Tag: Wydawnictwo Czarne

  • „W szkole nikt mi nie kradł kanapek, ale kilka złotych musiałem pożyczyć”. Wywiad z Wojciechem Chmielarzem.

    Za kilka dni może sięgnąć po Nagrodę Wielkiego Kalibru drugi raz w swojej karierze. Mocno się zdziwię, jeśli za rok nie dostanie jej za książkę „Zombi”, która dziś ma swoją premierę. Polski Jo Nesbo zabiera swoich czytelników w mroczną podróż pośród ludzkich pragnień i namiętności. Najnowsza książka pisarza z Gliwic jest brudna, oblepi Was całych i nie da się zmyć jeszcze przez kilka tygodni po przeczytaniu. Zazdroszczę, że lektura dopiero przed Wami. Drodzy Państwo, przed Wami Wojciech Chmielarz.

    Co robiłeś w szkole żeby zaimponować koleżankom?

    (Śmiech) Musiałbyś spytać o to moje koleżanki. Chociaż raczej nie będą miały wiele do opowiedzenia. Wydaje mi się, że byłem bardzo kiepski w tych sprawach. Nie do końca wiem, jak to się stało, że jestem żonaty.

    Może dlatego, że niektóre rzeczy dzieją się same.

    Tak bywa, jakaś chemia, uczucie. Nigdy nie byłem dobrym podrywaczem.

    Z „Zombiego” wynika, że z miłością i męska dumą nie ma żartów.

    Zdecydowanie tak. Nie tylko z męską, ale też z dumą jako taką w ogóle. Taką bardzo silną, która sprawia, że niektórzy potrafią latami chować urazę i żal. Rozmyślać o nim niemal codziennie. Rozkoszować się własnym gniewem. Aż dochodzi się do punktu, w którym wystarcza mała iskra, żeby nastąpił wybuch.

    Dwadzieścia lat to dużo czy mało? Pytam, bo właśnie po tylu latach wracają do bohaterów „Zombiego” sprawy z ich młodości.

    Wraz z upływem czasu myślę, że coraz mniej. Kiedyś dziesięć lat wydawało mi się bardzo długim okresem, a teraz zdaję sobie sprawę, że to było bardzo krótko.

    Korciło Cię żeby napisać alternatywną wersję książki? Bo przyznasz, że w „Zombim” jest strasznie dużo hipotetyzowania i gdybania. Przecież, gdyby ktoś czegoś nie widział, albo zareagował w inny sposób, to losy bohaterów byłyby zupełnie inne.

    To też jest sprawa, która mnie fascynuje. Jak ważne są dla nas te fantazje na temat, co by było gdyby. Jak bardzo te wizje potrafią nas z jednej strony ratować, a z drugiej zatruwać. Ta książka jest też trochę o pamięci i o tym, jak bardzo wbrew pozorom plastyczne są wspomnienia.

    O pamięci, to raz. A dwa, że zdarzają się przypadki, kiedy przypisujemy sobie czyjeś zasługi, a w przypadku Twojej książki, winy.

    To jest akurat przykład skrajny, ale bez trudu możemy wymyślić takie, które dotyczą właściwie każdego z nas. Człowiek ma bowiem zaskakującą zdolność do samooszukiwania się. A równocześnie nie potrafi skonfrontować się z własnymi błędami. Powiedzieć, nawet nie publicznie, ale samemu sobie, że coś się zrobiło nie tak. Zamiast tego, stosujemy mechanizm wyparcia, obarczamy winą kogoś innego, byle tylko nie myśleć o sobie źle. Jakby przyznanie się do własnej niedoskonałości, zagrażało naszej integralności. Fundamentom, na których zbudowaliśmy swój własny obraz i własne życia.

    Wojciech Chmielarz

    Miałeś w szkole Korsarza? Ktoś Ci zabierał Ci kanapki?

