Tag: Wydawnictwo Znak
-
„Ćwiczenia z dysonansu” – rozmowa z Tomaszem Stawiszyńskim
Z filozofią mam tylko wspólnego, co z mercedesami, czyli nic. Na szczęście jest Tomasz Stawiszyński, który tłumaczy mi zawiłe sprawy, a teraz mieliśmy kolejną okazję do spotkania z powodu premiery „Ćwiczeń z dysonansu”, które są zbiorem felietonów z Tygodnika Powszechnego. Jak napisać dobry felieton? Dlaczego przelewamy pieniądze, gdy pisze do nas fikcyjna Jennifer Lopez? Kto może być naszym przewodnikiem w tym pędzącym świecie?
Łapcie naszą rozmowę, która powstała przy płatnej współpracy z Wydawnictwem Znak.
-
Nowa książka, nowe wydawnictwo. Rozmowa z Marcinem Mellerem
Na nową książkę Marcina Mellera jeszcze trochę poczekamy, ale to nie przeszkadza w ujawnieniu kilku szczegółów na jej temat. Czy będzie to nowa seria? Tego jeszcze nie wiemy. Wiemy natomiast, że Meller osadzi fabułę w Turcji i Etiopii, a książka ukaże się w Wydawnictwie Znak. Rozmawiamy też o sytuacji w Gruzji, którą pisarz śledzi praktycznie każdego dnia, pojawia się też wątek „Chłopek” i pewnej afery literackiej.
Miłego odbioru!
-
„Czy należy rozmawiać o złych książkach?” Felieton Piotra Borlika
W pierwszym odruchu na usta ciśnie się odpowiedź: Tak, trzeba głośno krzyczeć, ostrzegać, by inni nie powielili naszego błędu i nie sięgnęli po złą książkę. Wiele wartościowych pozycji ginie w gąszczu premier, promowane są książki złe lub co najwyżej przeciętne, a kryminał pomału otrzymuje łatkę ociekającego bezsensowną przemocą. Trudno więc się dziwić złości, a niekiedy nawet frustracji osób, którym na sercu leży dobro literatury. Tylko czy piętnując złe książki, przypadkiem nie wyrządzają im przysługi?
Do przemyśleń skłonił mnie tekst o książce „Parafil” umieszczony na profilu smakksiazki.pl. O ile godne uznania jest zachowanie Adama, który nie pierwszy raz odrzuca możliwość zarobku w zamian za promowanie złej książki, tak nie wiem, czy ogłaszając to publicznie, nie osiągnął efektu odwrotnego od oczekiwanego. Pierwszą ku temu przesłanką może być liczba reakcji na post. Już po pierwszej godzinie było ich więcej niż pod recenzjami, felietonami i zapowiedziami razem wziętymi. Ktoś powie: super, przynajmniej ludzie wiedzą, żeby omijać tę książkę szerokim łukiem. Pewnie będą mieli sporo racji, świadomi czytelnicy poczują się ostrzeżeni i skreślą „Parafila” z listy zakupowej, ale nie ma co się oszukiwać: świadomych czytelników wcale nie jest tak dużo.

Piotr Borlik, fot: Piotr Haltof & Youme Studio Pamiętam, jak na fali wznoszącej znalazła się Blanka Lipińska i jej „365 dni”. Budżet na promocję jej radosnej twórczości zapewne wielokrotnie przewyższał nakłady poświęcone na „Parafila” niemniej w obu przypadkach dostrzegam podobne zjawisko. Nie kojarzę innej książki, która otrzymałaby tak wiele skrajnie negatywnych opinii. „365 dni” było wyśmiewane, odradzane, podkreślano jej szkodliwość, szydzono z autorki, a sprzedaż zamiast maleć, rosła w jeszcze większym tempie. Czytelnicy zamiast zapomnieć o książce, kupowali ją, by sprawdzić, czy rzeczywiście jest taka zła, jak wszyscy o niej mówią. Tak to niestety działa. Złe książki „klikają się” na Instagramie, złe opinie przyciągają komentujących, a o książce jest coraz głośniej. Kontrowersja się sprzedaje.
Z faktami nie ma co dyskutować: w Polsce dobrze sprzedają się książki ociekające krwią. Z roku na rok mnożą się autorzy proponujący bezmyślne sieczki, granica okrucieństwa przesuwana jest coraz dalej. Na grupach kryminalnych królują tytuły Piotrowskiego, Czornyja czy Kościelnego. Może nie powinienem tego mówić, ale uważam, że moją najgorszą kryminalną książką jest „Boska proporcja”. Pisząc ją, miałem znacznie słabszy warsztat, gorzej konstruowałem portrety psychologiczne, w kilku miejscach zastosowałem zbyt duże uproszczenia, to jednak ona osiągnęła bardzo dobrą sprzedaż, sprawiła, że mogłem rozwinąć skrzydła, przywiodła do mnie wielu czytelników. Może w „Boskiej proporcji” nie było aż takiego okrucieństwa, niemniej mogę się założyć, że Adam również odmówiłby napisania jej odpłatnej recenzji i być może napisałby podobny tekst. Nie zmienia to faktu, że przez wiele lat będę kojarzony z „Boską proporcją” i gdy ktoś będzie zastanawiał się, którą książkę Borlika przeczytać, to pewnie sięgnie właśnie po przygody Agaty Stec i Artura Kamińskiego. To ona wciąż zbiera najwięcej opinii, to do niej zostały sprzedane prawa do ekranizacji, to ona wciąż bardzo dobrze się sprzedaje. Tak to już działa. Nie potrafię zliczyć opinii po „Zapłacz dla mnie” czy „Wymazanych z pamięci”, w których zarzucano mi nudę i brak akcji. Wiem, że bezpowrotnie straciłem osoby oczarowane „Boską proporcją”, ale na szczęście w międzyczasie pojawili się nowi czytelnicy oczekujący czegoś więcej niż krew.
