Tag: Zygmunt Miłoszewski
-
Niewyjaśniona historia w cieniu Babiej Góry
Tajemnicza katastrofa lotnicza w pobliżu Babiej Góry łączy się ze śmiercią Izy, która za dwa tygodnie miała wyjść za mąż. Co ma wspólnego tragedia z 1969 roku z obecnymi wydarzeniami? Na to pytanie odpowiada Irena Małysa w swoim debiucie „W cieniu Babiej Góry”. Jest to opowieść o stracie, przyjaźni, ale też dusznej atmosferze małego miasteczka, w którym wszyscy się znają, a o za tym idzie, mają na siebie haki. Komu zależało na zamordowaniu młodej dziewczyny? I czy uda się rozwikłać zagadkę feralnego lotu, w którym zginęły 53 osoby? Przeczytajcie książkę, a do tego może Was zachęcić rozmowa z autorką, która opowiada też o swojej fascynacji książkami Zygmunta Miłoszewskiego. Materiał powstał przy współpracy z Wydawnictwem Mova.
-
Dzień dobry, przepraszam, czy mogę Panią zabić? Felieton Wojciecha Chmielarza
Co się takiego stało z polskim kryminałem, że z gatunku, który mocował się z polską historią i teraźniejszością, zmienił się w twór, który tonie w krwi, flakach i spermie?
No to czytam sobie „Osiedle RZNiW” Remigiusza Mroza. Raz, że hit lata i jako autor muszę wiedzieć, co ludzie czytają, dwa, że co jakiś czas jednak daję temu autorowi szansę. Sama książka mnie zawiodła, ale nie zamierzam się nad nią znęcać. W swoim czasie zrecenzowali ją znakomicie Jakub Ćwiek i Wojciech Mucha. Nie ma sensu, żebym powtarzał ich argumenty. Poruszyło mnie w tej powieści jednak coś innego. W pewnym momencie, ni z tego i owego, dostajemy w ryj sceną jak z najgorszego przemocowego porno. Jest gwałt, jest dwóch sprawców, jest kazirodztwo, jest sala tortur, jest całe anatomiczne słownictwo. Ruszyło mnie to. Ruszyło mnie to przede wszystkim dlatego, że to kolejny dowód na to, że polski kryminał staje się z roku na rok coraz bardziej brutalny. I to brutalny w ten najgłupszy i najbardziej obrzydliwy z możliwych sposobów.
Dobra. Wiem, że narzekania na to, że kryminały są „zbyt brutalne” w ustach (pod klawiaturą?) autora kryminałów, co więcej, autora, który w zeszłym roku wydał „Ranę”, brzmią dziwacznie, ale dajcie mi szansę się wytłumaczyć.

www.unsplash.com/Alison Courtney Zacznijmy od tezy, że kryminały opowiadają o zbrodnie i złu, a więc muszą być brutalne. Trochę tak, trochę nie. Jestem świeżo po lekturze „Punktów zbieżnych” Micheala Connelly’ego. To kolejna część przygód detektywa Harry’ego Boscha. Tym razem Bosch musi odnaleźć sprawcę niewiarygodnie okrutnego zabójstwa. Ktoś w środku nocy włamał się do domu, zgwałcił przebywającą tam kobietę, a potem ją zamordował. Ale dowiadujemy się o tym wszystkim z rozmów bohaterów. Co więcej, ta informacja zostaje nam podana bardzo suchym, policyjnym językiem. Mniej więcej w takim sposób, w jaki ja to Państwu opisałem. Dlaczego w ten sposób? Dlaczego Connelly nie zafundował nam, na samym początku książki, szczegółowego opisu tego zdarzenia tak, jakby zrobiło to co najmniej kilku polskich autorów? No cóż… Moja robocza hipoteza jest taka, że wiedział, że nie musi. Zdawał sobie sprawę, że siła jego powieści tkwi w ciekawie skonstruowanej zagadce, interesującym bohaterze i dobrze poprowadzonej fabule. Potrzebował pokazać nam, że zabójca jest groźny i bezwzględny. Osiągnął swój cel. Bardziej szczegółowy opis byłby tylko próbą szokowania czytelnika tylko po to, żeby go zszokować.