    Nie, nie było kogoś takiego. Natomiast wiesz, ja chodziłem do takiej szkoły, gdzie – właśnie teraz pytanie na ile to wyolbrzymiam we wspomnieniach – w której było dużo dzieciaków, mających różne problemy wychowawcze. Z jakiegoś powodu mam wrażenie, że oni zawsze lądowali w mojej klasie. Znowu, mam wrażenie, że zawsze miałem z nimi dobre kontakty. Kanapek więc nikt mi nie kradł, ale faktycznie, dochodziło do takich niby wymuszeń. Podchodził kolega i pytał się, czy mam pożyczyć jakieś drobne. Oczywiście, nie było mowy o oddaniu tych pieniędzy. Czasami mówiłem, że mam. Czasami mówiłem, że nie mam.

    Korsarz to jest jeden z tych bohaterów, który pozostaje w pamięci na długo. Bardzo mi się podobało porównanie go do Erica Cartmana z kreskówki South Park.

    Jak się dowiemy z książki, to to porównanie nie jest do końca prawdziwe. Postać Korsarza nie jest jednak budowana na prawdziwych osobach, a raczej na legendach, które otaczały kolegów ze szkoły i z osiedla. A tych było mnóstwo. Ktoś miał dźgnąć własnego ojca nożem. Ktoś inny zorganizować włamanie do własnego domu. Pamiętam, że był na w mojej dzielnicy facet, którego wszyscy się bali. Opowiadali o nim różne straszne historie związane z przemocą, nadużywaniem alkoholu, narkotyków itd. Ja z nim kiedyś z jakiegoś powodu zacząłem grać w koszykówkę. Najpierw ze sporymi obawami. Czekałem, kiedy facet przyłoży mi z łokcia albo spróbuje ukraść piłkę. Ale do niczego takiego nie doszło. Właściwie to miło go wspominam.

    Z punktu widzenia pisarza, łatwo jest się cofnąć o dwadzieścia lat i pisać o tym co się działo w dziewięćdziesiątym szóstym roku? Wiesz, musisz sprawdzać jaki kolor miał wtedy ten a ten budynek, jaka muzyka leciała w radiu.

    Miałem nadzieję, że to wszystko pamiętam, ale aż takich szczegółów nie sprawdzałem. Nie bez przyczyny większość akcji dzieje się w lesie. Drzewa są zawsze zielone.

    Śląsk jest wdzięcznym miejscem do zabójstw?

    Oj cholernie. Nawet tłumaczę w książce, dlaczego. Trzy miliony mieszkańców, kilkanaście miast w aglomeracji. Każde o innym charakterze, różne problemy społeczne. Specyficzna historia Górnego Śląska, tradycje górnicze, cały folklor z tym związany. Ale też współczesność. Niesamowite zderzenie nowoczesności z tradycją przemysłową. W jednym miejscu w biurowcu pracownicy tworzą zaawansowane oprogramowanie, które potem jest sprzedawane na całym świecie, a ledwie dwadzieścia kilometrów dalej górnicy zjeżdżają do kopalni, tak jak to robili ich przodkowie sto lat temu. Jasne. Dzisiaj z lepszym sprzętem, ale to dalej jest ta sama znojna, ciężka robota.

    Jaki jest Twój stosunek do relacji śląsko-zagłębiowskich? Jest postać, która mówi, że wybudowałaby na granicy mur jak Trump od Meksyku.

    To właśnie taki twardy Ślązak z dziada na pradziada. Moja rodzina natomiast trafiła tutaj po wojnie. I to nawet nie z kresów wschodnich, ale z Mazowsza z jednej strony i Częstochowy z drugiej. Dlatego nie mam tego stereotypowego podejścia do Zagłębia. Rozumiem różnice historyczne i w związku z tym pewne różnice folklorystyczne. Chociaż sam zawsze protestuję, kiedy ktoś mówi coś w stylu „na Śląsku w Sosnowcu”!

    Masz jakiegoś swojego ulubionego bohatera z „Zombie”?