Co więc zrobić w zamian? Milczeć? Po lekturze schować książkę do piwnicy, by nie daj Boże nie wpadła w niczyje ręce? Poniekąd tak, wszak nie ma nic gorszego dla książki niż cisza. Jak wspomniałem na początku, jest wiele wartościowych książek, które nie potrafią przebić się przez „konkurencję”. Może więc zamiast robić kolejną reklamę złym książkom, skupmy się wyłącznie na tych dobrych?
Piotr Borlik
-
Denaturat, Jeremi Przybora oraz Śląsk, czyli autobiografia Kazimierza Kutza
Swoją autobiografię pisał praktycznie do końca swojego życia. Z kim pił denaturat? Jak doszło do tego, że został reżyserem kultowych filmów? Co z jego życiem ma wspólnego Jeremi Przybora, a co Wenecja? Kazimierz Kutz opowiada w tej książce o sobie, ale też o aktorkach oraz aktorach, z którymi się zetknął. Nie zawsze są to opowieści, o które stawiają opisywanych w pozytywnym świetle. Skandale, anegdoty, pikantne opowieści – to znajdziecie w książce „Będzie skandal. Autoportret Kazimierza Kutza”. Niesamowicie ważny był dla niego Śląsk, który pozostał w nim aż do śmierci.
„A ja wiedziałem jedno: stawką jest wyrwanie się z tego śląskiego chomąta, bo u nas każdy chłop musiał być roboczym wołem, niewolnikiem. No i chciałem coś osiągnąć w kulturze. Chciałem być kimś. (…) zachciało mi się zostać facetem moc jakąś w sobie mającym, tajemnicę jakowąś.”
Zobaczcie wideo, w którym o Kazimierzu Kutzu mówi…sam Kutz oraz także jego syn, a także Jerzy Trela, Daniel Olbrychski, Robert Talarczyk, dyrektor Teatru Śląskiego, Marek Plura, senator RP.
Ten wybitny reżyser to kawał historii nie tylko polskiej kinematografii, ale także, a może przede wszystkim, Śląska. Premiera książki już jutro.
-
„Wkrótce owady wyprą ze stołów steki i schabowe”
Niektóre owady mogą nas uratować z zawalonego budynku, inne pomagają rozłożyć plastik, a jeszcze inne przyczyniają się do powstania antybiotyków. Wielu z nas się nimi brzydzi, a okazuje się, że są bardzo pożyteczne, chociaż niekoniecznie piękne. Wszystko fajnie, ale wyobrażacie sobie, że włączacie owady do Waszej diety? Wiecie, mają sporo białka, a smażone smakują podobno całkiem okej. Podobno już za kilka lat…posłuchajcie zresztą sami.
-
Miłosz, Wałęsa, Chotomska. Wszyscy ludzie Kobiety Pracującej
Pisała pamiętnik, miała problemy z arytmetyką, całe życie podporządkowała pracy, no i tak, żadnej pracy się nie bała. Dokładnie osiem lat temu zmarła Irena Kwiatkowska, którą już chyba na zawsze będziemy kojarzyć z serialem „Czterdziestolatek” oraz rolą Kobiety Pracującej. Jaka była prywatnie? Co ją łączyło z Czesławem Miłoszem? Dlaczego słuchała Radia Maryja i dlaczego miała dużo uwag do swojego wyglądu? O tym wszystkim, a także o wielu innych sprawach związanych z aktorką, rozmawiam z Marcinem Wilkiem, autorem książki „Kwiatkowska. Żarty się skończyły”. Za nami zobaczycie Teatr Syrena, czyli miejsce bardzo ważne dla bohaterki książki.
-
Wiosna, ach to ty! Co przeczytać w marcu?
Wiosna (nie łączyć z polityką) zbliża się wielkimi krokami, w końcu będzie można czytać w plenerze. Może jeszcze nie w marcu, chociaż pewnie będą takie dni, że usiądziemy z lekturą na ławce. Co przeczytać? Co wybrać? Na co wydać pieniądze? Serwuję Wam listę książek, które bym kupił w ciemno. Czy skorzystacie, to już zależy od Was, ale polecam. Smacznego! Aha, klikając na okładki, przeniesiecie się na stronę ze szczegółami dotyczącymi danej książki.