Bo nie chodzi mi o to, żeby nagle kryminały robiły się grzeczne i milutkie, a mordercy zwracali się do ofiar „dzień dobry, przepraszam, czy mogę panią zabić?”. Jednak należy pamiętać, że brutalność w kryminałach powinna do czegoś służyć. Weźmy chociaż za przykład „Gniew” Zygmunta Miłoszewskiego. Powieść, która skupia się na problemie przemocy domowej. I w której znajduje się sporo mocnych scen. Ale one są tej powieści bezwzględnie konieczne, bo pokazują to codzienne, ukryte, rodzinne okrucieństwo. Bez nich ta książka byłaby niekompletna. (to samo próbowałem nota bene osiągnąć w „Ranie”. Być może mi się nie udało, jeśli tak, to przepraszam. Ale nigdy moim celem nie było szokowanie, dla szokowania). I tutaj jest mój kolejny zarzut do „Osiedla RZNiW”. Wątek, o którym wspominałem na początku, jest po prostu niepotrzebny. Książka doskonale poradziłaby sobie bez niego. Co najśmieszniejsze, zupełnie nie pasuje on do reszty fabuły. A przy tym wszystkim, Miłoszewski jest dla swoich bohaterek, łagodniejszy niż Mróz. Ale pomimo tego, to jego sceny są bardziej poruszające.
Bo ta brutalność, o której piszę, to szokowanie czytelników opisami kolejnych gwałtów i okrucieństw, po prostu nie działa. Pisałem, że scena gwałtu na „Osiedlu RZNiW” mną poruszyła. Ale poruszyła dlatego, że zobaczyłem, że najpopularniejszy pisarz w kraju postanowił dołączyć do tego idiotycznego festiwalu porno-przemocy. Czy zrobiło mi się niedobrze? Tak. Ale na takiej samej zasadzie, na jakiej robi się człowiekowi niedobrze, kiedy widzi rozmazaną kupę na chodniku. Obrzydliwe, ale co z tego? Chcecie Państwo poznać sceny, wątki, które naprawdę mną poruszyły? W „Gniewie” Miłoszewskiego jest rozdział, gdzie mamy opisany z perspektywy czteroletniego chłopca moment, kiedy odnajduje zabitą matkę. Niesamowity i bolesny obraz. Ale samo zabójstwo zostało popełnione wcześniej. Teraz czytamy tylko o leżącym bez ruchu ciele. Albo „Pan Mercedes” Stephena Kinga, gdzie przez pół książki drżałem z obaw o psa jednego z bohaterów, którego chciał zabić tytułowy zbrodniarz. Naprawdę wbiło mi się to do łba. A żeby było najśmieszniej – finalnie temu cholernemu psu nie spadł nawet jeden włos z ogona. Albo weźmy reportaże Przemysława Semczuka, który opisuje sprawy najgroźniejszych polskich seryjnych zabójców. Te książki są przerażające, chociaż o samych zbrodniach opowiada po prostu lakonicznie. Ale znowu, bardziej mnie one poruszają, niż te żałosne opisy seks lochów prosto z katalogu BDSM.

www.unsplash.com/David von Diemar BO ZŁO TAK NIE WYGLĄDA!
Ten zwrot ku brutalności martwi mnie także dlatego, że świadczy o pewnym braku empatii. Jakby autorzy naprawdę nie rozumieli, co właśnie opisali. Bohaterowie, bohaterki co prawda deklarują, że są wstrząśnięci, przerażeni, ale zachowują się tak, jakby zupełnie nic się nie stało. Ale co najgorsze, i tutaj dochodzimy do naprawdę przerażającej puenty – najwyraźniej to wszystko absolutnie nie przeszkadza czytelnikom.