    Ulubionego to może nie, ale podoba mi się ten duet – detektyw Dawid z prokuratorem Górnikiem. Jest między nimi mnóstwo napięć. Wrogości, a równocześnie coś co można by nazwać patologiczną przyjaźnią.

    Ta książka też jest o toksycznych relacjach damsko-męskich. Rozumiem, że to zabieg celowy, żeby nie było lekko, łatwo i przyjemnie. Problemy uczuciowe przekładają się na życie zawodowe, chociaż u Górnika jest chyba na odwrót.

    Zastanawiam się, które tam związki określasz jako toksyczne. Bo małżeństwo Górnika do takich nie należy. Przynajmniej ja tak tego nie widzę. W toku akcji faktycznie tam się psuje wiele rzeczy. Przede wszystkim z jego winy. Ale ten związek był oparty na zdrowych fundamentach.

    Relacja Wolskiego z Martą jest toksyczna.

    No, dobra. Tutaj masz rację. Ale to jest dwójka bardzo zagubionych osób, które próbują się nawzajem ratować, ale sobie szkodzą. Szczególnie Dawid w stosunku do Marty. Chociaż on się strasznie stara. Ale po prostu jest coś w jego charakterze, jakaś skaza, która sprawia, że ten jego egoizm zawsze bierze górę.

     Relacja Karoliny z Górnikiem też jest w pewien sposób toksyczna.

    Tak. Ale z zupełnie innych przyczyn.

    To jest tak, że stawiasz kropkę i już nic się nie wydarzy, czy jeszcze tę historie da się w jakiś sposób pociągnąć?

    Nie, nie będzie już ciągu dalszego. Natomiast to co pozostaje do napisania, to jest opowieść o Dawidzie. Co się stało z Igą i dlaczego on się zmienił w takiego człowieka jakim jest obecnie. I to jest materiał na jeszcze jedną powieść.

    www.unsplash.com/david clarke

     

    Nie wiedziałem, że jesteś aż takim fanem piłki nożnej.

    Bo Mistrzostwa Europy w ’96 grają w „Zombim” bardzo ważną rolę? Fakt. Na nich opiera się jeden z większych zwrotów akcji. To zresztą jeden z moich ulubionych motywów w tej książce. Jestem szczególnie dumny z tego, że ten wątek zaistniał już w „Wampirze”. Nawet przez chwilę miałem ochotę, żeby nie powtarzać tych wszystkich informacji w „Zombie”. Natomiast dla pewnej jasności przekazu zdecydowałem się to zrobić.

    Reprezentacja Hiszpanii też odgrywa ważną rolę.

    Nie współczesna, tylko ta złota z Mistrzostw Europy 2008, z Mistrzostw Świata 2010, potem polsko – ukraińskie Euro. Świetna drużyna. Chociaż ja wolę takie grające bardziej siłowo. Agresywnie.

    A komu kibicowałeś w meczu Czechy – Niemcy w 1996?

    Czechom. Prawie wszyscy kibicowali wtedy Czechom. Bo to było coś niesamowitego. Pamiętasz, nasza reprezentacja wtedy nic nie potrafiła zrobić. Jak potem w październiku 96′ Citko strzelił Anglikom gola na Wembley to prawie został bohaterem narodowym, chociaż myśmy przecież ten mecz przegrali! I to do tego były tylko eliminacje MŚ. A tu proszę, przyjeżdżają Czesi i docierają do finału Euro. Przez kilkanaście minut nawet w nim prowadzili.

    Poruszasz też wątek dworca kolejowego w Katowicach. Jednym się podoba, innym nie, Twoi bohaterowie też są podzieleni.

    Uważam, że to co zrobiono ze starym dworcem, jego zniszczenie, dewastacja, to jest barbarzyństwo. Nie rozumiem tej decyzji. Nie rozumiem, jak można było zniszczyć tak piękny i tak ważny budynek. Moim zdaniem trzeba go było gruntownie odnowić, może przebudować wnętrza. Tak jak mówią moi bohaterowie – było w Katowicach coś wyjątkowego. Teraz jest to samo, co wszędzie indziej. To centrum handlowe przecież nie różni się prawie niczym od Złotych Tarasów w Warszawie. Chociaż Dworzec Centralny w Warszawie udało się uratować.

