy w sądzie wniosek o ogłoszenie upadłości spółki. Śmiać się? A może płakać?

    W takiej sytuacji znalazła się Joanna Cichoń, szefowa Wydawnictwa Żwakowskiego z Tychów. – Boję się, że nigdy nie uda się odzyskać tych pieniędzy, które dla dużego wydawcy mogą być drobnymi, a dla nas to spory wydatek, mówi Cichoń. W oświadczeniu podpisanym przez Renatę Kraszewską, prezes Murator Expo Sp. z o.o. możemy przeczytać, że organizacja kolejnych wydarzeń w tym roku stoi pod dużym znakiem zapytania. Przypomnę tylko, że Murator Expo organizuje m.in. Śląskie Targi Książki, które są zaplanowane na ostatni weekend listopada. Jak Państwo doskonale wiedzą, w zeszłym miesiącu zostały odwołane Warszawskie Targi Książki, które miały się rozpocząć w najbliższy czwartek. Właścicielka Wydawnictwa Żwakowskiego dodaje, że o zwrot pieniędzy będzie walczyła w sądzie, ale zdaje sobie sprawę, że może to trwać przez kilka lat. Prezes Murator Expo podkreśla w oświadczeniu, że spółka znalazła się w niezwykle trudnej sytuacji ekonomiczno-finansowej ze względu na pandemię koronawirusa.

  • Niesforna teściowa, „Władca pierścieni” i niedokończony scenariusz sprzed lat

    Żebyście nie dzwonili na policję, to uprzejmie informuję, że spotkaliśmy się jakiś miesiąc temu, kiedy jeszcze można było się gromadzić ;). Miejsce nagrania nie jest przypadkowe, ale o tym Konrad Grześlak opowie już sam. Generalnie rzecz ujmując, to bardzo sprawny i dobrze czytający się debiut. Gdyby wszystkie takie były, to świat byłby lepszy, a moja praca łatwiejsza. W „Mieście iluzji. Pistoletach” jest zagadka z przeszłości, śmierć przyjaciela, tajemnicze zlecenie oraz cała ekipa wyrazistych postaci. Czasem wkurzają, czasem fascynują, ale co najważniejsze, wszyscy do siebie pasują jak w układance. Łapcie naszą rozmowę, a potem chwytajcie za książkę, bo wkrótce drugi tom.

     

     

  • „Najgorsza prawda jest lepsza niż jej brak”. Rozmowa z Dominikiem Rutkowskim o „Złych dzieciach”

    Ta książka dzieje się teraz, trochę wcześniej, a także o wiele wcześniej. Jest Mietek, przewodnik po Warszawie, który liznął trochę zachodniego życia mieszkając w Norwegii, a teraz oprowadza turystów po Warszawie upapranej PRL-em, bo przecież jest 1984 rok. Tak się składa, że opiekuje się dwojgiem Norwegów, którzy przyjechali nad Wisłę czegoś szukać. Czego? Mam taki problem ze „Złymi dziećmi”, że chciałbym Wam o nich coś napisać, ale każde słowo może być tym słowem za dużo, więc po prostu musicie mi zaufać, że to jest bardzo dobra książka. W pewnym momencie wszystkie elementy powieści wskoczą na swoje miejsce, a wtedy będziecie bardzo zaskoczeni i poprosicie o więcej, ale tego więcej już nie będzie. I dobrze, bo wszystko już tu jest. Jest też Warszawa w czasie wojny, jest Norwegia w teraźniejszości, jest strach, szukanie prawdy, trudne relacje matki z córką. Ta książka ocieka syfem PRL-u, ale też uczuciami. Pokochajcie ją, bo jest tego warta, a Dominik Rutkowski to bardzo dobry pisarz. Dziękuję za uwagę, obejrzyjcie naszą rozmowę, a potem od razu pobiegnijcie do księgarni. Póki jest jeszcze otwarta 😉

  • Warszawa da się lubić?

    Największe miasto w Polsce, największa polityka, najwięcej mieszkańców, ale też najwięcej problemów, intryg, spisków. Także tych politycznych. W jakim rytmie bije serce warszawskiego ratusza, jak zapadają najważniejsze decyzje, jak przebiegały przygotowania do EURO 2012, a także w jaki sposób poradzono sobie z pożarem jednego z największych mostów w Warszawie? Jacek Wojciechowicz, były wiceprezydent stolicy, opowiada Magdzie Rigamonti o politycznej codzienności. To, że w polityce nie ma sentymentów – wiemy. Książka „Kulisy warszawskiego ratusza” zabiera nas do gabinetów, w których zapadają ważne decyzje, ale też łamie się w nich polityczne kariery.

     

     

     

  • Polskie „House of Cards”

    Na kolejny, ostatni już sezon serialu House of Cards przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać, ale już 27 lipca na rynku ukaże się książka Jacka Wojciechowicza „Kulisy warszawskiego ratusza”. Chociaż nie jest to do końca prawdą, bo jest to praca, która powstała w duecie. Byłego wiceprezydenta Warszawy przepytuje Magdalena Rigamonti. Tytuł ukaże się nakładem wydawnictwa Od Deski do Deski. 

    Z ich rozmowy powstała książka będąca wywiadem rzeką, dzięki któremu czytelnik poznaje kulisy rządzenia stolicą Polski, gabinetowe rozgrywki o władzę, mechanizmy podejmowania decyzji dotyczących wielomiliardowych miejskich inwestycji. Operacja Euro 2012, zwolnienie doktora Chazana, afera reprywatyzacyjna, pomnik smoleński. Przez dziesięć lat pracy w warszawskim ratuszu, Jacek Wojciechowicz poznał wiele jego tajemnice. Teraz nadszedł czas aby je ujawnić…

    Część z Was powie, że nie przez przypadek książka ukazuje się na kilka miesięcy przed wyborami samorządowymi. Oczywiście, będziecie mieli rację, bo przecież Jacek Wojciechowicz uczestniczy w bitwie o stanowisko prezydenta Warszawy. Jedno jest pewne, o tej książce będzie naprawdę głośno. Nie tylko w stolicy.

     

  • „Też miałem złamany nos i piłeczkę antystresową”.

    Jak zobaczycie w pierwszych sekundach, łatwo nie było. Dwa płoty do przeskoczenia, wyciąganie krzesła z piwnicy, ale to nie wszystko. Były też straty w sprzęcie, czyli tak rozdarte spodnie, że po nagraniu natychmiast wylądowały w śmietniku. Na szczęście, kamera tej sceny hańby nie uchwyciła. Z Jakubem Małeckim spotkaliśmy się w ruinach przy ul. Chmielnej 128 w Warszawie. Dlaczego tam? Dowiecie się z rozmowy, ale jest to związane z książką.

    Dżozef” wraca po siedmiu latach. Odświeżony, skrócony, podrasowany, odpicowany. Kuba mówi, że gdy spojrzał na pierwotną wersję tej książki po latach, to czuł się, jakby oglądał kasetę VHS ze swojej studniówki. Delikatnie rzecz ujmując, dumny nie był. Weźcie jednak pod uwagę, że autor jest człowiekiem skromnym, momentami aż za skromnym. Przeczytajcie sobie „Dżozefa”, bo to bardzo fajna opowieść nie tylko o łamaniu nosów i wrzucaniu dwuzłotówek to szpitalnego telewizora. To historia o szukaniu własnej tożsamości. Aha, uważajcie w szpiatalach na pacjentów czytających książki Josepha Conrada, mogą być niebezpieczni 😉