Jakiś czas temu przeczytałem powieść, której tytułu nie chcę podawać. Idiotyczna fabuła, idiotyczni bohaterowie, a do tego zawartość wypełniona morderstwami, gwałtami i przemocą. Ocena na lubimyczytac.pl? 8 na 10. Znakomita „Topiel” Jakuba Ćwieka? 7,1 na 10. Świetna „Wiara” Anny Kańtoch? 7,4 na 10. „Gniew” Miłoszewskiego? 7,7. „Około Północy” Mariusza Czubaja, jeden z najlepszych kryminałów zeszłego roku – marne 6,3.
Mogę sobie narzekać na tę bezsensowną przemoc. Mogę kręcić głową. Mogę opowiadać, że te wszystkie sceny nie mają żadnego sensu i uzasadnienia fabularnego. „Osiedle RZNiW” było bestsellerem mijającego lata. Najbardziej obrzydliwa książka, jaką czytałem w swoim życiu, na lubimyczytac.pl ma wyższe oceny niż powieści Zygmunta Miłoszewskiego. Smutna rzeczywistość jest taka, że najwyraźniej czytelnicy chcą się taplać w krwi, flakach i spermie. I okej. Nie ma co się obrażać na rzeczywistość. Jest jak jest. Ale dobrych książek z tego nie będzie.
Wojciech Chmielarz
-
„Pójdę do więzienia, bo o tym powiedziałem”. Zygmunt Miłoszewski o sprzedaży praw do ekranizacji książki
Koniec II wojny światowej. Niemcy przegrywają, każdy myśli tylko o sobie. Generalny Gubernator Hans Frank ukrywa najcenniejsze łupy, a wraz z nimi bezcenny sekret, który ma zapewnić mu nietykalność po wojnie. Skarb ginie bez śladu w tajemniczych okolicznościach. Rok po wojnie. Do Polski powracają zrabowane dzieła sztuki z „Damą z gronostajem” Leonarda da Vinci na czele. Brakuje „Portretu Młodzieńca” Rafaela Santi, który od tej pory pozostaje najcenniejszym zaginionym na świecie dziełem sztuki i symbolem grabieży dokonanych w czasie II wojny światowej. W Muzeum Czartoryskich w Krakowie od ponad sześćdziesięciu lat na Rafaela czeka pusta rama. Brzmi znajomo?
To opis „Bezcennego”, jednej z książek Zygmunta Miłoszewskiego. Fani pisarza doskonale wiedzą, że Zofia Lorentz pojawia się też w „Kwestii ceny”, która miała premierę kilkanaście dni temu. Dlaczego więc wracam do tytułu z 2013 roku? Ano dlatego, że w trakcie rozmowy ze mną i Wojciechem Chmielarzem Zygmunt Miłoszewski opowiedział o sprzedaży praw do ekranizacji. Jak się pewnie domyślacie, 99% informacji objętych jest tajemnicą, ale wiadomo, że nie będzie to serial, a film.
-
„Nie czerpię przyjemności z pisania”. Zygmunt Miłoszewski w ogniu pytań!
W końcu nadszedł moment, który razem z Wojciechem Chmielarzem wyobrażaliśmy sobie od kilku miesięcy. Jeśli mam być szczery, to byłem przekonany, że twórca Jakuba Mortki odpowie w stylu: „okej, zadzwonimy do Pana”, ale miło mnie zaskoczył, bo już w trakcie pierwszej rozmowy powiedział „okej”. Bez ciągu dalszego. Wybór pierwszego gościa nie był oczywisty, bo chcieliśmy z rozmowami ruszyć jesienią, ale jeśli dostaje się pod nos premierę „Kwestii ceny” oraz Zygmunta Miłoszewskiego, który mówi, że chętnie przyjdzie, no to sami wiecie, że takich szans się po prostu nie marnuje. Jest to odcinek pierwszy, który może być zarówno ostatnim, bo wszystko zależy od Was – czy chcecie taki format oglądać oraz od wydawców, czy będą chcieli wysyłać nam swoje topowe autorki oraz autorów, a dodatkowo dorzucą kilka Biletów Narodowego Banku Polskiego.