    Na koniec chciałbym Cię zapytać, choć może powinienem od tego zacząć. Czy czujesz się dumny, że wyprowadziłeś czytelników w pole? I to w takie pole, że będziesz szukał tych czytelników pewnie przez miesiąc zanim z tego pola wrócą po przeczytaniu.

    Mam nadzieję, że masz rację. Jeśli mi się udało, to faktycznie jestem dumny. Natomiast wiesz, w tej książce są ważniejsze rzeczy niż sama intryga. Nosiłem się z myślą o napisaniu „Zombiego” od trzech lat. A sama historia w różnych wariacjach chodziła za mną od co najmniej dziesięciu. Zresztą „Wampira” napisałem tylko po to, żeby przygotować grunt pod „Zombi”. Chciałem zapoznać czytelników z bohaterami, realiami. Sprawdzić, jak to będzie działać. Te dwie opowieści, pomimo tego że oczywiście można je czytać osobno, są ze sobą mocno związane. Przenikają się na kilku poziomach. Wątek zaginięcia Filipa Korsarskiego pojawia się przecież po raz pierwszy już w „Wampirze”.

    Teraz musisz odpocząć, czy pracujesz dalej i już coś piszesz?

    Teraz powstaje kolejny Mortka. Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku uda nam się go opublikować. Zamknąć tę historię, którą rozpocząłem już cztery książki wcześniej w „Podpalaczu”.

  • „O sukcesie w dużym stopniu decyduje los. Ja miałem szczęście”. Wojciech Chmielarz dla smakksiazki.pl

    Jego najnowsza książka to obraz Polski, której się nie udało, choć udać się mogło. Chmielarzowi szczęście sprzyja, a Nagroda Wielkiego Kalibru podziałała jak dodatkowy bieg w samochodzie. Rozmawiamy o dziennikarstwie, polityce, „Osiedlu marzeń”. O wielu innych sprawach też.

    osiedle_marzenJeden z Twoich tekstów zaczyna się mniej więcej tak: „gdy policja zamknęła babkę Wiśniewską, to wkurwiło się pół Gliwic”. Po przeczytaniu „Osiedla marzeń” miałem podobne odczucie jak gliwiczanie.

    Wkurwiłeś się?

    Tak, bo zostawiłeś czytelnika w takim miejscu, że chce się wiedzieć natychmiast co dalej.

    Jeśli więc się wkurwiłeś, to ja po prostu źle zrobiłem. Mój plan na tę książkę był taki, że co prawda czytelnik będzie czekał na ciąg dalszy, ale o tej historii dowiedział się już wszystkiego. Wie, kto zabił i dlaczego. Jeśli natomiast mówisz, że się zirytowałeś, to widocznie nie wyszło tak jak chciałem, mogę tylko przeprosić. Co będzie dalej? Wyjaśni się w końcu co było na pendrivie. W piątej książce z komisarzem Mortką chciałbym zamknąć te wszystkie wątki, które zaczęły się nawet jeszcze w „Podpalaczu”. Oczywiście, nie znaczy to, że to będzie ostatnia książka z Mortką, ale chcę zamknąć pewną historię. Wiesz, ja w swoich książkach tkwię od początku w 2010 roku, co mnie coraz bardziej męczy, bo z każdym rokiem piszę coraz bardziej kryminał retro. Przykładowo pisząc „Osiedle marzeń” spędziłem naprawdę sporo czasu na szukaniu dobrej piosenki, która była popularna w 2010 roku.

    Dosyć mocno się usprawiedliwiasz, ale to nie był w ogóle zarzut w Twoją stronę. To jest po prostu taki gigantyczny głód na ciąg dalszy. Zostawiłeś mnie z tą książką i pozostaje mi czekać. Pytanie jest inne, czy Ty już wiesz co jest na tym pendrivie?