Nie przedłużając – oddajemy w Wasze ręce rozmowę z Zygmuntem Miłoszewskim. Mamy wrażenie, że bardzo szczerą, bo jest o pieniądzach, lenistwie, relacjach z wydawcą, głupich pomysłach na książki, planach na najbliższą przyszłość, Szackim. Momentami jest szermierka słowna, czasem śmiech, chwilami przekleństwa. Dajcie znać po obejrzeniu co sądzicie, bo to dla nas bardzo ważne. Naszym miejscem rozmów będzie Antykwariat Kwadryga, któremu dziękujemy za świetną współpracę, a także sporo towaru dla literackich ćpunów.
-
„Kwestia ceny” już wkrótce! Premiera książki Zygmunta Miłoszewskiego za nieco ponad miesiąc
„Pisałem Kwestię ceny w zupełnie absurdalnych warunkach. Zacząłem na statku handlowym, płynącym z ładunkiem holenderskiej stali przez Atlantyk, kończyłem w czasie pandemii, internowany w domu kultury w Olsztynie. Czytałem wiadomości i widziałem, jak świat bez przerwy dopisuje kontekst do mojej fabuły, której osią jest marzenie o zdrowiu i długowieczności. Bez względu na cenę”. Kliknijcie w okładkę żeby zamówić książkę!
Tam, gdzie autor pisał, tam też zaczyna się przygodowa fabuła: na morzu.
Początek XX wieku. Sztorm. Benedykt Czerski żegna się z życiem. Przeklina patriotyczne uniesienia, które kilka dekad wcześniej doprowadziły do jego zesłania na Daleki Wschód, a teraz kazały mu wracać do ojczyzny. Czerski wraca jednak nie jako więzień, lecz jako wielki uczony, badacz dalekich plemion Syberii. Obsesyjnie pilnując skrzyń, zawierających bezcenne zabytki tajemniczego ludu Ajnów.
Początek XXI wieku. Bogdan Smuga, chłodny naukowiec i wyznawca religii rozumu, wierzy, że wśród zbiorów Czerskiego kryje się prawdziwy skarb, mogący odmienić przyszłość ludzkości. Jego wysiłki nie przynoszą rezultatu. Decyduje się na desperacki krok.
Zofia Lorentz, słynna historyczka sztuki i poszukiwaczka zaginionych arcydzieł, mierzy się ze stopniowym zanikiem pamięci męża. Gdy Smuga proponuje jej udział w odnalezieniu zbiorów, przywiezionych przez Czerskiego z Syberii – podkreślając, że kwestia ceny nie ma w tym wypadku żadnego znaczenia – przyjmuje zlecenie. Tak zaczyna się niezwykła wyprawa, która zaprowadzi bohaterów między innymi na rosyjską Wyspę Przeklętą, do Paryża i na statek-widmo. Ich przygody okażą się decydujące dla dalszych losów cywilizacji. I jak to u Miłoszewskiego, wszystko okaże się nie tym, czym zdawało się na pierwszy i drugi rzut oka.
„Kwestia ceny” to zuchwały, niepozostawiający nikogo obojętnym thriller o naszych największych marzeniach i o cenie, jaką jesteśmy gotowi zapłacić za spełnienie tych pragnień. O nauce, o religii, głodzie wiedzy, genie ryzyka, roli wspomnień i o wielkiej przygodzie ludzkości. Która być może właśnie dobiega końca.