    Oczywiście, że tak! Od początku wiedziałem, co tam jest. Nie pozwoliłbym sobie na takie zakończenie, gdybym nie wiedział co się wydarzy, jak się potoczą losy bohaterów.

    Z innej beczki. Nie lubisz dziennikarzy?

    (śmiech). Nie mam nic do dziennikarzy jako takich. Natomiast musimy sobie zdawać sprawę, że media światowe, a polskie może nawet mocniej, przeżywają poważny kryzys. Szczególnie mocno dotyka to mediów tradycyjnych, papierowych. Co to oznacza? De facto, upadek dziennikarstwa jakościowego, a wzrost liczby materiałów tabloidowych czy opartych na metodzie Ctrl-C, Ctrl-V. Efekty negatywne tego już widać. I wbrew temu, co niektórzy sądzą, internet tutaj nie pomoże. Fajnie opowiadał o tym Cezary Łazarewicz, który ostatnie miesiące spędził w Wirtualnej Polsce, tworząc tam właśnie dziennikarstwo jakościowe. Mówił że nawet jeśli napisał dobry tekst, to on się totalnie w Internecie nie przebił. Nie było w ogóle odzewu i to do tego stopnia, że bohaterom tekstu nie chciało się pozywać autora. Co byłoby nie do pomyślenia w prasie papierowej! I o tym też w pewnym sensie jest „Osiedle marzeń”. Chciałem o tym dziennikarstwie napisać, bo jestem niespełnionym dziennikarzem.

    W Miłoszu Ostrowskim, który jest jednym z bohaterów „Osiedla marzeń”, skupiają się wszystkie negatywne cechy dziennikarza? Bycie łasym na zaszczyty, interesowność, czasem nawet korupcja.

    Wielu dziennikarzy ma bardzo duże ego. Tak jak powiedziałeś, chcą mieć jakąś sprawczość nie tylko przy opisywaniu, ale też przy kreowaniu wydarzeń. Może wynika to z faktu, że dziennikarze znają bardzo wiele osób, plotek, tajemnic. Wydaje im się, że wobec tego powinni mieć jakiś wpływ na rzeczywistość. Gdy okazuje się, że jednak nic nie mogą, są sfrustrowani.

    photo-1470326072634-ea0b6a6a650d

    Polityków też nie lubisz? W sumie w Twojej książce dostało się wielu grupom społecznym.

    Piotr Celtycki, jeden z bohaterów, jest specyficznym rodzajem polityka, bo jest na aucie i próbuje wrócić do gry. Jeśli zaś chodzi o politykę jako całość, to jestem zniesmaczony poziomem debaty publicznej. Wracamy więc do tematu, o którym mówiliśmy wcześniej, bo to też się wiąże z upadkiem dziennikarstwa. Jest coraz mniej osób, które potrafią zadać politykom dobre pytania. Co wynika i z braku wiedzy, i braku doświadczenia. Przychodzą mi tylko dwa nazwiska do głowy, to jest Marcin Zaborski z RMF FM i Beata Marciniak z Trójki. Generalnie, kiedy oglądam wywiady z politykami, to się czasem łapię za głowę, bo dziennikarze nie zadają pytań, które powinni zadać.

    Chciałbym przeskoczyć teraz na chwilę na temat seriali. Ostatnio spotkałem kilku pisarzy, którzy mówią, że w jakiś sposób inspirowali się serialem „Dexter”. Na przykład bohaterka kryminałów Bernharda Aichnera działa trochę jak bohater serialu. U Ciebie też jest taki moment, gdzie jest próba poćwiartowania ciała, który leży w wannie. Przypadek?

    Oczywiście oglądałem „Dextera”, ale się zniechęciłem przy trzecim sezonie. Chciałem, żeby to była scena makabryczna i komiczna. Zastanawiałem się co zrobi mało bystry człowiek, który będzie chciał się pozbyć ciała. Pomyślałem, że pewnie będzie próbował je pociąć i mu to niezbyt dobrze wyjdzie. Także „Dexter” nie, ale jeśli jakieś nawiązanie serialowe, to do „Breaking bad”, bo tam jest taka śmieszna scena, gdy bohaterowie po swoim pierwszym zabójstwie próbują pozbyć się ciała. Wrzucają ciało do wanny i zalewają kwasem, wanna się rozpuszcza i ciało spadło piętro niżej razem z kawałkiem sufitu. I to jest raczej inspiracja.

    Teraz będzie trochę filozoficznie, bo generalnie rzecz ujmując, Twoja książka pokazuje dość przykry obraz naszego społeczeństwa. Tak jak napisał na okładce Pablopavo, że nikt z bohaterów nie jest czysty.

    O tym właśnie miała być ta książka, o Polsce, której się nie udało. O ludziach, którzy mieli możliwości, mieli ambicje, ale z takiego czy innego względu coś im nie wyszło. Mam wrażenie, że tych osób jest jednak bardzo dużo, a sukces odnosi mniejszość. Natomiast większość Polaków nauczyła się radzić sobie z poczuciem porażki życiowej i traktuje to jako coś naturalnego. Ktoś chciał zostać znanym aktorem, a trafił do teatru powiatowego. Pomimo tego może być szczęśliwy, bo np. ma udane życie rodzinne, ale inna osoba w tej samej sytuacji będzie rozżalona. My jesteśmy przecież non stop karmieni przez telewizję, kolorową prasę wizją sukcesu Wręcz tyranizowani. Wmawia się nam, że jeśli ktoś go nie osiągnął, to jest tylko i wyłącznie jego wina. A o sukcesie decyduje przecież w dużym stopniu decyduje los. Ja miałem szczęście, że trafiłem na dobrych ludzi z dobrego wydawnictwa. Dostałem takiego redaktora nie innego, wydawnictwo się zainteresowało, a mogło nie. Podobno było blisko, a moją pierwszą książkę by odrzucili.Były głosy żeby tego nie wydawać. Los, rzut monetą. Ludzie nie zdają sobie z tego sprawy, nie mają wobec losu należytej pokory.

    wampirJeśli już o losie mowa. Jak duży wpływ na to, co się z Tobą stało miała Nagroda Wielkiego Kalibru?

    Ona przyszła w bardzo dobrym momencie. To była nagroda za trzecią książkę i w związku z tym były jakieś informacje o mnie, na przykład w Internecie. Jeśli więc ktoś chciał sprawdzić kim jest Chmielarz, to sobie sprawdził. Moje książki można było znaleźć w księgarni i w bibliotece, można było przeczytać kilka wywiadów ze mną. Wobec tego ta nagroda stała się dużym katalizatorem, pojawiły się nowe propozycje wydawnicze, ale przede wszystkim zaczęli odzywać się ludzie, którzy chcieli zaprosić mnie na spotkania autorskie. Tego przed nagrodą nie było.

    Mówimy o tym, że w „Osiedlu marzeń” każdy ma coś na sumieniu. Spróbujmy inaczej. Który z Twoich bohaterów ma najczystsze intencje? Może Zuza, która chce dobrze, ale ciągną się za nią pewne niewyjaśnione sprawy?

    Z takich ważniejszych postaci, to faktycznie, chyba nikogo takiego nie ma. Mówiłeś o Zuzie, że ona ma coś na sumieniu, ale przecież każdy z nas ma jakieś świństwa. Nie da się przeżyć życia i być ciągle szlachetnym i nie popełnić żadnych błędów. Faktycznie, teraz jak o tym myślę, to w „Osiedlu marzeń” nie ma osoby, o której mógłbym powiedzieć, że jest w stu procentach czysta. Są natomiast postacie, który popełniły w życiu błędy i starają się je teraz naprawić. I oni wydają mi się dużo ważniejsi i o wiele bardziej prawdziwsi.

    Nad czym teraz pracujesz? Ciąg dalszy „Osiedla marzeń”?