Dla fanów Miłoszewskiego kończy się więc bardzo długi czas posuchy, bo przecież jego poprzednia książka, czyli „Jak zawsze”, wylądowała na księgarskich półkach w sierpniu 2017 roku. Naszą rozmowę o niej znajdziecie tutaj. Co ciekawe, dziś pisarz obchodzi swoje urodziny, więc termin ujawnienia szczegółów dotyczących „Kwestii ceny” nie jest przypadkowy. Nie zmienia to faktu, że pisarz zrobił prezent zarówno sobie, jak i swoim czytelnikom.
Książkowym debiutem Zygmunta Miłoszewskiego był „Domofon” (2005), ale sławę zyskał dzięki trylogii o prokuratorze Teodorze Szackim ( „Uwikłanie”, „Ziarno”, „Gniew”). W 2013 ukazał się thriller „Bezcenny”, który opowiada o odzyskiwaniu dzieł sztuki. Cztery lata później pojawiła się ostatnia, wspominana już tutaj książka Miłoszewskiego – „Jak zawsze”.
-
Powolna jazda samochodem oraz Pismo Święte, czyli Sekielski i Miłoszewski o Tyrmandzie
Weszliśmy w rok Leopolda Tyrmanda, więc siłą rzeczy będzie tutaj „Lolka” trochę więcej, chociaż mam wrażenie, że zawsze było sporo. Pod koniec roku mieliście okazję zobaczyć rozmowę z biografem Tyrmanda, Marcelem Woźniakiem (klik), a dziś czas na wspominki. Jeden z moich gości specjalnie powoli jeździł samochodem żeby przesłuchać jak najwięcej „Złego”, natomiast drugi przypomina sobie, że w jego domu właśnie ta książka stała między Pismem Świętym a „Panem Tadeuszem”. Przed Państwem Tomasz Sekielski i Zygmunt Miłoszewski. Żeby była jasność, wypowiedzi obu panów nagrywałem w lipcu.
-
„Boję się, że już nigdy nie napiszę tak dobrej powieści, jak ostatnia”
Prawda jest taka, że do tej rozmowy mogłem wybrać kilka tytułów, bo Zygmunt Miłoszewski naprawdę dużo powiedział. Trochę o książce, która ukaże się, jeśli nic nie pierdyknie, za rok, a także trochę o kolejnym projekcie literackim. Przyznaje też, że miał problem, żeby usiąść ponownie do pisania. Dlaczego? Dowiecie się z rozmowy. Jest też o postaciach z „Bezcennego”, dokumentacji na statku… Każdy wielbiciel twórczości Zygmunta znajdzie tutaj coś dla siebie. Nie, nie pytałem o Szackiego 😉
-
Zygmunt Miłoszewski oddaje swój skarb na WOŚP!
Drodzy, jest sprawa. Można pomóc, a przy okazji zdobyć unikatową rzecz, ale po kolei. Zygmunt Miłoszewski zdecydował się przeznaczyć widoczny na zdjęciu egzemplarz swojej powieści „Jak zawsze” na aukcję organizowaną przez smakksiazki.pl, a wspierającą Wielką Orkiestrę Świątecznej pomocy. O samej książce autor opowiada na filmie, który znajdziecie poniżej, więc tam Was odsyłam po konkrety. Najważniejsze jest to, że w licytowanym egzemplarzu zobaczycie rzeczy, których nie ma w księgarniach. Po prostu część wypadła, część została zastąpiona, itd. Co więcej, książka jest z dedykacją oraz podpisem autora. Niestety, podpisałem się też ja 😉 Żeby grać w otwarte karty – mamy nadzieję, że wyłożycie naprawdę dobre pieniądze za tę wersję „Jak zawsze”. Uprzedzając pytania, tak, pies żyje, tylko śpi 😉 W poniedziałek rano wyemituję całą rozmowę z Zygmuntem, a pogadamy o instragramie, psach, przekładach książek na japoński, Szackim, a także książce pod roboczym tytułem „Bezcenny 2”. Wracając jednak do spraw najważniejszych, to klikacie TUTAJ i ostro licytujecie.