    Moją kolejną książkę będzie „Zombie”, to będzie kontynuacja przygód detektywa Dawida Wolskiego. Zbliżam się do połowy i z każdą stroną zaczynam się rozpędzać. Będzie o Gliwicach, będzie strasznie, będzie makabrycznie. To będzie inna książka niż o komisarzu Jakubie Mortce, ale będzie ciekawa, będzie mocna. Chciałbym żeby ukazała się w przyszłym roku. Jeśli zaś idzie o Mortkę, to też bym chciał żeby w przyszłym roku, albo na początku 2018.

    Praca nad dwoma tytułami jednocześnie nie miesza Ci w głowie?

    To wbrew pozorom pomaga. To są dwie zupełnie inne książki, taki płodozmian jest dobry, bo w ten sposób czyszczę sobie głowę. W taki sposób powstał „Wampir”. Kiedy skończyłem „Przejęcie” i miałem już w głowie „Osiedle marzeń” to się zorientowałem, że za dużo czerpię z poprzedniej książki. Te same odzywki, bohaterowie zachowywali się tak samo, więc się trochę przestraszyłem, bo nie chcę pisać cały czas tak samo. Chcę się rozwijać, a żeby się rozwijać, to trzeba próbować nowych rzeczy.

    Zadam Ci pytanie, na które nie odpowiesz. Co przydarzy się bohaterom „Osiedla marzeń”?

    Mogę powiedzieć tyle, że będzie mocny początek, będzie dużo trupów. Mogę też powiedzieć, że nie ma jeszcze tytułu. Więcej, po tej książce na jakiś czas chcę odpocząć od Mortki, bo mam już pomysł na inną, fajną historię. Na pewno jednak Mortki nie zabiję, po prostu jestem nim trochę zmęczony.

  • „Co to za t-shirt za tysiąc złotych”? Książka o Edwardzie Dwurniku.

    moje-krolestwo-rozmowa-z-edwardem-dwurnikiem-b-iext38475290Sam mówi, że dziennikarze pytają go najczęściej o samochody i kobiety, a nie o obrazy. Robi dużo, żeby być odbierany jako postać kontrowersyjna. Nie ukrywa, że lubi pieniądze i drogie samochody, a swoje obrazy może sprzedać za kilkaset tysięcy złotych, albo oddać za dobre słowo. W księgarniach pojawiła się rozmowa z jednym z najbardziej znanych współczesnych malarzy. „Moje królestwo” to książka, która momentami bawi, momentami wkurza, a jeszcze gdzie indziej, daje do myślenia. 

    Edward Dwurnik (ur. 1943) – malarz i grafik. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych współczesnych polskich artystów. Cykle Podróże autostopemWarszawaSportowcy czy Robotnicy przyniosły mu uznanie w kraju i za granicą, gdzie został zauważony jeszcze przed transformacją polityczną. W 1982 roku jako jedyny Polak wziął udział w wystawie documenta 7 w Kassel. Wielokrotnie nagradzany, między innymi Nagrodą Kulturalną Solidarności, Nagrodą Fundacji Sztuki Współczesnej, Złotym Medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis. Mieszka i pracuje w Warszawie.

     

     

  • Które książki zabrać na wakacje? Zobaczcie gorące nowości lipca.

    Sezon urlopowy właśnie wystartował. Pamiętajcie, żeby zabrać ze sobą na wakacje dobrą książkę. Którą? Przejrzałem dla Was lipcowe propozycje wydawców. Poniżej najciekawsze nowości.

    nadia-wiezien-putina-b-iext37642014

    2009

    nemezis-o-czlowieku-z-faweli-i-bitwie-o-rio-b-iext37170519

    stasi-i-dziecko-b-iext37640454d_3691rebissekretne-zycie-drzew-b-iext370313681967

    stalker-b-iext37026815ojciec-44-b-iext376120792033051708beduinki-na-instagramie-moje-zycie-w-emiratach-b-iext37636357miasto-swietych-b-iext36095405

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

    zdjęcie główne: Freeimages.pl/Jim Watson